Pięć i pół „ponieważ”. Szwajcaria? Ja tu nie pasuję!

Jedną stopą w górskim bucie. Drugą w piasku nad Bałtykiem.

„Proszę dowiedz się, czemu jest mi tutaj aż tak źleeeee”. Wyje w głowie Dawid Podsiadło, podbijając jeszcze to ssanie, które niektórzy nazywają nostalgią. Męczą wątpliwości: minęło prawie sześć lat i co ja tu właściwie robię? A może już czas, żeby… No właśnie, żeby co? 

Znajomi z dłuższym emigracyjnym stażem, oficjalnie przyznaję Wam rację! Mówiliście, że prędzej czy później dopadnie każdego. Ponoć lubi przychodzić po pięciu latach. Czasem daje znaki ostrzegawcze, ale bywa, że atakuje bez zapowiedzi. Mój wdarł się ukradkiem, podszył pod tęsknotę, żeby zbić mnie z tropu. I nawet się udało. Jednak uważna autodiagnoza wykazała jednostkę chorobową. Cierpią na nią ci, którzy wyjechali. Ci w wiecznym rozkroku. Ci, którzy się zastanawiają. Bo są trochę tam, trochę tu. Bo nie wiedzą czego chcą. A czują, że nie pasują. Na pewno tu, a może już i tam? Ci, którzy zadają sobie pytanie: wracać?

Diagnoza: kryzys migracyjny. Objawy: nadmierna melancholia, deficyt decyzyjności, poczucie zawieszenia, uwierający „kamyk w bucie”. Stan pacjentki: zmienny. Rokowania: niepewne.

Kryzys w raju. Niechętnie o nim mówimy. Bo jak komukolwiek może być źle w Szwajcarii? Brzmi jak najgorsze bluźnierstwo. Reakcje? Od „nie narzekaj, przecież tu się oddycha” po „nie podoba się, droga wolna”.

Klincz. Dół. Zapaść. Impas. Martwy punkt.

Sprawił, że to, co powinno zachwycać, spowszedniało. Bo ileż można łazić po tych górach? Prawda, są piękne, ale i nudne, bo wciąż takie same. Stoją niewzruszone i drwią sobie ze świata. Ze mnie, której marzy się zmiana. Nie to, co morze. Ono jest przecież w ciągłym ruchu. 

Sprawił, że to co dobre, zaczęło kłuć jak bliżej niezlokalizowany nerwoból. Odgrywany na co dzień teatr powierzchownej uprzejmości, w którym dotychczas z powodzeniem grałam swoją rolę, zamienił się w spektakl pociąganych za sznurki marionetek. Pod maskami te same sztuczne twarze. Jak krasnale ogrodowe, z przyklejonym grymasem na ceramicznym obliczu – nic nie jest w stanie wytrącić ich z równowagi. Łapię się na tym, że nie odpowiadam sąsiadom na miłe Grüezi, świadomie zwlekam z zapłaceniem rachunku, zostawiam parasol na klatce schodowej, nie czyszczę filtra w pralce. Mój bunt. Jaki kraj, taka rebelia.

Sprawił, że to co wcześniej niegroźnie wkurzało, teraz jątrzy. Lubuję się w obrzydzaniu, wyszukiwaniu wad, szukaniu potwierdzenia, że to nie jest kraj dla mnie. Przecież ja tu nie pasuję! Dlaczego?

Ponieważ nr 1: Lubię spontaniczność

Papierowy, w skórzanej okładce, dla tradycjonalistów. W telefonie, dla nowoczesnych. Ewentualnie w Outlooku, dla technologicznie zaawansowanych. Kalendarz. Terminarz. Agenda. Rzecz, bez której w Szwajcarii nie przeżyjesz. Nie hokej i nie piłka nożna. Helweckim sportem narodowym jest umawianie się. Na kolację, na kawę, na drinka, na spotkanie, na telefon, na email. Wyznaczanie sobie terminów – na za trzy miesiące, na 12 lutego i 25 kwietnia, na od.. do.., na urodziny za dwa lata i ślub za pięć. Dyktatura kalendarza. Społeczeństwo zaplanowane na kolejne trzy dekady. Powtarzam sobie, że za każdym razem, kiedy wyznaczam datę znajomym, umiera mały ptaszek. Trochę ich przez te lata zginęło (ptaszków, nie znajomych).. Nie chcę, żeby rytm mojego dnia wyznaczały rubryki w kalendarzu i przyjęty kodeks zachowań. Nie jestem emocjonalnym robotem. Lubię spontanicznie (i głośno) roześmiać się w pociągu czy autobusie. Rzucić głupi żart do kelnera w restauracji, wytracając go choć na chwilę z wyuczonej roli. Wejść po zamknięciu drzwi albo nie pojawić się wcale. Bo czy pięciominutowe spóźnienie (tak jak wyjście na wino bez planu) nie jest po prostu ludzkie? Na pewno bardziej niż skazywanie niepokornych na społeczne potępienie.

Ponieważ nr 2: Źle się czuję w szufladce 

Nie jestem opiekunką, pielęgniarką, kelnerką, sprzątaczką. Nie sprzedaję ubezpieczeń ani funduszy inwestycyjnych. Nie pracuję na uniwersytecie. Ani w fabryce. Nie wysłała mnie tu żadna korporacja. Nie mam prostej i przejrzystej ścieżki kariery. Nie mam ładnego CV. Nie jestem bezrobotna, nie jestem zatrudniona. W Szwajcarii wolni strzelcy są podejrzani. Prawie jak żyjący tu nomadzi. „Napisałaś książkę! Świetnie. A czym się zajmujesz zawodowo?”. Wartość człowieka w kraju dobrobytu wyznacza trzeci filar emerytalny, stan konta oszczędnościowego i liczba lat przepracowanych w jednej firmie. Żyjesz od zlecenia do zlecenia? Pandemia dała Ci w kość? Nie wiesz co dalej? Spokojnie, damy Ci ostatnią szansę. Na stole leżą dwa wnioski: przedłużenie pobytu w Szwajcarii o pięć lat i podanie o szwajcarski paszport. Nie wiem, gdzie będę za pięć lat. Nawet nie wiem, gdzie będę za pięć miesięcy. Jakie to nieszwajcarskie.

Ponieważ nr 3: Nie jestem matką-imigrantką

Szwajcaria to raj dla matek. A matka-imigrantka to nierozerwalny związek frazeologiczny. To, że matki nie pracują, nikogo w Szwajcarii nie dziwi. Zwłaszcza, jeśli to matki przyjezdne. Współczynnik zatrudnienia wśród cudzoziemek mających dzieci jest znacznie niższy niż wśród matek-Szwajcarek. Te ostatnie jakoś znalazły sobie (wywalczyły?) miejsce na rynku pracy. Matki-imigrantki mają absolutne społeczne przyzwolenie na to, żeby zostać z dzieckiem w domu, najlepiej do momentu, aż to nie pójdzie do przedszkola. Jeśli bardzo brakuje im pracy (albo pieniędzy) matki mogą zatrudnić się na „procent” – ale nie więcej niż jedną trzecią etatu, inaczej ucierpi na tym dziecko. Miejsce matki-cudzoziemki jest przecież w domu. A miejsce cudzoziemki-niematki? W pracy. Chcesz pracować na pół etatu, a nie masz dzieci? Zapomnij. Te stanowiska w Szwajcarii już są zarezerwowane.

Ponieważ nr 4: Nie nauczyłam się dyplomacji 

Lista pytań i stwierdzeń, które w rozmowach ze Szwajcarkami i Szwajcarami nie mają prawa paść: Ile zarabiasz? Jeździsz na zakupy do Niemiec? Szwajcaria jest taka zależna od Unii Europejskiej. Czytałaś tę książkę o deportacji Żydów podczas drugiej wojny światowej? A o handlu złotem z Hitlerem? Szwajcarska bankowość jest niezwykle skostniała, zupełnie jak model rodziny. Szwajcaria potrzebuje urlopu ojcowskiego i darmowych żłobków. Dlaczego te bilety są tak drogie? Wstydzisz się mówić po niemiecku? Serwis w tutejszych restauracjach jest fatalny. Co studiowałeś? Nie stać mnie. Masz czas za godzinę?

Wszystkie powyższe pytania i stwierdzenia padły.

Ponieważ nr 5: Nie chcę się odciąć 

Co Ty się tak przejmujesz tymi wyborami? Daj sobie spokój. Przecież nie mieszkasz w Polsce. Ciebie to nie dotyczy. Mówią mi Polacy w Polsce. Mówią mi Polacy w Szwajcarii. A mnie dotyczy. Dotyczy, że hej. Nie chcę być Polką, która hiperwentylowana czystym alpejskim powietrzem, zapomniała skąd jest. Ani taką, która płaci frankami za amnezję. „Bardziej szwajcarską od Szwajcarów”. Chcę pozostać Polką, która wie, co się dzieje w Polsce. Która zaczyna dzień od informacji z Polski. Która czytając je śmieje się i płacze, czasem jednocześnie. Polką, która cierpliwie tłumaczy swój kraj Szwajcarom. Nawet w momentach, kiedy wstydzi się za ten kraj najbardziej na świecie. Nawet wtedy, kiedy sama go nie rozumie. Dlatego będę chodzić na wybory (i o tym pisać) nawet gdy zostanę tu kolejnych 5, 10, 20 lat. Choć wiem, że wielu Polaków w Polsce (i w Szwajcarii) wolałoby, żebym już oddała paszport.

Ponieważ nr 5 i pół: Kocham góry, ale nie potrafię żyć bez morza. Sorry Szwajcario!

Obcy w Szwajcarii głosu nie mają. Czy na pewno?

3106022-v4-bwtnfrwcyaasdb-jpg-large

Wrzesień 2014. Głosowanie w prawie przyznania obcokrajowcom praw wyborczych w kantonie Schaffhausen. 85 proc. Szwajcarów jest na nie.

Zurych, jedno z najbardziej światowych miast na mapie Szwajcarii, gdzie trzecia część mieszkańców to obcokrajowcy. Zjeżdżają tu, aby pracować w globalnych korporacjach lub zakładać własne biznesy. Niektórzy nawet uczą się lokalnego języka i szybko integrują z lokalną społecznością. Świetnie zarabiają, płacą podatki i ubezpieczenia, sporo konsumują, przyczyniając się do wzrostu szwajcarskiego dobrobytu. Choć przeważnie są nieźle zorientowani w lokalnej i krajowej polityce, to brakuje im jednego – nie mogą decydować o bezpośrednio dotyczących ich sprawach w miejscu, w którym żyją często przez długie lata.

Prawa wyborcze cudzoziemców to temat, który powraca przy każdej możliwej okazji i choć wciąż ma więcej przeciwników niż zwolenników, to powoli (bardzo powoli) Szwajcaria otwiera się na dwa miliony przybyszów z zagranicy. Czy kraj, który chwali się, że rządzą nim zwykli ludzie może tak po prostu pomijać w życiu publicznym jedną czwartą populacji? Czy można wyznawać szwajcarskie wartości nie mając szansy zasmakować tej podstawowej – demokracji bezpośredniej? Z kolei, jeśli damy obcokrajowcom głos, komu z nich będzie się jeszcze chciało starać o szwajcarskie obywatelstwo? Wszak prawa wyborcze powinny być nagrodą za przyjęcie do grona obywateli danego kraju, a nie zachętą do integracji.

Profesor Joachim Blatter z Uniwersytetu w Lozannie przyjrzał się głębiej całej sprawie na zlecenie Federalnej Komisji ds. Migracji. W opublikowanym niedawno raporcie przyznał, że szwajcarska demokracja cierpi na tym, że jeden na czterech mieszkańców kraju jest z niej wyłączony. Co na to poradzić? Dać prawa wyborcze cudzoziemcom, którzy w Szwajcarii mieszkają dłużej niż pięć lat. Gdyby to było takie proste.

Do tej pory tylko osiem z 26 kantonów dopuściło obcokrajowców (pod określonymi warunkami) do lokalnej polityki. Czynne prawo wyborcze na szczeblu gminnym mają mieszkańcy Genewy, Neuchâtel, Vaud, Jury i Fyburga oraz niektórych miejscowości kantonów Bazylea-Miasto, Gryzonia i Appenzell Ausserrhoden. W siedmiu z tych kantonów (wyłączając Genewę) cudzoziemcy mogą startować w wyborach na lokalne urzędy. Dodatkowo rezydenci w Jurze i Neuchâtel mają prawo głosować w referendach i wybierać polityków na szczeblu kantonalnym. Mapę gmin i kantonów, w których cudzoziemcy mają prawo głosu znajdziecie tutaj www.bfs.admin.ch/bfs/de/home/statistiken/bevoelkerung/migration-integration/integrationindikatoren/indikatoren/gemeinde-kantone-recht.html. W całej Szwajcarii natomiast obcokrajowcy nie mogą starać się o wybór do władz kantonalnych ani głosować w sprawach dotyczących federacji.

Jeśli chodzi o nasz multi-kulti Zurych, to w 2013 roku wszystkie gminy kantonu odrzuciły w referendum pomysł nadania cudzoziemcom praw wyborczych na szczeblu lokalnym. Teraz jednak władze miasta wracają do dyskusji i proponują kilka rozwiązań, które mają zwiększyć obywatelską aktywność zagranicznych rezydentów. Oto kilka pomysłów: 

  1. Uprościć procedurę nadawania obywatelstwa

Osób uprawnionych do głosowania byłoby więcej, gdyby nie wyśrubowane wymagania, skomplikowana procedura nadawania obywatelstwa i wysokie koszty całej zabawy. To sprawia, że rocznie z 1,3 mln tych, którzy mogliby się o szwajcarski paszport starać, podejmuje się tego tylko ok. 40 tys. Choć w ubiegłym roku politycy poszli cudzoziemcom nieco na rękę, skracając z 12 do 10 lat czas, który należy spędzić w Szwajcarii, aby starać się o paszport, to jednocześnie metodą kija i marchewki, podniesiono kryteria dotyczące znajomości lokalnego języka. Pytanie, czy czerwona książeczka wciąż jest dla cudzoziemców na tyle atrakcyjna, że warto się o nią bić? Poza prawami wyborczymi, płaceniem podatków po szwajcarsku czy swobodnym podróżowaniem do większości krajów na świecie korzyści związanych z jej posiadaniem właściwie nie ma zbyt wiele. Dumy związanej z byciem Szwajcarem nie liczę.

2. Zaprosić obcych do dialogu

Budują Ci pod domem parking, a wolałbyś park? Władze Zurychu chcą dać mieszkańcom, także obcego pochodzenia, prawo współdecydowania przynajmniej o tym, co się dzieje w ich dzielnicy. Warsztaty, dyskusje, negocjacje, na które zainteresowani będą otrzymywać imienne zaproszenia – to jedna z proponowanych dobrych praktyk. Druga to aplikacje, taka jak Züri wie neu (Zurych jak nowy), za pomocą których można zgłaszać szkody w najbliższym otoczeniu. Podobne narzędzia mają też dotyczyć np. projektów zabudowy przestrzeni i działań kreatywnych w mieście. Również lokalni politycy mogliby w przyszłości konsultować się ze społecznością, nie tylko rdzennie szwajcarską, w podlegających im okręgach, zanim sprawa trafi pod debatę w Radzie Miasta.

3. Dać dostęp do budżetu obywatelskiego

Pewna część miejskiej kasy oddawana jest regularnie w ręce obywateli, ponieważ to oni często lepiej niż politycy wiedzą, jakie inwestycje są im najbardziej potrzebne. W praktyce odbywa się to poprzez zgłaszanie i głosowanie na konkretne projekty budynków czy usług. Władze Zurychu chcą do rozporządzania obywatelskim budżetem dopuścić również obcokrajowców. Kto miałby otrzymać takie prawo głosu i na jakich zasadach? Tego nie wiadomo.

Choć jeszcze mało tu konkretów to jedno jest pewne – w dużym stopniu zależna od migrantów Szwajcaria nie może już dłużej udawać, że demokracja bezpośrednia to ustrój ograniczony tylko do jej obywateli. Pytanie, czy my, obcokrajowcy, w ogóle chcemy w tym wszystkim uczestniczyć? Niechlubnym przykładem jest kanton Neuchâtel, gdzie 17 proc. mieszkańców to uprawnieni do głosowania zagraniczni rezydenci (posiadacze pozwolenia na pobyt w kraju typu C). W latach 2012-2016 wśród kandydatów do władz lokalnych udział obcokrajowców był tam mniejszy niż 5 proc. Również frekwencja cudzoziemców w referendach była nieporównywalnie niższa (18 proc.) niż Szwajcarów (48 proc.).

Może większość tzw. ekspatów przyjeżdża do Szwajcarii tylko po to, aby wygodnie żyć i dobrze zarabiać, a ich identyfikacja z krajem emigracji jest znikoma. Polityka? Wybory? Referenda? W to niech się bawi Hansruedi z Appenzellu i inni rolnicy-aktywiści. Ekspat woli raczej z daleka ponarzekać sobie na sytuację w kraju pochodzenia, nawet jeśli tam też już nie głosuje. Po co się przejmować sprawami kraju, który pewnie i tak za parę lat się opuści? A ilu jest takich, którzy nawet po otrzymaniu szwajcarskiego paszportu, obywatelami są tylko na papierze? Czy przypadkiem czasem my sami, obojętnością i ignorancją, nie odbieramy sobie prawa do udziału w życiu publicznym?

Jako zwierzę polityczne nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie w skrzynce na listy znajdę zaadresowaną na moje nazwisko kopertę wypchaną referendami. Marzę o pierwszym własnoręcznie wpisanym JA i NEIN. Śnię o założeniu partii SVP+, złożonej z samych polityków obcego pochodzenia (żart). Jestem gotowa przejść przez najbardziej wredne testy na obywatelstwo tylko po to, żeby razem z czerwoną książeczkę przyszło do mnie coś znacznie ważniejszego. Mój głos.


Do poczytania:

https://www.thelocal.ch/20181220/swiss-democracy-is-failing-countrys-foreign-population-report

https://www.swissinfo.ch/eng/directdemocracy/five-proposals_zurich-wants-to-ease-political-participation-for-non-swiss

https://www.swissinfo.ch/eng/call-of-duty_foreigners-in-switzerland-shunning-the-ballot-boxes

https://www.swissinfo.ch/eng/directdemocracy/political-rights-for-foreigners-_-voting-rights-in-switzerland-must-not-come-for-free

https://www.beobachter.ch/burger-verwaltung/einburgerungen-wer-bekommt-den-roten-pass

Życie po szwajcarsku. Poradnik integracji

101732-BCFS7xYDT8Mz0uK8_qRa2Q

Fot. Colourbox.de

Co to znaczy być Szwajcarem? Jeść ser i popijać fendantem, jednocześnie jodłując? Mieć co najmniej 50 tys. CHF oszczędności, jeździć porsche i nigdy się nie spóźniać? Uśmiechać się, pomagać bliźnim, a w wolnym czasie chodzić po Alpach? Dla siebie i dla Was spisałam kilka zasad, których warto przestrzegać, by zwiększyć swoją szansę na szwajcarski paszport.

Uwaga: wszystkie poniższe zasady dotyczą niemieckojęzycznej Szwajcarii i mogą różnić się od obowiązujących w pozostałych częściach kraju.

MÓW (a przynajmniej próbuj mówić) lokalnym dialektem – zapomnij o językowych łamańcach dla turystów typu CHUCHICHÄSCHTLI. Naucz się kilku przydatnych codziennych zwrotów (Hoi zäme. Wie gaat? Widerluege! En guete! Merci vilmal). Słuchaj i powtarzaj. Podczas rozmowy, często wtrącaj „Äbä” oraz „Gäll?”. Wzbudzisz zaufanie lokalsów. A zupełnie poważnie – jeśli rozumiesz, co do ciebie mówią, jesteś zwycięzcą.

WYMIENIAJ pozdrowienia z obcymi na ulicy – „Grüezi” wypowiedziane z obowiązkowym uśmiechem (może być sztuczny, nie szkodzi) czyni cuda.

WITAJ znajomych całusami w policzek – obowiązkowo trzy razy i tak, jak przy przechodzeniu przez ulicę: prawa, lewa, prawa.

KORZYSTAJ z transportu publicznego – choć każdy Szwajcar ma auto (oby jedno) i lubi się nim wozić, zapunktujesz, jeśli do pracy przynajmniej raz w tygodniu przejedziesz się pociągiem czy autobusem. Jesteś eko, nachhaltig, bewusst.. no i wspierasz swoimi pieniędzmi szwajcarską gospodarkę (w postaci SBB, ZVV i reszty), a wspieranie jest bardzo szwajcarskie.

PYTAJ, czy wolne miejsce w pociągu czy autobusie, obok którego ktoś siedzi, na pewno jest wolne – i nie zdziw się, jeśli zajmuje je akurat bardzo zmęczona torba.

BĄDŹ punktualny – lepiej przyjść 5 min za wcześnie (tylko błagam, nie wchodź, poczekaj przed drzwiami), niż spóźnić się 2 min.

JEDZ pięć posiłków dziennie – śniadanie (Zmorge, o 7), drugie śniadanie (Znüni, o 9), lunch (Zmittag o 12-13), podwieczorek (Zvieri, o16) i kolację (Znacht, o 18).

SEGREGUJ śmieci – papier i karton, butelki PET, szkło z podziałem na kolory, metalowe puszki, odpady organiczne – na wszystko znajdziesz osobne pojemniki. Nigdy, przenigdy nie wystawiaj papieru przed dom, zanim nie upewnisz się, że to dzień zbiórki!

UPRAWIAJ sport – bieganie, wędrówki górskie, rower, pływanie, skok o tyczce – Szwajcarzy są aktywni. Kup sobie buty (najlepiej firmy Lowa) i kurtkę (nie schodź poniżej poziomu Jack Wolfskin czy The North Face). Zimą – koniecznie jedź ze znajomymi na narty lub snowboard! Nieważne, że nie umiesz, przynajmniej napijesz się wina na apres ski.

ZAPISZ się do Verein, czyli stowarzyszenia, działającego w Twoim miejscu zamieszkania – towarzystwo przyjaciół owczarka berneńskiego, klub miłośników sera gruyer, ochotnicza straż pożarna – obojętnie – szanujący się Szwajcar część swojego wolnego czasu przeznacza na rozwój hobby lub pracę charytatywną.

ZAPAMIĘTUJ nazwiska – Grüezi Frau.. yyy – to niedopuszczalne. Zauważyliście, że nawet przez telefon rozmówca w ciągu minuty powtórzy wasze nazwisko co najmniej pięć razy? Prawdziwy Szwajcar ma doskonałą pamięć.

ROZMAWIAJ cicho i dystretnie – żadnego gadania przez telefon w autobusie, śmiechów z koleżanką w pociągu, pokrzykiwań na ulicy – Szwajcarzy szanują ciszę i spokój. Po 18 i w weekendy odpuść sobie remont w domu czy koszenie trawnika w ogrodzie. Po 22 podaj deser i kawę – dla Szwajcara oznacza to koniec imprezy.

ZAPRZYJAŹNIJ SIĘ z sąsiadami, panią sprzątającą klatkę schodową, monterem liczników, lokalnym rolnikiem – im więcej ludzi cię zna, tym lepiej. Nigdy nie wiadomo, kogo wypytają o ciebie ci od paszportów. Ku przestrodze przypomnij sobie historię amerykańskiego profesora, któremu podczas rozmowy o paszport wymsknęło się, że przez 40 lat mieszkania w wiosce koło Einsiedeln nie udało mu się zapoznać przyjaciół. Przegrał paszport.

INTERESUJ SIĘ lokalnymi sprawami, szwajcarską polityką (naucz się na pamięć nazwisk członków Bundesratu – spokojnie, jest ich tylko siedmioro), wykuj nazwy kilku wiosek w okolicy, rzek, jezior w pobliżu. Przyda się podczas testu na obywatelstwo. I tak, jak wyżej, pamiętaj.. profesor, taki niby mądry, a nie wiedział.. Bądź lepszy od profesora!

BĄDŹ patriotą – jak ziemniaki, to tylko ze szwajcarskiej wsi (najlepiej bio), wołowina – od szczęśliwych szwajcarskich krówek, a mleku, serze i winie już nawet nie wspominam. Zakupy rób w Coopie lub Migrosie. Aldi i Lidl są dla imigrantów, a ty przecież chcesz być Szwajcarem. A te auta na zuryskich blachach w każdą sobotę pod niemiecką Edeką? Ciiii, o tym w towarzystwie się nie wspomina.

KUP sobie Adiletten (za 30 CHF w Dosenbachu). Jeśli kiedykolwiek byłeś w szwajcarskim domu, na basenie czy na plaży w Chorwacji, wiesz o czym mówię.

A na koniec najważniejsze – nie daj się zwariować i BĄDŹ SOBĄ! Nie, no co ty, żartowałam.

Jak zostać Szwajcarem – co nas czeka w 2018 roku

 

203762442-jpg

Czerwona książeczka, którą tak trudno dostać. Fot. Keystone

Wszystkie opisane zmiany dotyczą standardowej procedury paszportowej – dla osób, które mieszkają w Szwajcarii, ale nie urodziły się tutaj oraz nie są w związku małżeńskim z obywatelem/ką tego kraju.

  • 10 zamiast 12

Dotychczas dla przyjezdnych, którzy chcieli starać się o szwajcarski paszport, podstawowym warunkiem było zamieszkanie na terenie kraju przez co najmniej 12 lat. Od 2018 roku prawo federalne staje się pod tym względem nieco bardziej przychylne obcokrajowcom, ponieważ liczbę wymaganych lat obniżono do 10. Ta liberalizacja to jednak tylko marchewka od szwajcarskich decydentów. Kolejne tegoroczne nowości nie są już dla migrantów tak atrakcyjne. Dla ścisłości dodam, że 10 lat dotyczy tylko zamieszkania w Szwajcarii, a nie w danym kantonie – tutaj lokalne władze mają swoje własne wymagania – i tak np. mieszkańcy Zurychu muszą być tam zameldowani przez min. dwa lata, aby móc złożyć wniosek o czerwoną książeczkę, ale już kanton St. Gallen chce lat aż ośmiu. Tu możecie sprawdzić, jak to jest w Waszym kantonie. 

  • Tylko z C

Od 2018 roku, aby móc starać się o obywatelstwo, należy posiadać pozwolenie na pobyt stały w Szwajcarii (typu C). To duże ograniczenie, ponieważ wcześniej procedurę paszportową można było rozpocząć również z innymi rodzajami pozwolenia. Ponadto, czas pobytu w kraju na pozwoleniu N (azyl) oraz F (w oczekiwaniu na deportację) nie będzie liczył się do wymaganych 10 lat. Dotyczy to także czasu pobytu w kraju na pozwoleniu krótkoterminowym, typu L.

  • Brałeś zasiłek? Zapomnij o paszporcie

Kolejna zmiana wyklucza z potencjalnej grupy przyszłych Szwajcarów osoby, które nie są samodzielne finansowo. Ci, którzy w ciągu ostatnich trzech lat przed uruchomieniem procedury paszportowej korzystali z pomocy społecznej, nie mają co liczyć na otrzymanie szwajcarskiego obywatelstwa. Bycie na socjalnej kroplówce stoi bowiem w sprzeczności z federalnym wymogiem integracji ekonomicznej poprzez pracę lub edukację. Dlatego, kto marzy o paszporcie, musi najpierw oddać państwu co do grosza całą otrzymaną kasę – wtedy droga wolna. Starać się o szwajcarskie obywatelstwo nie mogą też osoby wcześniej karane czy zalegające z płaceniem podatków.

  • Minimum językowe

Znajomość lokalnego języka zawsze była jednym z najważniejszych wymogów w procesie nadawania obywatelstwa. Jednak konkrety, co do poziomu umiejętności języka, leżały dotychczas w gestii władz poszczególnych kantonów. W praktyce sprawdzanie biegłości językowej wyglądało różnie. Dlatego w tym roku federacja ustaliła minimum językowe dla wszystkich starających się o szwajcarski paszport. I tak przyszły obywatel Szwajcarii musi wykazać się umiejętnościami co najmniej na poziomie A2 (język pisany) i B1 (język mówiony), według Europejskiego Systemu Opisu Kształcenia Językowego. Przy czym każdy kanton może ustalić swoje własne, wyższe wymagania. Znajomość języka będzie weryfikowana za pomocą pisemnego testu, w akredytowanych przez państwo ośrodkach, i będzie kosztowała do 250 CHF. Do egzaminu nie będą musiały podchodzić osoby, dla których język obowiązujący w Szwajcarii jest językiem ojczystym lub studiowały w nim przez co najmniej pięć lat.

A na koniec jeszcze krótko o pomysłach szwajcarskiego rządu, które co prawda dopiero się klarują, ale jeśli wejdą w życie, to będą dotyczyły każdego z nas. Chodzi o bardziej restrykcyjną politykę wydawania pozwoleń na pobyt. Plan jest taki, aby pozwolenie typu C, czyli na pobyt stały, należało się tylko dobrze zintegrowanym. Dla szwajcarskich polityków są to osoby znające język, szanujące porządek publiczny i narodowe wartości (tj. równość kobiet i mężczyzn) oraz mające swój wkład w gospodarkę kraju, czyli pracujące. Mało tego – tym, którzy już posiadają pozwolenie C, ale nie spełniają kryteriów, może ono zostać „cofnięte” do pozwolenia typu B, a niezintegrowani z B mogą je w ogóle stracić.

Także, Kochani – w 2018 roku integrujcie się na potęgę, bo inaczej będzie źle. A wszystkim aspirującym Szwajcarom życzę powodzenia i radości z czerwonej książeczki!