Albo dzieci, albo kariera – czy Szwajcaria jest prorodzinna?

23-86442094-23-86368763-1486109396

Fot. svz.de

Aby spróbować odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule, muszę zacząć od tego, co rozumiem przez prorodzinność. Prorodzinny jest kraj, który swoim ustawodawstwem i działaniami wspiera rodziców w łączeniu posiadania potomstwa z aktywnością zawodową. Kobieta w kraju prorodzinnym nie musi wybierać: rodzina albo praca, ale korzysta z rozwiązań systemowych, pozwalających jej na spełnianie się w macierzyństwie oraz poza nim. Ma możliwość, jeśli chce, łączenia wielu społecznych ról.

Kraj prorodzinny to taki, w którym politycy swoimi działaniami nie przymuszają do rodzenia dzieci, ale ułatwiają ich posiadanie, kariera nie jest zarezerwowana wyłącznie dla bezdzietnych, a rodzicielstwa i radzenia sobie z jego organizacją (m.in. opieki nad dzieckiem) nie traktuje się, jak prywatnej sprawy samych rodziców. 

Po rozmowach z matkami i ojcami, którzy przybyli tutaj z innych krajów oraz opierając się na własnych obserwacjach, dochodzę do wniosku, że Szwajcaria z prorodzinnością radzi sobie kiepsko. Oto kilka przykładów, dlaczego. 

Krótki urlop macierzyński 

Pracującej kobiecie po urodzeniu dziecka przysługuje w Szwajcarii 14 tygodni płatnego (80 proc.) urlopu macierzyńskiego. Czy to mało? Matki, z którymi rozmawiałam, zgodnie twierdzą, że tak. Tymczasem jest to dokładnie tyle, ile rekomenduje Unia Europejska (do której Szwajcaria nie należy). W Europie znajdziemy kilka krajów, gdzie podstawowy płatny urlop po urodzeniu dziecka trwa jeszcze krócej, np. Portugalia i Hiszpania (6 tyg.), Niemcy (8 tyg.), Belgia (9 tyg.) czy Holandia (10 tyg.). 

W tych krajach jednak matkom przysługuje również prawo do wolnego przed przyjściem na świat potomstwa (np. w Hiszpanii aż 10 tygodni), a kiedy macierzyński się kończy, kobiety często mają możliwość zostania z dzieckiem dłużej (np. wziąć urlop wychowawczy). W Szwajcarii aktywna zawodowo matka, jeśli chce wrócić do pracy, musi zapewnić opiekę swojemu 3,5-miesięcznego maluchowi (urlop można wydłużyć o kolejne dwa tygodnie, ale już bezpłatnie). Wiele kobiet, zwłaszcza karmiących piersią (co w Szwajcarii bardzo się promuje), nie wyobraża sobie rozstania z dzieckiem na tak wczesnym etapie jego rozwoju. Powrót do pracy na cały etat raczej odpada. 

Brak urlopu ojcowskiego 

Szwajcaria lubi być ostatnia we wprowadzaniu równościowych rozwiązań. Kiedyś dotyczyło to praw wyborczych kobiet, dzisiaj urlopów ojcowskich. Walka o te ostatnie toczy się tutaj dopiero od niedawna. Obecnie, w zależności od miejsca pracy i kantonu, pracownikowi, któremu urodziło się dziecko, przysługuje zazwyczaj co najmniej jeden dzień wolny. Ostatnio głośno było o związkach zawodowych w szwajcarskich kolejach SBB, które wywalczyły dla pracowników dwa tygodnie urlopu ojcowskiego. Takich przykładów wciąż jest jednak jak na lekarstwo.  

Ci, którzy dążą do wprowadzenia ustawowego urlopu ojcowskiego, chcą, aby ojcowie mieli prawo do płatnych czterech tygodni po urodzeniu dziecka. Szwajcarscy politycy uważają jednak, że to za dużo, a ich zdaniem szacowane koszty rzędu 420 mln franków nadszarpnęłyby gospodarkę. Dlatego już proponują skrócić nieistniejący jeszcze urlop dla ojców do dwóch tygodni.

Paradoksalnie przeszkodą we wprowadzeniu urlopów ojcowskich mogą się okazać sami mężczyźni. Z badań socjologicznych i komentarzy pojawiających się w dyskusji wynika, że tata-Szwajcar zamiast zmieniać pieluchy, woli robić nadgodziny w biurze. Jeden pan stwierdził nawet, że dziecko jest nudne, dopóki nie skończy trzech lat – dopiero wtedy można z nim np. pograć w piłkę. Szwajcarski model rodziny wciąż jest dość konserwatywny, o czym będę pisać w dalszej części tego tekstu, więc otwarcie się na nowe role nie zawsze przychodzi tutejszym mężczyznom z łatwością. Co nie znaczy, że nie można próbować tego zmienić. 

Droga opieka nad dziećmi 

Temat-rzeka w szwajcarskich dyskusjach o prorodzinności. Słone koszty instytucji opiekuńczych i problemy ze znalezieniem profesjonalnej niani – ile jest w tym prawdy? Obowiązek szkolny w Szwajcarii dotyczy dzieci od 4. roku życia. Wtedy idą one do przedszkola. Matka, która do tego czasu chce być aktywna zawodowo, ma kilka możliwości zapewnienia dziecku opieki w godzinach swojej pracy. Pierwszą z nich jest Kinderkrippe, czyli tutajsze żłobko-przedszkole. Znajdziemy tam dzieciaki zarówno kilkumiesięczne, jak i kilkuletnie. 

Niektórzy szwajcarscy eksperci od wychowania nazywają Krippe parkingiem dla dzieci. Przeważa pogląd, że zanim dziecko skończy dwa lata, posyłanie go do Krippe nie jest dobre. Podobnie, jak zostawianie go tam codziennie od rana do wieczora. Jaki pracodawca będzie czekał na kobietę dwa lata, zanim odchowa ona potomka? Obawiam się, że niewielu. To głównie rozwiązanie dla matek pracujących na część etatu.

Ile kosztuje Krippe? Różnie, w zależności od kantonu i gminy. Sprawdziłam w Winterthur: ceny zaczynają się od 105 CHF za dzień (rodziny o niskich zarobkach mogą starać się o dotacje). Załóżmy, że kobieta pracuje na pół etatu i zarabia 3 tys. CHF miesięcznie. W najtańszym żłobku (3 dni w tygodniu) będzie musiała zostawić niemal połowę swojego wynagrodzenia. Czy w takiej sytuacji opłaca jej się w ogóle pracować? 

Alternatywą dla Krippe jest Tagesmutter, czyli kobieta, która siedzi z własnymi dziećmi w domu i przy okazji zarabia jeszcze na opiece nad cudzymi. Za godzinę takiej usługi liczy sobie średnio 8 CHF, jeśli jest zrzeszona w specjalnej organizacji, prywatnie (w Zurychu) nawet do 15 CHF za godzinę. Dla porównania, niania w tym samym mieście zarabia od 25 do 35 CHF za godzinę. Na koniec, tak popularna w Polsce i innych krajach instytucja babci, to opcja ewentualnie dla Szwajcarów i tych, którzy przyjechali tutaj całymi rodzinami. Większości imigrantów ten komfort nie dotyczy.

Społeczna rola kobiety w Szwajcarii 

W jednym z artykułów (wszystkie źródła poniżej) przeczytałam, że Szwajcaria w ostatnich latach poszła do przodu, jeśli chodzi o prorodzinność, ponieważ  pojawiły się całodzienne szkoły oraz tzw. Mittagstische, gdzie dzieci mogą zostać w porze lunchu. W Szwajcarii to czas, kiedy mali uczniowie przychodzą ze szkoły do domu. Kto musi tam na nich czekać? Zgadnijcie. Tradycyjnie też środowe popołudnia są wolne od szkoły, a dzieci zamiast długich wakacji letnich mają ferie co kilka miesięcy. Kto organizuje im wtedy czas? No właśnie. 

Wszystko w Szwajcarii jest tak zorganizowane, żeby kobieta była przede wszystkim matką, od której oczekuje się, że zakładając rodzinę pożegna się z karierą zawodową. Jeszcze w 1991 roku aż 40 proc. kobiet mających potomstwo nie pracowało wcale. Do dzisiaj ten odsetek znacznie zmalał, ale wciąż wynosi ponad 20 proc. 

Mam też wrażenie, że Szwajcaria jest krajem, gdzie pracy kobiet nie traktuje się poważnie, raczej jak pożyteczne hobby, bo przecież dobrze jest czasem wyjść z domu, poprzebywać z ludźmi, a przy okazji zarobić na kosmetyczkę i fryzjera. Ponad 80 proc. aktywnych zawodowo kobiet pracuje tylko na część etatu. Wśród kobiet bezdzietnych ten odsetek wynosi jedynie 37 procent. 

O kobietach, które wychowują dzieci i próbują pracować na 100 proc. słyszy się bardzo rzadko. Najczęściej podawane są jako przykład wyrodnych matek. Większość prędzej czy później musi zrezygnować. Z pracy. Marzenia o pogodzeniu rodziny i kariery można w Szwajcarii włożyć między bajki. 

Złota klatka

Pewna redaktorka w zuryskiej gazecie przekonywała przewrotnie w swoim felietonie, że szwajcarskie kobiety są wyjątkowymi szczęściarami. Zżymają się na genderową różnicę płac (w Szwajcarii kobiety zarabiają średnio o 600 CHF mniej niż ich koledzy, wykonując tę samą pracę; dyskryminację udowodniono co 10 firmie), a powinny się cieszyć, że stać je (a raczej ich mężów) na zajmowanie się dziećmi w domach, czego wiele kobiet w Europie może im tylko zazdrościć. W dodatku system chroni je na tyle, że w przypadku rozwodu nie zostają z niczym. To raczej mężczyźni idą wtedy z torbami. No i przecież matki mogą pracować na część etatu – szwajcarski rynek pracy jest elastyczny, jak żaden inny. Redaktorka pisze o wolnym wyborze. Mnie na myśl przychodzi raczej złota klatka. 

Mimo wszystko trudno mi jednoznacznie ocenić sytuację tutejszych kobiet. Z jednej strony wiem, że feministki łapią się za głowę. Z drugiej, widzę zadowolone Szwajcarki, które bezstresowo wychowują dzieci i lubią swoją pracę nawet, jeśli traktują ją jak hobby. Toż to ideał work-life balance w praktyce! Szybko jednak zdaję sobie sprawę z tego, że taki system sprzyja tylko jednej grupie kobiet – takim, które na rezygnację z pracy na 100 proc. mogą sobie pozwolić. Co z całą resztą? Co z nami – ekspatkami, migrantkami, pracowniczkami i matkami? Polkami, dla których dwa etaty – w pracy i w domu – to norma? Oddychacie z ulgą w szwajcarskiej klatce?

—————————————————–

Źródła:

http://www.europarl.europa.pl

www.bfs.admin.ch

http://www.stadtwinterthur.ch

www.swissmom.ch

http://www.vaterschaftsurlaub.ch

www.republik.ch

www.familienleben.ch

http://www.nzz.ch (felietony Nicole Althaus)

www.tagesanzeiger.ch 

 

O futbolu i tęsknocie za ojczyzną

Schweiz-Polen

Polska-Kolumbia. Mecz o wszystko. Zebrało się trochę szwajcarskiej Polonii i oglądamy. Wybrzmiewa pierwsza zwrotka hymnu narodowego. Wokół buzują patriotyczne emocje. U mnie ledwo się tlą pod przyciasną koszulką z napisem Polska Euro 2016. Jest mi głupio, bo jak to możliwe, żeby mieszkać za granicą i nie wzruszać się na dźwięk Mazurka Dąbrowskiego? To tak, jakby nie tęsknić za Polską.

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Nie tęsknię. Czasem tylko dopada mnie w dziwnych momentach, np. kiedy biegnę przez las i przypomina mi się zapach igliwia nad Bałtykiem. Nic tak nie pachnie, jak polskie sosny. Albo kiedy kroję koperek i wraca do mnie wspomnienie rodzinnych weekendów na działce, kiedy byłam dzieckiem. Ostatnio jechałam rowerem i bezwiednie zaczęłam śpiewać kościelną piosenkę o chwaleniu łąk umajonych (sic!), którą zapamiętałam z komunii, choć wcale nie jestem religijna.

Chciałabym obejrzeć „Zimną wojnę” Pawlikowskiego i smutno mi, że nie mogę. Pójść protestować z dziewuchami pod Sejm. Spotkać się ze znajomymi na piwo, tak po prostu, spontanicznie, bez umawiania się miesiąc wcześniej. Zjeść twarożek z rzodkiewką, prawdziwy, w kostce, nie serek wiejski z coopa. Czy to podchodzi pod uczucia patriotyczne?

A może ja po tych czterech latach już się „zeszwajcarzyłam”? Polubiłam ciszę, spokój i punktualność. Interesuję się szwajcarską polityką (o polskiej już nawet nie czytam), głosuję (póki co za pomocą męża) w każdym referendum, nie narzekam na ceny biletów, sprzątam po swoim psie (i po obcych ludziach), maluję biały krzyż na policzku i cieszę się, kiedy Szwajcarzy strzelają gole. Lubię moje wygodne, szwajcarskie życie i nie wyobrażam sobie powrotu do Polski. Może powinnam się wstydzić?

Czytając ostatnio dziennik Andy Rottenberg „Berlińska depresja”, natknęłam się na fragment o szwajcarskim patriotyzmie:

„Cichy szwajcarski patriotyzm zobaczyłam (…) w starannej ochronie pejzażu, powściągliwości w okazywaniu niechęci, konsensusie co do dobra wspólnego, poszanowaniu przeszłości i tradycji, które nie kłóci się ze sprzedawaniem ziemi tym, których inwestycje mogą ożywić gospodarczo jakiś skrawek tego małego kraju. Jasne, Szwajcaria stoi na kapitale gromadzonym od wieków w tutejszych bankach. Lecz nikt, żaden polityk, nawet ten prawicowy nacjonalista (Christoph Blocher – przyp. red.), nie wpadł na pomysł, aby te banki uczynić bardziej szwajcarskimi, a więc aby je „znacjonalizować”, skoro są dochodowe. Więc Blocher będzie głosił swoje poglądy i pokazywał swoją kolekcję (sztuki szwajcarskiej w muzeum Oskara Reinharta w Winterthur – przyp. red.), jedno i drugie publicznie, a Szwajcarzy i tak wybiorą złoty środek. Bo to im się najbardziej opłaci. Nieprzypadkowo ktoś zauważył, że co prawda rewolucjoniści i anarchiści z całego świata spotykali się w kawiarniach Zurychu, lecz bunty wzniecali u siebie.”

Wspomniany Christoph Blocher – ojciec chrzestny populistycznej partii SVP, która właśnie chce zerwać umowę Szwajcarii z Unią Europejską o swobodnym przepływie osób – też ostatnio wypowiedział się na temat patriotyzmu. Chodziło o zachowanie pochodzących z Kosowa szwajcarskich piłkarzy, którzy podczas meczu z Serbią pokazywali przeciwnikom albańskie podwójne orzełki. Rozpętała się burza: czy reprezentantom Szwajcarii wypada demonstrować solidarność z krajem pochodzenia i angażować się w polityczne spory? Przecież grają w szwajcarskich barwach i są opłacani we frankach. Blocher stawia sprawę jasno: to, że mają szwajcarskie paszporty nie oznacza jeszcze, że są Szwajcarami. Dodam tylko, że jeden z piłkarzy urodził się w Szwajcarii, a drugi przyjechał tu z rodziną jako dziecko. Skończyli szwajcarskie szkoły, mówią po szwajcarsku. Kim więc są?

W reakcji na „orzełek gate” padła pewna propozycja ze strony SZPN (Szwajcarski Związek Piłki Nożnej), a mianowicie, żeby ci zawodnicy, którzy naprawdę, całym swoim sercem pragną reprezentować Szwajcarię, zrzekali się podwójnego obywatelstwa. Jeden paszport=jedna ojczyna. Żeby tylko to było takie proste..

Emigracyjny patriotyzm jest skomplikowany i schizofreniczny, niektórych boli, a innych – tak, jak mnie – paraliżuje. Niedługo wybieram się do Polski i spędzę tam prawie cały miesiąc. Ciekawe, czy będę tęsknić za Szwajcarią..

Swoją drogą, tak wyglądałaby reprezentacja Szwajcarii bez tzw. Doppelbürger. Kiepsko. Fot. Blick.

Fussball-Nati2

Ciąża, poród i rodzicielstwo w Szwajcarii – poradnik

csm_Vornamen-mit-Icon_135c0e70c1

Fot. swissmom.ch

Jakie usługi medyczne dla przyszłych mam zawiera szwajcarskie ubezpieczenie zdrowotne? Czy trzeba ubezpieczyć się dodatkowo? Kiedy wybrać świadczenia dla dziecka? Co warto wiedzieć przed porodem? Ile urlopu przysługuje matce i ojcu w Szwajcarii? Razem z Polskie doradztwo w Szwajcarii – Lawrenz Consulting stworzyłam kompendium wiedzy o rodzicielstwie.

1. Ubezpieczenie zdrowotne – co zawiera? 

Obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne (podstawowe) obejmuje wszystkie niezbędne świadczenia w czasie ciąży, porodu i okresu połogu.

Warto wiedzieć: od trzynastego tygodnia ciąży do ośmiu tygodni po urodzeniu dziecka, kobiety nie muszą ponosić kosztów franczyzy i kosztów własnych (selbsbehalt), nawet podczas badań i terapii, które nie są zależne od ciąży. Wyjątkiem są środki prewencyjne, wypadki i koszty leczenia dentystycznego.

W ubezpieczeniu podstawowym zawarte są:

–       Badania rutynowe  w trakcie i po ciąży – 7 wizyt kontrolnych w czasie ciąży i 1 wizyta kontrolna po porodzie (tutaj wiele zależy od lekarza i od tego, jak zostanie wypisany rachunek, kasa chorych może też pokryć większą liczbę wizyt i badań USG)

–       2 badania USG – pomiędzy 11 a 14 tyg. ciąży oraz pomiędzy 20 a 23 tyg. ciąży – w przypadku ciąży zagrożonej ubezpieczyciel pokrywa koszty każdego kolejnego niezbędnego USG, niezależnie od liczby badań

–       Badania prenatalne – test 1 trymestru – ubezpieczenie pokrywa koszty badań oceny ryzyka trisomii 21, 18 i 13, w oparciu o pomiar karku przezierności w kontroli ultradźwiękowej i oznaczania niektórych czynników w krwi matki oraz innych czynników matczynych i płodowych (między 12 a 14 tyg.). W przypadku zwiększonego ryzyka choroby płodu, refundowane są też kolejne testy. Należy zawsze indywidualnie uzgadniać z lekarzem kolejne testy i pytać o refundację.

–  Leki niezbędne w trakcie ciąży, wpisane na listę leków refundowanych SL (Späzialitätenliste), w tym m.in. magnez – tu koszty pokrywa ubezpieczenie podstawowe. Koszty witamin i innych suplementów diety, w wielu kasach chorych pokrywa tylko ubezpieczenie dodatkowe.

–       Kurs przygotowujący do porodu: do maks. 150 CHF

–       Poród w domu, w szpitalu, w domu porodowym (Geburtshaus) w kantonie zamieszkania

–       Kontrola poporodowa pomiędzy 6 a 10 tygodniem po narodzinach dziecka, przeprowadzona przez lekarza lub położną. Uwaga: niektóre kasy chorych pokrywają tylko koszty kontroli do 8 tyg. życia dziecka

–       Porady dotyczące karmienia piersią: trzy konsultacje dotyczące karmienia piersią, prowadzone przez położne lub specjalnie przeszkolone pielęgniarki

–       Opieka po porodzie: koszty opieki w połogu w ciągu 56 dni po urodzeniu dziecka, w ramach odwiedzin położnej w domu – pielęgnacja i monitorowanie stanu zdrowia matki i dziecka. W przypadku przedwczesnego porodu, bliźniąt, pierwszego dziecka i po cesarskim cięciu jest to maks. 16 wizyt domowych położnej, we wszystkich innych sytuacjach, nie więcej niż 10 wizyt domowych

–       W ciągu pierwszych 10 dni po urodzeniu dziecka, położna może dodatkowo odbyć drugą wizytę tego samego dnia przez maksymalnie 5 dni. W przypadku dalszych wizyt domowych konieczna jest recepta lekarska.

–       Istnieje możliwość zakupu lub wynajęcia laktatora z apteki, gdzie część kosztów zostanie pokryta przez naszą kasę chorych (na receptę) 

–    Kasa chorych pokrywa też większą część kosztów rajstop uciskowych (na receptę)

–   Koszty szpitala dla noworodków: koszty pobytu w szpitalu zdrowych niemowląt z matką należą do świadczeń macierzyńskich, tj. odbywają się kosztem ubezpieczenia matki (bez podziału kosztów). Jeśli noworodek jest chory, koszty ponosi ubezpieczyciel noworodka (wraz z franczyzą i kosztami własnymi)

2. Ubezpieczenie dodatkowe w ciąży – czy warto?

W zależności od potrzeb przyszłej matki, dodatkowe ubezpieczenie macierzyńskie może mieć sens. Podstawowe ubezpieczenie obejmuje wszystkie niezbędne świadczenia macierzyńskie, jednak jeśli chcemy dodatkowych usług lub większego komfortu, warto zabezpieczyć się dodatkowym ubezpieczeniem zdrowotnym, które obejmuje:

–       Poród w prywatnym szpitalu (np. Hirslanden) lub w szpitalu poza kantonem zamieszkania

–       Wolny wybór lekarza podczas porodu

–       Dodatkowe badania USG

–       Większą kwotę doplaty do kursu przygotowawczego do porodu

–       Część kosztów gimnastyki w ciąży (Schwangerschaftgymnastik) 

–       Część kosztów gimnastyki po porodzie (Rückbildungsgymnastik) 

–       Niektóre witaminy

–       Opiekę w domu

–       Koszt pobytu partnera podczas porodu i po porodzie w szpitalu

Każdy zainteresowany ubezpieczeniami dodatkowymi z dodatkiem macierzyńskim powinien najpierw porównać oferty poszczególnych usługodawców. Ubezpieczyciele mogą swobodnie wybierać usługi w zakresie ofert, stąd mogą występować pomiędzy nimi duże różnice. 

Uwaga: w wielu przypadkach ma zastosowanie okres karencji, który wynosi zazwyczaj 9 lub 12 miesięcy. Dlatego warto już wcześniej wykupić dodatkowego ubezpieczenie szpitalne i ambulatoryjne. Jeśli ciąża przypadnie na okres karencji, ubezpieczyciel nie płaci dodatkowych świadczeń macierzyńskich. Kiedy dowiadujemy się, że jesteśmy w ciąży, należy bezzwłocznie zglosić się do naszej kasy lub doradcy i dopytać, jakie uslugi dokładnie oferuje nam nasza kasa chorych.

3. Ubezpieczenie dziecka 

Dziecko należy zgłosić do kasy chorych jeszcze przed porodem. Za jego ubezpieczenie płacimy dopiero od momentu narodzin. W ten sposób mamy pewność, że gdy dziecko urodzi się przedwcześnie lub będzie chore, będzie miało prawo do dodatkowych usług medycznych. Meldując dziecko przed porodem, nie jest potrzebna deklaracja zdrowia. Potem, do 30 dni po porodzie, możemy podnieść poziom usług w danej kasie chorych. 

Co należy zrobić przed porodem?

–       Znaleźć lekarza prowadzącego

–       Znaleźć położną 

–       Znaleźć lekarza dziecięcego 

–       Zameldować się w szpitalu, w którym ma nastąpić poród 

4. Świadczenia rodzicielskie po porodzie

W Szwajcarii istnieją punkty doradztwa rodzicielskiego (Mütter- und Väterberatung). Zazwyczaj, kiedy zameldujemy dziecko w gminie, doradcy sami zgłaszają się i proponują wsparcie w postaci doradztwa laktacyjnego, żywieniowego, pomiarów dziecka i monitorowania jego rozwoju. Usługi są bezpłatne. 

Kobietom aktywnym zawodowo w Szwajcarii przysługuje tylko 14 tygodni płatnego urlopu macierzyńskiego (80 proc. średniego wynagrodzenia, maks. do 196 CHF dziennie). Wiecej informacji: https://www.ahv-iv.ch/p/6.02.d. W Szwajcarii nie istnieje prawnie uregulowany płatny urlop ojcowski. W zależności od miejsca pracy i kantonu, pracownikowi, któremu urodziło się dziecko, przysługuje zazwyczaj co najmniej jeden dzień wolny.

Jeśli matce przysługuje urlop macierzyński (poźniej również wychowawczy) w Polsce, a przyjeżdża do partnera i zostaje w Szwajcarii, może ubiegać się o zwolnienie z obowiązku płacenia podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego na czas trwania urlopu. W tym wypadku, należy pobrać z polskiego NFZ  formularz S1 i zgłosić się z nim do Gemeinsame Einrichtung KVG. Tam trzeba wypełnić kolejny dokument, a następnie czekać na decyzję. Jeśli jest pozytywna, otrzymujemy kartę ubezpieczonego i mamy prawo do wyboru lekarza oraz franczyzy 300 CHF (z reguły). Rachunki zazwyczaj są wysyłane do domu, należy je zaplacić i wysłać do GE KVG, aby otrzymać zwrot kosztów korzystania z usług medycznych. 

Warto wiedzieć: otrzymując zwolnienie z obligatoryjnego ubezpieczenia zdrowotnego, podlegamy wszystkim usługom objętym w ubezpieczeniu obowiązkowym podstawowym, czyli np. koszty transportu karetką są pokryte w 50% do kwoty 500 CHF. Jeśli chcemy więcej, musimy wykupić ubezpieczenie dodatkowe. 

Zwolenienie z obowiązku ubezpieczenia obligatoryjnego nie ma wpływu na proces przyznawania pozwolenia na pobyt w Szwajcarii.

Więcej informacji: https://www.kvg.org.

Skontaktuj się z ekspertką:

Angelika Lawrenz-Meurer

Versicherungsvermittler VBV

FB: Polskie doradztwo w Szwajcarii – Lawrenz Consulting

Tel. +41 79 193 29 15

Email: info@lawrenz.ch

Ile zarabia się w Szwajcarii i dlaczego tak dużo?

bild

Keystone

Mam nadzieję, że tytuł Was zachęcił!

Szwajcaria uchodzi za kraj, gdzie żyje się w dostatku, cokolwiek by się nie robiło. I owszem, zarabiający średnią krajową singiel ma tu jak pączek w maśle. Czteroosobowa rodzina z jedną pensją – już niekoniecznie. Szwajcaria to też kraj, w którym różnice dochodów między tymi na górze drabinki a tymi na dole są jednymi z największych na świecie. A tak w ogóle, to tutaj o pieniądzach się przecież nie rozmawia.

Raz w roku pensje przestają być w Szwajcarii tematem tabu. I to jest właśnie ten moment. Kanton Zurych opublikował właśnie dokument, który zawsze wzbudza emocje, czyli Lohnbuch Schweiz 2018 – księgę płac. Całość ma ponad 760 stron i kosztuje 65 franków, więc wybaczcie, że nie sięgam do źródła.. Na podstawie kilku artykułów prasowych przybliżę Wam najciekawsze informacje z raportu.

Zanim zacznę sypać liczbami z portfeli pracowników różnych zawodów, przydałby się jakiś punkt odniesienia. Zazwyczaj jest nim średnia krajowa, ale w przypadku krajów z dużymi rozbieżnościami płacowymi znacznie lepiej sprawdza się mediana, czyli wartość środkowa. I tak przeciętne wynagrodzenie w Szwajcarii wynosi, według najnowszych wyliczeń, 6189 franków miesięcznie. Jak to wygląda w różnych branżach?

 Wynagrodzenie miesięczne brutto, w CHF 

szef dyplomacji  13555
dyrektor szpitala  12888
bankowiec (stanowisko menedżerskie) 10192
ksiądz  9084
oficer szkoleniowy w wojsku 8192
nauczyciel w szkole podstawowej (Primarschule)  6981
dziennikarz 6440
położna 6229
murarz (> 4 lata doświadczenia) 5553
piekarz (szef) 5036
nauczyciel przedszkolny 4977
ogrodnik  4700
stolarz 4435
pracownik stadniny konnej  3500
sprzątacz 3422

źródło: Lohnbuch Schweiz 2018

Żałuję, że nie zostałam księdzem, a Wy?

Kolejna ciekawa sprawa, to komu wzrosło, a komu zmalało? Dobrą informacją jest to, że ogólnie wynagrodzenia w Szwajcarii rosną. Najbardziej zadowoleni mogą być nauczyciele, którzy dostali największe podwyżki. Przykładowo, w szkołach podstawowych (Primarschule) od 2006 roku pensje urosły aż o 36 proc. Lepszymi zarobkami mogą też cieszyć się nauczyciele w przedszkolach (+33 proc. od 2006 r.). Na drugim końcu stołu siedzą stolarze – jeden z nielicznych zawodów, gdzie wynagrodzenia spadają – od 2006 r. o 5 proc. Jeszcze gorzej mają taksówkarze, którym spadło aż o 15 proc. (średnia płaca 3 200 CHF miesięcznie).

Na koniec kwestia, o której rzadko się wspomina, czyli szwajcarska bieda. Raport potwierdza, że rośnie grupa osób, które miesięcznie mają do dyspozycji mniej niż 2247 CHF (3981 w rodzinie z 2 dzieci), tyle bowiem wynosi w Szwajcarii tzw. granica ubóstwa. Jest ich już 615 tysięcy, czyli 7,5 proc. mieszkańców. To wciąż mniej niż średnia europejska, ale liczba biednych w Szwajcarii z roku na rok się powiększa (w 2004 r. odsetek ten wynosił 6,7 proc.). Mowa tu głównie o osobach korzystających z różnych form zasiłków państwowych.

Ale rośnie też klasa tzw. „working poor”, czyli ubogich pracujących. To ludzie, którzy co prawda zarabiają, ale niewystarczająco, aby utrzymać się w kraju o tak wysokich kosztach życia. W Szwajcarii w takiej sytuacji jest ok. 140 tysięcy osób.

Korzystałam z artykułów w „Tagesanzeiger”, „Basler Zeitung”, „Blick”, „Swiss Info”.

Wózeczkowcy. Szwajcaria bez auta

180991.autofrei

25 listopada 1973 roku, z powodu niedoborów benzyny, ogłoszono niedzielę bez auta w całej Szwajcarii. Fot. Keystone

Dojrzewaliśmy do tej decyzji długo. Poprzedziliśmy ją skrupulatnymi wyliczeniami, rachunkiem plusów i minusów, przeglądem opcji, przyzwyczajaniem się do myśli o alternatywie. Po drodze pojawiło się sporo wątpliwości: bo jak to tak? Przecież wszyscy je mają. Odezwali się znajomi: toż to wolność, niezależność i mobilność. Rodzina: a co zrobicie, jak coś się stanie i trzeba będzie szybko wsiąść i jechać?

W końcu stało się. Od 19 stycznia 2018 nie mamy samochodu.

Wyliczyliśmy sobie, że koszt posiadania auta to w naszym przypadku prawie 800 franków miesięcznie (rata leasingu, opłata za miejsce parkingowe, ubezpieczenie, serwis, benzyna). Dużo, niedużo? Zależy. Można to wydać np. na ubezpieczenie zdrowotne, bo tyle mniej więcej wynosi miesięczny koszt pakietu obowiązkowego i dodatkowego dla dwóch dorosłych osób. Można gdzieś pojechać. Albo po prostu odłożyć.

Minęły ponad dwa tygodnie, a my wciąż żyjemy. Fakt, auto to wygoda. – Widziałeś, dzisiaj mają wyprzedaż win w Wädenswil. Skoczymy? – Hmm, nie skoczymy.

Nagle trzeba więcej myśleć, planować każdy wypad na zakupy, żyć zgodnie z rozkładem jazdy pociągów i autobusów, wsiąść na rower nawet kiedy leje i wieje. Na szczęście mieszkamy w Szwajcarii i – w mieście. Transport publiczny działa tu bez zarzutu – praktycznie wszędzie można dostać się pociągiem, autobusem, tramwajem czy promem. Jest wygodnie, czysto i punktualnie. Jak to w Szwajcarii, wszystko na tip top. Oczywiście, trochę dłużej to trwa i słono kosztuje, choć w naszym przypadku i tak mniej niż auto. Generalabonnement (GA), czyli bilet roczny na transport publiczny w całym kraju kosztuje 3860 CHF.

Nie byłabym sobą, gdybym nie sięgnęła po statystyki. Prawie 80 proc. gospodarstw domowych w Szwajcarii ma co najmniej jeden samochód. W 2016 roku zarejestrowanych było 4,6 mln prywatnych pojazdów osobowych, co daje 1,6 człowieka na jedno auto. Mieszkaniec/mieszkanka Szwajcarii pokonuje dziennie średnio 36,8 km, a dwie trzecie tego dystansu siedząc za kierownicą. Te liczby pokazują, że choć narzekamy na zakorkowane autostrady, zdecydowana większość Szwajcarek i Szwajcarów wciąż na co dzień wybiera samochód. Choć, jak bliżej przyjrzeć się statystykom, sprzedaż nowych aut rośnie z roku na rok w coraz wolniejszym tempie, w aglomeracjach miejskich zwiększa się liczba osób korzystających z komunikacji miejskiej (w kantonie Zurych abonament na komunikację miejską ma 7 na 10 mieszkańców i mieszkanek), a 65 proc. narodu ma w domu rower.

Bez auta w Szwajcarii na pewno da się dobrze żyć. I sporo ludzi już się o tym przekonało. Są miasta, jak Bazylea, gdzie połowa mieszkających tam osób z różnych powodów nie ma samochodu. W statystykach bezautowców przodują też Zurych i Genewa, a także moje Winterthur. Wszystkie dane pochodzą z badania Mikrozensus Mobilität und Verkehr 2015. W Szwajcarii znajdziecie też całe miejscowości wolne od aut, jak choćby górskie kurorty Zermatt, Wengen czy Saas-Fee – cała lista takich miejsc dostępna jest tutaj.

Ja, choć mam prawo jazdy od 13 lat, samochodem właściwie nie jeździłam nigdy. Nie lubię, nie mam cierpliwości, a w dodatku teraz w Szwajcarii bałabym się mandatów. Dlatego dla mnie przyzwyczajanie się do nowej sytuacji nie jest ani trochę trudne. Rower i ÖV (skrót od Öffentlicher Verkehr – transport publiczny) to moja codzienność. Znacznie gorzej ma mój mąż, który za kółkiem siedzi odkąd skończył 16 lat i w dodatku pracuje w branży motoryzacyjnej. Choć i on przyznaje, że to tylko kwestia zmiany nawyków. A plusów mnóstwo: nie trujemy środowiska, więcej się ruszamy i oddychamy, wspieramy komunikację miejską i krajową, nie płacimy mandatów.. Z naszej decyzji zdecydowanie najbardziej zadowolony jest pies, który na jazdę samochodem reaguje alergicznie.

Chciałam Wam napisać trochę o całym procesie dostosowywania się do życia „na piechotę” i jego kosztach. Pierwszy poważny nabytek to wózek na zakupy. Kojarzący nam się do tej pory głównie ze szwajcarskimi emerytami, okazał się zbawienny, gdy z Coopa czy innego Aldika trzeba przydźwigać do domu kilogramy strawy lub przetransportować puste butelki do najbliższego punktu recyklingu. Koszt: od 50 do 200 CHF (w zależności od pojemności, materiału i rodzaju kółek).

Drugi zakup to halb-tax, czyli karta, która obniża nam koszty transportu publicznego w całym kraju o połowę (czasami mniej), co jest sporym odciążeniem dla finansów. Koszt: 165 CHF rocznie (zwraca się już po dwóch dalszych wycieczkach pociągiem).

Ruch numer trzy to sprawdzenie wszelkich możliwości szybkiego i sprawnego wejścia w posiadanie auta. Na wszelki wypadek. Tutaj opcji jest sporo. Można skorzystać z usług tradycyjnych wypożyczalni, których jest mnóstwo, mają różne stawki i pojazdy (od kompaktów, przez limuzyny, po małe ciężarówki). Wypożyczenie małego auta kosztuje już od 30 CHF za dzień (bez dodatkowych ubezpieczeń). Popularną od pewnego czasu opcją stał się carsharing, czyli współkorzystanie z aut udostępnianych przez firmy, organizacje czy osoby prywatne. Plusem jest tu duża elastyczność, bo auto możemy sobie wziąć skąd chcemy (najbliższą lokalizację sprawdzamy na mapie, za pomocą aplikacji), nawet na godzinę i odstawić je tam, gdzie nam akurat pasuje. Płaci się za czas (od 2 CHF za godzinę) i przejechane kilometry (od 0,55 CHF za km). W Szwajcarii system nazywa się mobility. O szczegółach przeczytacie tutaj https://www.mobility.ch/de/.

Krok czwarty to zainwestowanie w rower i jego odpowiednie wyposażenie. Na szwajcarskie tereny przyda się na pewno kilka przerzutek, sprawnie działające hamulce i działające oświetlenie. Plus dla człowieka kask i spodnie przeciwdeszczowe (są dość drogie, ale to must have). Z perspektywy rowerzystki muszę przyznać, że szwajcarskie miasta są nam bardzo przyjazne. Kierowcy na nas uważają (czasem mam wrażenie, że panuje tu jakaś dyktatura dwukółkowców na drogach), mamy gdzie parkować (zazwyczaj, bo w Winterthur w okolicach dworca szpilki nie wbijesz) i po czym jeździć (ścieżki rowerowe – luksus!). Nie wiem, jak Wy, ale ja póki co mam same pozytywne doświadczenia.

Ten tekst to początek poradnika dla bezautowców w Szwajcarii. Chcę na bieżąco dzielić się w Wami naszymi doświadczeniami wózeczkowców i proszę o wsparcie w postaci komentarzy. Jakie są Wasze spostrzeżenia? Jeździcie autem czy raczej wybieracie inne środki komunikacji? Co Was, jako kierowców/rowerzystów (kierowczynie/rowerzystki) wkurza w Szwajcarii, a co uwielbiacie? Czy pozbylibyście/byłybyście się auta czy nigdy w życiu? Czekam na Wasz głos!