Jedną nogą w Unii – trudny mariaż Szwajcarii z Europą

csm_Schweiz_EU_092f3fc3f4

Wybory do Parlamentu Europejskiego za pasem. Myślicie, że Szwajcarii to nie dotyczy? Błąd. Co szósta mieszkająca tu osoba to obywatel lub obywatelka jednego z krajów Wspólnoty. Czy pójdą na wybory? Czy my pójdziemy? Nasze decyzje mają wpływ na Unię Europejską, więc pośrednio również na to, co dzieje się w Szwajcarii. Powiecie, że przecież Szwajcaria nie jest w Unii. Tylko formalnie. W praktyce wzajemne zależności są tak ścisłe, że Szwajcarzy bez UE może mogliby istnieć, ale byłoby im trudniej. A może jednak łatwiej? Zobaczmy.

Kiedy po drugiej wojnie światowej Winston Churchill wzywał w Zurychu do utworzenia czegoś na kształt Stanów Zjednoczonych Europy, Szwajcaria, owszem, była zainteresowana integracją z zachodnimi państwami. Gospodarka po wojnie intensywnie się rozwijała, dlatego dostęp do europejskiego rynku był jak najbardziej w interesie Helwetów. Już na początku lat 60. XX wieku Szwajcaria wzięła udział w tworzeniu podwalin wspólnej strefy gospodarczej, tworząc jako jeden z siedmiu krajów Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu (EFTA).

W międzyczasie w siłę rosła inna międzynarodowa organizacja – Europejska Wspólnota Gospodarcza, która za jakiś czas miała przekształcić się w Unię Europejską. Kraje członkowskie EFTA  – wówczas oprócz Szwajcarii były to Islandia, Norwegia i Lichtenstein – porozumiały się z państwami EWG, aby umożliwić swobodny przepływ nie tylko towarów i usług, ale również kapitału i ludzi. Kiedy miało dojść do podpisania traktatu o utworzeniu wspólnego obszaru handlowego – Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG), Szwajcaria zaczęła robić problemy. Współpraca handlowa, jak najbardziej, ale z zachowaniem samostanowienia i suwerenności krajów. Helweci nie byli gotowi na to, żeby ryzykować oddanie części władzy w ręce ponadnarodowego tworu, jaki rodził się w Europie. Nie chcieli, aby ich neutralność została poddana w wątpliwość. Chcieli mieć ciastko i zjeść ciastko, albo jak kto woli – szukali złotego środka.

Ostateczny głos miał należeć, jak zawsze w podobnych przypadkach, do obywateli. W grudniu 1992 roku odbyło się ogólnokrajowe referendum w sprawie przystąpienia do EOG. Temat budził duże emocje, więc Szwajcarzy tłumnie ruszyli do urn, frekwencja wyniosła prawie 80 proc. To referendum, jedno z najważniejszych w historii Federacji, pokazało wyraźnie, jak podzielone było wówczas szwajcarskie społeczeństwo, jeśli chodzi o wizję przyszłości kraju. Opcja przeciwko wejściu do wspólnej Europy przeważyła nieznacznie, tylko 23 tysiącami głosów. Geograficzna linia między zwolennikami i przeciwnikami zjednoczenia przebiegała dokładnie tam, gdzie w Szwajcarii znajduje się symboliczna granica kulturowa, językowa i mentalna, tzw. Röstigraben – na nie były kantony niemieckojęzyczne i włoskie Ticino, na tak – Szwajcaria Zachodnia z przewagą wpływów francuskich.

2fbe93c7-81c9-46c5-a348-0ff57a647ad1

Kampania przeciwników EOG przed referendum w 1992 roku. Fot. watson.ch

Choć większość Szwajcarów, w obawie przed utratą niezależności, napływem cudzoziemców i wzrostem bezrobocia, opowiedziała się przeciwko unifikacji, to kraj nie mógł sobie pozwolić na pozostanie samotną wyspą w środku Europy. W 1995 roku aż 80 procent szwajcarskiego importu pochodziło z krajów UE, a 62 procent eksportu trafiało na rynki ówczesnej „piętnastki”. Szwajcaria dawała obywatelom krajów Unii ponad pół miliona miejsc pracy. Czy Szwajcarzy tego chcieli, czy nie, byli częścią europejskiej wspólnoty de facto i wycofanie się z tej raz wprawionej w ruch machiny nie wchodziło w grę.

Dlatego Szwajcaria przyjęła strategię trzeciej drogi. Fachowo nazywa się to bilateralizmem, czyli polityką umów dwustronnych. Chodzi o to, że zamiast formalnie być częścią wspólnoty, Szwajcaria podpisuje dziesiątki rożnych umów, regulujących każdą sprawę osobno. Odtąd relacje Berna z Brukselą to nieustanne balansowanie na cienkiej granicy, oddzielającej zaangażowanie Szwajcarii w sprawy wspólnej Europy od podążania własną drogą. Pierwszy pakiet umów podpisano już w 1998 roku, a regulowały one takie podstawowe kwestie, jak transport lądowy, powietrzny, współpracę badawczą i swobodny (choć tylko z nazwy, bo Szwajcaria zastrzegła sobie tutaj dodatkowe działania chroniące pracowników) przepływ osób. Unia, żeby uniknąć wybiórczego dostosowywania się Szwajcarii do przepisów, objęła ją tzw. gilotyną. Jeśli doszłoby do zerwania jednej z umów, automatycznie przestają obowiązywać też wszystkie inne.

W międzyczasie w Szwajcarii miały miejsce kolejne próby przekonania społeczeństwa do tego, że bycie w Europie jest fajne. W 2001 roku z inicjatywy obywatelskiej „Yes to Europe” odbyło się referendum, którego wyniki (77 proc. głosów dla „no to Europe”) potwierdziły negatywny stosunek Szwajcarów do integracji. Teoretycznie otwartą furtkę do Unii Szwajcarzy pozostawili sobie aż do 2016 roku, kiedy decyzją parlamentu ostatecznie wycofano martwy i tak wniosek o rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych.

Z biegiem lat Szwajcaria coraz ściślej wiązała się z Europą, podpisując kolejne umowy dwustronne i towarzyszące. Dzisiaj jest ich już ponad sto i dotyczą wielu różnych spraw, od transportu towarów i osób drogą lądową i powietrzną, przez handel produktami rolnymi, po wymianę informacji na temat przestępców i współpracę w badaniach naukowych. Ujednolicenie przepisów handlowych i norm jest ważne dla szwajcarskich firm, które robią interesy z klientami z Europy. Szwajcaria wciąż broni jednak swojego rynku, m.in. utrzymując kontyngenty celne i wymagając dostosowań do lokalnego prawa pracy w przypadku delegacji pracowników.

Układ Szwajcarii z Unią nie dotyczy tylko biznesu, ale ma wpływ na życie każdego z nas – możemy wjechać tu bez paszportu, ale jeśli chcemy zostać dłużej i pracować, wymagane jest specjalne pozwolenie. Ponieważ Szwajcaria otworzyła swój rynek pracy dla obywateli UE, procedury są łagodniejsze niż dla osób przybywających spoza Europy. Dzięki umowom dwustronnym, nasze szwajcarskie ubezpieczenia zdrowotne są ważne w Polsce, nie musimy płacić podwójnych podatków, możemy natomiast w Szwajcarii studiować i korzystać z tutejszych stypendiów naukowych. Wciąż musimy jednak uważać na to, co do Szwajcarii wwozimy i liczyć się z wysokimi podatkami na granicy. Podobnie jak – uwaga, turyści – z zawrotnymi stawkami w roamingu.

juncker-und-sommaruga

Szwajcaria-UE: miłość czy nienawiść? Fot. Keystone

Wydawałoby się, że bilateralne umowy to dla Szwajcarii układ idealny: bierzemy, co dla nas dobre, ale pozostajemy z boku. Dzisiaj co trzeci szwajcarski frank pochodzi z wymiany handlowej z Unią. Do krajów UE płynie 55 procent szwajcarskiego eksportu, o wartości ok. 120 miliardów franków, a sprowadzane stamtąd produkty za ponad 130 miliardów franków rocznie stanowią aż trzy czwarte wszystkich importowanych przez Szwajcarię. Helweci handlują z Europą głównie wyrobami przemysłu chemicznego i farmaceutycznego, maszynami i elektroniką oraz przyrządami precyzyjnymi.

Do tego dochodzą jeszcze inwestycje bezpośrednie. Ponad 80 proc. zagranicznego kapitału krążącego w szwajcarskiej gospodarce pochodzi z krajów UE. To ponad 500 miliardów franków. Co równie ważne, Szwajcaria korzysta też na swobodnym przepływie osób. Do Szwajcarii przyjechało prawie 1,5 miliona pracowników z Unii, a kolejne 300 tysięcy to pracownicy przygraniczni, którzy w Szwajcarii pracują, a mieszkają w jednym z krajów sąsiedzkich (rzadziej odwrotnie).

Ekonomiści Szwajcarskiej Federacji Biznesowej, economiesuisse, wyliczyli, że bez porozumień z Unią, tempo wzrostu szwajcarskiej gospodarki w latach 2002-2014 byłoby wolniejsze o prawie 6 procent. Przekładając to na konkrety – przeciętny obywatel zarobiłby rocznie ok. 4,4 tys. CHF mniej. Szwajcaria czerpie z Unii pełnymi garściami. Co ma Unia ze Szwajcarii? Trochę pieniędzy (Szwajcaria płaci tzw. składkę solidarnościową, a oprócz tego okazjonalnie sypie kasą, m.in. na projekty wspierające integrację nowych członków UE) i sporo problemów.

Każda zmiana w unijnych przepisach, która dotyczy umów bilateralnych, musi przejść przez szwajcarskie sito. Kiedy Szwajcarzy wyciągają oręże w postaci referendum, zawsze pojawia się pytanie: jak decyzja obywateli będzie się miała do umów z Unią? Straszakiem, który wyciągają wtedy zwolennicy współpracy z UE (są w Szwajcarii i tacy), jest groźba wyrzucenia ze strefy Schengen (Szwajcaria otworzyła granice w 2008 roku). Zdarza się, że dopiero jak już mleko się rozlało, czytaj decyzja została podjęta, okazuje się, że nie da się jej pogodzić z umowami dwustronnymi. Tak było w 2014 roku, kiedy w kontrowersyjnym referendum większość Helwetów poparła ograniczenie imigracji. Podejście Szwajcarów? Stało się, tak chciał naród, teraz zobaczymy, czy da się jakoś dogadać z Brukselą. Nie udało się do dzisiaj.

Szwajcaria jest dla UE uciążliwym partnerem w negocjacjach, które często prowadzone są metodą kija i marchewki. Tak było m.in. w przypadku unijnej dyrektywy o opodatkowaniu oszczędności, której wdrożenie przez Szwajcarię oznaczałoby konieczność dzielenia się informacjami o ulokowanym w bankach kapitale zagranicznych klientów, więc w praktyce koniec słynnej tajemnicy bankowej, na której kraj zbudował swoją finansową potęgę. Negocjacje z Unią trwały długimi latami, a wypracowany w bólach kompromis Szwajcaria zaakceptowała ostatecznie w 2004 roku.

310666119

„Nie, dziękuję!” – Szwajcaria nie zajmie miejsca w Unii po Wielkiej Brytanii. Fot. sputniknews.de

Aktualnie kością niezgody w relacjach między Szwajcarią a Unią jest tzw. umowa ramowa, która ma skupić wszystkie zawarte dotąd porozumienia między Szwajcarią a UE (jest ich aż 120) i jednocześnie zapewnić automatyczne wprowadzanie do nich bieżących zmian zgodnych z prawem unijnym. To rozwiązanie budzi sprzeciw pewnej grupy Szwajcarów, którzy są za samostanowieniem i obawiają się, że Unia przejmie kontrolę nad tym, co się dzieje w państwie. Ponadto UE wymaga od Szwajcarii pójścia na spory kompromis i rezygnacji z mechanizmów ochronnych rynku pracy (m.in. kontroli firm delegujących pracowników). Wojna nerwów trwa od 2014 roku.

Pod koniec 2018 roku brukselskim urzędnikom skończyła się cierpliwość i zagrozili, że jeśli do porozumienia nie dojdzie, Szwajcaria dostanie zakaz handlu akcjami na giełdach w UE. Oczywiście to było tylko grożenie palcem, bo Unia ostatecznie dała Szwajcarii ultimatum do końca czerwca tego roku. Czy Berno wywiąże się z zobowiązania czy szwajcarscy politycy dalej bedą się bawić z unijnymi urzędnikami w kotka i myszkę? Niedługo się przekonamy. Umowa jest na tyle ważna, że bez jej przyjęcia nie będzie możliwe podpisanie kolejnych porozumień, w tym w sprawie ważnego dla Szwajcarów dostępu do unijnego rynku energetycznego.

Przewodniczący Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker, przyznał niedawno, że współpraca ze Szwajcarią to dla niego nieustanne źródło stresu. Rozmowy o umowie ramowej prowadził już z czterema prezydentami Federacji, a każdy miał inną jej wizję. „Szwajcaria nie ma jednej polityki europejskiej, tylko siedem różnych” – podsumował Juncker, nawiązując do siedmiorga przedstawicieli szwajcarskiego rządu.

Słuchając takich wypowiedzi, można odnieść wrażenie, że unijni urzędnicy tak niewygodnego partnera, jakim jest Szwajcaria, najchętniej by się pozbyli. Tymczasem, według badań opinii publicznej, prawie trzy czwarte obywateli UE z chęcią przyjęłaby Szwajcarów w swoje szeregi. Co na to sami zainteresowani? W ciągu lat sprzeciw wobec wejścia do UE w społeczeństwie wzrósł. Gdyby referendum w sprawie ewentualnej akcesji odbyło się dzisiaj, to można by się było spodziewać, że – inaczej niż w 1992 roku – wyraźna większość Helwetów powiedziałaby Unii zdecydowane nie.


 

Źródła:

Schweiz und die Europäische Union, Eidgenössisches Department für auswärtige Angelegenheiten, 2016

Polityka Szwajcarii wobec Unii Europejskiej, Michał Tomczyk, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, 2014

Szwajcaria wobec integracji europejskiej, Czesław Porębski, Ośrodek Myśli Politycznej, 2005

https://www.skarbiec.biz/prawo/prawnik-radzi/21_08_2009.htm (o tajemnicy bankowej)

https://www.swissinfo.ch/ger/essay_-fuer-die-eu-ist-die-schweiz-ein-staendiger-stresstest-/44321778

https://www.swissinfo.ch/eng/economists-dispute_does-switzerland-really-benefit-from-eu-bilateral-accords/42100894

 

Kto bogatemu zabroni, czyli ile i na co wydaje się w Szwajcarii

Swiss-franc

Fot. Shutterstock

W Szwajcarii o pieniądzach się nie rozmawia. Pieniądze się ma. Choć regularnie publikowane przez urzędników liczby rzucają nieco światła na finanse Helwetów, to jak twierdził brytyjski polityk Benjamin Disraeli, istnieją trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, okropne kłamstwa, statystyki.

Wiadomo, że podawane średnie wartości, zwłaszcza w kraju z tak wysokim odsetkiem milionerów, to tylko pewna iluzja, dająca nam złudzenie, że wiemy coś więcej o przeciętnym obywatelu. Niemniej jednak oficjalne dane istnieją i to one – czy tego chcemy, czy nie – rozpalają wyobraźnię mediów, wpływają na działania polityków i kształtują wizerunek kraju w świecie.

Federalne Biuro Statystyczne regularnie zagląda obywatelom do portfeli i ujawnia zarobki oraz wydatki Szwajcarów. I to właśnie z uwagi na wydatki postanowiłam zainteresować Was tymi wyliczeniami. Mam wrażenie, że w kontekście życia w Szwajcarii, za dużo mówi się o zarobkach, a za mało o kosztach utrzymania i o tym, na co przeznacza się pieniądze. Dlatego teraz, krok po kroku, pokażę Wam, ile i na co wydają miesięcznie mieszkańcy jednego z najbogatszych krajów na świecie.

Według danych za 2016 r. (najświeższych dostępnych), przychody przeciętnego gospodarstwa domowego w Szwajcarii (2,2 osoby) to 10 033 CHF miesięcznie. Z czego:

  • ponad jedną czwartą zjadają podatki, obowiązkowe transfery socjalne i ubezpieczenia (m.in. składki na podstawowe ubezpieczenie zdrowotne)

Po odliczeniu niezbędnych zobowiązań, w domowym budżecie zostaje miesięcznie 7 124 CHF. Z czego:

  • 578 CHF wydaje się średnio na dodatkowe ubezpieczenia (np. na uzupełniającą polisę zdrowotną, która obejmuje m.in. koszty transportu karetką) oraz darowizny (te można odpisać od podatku)
  • najwyższą pozycję w wydatkach zajmują opłaty związane z mieszkaniem i rachunkami za energię, miesięcznie to prawie 1,5 tys. CHF
  • na drugim miejscu są koszty transportu, które pochłaniają średnio 770 CHF

Tym sposobem rozeszło się nam już 40 proc. budżetu do dyspozycji na cały miesiąc. Reszta zostaje na bieżące wydatki, takie jak między innymi:

  • żywność i napoje – średnio 632 CHF (dodając alkohol i papierosy to 738 CHF)
  • wyjścia do restauracji i pobyty w hotelach – 584 CHF
  • wyjścia do kina, teatru, na koncert, czyli rozrywka i kultura – 542 CHF
  • wyposażenie i utrzymanie mieszkania – 234 CHF
  • ubrania i buty – 210 CHF

Wszystkie miesięczne wydatki sumują się do ponad 5,8 tys. CHF, co oznacza, że na koniec statystyczne gospodarstwo domowe jest w stanie jeszcze całkiem sporo odłożyć.

Oczywiście, tak to wygląda w idealnym świecie statystyki. Sami urzędnicy przyznają w raporcie, że prawie 60 proc. szwajcarskich gospodarstw dysponuje budżetem niższym niż średnie 7 124 CHF, a ci, którzy mają poniżej 5 tys. CHF nie są w stanie oszczędzać pieniędzy, więc w przypadku niespodziewanych dodatkowych wydatków muszą się zapożyczać.

Są dwie rzeczy, które wydają mi się w tych liczbach szczególnie ciekawe. Po pierwsze, szwajcarska paranoja ubezpieczeniowa, którą widać w wysokości wydatków na wszelkiego rodzaju polisy. Po drugie, struktura wydatków, gdzie na ciuchy (które w Szwajcarii są relatywnie tanie) czy na wyposażenie mieszkania wydaje się znacznie mniej niż na kulturę i szeroko pojęte życie towarzyskie.

Domyślam się, że to nie tylko kwestia ceny, ale też modelu konsumpcji, który odzwierciedla poziom społecznego dobrobytu i kapitalizm oparty bardziej na korzystaniu z usług niż gromadzeniu przedmiotów. Statystyczny Szwajcar, zamiast kupować nowy telewizor co rok czy każdej zimy wymieniać buty na aktualny model, woli częściej pójść ze znajomymi na kolację albo wyjechać na weekend w góry. Do tego dochodzi jeszcze kwestia starzenia się szwajcarskiego społeczeństwa. W teorii, im człowiek starszy, tym bardziej powściągliwy w konsumpcji, choć jak patrzę na tutejszych emerytów rozbijających się po knajpach, zastanawiam się, czy to nie oni właśnie nakręcają ten szwajcarski dobrobyt.

Ponad tysiąc franków miesięcznie na chodzenie do restauracji i teatrów? Idealnie. Szkoda, że to tylko ta mydląca wszystkim oczy statystyka.

Na koniec, żeby nie było tak poważnie, jeden z setek żartów na temat słynnego szwajcarskiego bogactwa.

48f2439338a257c2344b4c8b4b177d9c15e9a848e5fd5166b6ace33b48442625

quickmeme.com

„Safe, legal and rare” – o aborcji w Szwajcarii

9940dae86b6710e1dfe1f982388b

źródło: Facebook/Strajk Kobiet

Dzisiaj w Polsce kolejny czarny dzień. Kobiety i mężczyźni wychodzą na ulicę, żeby bronić prawa człowieka do wyboru i decydowania o swoim ciele i psychice. Wbrew medialno-facebookowym hasłom gwiazd polskiego feminizmu, wcale nie uważam, że „aborcja jest ok”. Dla wielu kobiet jest ostatnią deską ratunku, dramatycznym często wyborem. Ale dobrze, żeby wyborem pozostała.

Bo w całej tej politycznej zawierusze wcale nie chodzi o samą aborcję, a o wolność. Chciałabym, żeby Polki miały możliwość świadomego podejmowania decyzji o posiadaniu (bądź nie) potomstwa, miały swobodny dostęp do antykoncepcji, edukacji seksualnej oraz wybór w sytuacji, kiedy ciąża zagraża ich zdrowiu (fizycznemu i psychicznemu) lub kiedy z różnych powodów – nie musząc się z nich tłumaczyć – dziecka urodzić nie chcą/nie mogą.

Aborcja nie jest ok, ale powinna być „legalna, bezpieczna i rzadko spotykana”. To złota zasada, która obowiązuje w Szwajcarii.

Polskie prawo aborcyjne już teraz jest jednym z najbardziej restrykcyjnych na świecie, a mimo to szacuje się, że każdego roku dokonywanych jest ponad 100 tysięcy zabiegów przerywania ciąży (w tym tylko ok. 1 tys. legalnych). Szwajcaria natomiast jest przykładem tego, że nie zakazy, ale liberalne ustawodawstwo (połączone z łatwym dostępem do antykoncepcji i wsparciem w postaci edukacji) jest kluczem do sukcesu, czyli świadomego rodzicielstwa, mniejszej liczby niechcianych ciąż, a co za tym idzie – zabiegów ich przerywania. Brzmi jak laurka? Czytajcie dalej.

Szwajcarskie prawo aborcyjne jest jednym z najbardziej liberalnych na świecie. W 2002 r Szwajcarzy większością 72 proc. poparli w referendum prawo do aborcji na żądanie do 12. tygodnia ciąży. Od czasu wejścia w życie tych przepisów liczba zabiegów przerywania ciąży z roku na rok spada. Rocznie wykonuje się ich niewiele ponad 10 tys., co daje ok. 6 zabiegów na 1000 kobiet w wieku 15-49 (dane za 2016 r.). Odsetek aborcji wśród nastolatek (< 16 r. życia) to 1 (!) procent.

Kobiety, które decydują się na przerwanie ciąży, nie są w Szwajcarii traktowane jak dzieciobójczynie, a jednocześnie uświadamia się im, że nie jest to zabieg, jak każdy inny. Dlatego pierwszym krokiem jest zawsze napisanie listu do lekarza z wyjaśnieniem przyczyn podjęcia takiej decyzji. Następnie kobieta przechodzi szczegółowe konsultacje medyczne oraz otrzymuje wszelkie potrzebne wsparcie w lokalnym centrum planowania rodziny. Do 7. tygodnia ciążę przerywa się podając tabletkę wczesnoporonną (to ok. 75 proc. przypadków w Szwajcarii). Pomiędzy 7. a 12. tygodniem – konieczna jest operacja. W przypadku ciąży po 13. tygodniu, aborcja również jest możliwa, jeżeli lekarz stwierdzi poważne zagrożenie życia, zdrowia lub kondycji psychicznej kobiety. Nie jest wymagana druga opinia lekarska. Również po zabiegu kobieta otrzymuje pomoc medyczną i psychologiczną.

Koszty aborcji w Szwajcarii, w zależności od metody i wielu różnych innych czynników, wynoszą od 500 fr. do nawet 3000 fr. Co do zasady, pokrywa je podstawowe, obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne. W 2014 r. konserwatywne partie polityczne chciały, aby ubezpieczyciele wycofali aborcję ze swoich ofert, ale Szwajcarzy powiedzieli stanowcze nie (większością prawie 70 proc. głosów).

Niska liczba dokonywanych zabiegów przerywania ciąży idzie w Szwajcarii w parze z niskim odsetkiem niechcianych ciąż. Zajęcia z edukacji seksualnej odbywają się w większości szkół, choć udział w nich nie jest obowiązkowy. Antykoncepcja jest łatwo dostępna i szeroko stosowana przez kobiety w różnym wieku, choć jej kosztów nie pokrywa podstawowe ubezpieczenie zdrowotne. Pigułki „po” można kupić bez recepty. Niechciane ciąże nastolatek to rzadkość.

Brzmi jak utopia? Dla nas, Polek, niestety tak. Bardzo rzadko zdarza mi się to mówić, ale akurat w tym przypadku chciałabym, żeby Polska była taka jak Szwajcaria. Żeby Polki nie musiały jeździć do Berlinów, Prag i Bratysław, bać się, płacić grubych pieniędzy za coś, co powinno być właśnie „legalne, bezpieczne i rzadko spotykane”. Dla dobra nas – kobiet. Trzymajcie się dziewuchy i walczcie o swoją wolność!

Szwajcarski niezbędnik – Ubezpieczenie zdrowotne

IMG_0394

W Szwajcarii działa ponad 50 kas chorych, ubezpieczając ok. 8,1 mln osób w całym kraju.  Foto: Keystone

Kto musi się ubezpieczyć

Każda osoba, która ma pozwolenie na pobyt w Szwajcarii, ma też obowiązek samodzielnie zadbać o ubezpieczenie zdrowotne dla siebie i bliskich. Ponieważ przez pierwsze trzy miesiące od przyjazdu możemy przebywać w kraju bez pozwolenia, istnieje też przekonanie, że jest to czas, w którym jesteśmy zwolnieni z obowiązku ubezpieczenia. To błąd, który może nas sporo kosztować. Koszty leczenia w Szwajcarii są bardzo wysokie, dlatego najlepiej od razu po przyjeździe zabezpieczyć się na wypadek, gdybyśmy  wylądowali w szpitalu czy potrzebowali porady specjalisty.

Od momentu przekroczenia szwajcarskiej granicy, po otrzymaniu dokumentu zezwalającego nam na pobyt, mamy trzy miesiące na wybranie kasy chorych. Nie warto z tym zwlekać, ponieważ ubezpieczyciel i tak zobowiąże nas do zapłacenia składek za każdy miesiąc, licząc od daty przyjazdu do kraju, która widnieje na pozwoleniu na pobyt. Niektóre firmy mogą też nałożyć karę, przykładowo o wartości 50 proc. miesięcznej składki doliczanej dodatkowo do ubezpieczenia przez kilka kolejnych miesięcy.

W Szwajcarii obowiązek sprawdzenia, czy dana osoba jest ubezpieczona, ma każda gmina, ale z kontrolą bywa różnie, więc zdarzają się przypadki, że ktoś nie płaci ubezpieczenia miesiącami, a nawet latami. Lepiej jednak nie ryzykować i od razu uwzględnić składki w comiesięcznym budżecie. O zwolnienie z obowiązku ubezpieczenia w Szwajcarii mogą ubiegać się m.in. studenci, którzy nie podjęli żadnej pracy zarobkowej i są tu tylko na czas trwania studiów; osoby, które mieszkają w Szwajcarii, ale są ubezpieczeni razem z rodzicami w kraju EU/EFTA oraz renciści mieszkający w Szwajcarii, ale pobierający rentę z innego kraju, a także osoby pobierające zasiłek dla bezrobotnych w kraju EU/EFTA.

Co jest obowiązkowe

Obowiązkowe w Szwajcarii jest podstawowe ubezpiecznie zdrowotne (Grundversicherung), które obejmuje m.in. wizyty u lekarza pierwszego kontaktu i specjalistów. Dodatkowo, osoby, którym pracodawca nie opłaca ubezpieczenia od wypadków (niepracujące lub pracujące przez mniej niż 8 godzin tygodniowo u jednego pracodawcy) muszą opłacać je samodzielnie w kasie chorych. Warto wiedzieć, że szwajcarskie ubezpieczenie wypadkowe działa także poza godzinami pracy oraz w przypadku niektórych ubezpieczycieli (jeśli jesteśmy ubezpieczeni poprzez kasę chorych) jest częścią tzw. franczyzy, czyli wkładu własnego, od którego zależy wysokość comiesięcznych składek.

Wybierając obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne, musimy zdecydować się na jeden z modeli, od którego zależeć będzie sposób postępowania w przypadku choroby.

Modele ubezpieczeń

  • wolny wybór lekarza – nie mamy przypisanego jednego lekarza domowego, możemy umówić się na wizytę do lekarza pierwszego kontaktu lub specjalisty bezpośrednio, do jakiej przychodni chcemy i do kogo chcemy (dotyczy to całej Szwajcarii, ale bez dodatkowego ubezpieczenia zostaną pokryte koszty leczenia wg. taryfy, jaka obowiązuje w kantonie, który zamieszkujemy lub w którym pracujemy) – jest to najdroższa opcja ubezpieczenia
  • lekarz domowy – z listy przygotowanej przez naszą kasę chorych wybieramy lekarza, który od tej pory jest naszym lekarzem pierwszego kontaktu i w razie potrzeby kieruje do specjalistów
  • model kontaktu telefonicznego – przed każdą wizytą u lekarza mamy obowiązek zadzwonić do tzw. Medgate – centrum medycznego, skonsultować się i ustalić dalsze kroki leczenia.  Nie trzeba konsultować się z Medgate w przypadku planowanej wizyty u lekarza okulisty, ginekologa i dentysty. (obsługa telefoniczna w czterech językach)
  • praktyka lekarska HMO – nie mamy przypisanego jednego lekarza, idziemy do przychodni, w której przyjmuje kilku lekarzy i jesteśmy przyjmowani przez jednego z nich
  • pharmed – pierwszą instytucją, z którą się kontaktujemy, jest apteka – tam otrzymujemy podstawową pomoc medyczną i ewentualne skierowanie do lekarza – jest to często najtańsza opcja, oferowana przez nieliczne kasy chorych

Ile to kosztuje

W zależności od wysokości franczyzy, miejsca zamieszkania, wieku i modelu ubezpieczenia, miesięczne koszty składek na ubezpieczenie zdrowotne wynoszą od 200-250 franków w górę (plus 15-20 franków za ubezpieczenie wypadkowe).

WAŻNE! Co roku do końca listopada możemy zmienić kasę chorych, w której jesteśmy ubezpieczeni (tylko ubezpieczenie podstawowe) bądź warunki ubezpieczenia.

Ubezpieczenie dodatkowe

Usługi zawarte w ubezpieczeniu podstawowym z reguły nie pokrywają wszystkich najważniejszych potrzeb, związanych z opieką medyczną w Szwajcarii. Dlatego większość mieszkających tu osób decyduje się na uzupełnienie go dobrowolnymi dodatkami (Zusatzversicherung). Można je wykupić zarówno w kasie chorych, w której jesteśmy już ubezpieczeni, jak i w innej firmie. W ofercie ubezpieczycieli znajdziemy szereg pakietów, obejmujących różne usługi, z których najważniejsze to pokrycie kosztów transportu karetką oraz kosztów leczenia i pobytu w szpitalu poza kantonem, w którym jesteśmy zameldowani (jeśli trafimy do placówki szpitalnej w innym kantonie, ubezpieczenie podstawowe pokrywa różnice w cenie tylko do wartości taryfy miejsca zamieszkania, resztę musimy zapłacić sami). Inne popularne pakiety zawierają np. ubezpieczenie za granicą, a także ubezpieczenie dentystyczne dla dzieci. Pamiętajmy, że kasa chorych pokrywa koszty do pewnej kwoty, zazwyczaj jest to 80-90 proc. wartości usługi medycznej. W zależności od pakietu, miesięczny koszt ubezpieczenia dodatkowego wynosi od 20 do 50 franków.

Inaczej niż w przypadku ubezpieczenia podstawowego, kasa chorych ma prawo odmówić nam objęcia ubezpieczeniem dodatkowym w przypadku, kiedy jesteśmy np. przewlekle chorzy, w trakcie terapii czy planujemy operację. Aby zweryfikować naszą sytuację, ubezpieczyciel wymaga wypełnienia szczegółowej ankiety na temat naszego stanu zdrowia. W niektórych sytuacjach, np. kiedy chcemy założyć dziecku aparat na zęby, musimy opłacać składkę na ubezpieczenie dodatkowe przez okres 6 bądź 12 miesięcy (w zależności od ubezpieczenia), zanim zyskamy prawo do zwrotu kosztów tej usługi.

Kolejna ważna rzecz to czas trwania umowy ubezpieczenia dodatkowego. O ile ubezpieczenie podstawowe możemy zmienić co roku, dodatki są podpisywane na rok, trzy, a nawet pięć lat. Jeśli mamy umowę wieloletnią, ale w trakcie trwania umowy otrzymamy informację o podwyżce cen na kolejny rok, mamy prawo z niej zrezygnować. (kasa chorych ma czas na wysłanie informacji z nowymi cenami do listopada)

Jeśli chcemy zrezygnować z ubezpieczenia dodatkowego lub decydujemy się na inną kasę chorych, składamy wypowiedzenie w formie pisemnej, które musi trafić do ubezpieczyciela najpóźniej do 30 września danego roku. (Wyjątek – dodatkowe ubezpieczenie w firmach Assura i Group Mutuel – wypowiedzenie do 30 czerwca).

Przykładowy formularz wypowiedzenia można znaleźć tutaj: http://www.kkstoffel.ch/pdfs/Kuendigungsform.pdf.

Jak wybrać kasę chorych 

Wybór ubezpieczenia zdrowotnego jest kwestią bardzo indywidualną – zależy od sytuacji życiowej, zdrowotnej, zawodowej, a także miejsca zamieszkania i specyficznych potrzeb. Ogólna zasada jest taka, że jeśli chorujemy przewlekle bądź często i regularnie korzystamy z usług medycznych, decydujemy się na niski wkład własny (franczyzę), co oznacza wyższe koszty składek miesięcznych. Jeśli chorujemy rzadko, możemy pozwolić sobie na samodzielne pokrycie wyższych kosztów leczenia, a w zamian płacimy niższe składki miesięczne.

Jeśli chcemy wybrać kasę chorych samodzielnie, warto przedtem przeanalizować oferty różnych ubezpieczycieli, np. na stronie internetowej priminfo.ch (tylko ubezpieczenie podstawowe). Dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza dla osób nie znających lokalnego języka, jest skorzystanie z pomocy doradcy, która jest zazwyczaj bezpłatna. Wybierając doradcę zwróćmy uwagę na jego kwalifikacje zawodowe i doświadczenie na szwajcarskim rynku. Osoba taka powinna przedstawić nam kilka ofert różnych kas chorych do porównania i pozwolić samodzielnie wybrać pasujące nam ubezpieczenie.

WAŻNE! Podpisujac jakiekolwiek dokumenty podczas spotkania z doradcą, upewnijmy się, co to jest. Zazwyczaj nie jest to tylko oferta ubezpieczeniowa, a wniosek o ubezpieczenie zdrowotne, który w kasie chorych po zaakceptowaniu zostanie zamieniony w umowę, z której nie będziemy się mogli wycofać. Nie musimy niczego podpisywać od razu, dajmy sobie czas do namysłu.

Na co zwrócić uwagę, wybierając ubezpieczenie

  • długość trwania umowy dodatkowego ubezpieczenia – jeśli podpisujemy umowę wieloletnią, nie mamy możliwości zrezygnowania z niej lub zmiany jej warunków każdego roku
  • okresy karencji w przypadku niektórych usług zawartych w ubezpieczeniu dodatkowym (np. usługi dentystyczne czy dodatkowe usługi w czasie ciąży) – często prawo do pokrycia kosztów zyskujemy dopiero po pewnym czasie
  • ciąża bez franczyzy – warto pamiętać, że wszystkie usługi związane z opieką nad ciężarną nie są objęte franczyzą, tzn. że ich koszty pokrywa kasa chorych. Jest to m.in. 7 wizyt kontrolnych, 2 badania USG i badania laboratoryjne przed porodem, 3 porady laktacyjne, część kosztów szkoły rodzenia, a także poród w kantonalnym szpitalu i 1 wizyta kontrolna po porodzie pomiędzy 6 a 10 tygodniem życia dziecka, bez dodatkowych kosztów
  • ubezpieczenie dziecka – kobiety w ciąży powinny wybrać kasę chorych dla dziecka przed jego urodzeniem (składki płaci się dopiero po porodzie)
  • ubezpieczenia rodzinne – jeśli co najmniej jeden rodzic i dziecko są ubezpieczeni w tej samej kasie chorych, można liczyć na zniżki w składkach
  • możliwość dofinansowania składek – jeśli dochody gospodarstwa domowego nie przekraczają pewnej kwoty, która jest ustalana w danych kantonach (przykładowo w kantonie Zurych dla osob samotnych, rozliczających się normalnie z podatku kwota do opadatkowania nieprzekraczająca 29`900.00 rocznie) możemy ubiegać się o wsparcie finansowe gminy (składamy wniosek pisemny w miejscu zamieszkania)

 

Skontaktuj się z ekspertką: 

Angelika Lawrenz-Meurer

Versicherungsvermittler VBV

https://www.polskiedoradztwo.ch

FB: Polskie Doradztwo w Szwajcarii – Lawrenz Consulting

Tel: +41 79 193 29 15

Email: info@lawrenz.ch