O futbolu i tęsknocie za ojczyzną

Schweiz-Polen

Polska-Kolumbia. Mecz o wszystko. Zebrało się trochę szwajcarskiej Polonii i oglądamy. Wybrzmiewa pierwsza zwrotka hymnu narodowego. Wokół buzują patriotyczne emocje. U mnie ledwo się tlą pod przyciasną koszulką z napisem Polska Euro 2016. Jest mi głupio, bo jak to możliwe, żeby mieszkać za granicą i nie wzruszać się na dźwięk Mazurka Dąbrowskiego? To tak, jakby nie tęsknić za Polską.

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Nie tęsknię. Czasem tylko dopada mnie w dziwnych momentach, np. kiedy biegnę przez las i przypomina mi się zapach igliwia nad Bałtykiem. Nic tak nie pachnie, jak polskie sosny. Albo kiedy kroję koperek i wraca do mnie wspomnienie rodzinnych weekendów na działce, kiedy byłam dzieckiem. Ostatnio jechałam rowerem i bezwiednie zaczęłam śpiewać kościelną piosenkę o chwaleniu łąk umajonych (sic!), którą zapamiętałam z komunii, choć wcale nie jestem religijna.

Chciałabym obejrzeć „Zimną wojnę” Pawlikowskiego i smutno mi, że nie mogę. Pójść protestować z dziewuchami pod Sejm. Spotkać się ze znajomymi na piwo, tak po prostu, spontanicznie, bez umawiania się miesiąc wcześniej. Zjeść twarożek z rzodkiewką, prawdziwy, w kostce, nie serek wiejski z coopa. Czy to podchodzi pod uczucia patriotyczne?

A może ja po tych czterech latach już się „zeszwajcarzyłam”? Polubiłam ciszę, spokój i punktualność. Interesuję się szwajcarską polityką (o polskiej już nawet nie czytam), głosuję (póki co za pomocą męża) w każdym referendum, nie narzekam na ceny biletów, sprzątam po swoim psie (i po obcych ludziach), maluję biały krzyż na policzku i cieszę się, kiedy Szwajcarzy strzelają gole. Lubię moje wygodne, szwajcarskie życie i nie wyobrażam sobie powrotu do Polski. Może powinnam się wstydzić?

Czytając ostatnio dziennik Andy Rottenberg „Berlińska depresja”, natknęłam się na fragment o szwajcarskim patriotyzmie:

„Cichy szwajcarski patriotyzm zobaczyłam (…) w starannej ochronie pejzażu, powściągliwości w okazywaniu niechęci, konsensusie co do dobra wspólnego, poszanowaniu przeszłości i tradycji, które nie kłóci się ze sprzedawaniem ziemi tym, których inwestycje mogą ożywić gospodarczo jakiś skrawek tego małego kraju. Jasne, Szwajcaria stoi na kapitale gromadzonym od wieków w tutejszych bankach. Lecz nikt, żaden polityk, nawet ten prawicowy nacjonalista (Christoph Blocher – przyp. red.), nie wpadł na pomysł, aby te banki uczynić bardziej szwajcarskimi, a więc aby je „znacjonalizować”, skoro są dochodowe. Więc Blocher będzie głosił swoje poglądy i pokazywał swoją kolekcję (sztuki szwajcarskiej w muzeum Oskara Reinharta w Winterthur – przyp. red.), jedno i drugie publicznie, a Szwajcarzy i tak wybiorą złoty środek. Bo to im się najbardziej opłaci. Nieprzypadkowo ktoś zauważył, że co prawda rewolucjoniści i anarchiści z całego świata spotykali się w kawiarniach Zurychu, lecz bunty wzniecali u siebie.”

Wspomniany Christoph Blocher – ojciec chrzestny populistycznej partii SVP, która właśnie chce zerwać umowę Szwajcarii z Unią Europejską o swobodnym przepływie osób – też ostatnio wypowiedział się na temat patriotyzmu. Chodziło o zachowanie pochodzących z Kosowa szwajcarskich piłkarzy, którzy podczas meczu z Serbią pokazywali przeciwnikom albańskie podwójne orzełki. Rozpętała się burza: czy reprezentantom Szwajcarii wypada demonstrować solidarność z krajem pochodzenia i angażować się w polityczne spory? Przecież grają w szwajcarskich barwach i są opłacani we frankach. Blocher stawia sprawę jasno: to, że mają szwajcarskie paszporty nie oznacza jeszcze, że są Szwajcarami. Dodam tylko, że jeden z piłkarzy urodził się w Szwajcarii, a drugi przyjechał tu z rodziną jako dziecko. Skończyli szwajcarskie szkoły, mówią po szwajcarsku. Kim więc są?

W reakcji na „orzełek gate” padła pewna propozycja ze strony SZPN (Szwajcarski Związek Piłki Nożnej), a mianowicie, żeby ci zawodnicy, którzy naprawdę, całym swoim sercem pragną reprezentować Szwajcarię, zrzekali się podwójnego obywatelstwa. Jeden paszport=jedna ojczyna. Żeby tylko to było takie proste..

Emigracyjny patriotyzm jest skomplikowany i schizofreniczny, niektórych boli, a innych – tak, jak mnie – paraliżuje. Niedługo wybieram się do Polski i spędzę tam prawie cały miesiąc. Ciekawe, czy będę tęsknić za Szwajcarią..

Swoją drogą, tak wyglądałaby reprezentacja Szwajcarii bez tzw. Doppelbürger. Kiepsko. Fot. Blick.

Fussball-Nati2

Neutralni, ale z giwerą – o broni w Szwajcarii

286049-b23cff48ac1cc2d12faf66050ded3c29

Fot. news.ch/EQ Images

Na hasło „armia Szwajcarii” przeciętnemu Europejczykowi w głowie pojawiają się przeważnie dwie odpowiedzi: „karabin maszynowy w każdym domu” i „scyzoryki Victorinox”.

Na początku spróbujmy odnieść się do kwestii karabinu w każdym domu – Szwajcaria posiada zakorzenioną kulturę posiadania broni przez obywateli. Związane jest to z faktem, że przez długi czas armia Szwajcarii bazowała na oddziałach typu milicyjnego (skojarzenia z ZOMO są tu nieuprawione – nie chodzi o pałowanie opozycjonistów w swetrach, tylko o budowę obrony na zasadzie pospolitego ruszenia). Wystarczy wspomnieć, że w dzisiejszej Szwajcarii ciągle obowiązuje powszechny pobór do wojska (przypomnijmy – w Polsce zlikwidowany faktycznie w 2009). Stąd też każdy szwajcarski rezerwista bądź rezerwistka ma prawo posiadać w domu karabin szturmowy (obecnie jest ich w kraju ok. 900 tys. sztuk). Widok uzbrojonych rezerwistów w pociągach czy autobusach jest normalny i na nikim nie robi specjalnego wrażenia. Co ciekawe, każdego roku ok. 80 karabinów gnie w niewyjaśnionych okolicznościach. 

Jeszcze do niedawna razem z bronią otrzymywało się zaplombowaną puszkę z amunicją, którą można było odbezpieczyć jedynie w przypadku wybuchu konfliktu zbrojnego. Wysoka liczba śmiertelnych wypadków z użyciem broni (głównie smobójstw) spowodowała jednak, że od 2007 roku trzymanie razem z bronią amunicji jest zabronione (ponad tysiąc puszek do tej pory nie wróciło do arsenału). 

Oprócz tego łatwe jest uzyskanie pozwolenia na broń prywatną, ale uwaga – wyłącznie do przechowywania w domu. Aby spokojnie przechadzać się z giwerą po ulicach Zurychu czy Genewy wymagane jest już tzw. Waffentragbewilligung, wydawane przeważnie pracownikom ochrony. O pozwolenie na broń mogą starać się również mieszkający w Szwajcarii obcokrajowcy, z wyjątkiem  pochodzących z krajów będących na szwajcarskiej „czarnej liście”, m.in. Albanii, Serbii, Turcji i Kosowa. 

Szwajcaria należy do światowej czołówki krajów o największej liczbie broni w odniesieniu do liczby mieszkańców. Szacuje się, że obecnie zarejestrowanych jest ok. 2 milionów sztuk broni (wojskowej i prywatnej). Wypadki należą jednak do rzadkości. W 2015 roku w wyniku użycia broni zginęło 231 osób, z czego ponad 90 proc. to samobójstwa. W Stanach Zjednoczonych liczba wypadków z użyciem broni na milion mieszkańców wynosi 29,7, w Szwajcarii tylko 7,7.

Szwajcarzy są mocno przywiązani do swojej tradycji – na terenie kraju prężnie działa organizacja Schweizer Schiesssportverband, zrzeszająca miłośników broni oraz, działająca bardziej na niwie prawnej i lobbystycznej, ProTell, mająca za cel podtrzymanie liberalnego prawa do posiadania broni. Działania tej organizacji są w kontrze do inicjatyw mających na celu ograniczenie uzbrojenia Szwajcarów, inicjowanych przez Szwajcarską lewicę.

W 2011 większość kantonów opowiedziała się przeciwko wprowadzeniu większych restrykcji w dostępie do broni (postulowano m.in. weryfikację, czy osoba ubiegająca się o pozwolenie na broń rzeczywiście jej potrzebuje oraz przechowywanie broni rezerwistów poza domem). Kolejne zakusy na szwajcarską wolność przyszły ze strony Unii Europejskiej, z racji przynależności do strefy Schengen. Restrykcyjna dyrektywa, znana jako „EU gun ban”. Tym razem to ProTell wysunął propozycję referendum dotyczącego przyjęcia dyrektywy (notabene której zapisy są i tak złagodzone w stosunku do innych krajów Europy) , licząc na powtórkę wyników z 2011.

Odnośnie zaś drugiego skojarzenia – myliłby się ten, kto kojarzyłby neutralność Szwajcarii z bezbronnością. Ten mały kraj posiada świetnie rozwinięty przemysł zbrojeniowy. W światowej czołówce, jeśli chodzi o produkcję broni małokalibrowej pozostaje szwajcarsko-niemiecki SigSauer, mający w swojej ofercie zarówno pistolety, jak i typowo wojskowe karabiny szturmowe. Te ostatnie produkowane są również przez producenta o nazwie (a jakżeby inaczej!) Swiss Arms.

Grubszy kaliber to produkcja czołgów. Obecnie Szwajcaria odeszła od projektowania swoich czołgów, choć jeszcze w latach 60-tych wprowadzono do służby liniowej czołg Pz. 68, będący udaną konstrukcją i jednocześnie równorzędnym konkurentem dla amerykańskich M-60, niemieckich Leopardów 1 i radzieckich T-55. Obecnie zaś w szwajcarskiej armii najpopularniejszym czołgiem jest Pz. 87. Pod tą nazwą kryje się produkowany na licencji niemiecki Leopard 2A4, znany i u nas ze służby w świętoszowskiej i żagańskiej brygadzie. Jeszcze tylko małe porównanie liczbowe – Szwajcaria posiada tych czołgów w sumie 380 (część w rezerwie), a Polska 249. Wszystko to sprawia, że w statystykach Global Fire Power za 2018 Szwajcaria zajmuje 34 miejsce na 136 możliwych.

Jak widać, Szwajcarom do pełni szczęścia brakuje jedynie okrętów podwodnych..

Autor (gościnnie): Karol Szupryczyński, socjolog, absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych im. gen. Tadeusza Kościuszki, miłośnik lotnictwa, autor opowiadań kryminalnych, mieszka na Islandii

Ciąża, poród i rodzicielstwo w Szwajcarii – poradnik

csm_Vornamen-mit-Icon_135c0e70c1

Fot. swissmom.ch

Jakie usługi medyczne dla przyszłych mam zawiera szwajcarskie ubezpieczenie zdrowotne? Czy trzeba ubezpieczyć się dodatkowo? Kiedy wybrać świadczenia dla dziecka? Co warto wiedzieć przed porodem? Ile urlopu przysługuje matce i ojcu w Szwajcarii? Razem z Polskie doradztwo w Szwajcarii – Lawrenz Consulting stworzyłam kompendium wiedzy o rodzicielstwie.

1. Ubezpieczenie zdrowotne – co zawiera? 

Obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne (podstawowe) obejmuje wszystkie niezbędne świadczenia w czasie ciąży, porodu i okresu połogu.

Warto wiedzieć: od trzynastego tygodnia ciąży do ośmiu tygodni po urodzeniu dziecka, kobiety nie muszą ponosić kosztów franczyzy i kosztów własnych (selbsbehalt), nawet podczas badań i terapii, które nie są zależne od ciąży. Wyjątkiem są środki prewencyjne, wypadki i koszty leczenia dentystycznego.

W ubezpieczeniu podstawowym zawarte są:

–       Badania rutynowe  w trakcie i po ciąży – 7 wizyt kontrolnych w czasie ciąży i 1 wizyta kontrolna po porodzie (tutaj wiele zależy od lekarza i od tego, jak zostanie wypisany rachunek, kasa chorych może też pokryć większą liczbę wizyt i badań USG)

–       2 badania USG – pomiędzy 11 a 14 tyg. ciąży oraz pomiędzy 20 a 23 tyg. ciąży – w przypadku ciąży zagrożonej ubezpieczyciel pokrywa koszty każdego kolejnego niezbędnego USG, niezależnie od liczby badań

–       Badania prenatalne – test 1 trymestru – ubezpieczenie pokrywa koszty badań oceny ryzyka trisomii 21, 18 i 13, w oparciu o pomiar karku przezierności w kontroli ultradźwiękowej i oznaczania niektórych czynników w krwi matki oraz innych czynników matczynych i płodowych (między 12 a 14 tyg.). W przypadku zwiększonego ryzyka choroby płodu, refundowane są też kolejne testy. Należy zawsze indywidualnie uzgadniać z lekarzem kolejne testy i pytać o refundację.

–  Leki niezbędne w trakcie ciąży, wpisane na listę leków refundowanych SL (Späzialitätenliste), w tym m.in. magnez – tu koszty pokrywa ubezpieczenie podstawowe. Koszty witamin i innych suplementów diety, w wielu kasach chorych pokrywa tylko ubezpieczenie dodatkowe.

–       Kurs przygotowujący do porodu: do maks. 150 CHF

–       Poród w domu, w szpitalu, w domu porodowym (Geburtshaus) w kantonie zamieszkania

–       Kontrola poporodowa pomiędzy 6 a 10 tygodniem po narodzinach dziecka, przeprowadzona przez lekarza lub położną. Uwaga: niektóre kasy chorych pokrywają tylko koszty kontroli do 8 tyg. życia dziecka

–       Porady dotyczące karmienia piersią: trzy konsultacje dotyczące karmienia piersią, prowadzone przez położne lub specjalnie przeszkolone pielęgniarki

–       Opieka po porodzie: koszty opieki w połogu w ciągu 56 dni po urodzeniu dziecka, w ramach odwiedzin położnej w domu – pielęgnacja i monitorowanie stanu zdrowia matki i dziecka. W przypadku przedwczesnego porodu, bliźniąt, pierwszego dziecka i po cesarskim cięciu jest to maks. 16 wizyt domowych położnej, we wszystkich innych sytuacjach, nie więcej niż 10 wizyt domowych

–       W ciągu pierwszych 10 dni po urodzeniu dziecka, położna może dodatkowo odbyć drugą wizytę tego samego dnia przez maksymalnie 5 dni. W przypadku dalszych wizyt domowych konieczna jest recepta lekarska.

–       Istnieje możliwość zakupu lub wynajęcia laktatora z apteki, gdzie część kosztów zostanie pokryta przez naszą kasę chorych (na receptę) 

–    Kasa chorych pokrywa też większą część kosztów rajstop uciskowych (na receptę)

–   Koszty szpitala dla noworodków: koszty pobytu w szpitalu zdrowych niemowląt z matką należą do świadczeń macierzyńskich, tj. odbywają się kosztem ubezpieczenia matki (bez podziału kosztów). Jeśli noworodek jest chory, koszty ponosi ubezpieczyciel noworodka (wraz z franczyzą i kosztami własnymi)

2. Ubezpieczenie dodatkowe w ciąży – czy warto?

W zależności od potrzeb przyszłej matki, dodatkowe ubezpieczenie macierzyńskie może mieć sens. Podstawowe ubezpieczenie obejmuje wszystkie niezbędne świadczenia macierzyńskie, jednak jeśli chcemy dodatkowych usług lub większego komfortu, warto zabezpieczyć się dodatkowym ubezpieczeniem zdrowotnym, które obejmuje:

–       Poród w prywatnym szpitalu (np. Hirslanden) lub w szpitalu poza kantonem zamieszkania

–       Wolny wybór lekarza podczas porodu

–       Dodatkowe badania USG

–       Większą kwotę doplaty do kursu przygotowawczego do porodu

–       Część kosztów gimnastyki w ciąży (Schwangerschaftgymnastik) 

–       Część kosztów gimnastyki po porodzie (Rückbildungsgymnastik) 

–       Niektóre witaminy

–       Opiekę w domu

–       Koszt pobytu partnera podczas porodu i po porodzie w szpitalu

Każdy zainteresowany ubezpieczeniami dodatkowymi z dodatkiem macierzyńskim powinien najpierw porównać oferty poszczególnych usługodawców. Ubezpieczyciele mogą swobodnie wybierać usługi w zakresie ofert, stąd mogą występować pomiędzy nimi duże różnice. 

Uwaga: w wielu przypadkach ma zastosowanie okres karencji, który wynosi zazwyczaj 9 lub 12 miesięcy. Dlatego warto już wcześniej wykupić dodatkowego ubezpieczenie szpitalne i ambulatoryjne. Jeśli ciąża przypadnie na okres karencji, ubezpieczyciel nie płaci dodatkowych świadczeń macierzyńskich. Kiedy dowiadujemy się, że jesteśmy w ciąży, należy bezzwłocznie zglosić się do naszej kasy lub doradcy i dopytać, jakie uslugi dokładnie oferuje nam nasza kasa chorych.

3. Ubezpieczenie dziecka 

Dziecko należy zgłosić do kasy chorych jeszcze przed porodem. Za jego ubezpieczenie płacimy dopiero od momentu narodzin. W ten sposób mamy pewność, że gdy dziecko urodzi się przedwcześnie lub będzie chore, będzie miało prawo do dodatkowych usług medycznych. Meldując dziecko przed porodem, nie jest potrzebna deklaracja zdrowia. Potem, do 30 dni po porodzie, możemy podnieść poziom usług w danej kasie chorych. 

Co należy zrobić przed porodem?

–       Znaleźć lekarza prowadzącego

–       Znaleźć położną 

–       Znaleźć lekarza dziecięcego 

–       Zameldować się w szpitalu, w którym ma nastąpić poród 

4. Świadczenia rodzicielskie po porodzie

W Szwajcarii istnieją punkty doradztwa rodzicielskiego (Mütter- und Väterberatung). Zazwyczaj, kiedy zameldujemy dziecko w gminie, doradcy sami zgłaszają się i proponują wsparcie w postaci doradztwa laktacyjnego, żywieniowego, pomiarów dziecka i monitorowania jego rozwoju. Usługi są bezpłatne. 

Kobietom aktywnym zawodowo w Szwajcarii przysługuje tylko 14 tygodni płatnego urlopu macierzyńskiego (80 proc. średniego wynagrodzenia, maks. do 196 CHF dziennie). Wiecej informacji: https://www.ahv-iv.ch/p/6.02.d. W Szwajcarii nie istnieje prawnie uregulowany płatny urlop ojcowski. W zależności od miejsca pracy i kantonu, pracownikowi, któremu urodziło się dziecko, przysługuje zazwyczaj co najmniej jeden dzień wolny.

Jeśli matce przysługuje urlop macierzyński (poźniej również wychowawczy) w Polsce, a przyjeżdża do partnera i zostaje w Szwajcarii, może ubiegać się o zwolnienie z obowiązku płacenia podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego na czas trwania urlopu. W tym wypadku, należy pobrać z polskiego NFZ  formularz S1 i zgłosić się z nim do Gemeinsame Einrichtung KVG. Tam trzeba wypełnić kolejny dokument, a następnie czekać na decyzję. Jeśli jest pozytywna, otrzymujemy kartę ubezpieczonego i mamy prawo do wyboru lekarza oraz franczyzy 300 CHF (z reguły). Rachunki zazwyczaj są wysyłane do domu, należy je zaplacić i wysłać do GE KVG, aby otrzymać zwrot kosztów korzystania z usług medycznych. 

Warto wiedzieć: otrzymując zwolnienie z obligatoryjnego ubezpieczenia zdrowotnego, podlegamy wszystkim usługom objętym w ubezpieczeniu obowiązkowym podstawowym, czyli np. koszty transportu karetką są pokryte w 50% do kwoty 500 CHF. Jeśli chcemy więcej, musimy wykupić ubezpieczenie dodatkowe. 

Zwolenienie z obowiązku ubezpieczenia obligatoryjnego nie ma wpływu na proces przyznawania pozwolenia na pobyt w Szwajcarii.

Więcej informacji: https://www.kvg.org.

Skontaktuj się z ekspertką:

Angelika Lawrenz-Meurer

Versicherungsvermittler VBV

FB: Polskie doradztwo w Szwajcarii – Lawrenz Consulting

Tel. +41 79 193 29 15

Email: info@lawrenz.ch

Rewolucji nie będzie. Szwajcarzy odrzucili Vollgeld

csm_Vollgeldinitiative-Nein-Logo-822-435_06fcf75cd1

Fot. https://vollgeldinitiative-nein.ch

Tekst został opublikowany na portalu Business Insider Polska.

Mały alpejski kraj miał okazję wywrócić do góry nogami cały świat finansów, głosując w niedzielę 10 czerwca nad wprowadzeniem tzw. pieniądza suwerennego. Do rewolucji jednak nie dojdzie, bo większość głosujących odrzuciła kontrowersyjny projekt. Przeciwko było ponad 75 proc. głosujących. Jednogłośnie na „nie” były wszystkie kantony, co jest w Szwajcarii rzadkością. Największą liczbę zwolenników (ponad 40 proc.) inicjatywa miała w Genewie.

Postulaty Vollgeld

Banki tworzą pieniądz elektroniczny z niczego, udzielając kredytów i zarabiając na ryzykownych operacjach na rynku finansowym. Nie podoba nam się to. Chcemy, aby pełną kontrolę nad kreacją pieniądza miał bank centralny – tak w kilku zdaniach można streścić postulaty inicjatywy Vollgeld (w dosłownym tłumaczeniu „pieniądz pełny, całkowity”), w której sprawie referendum trwa w Szwajcarii. Szalony, zdaniem wielu, pomysł grupy Helwetów, wcielony w życie, byłby wyzwaniem nie tylko dla sektora bankowego, ale i dla polityki pieniężnej prowadzonej przez bank centralny.

Na straży depozytów

Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) emituje, głównie w postaci gotówki, jedynie niewielki ułamek pieniądza krążącego w gospodarce. Reszta to tzw. pieniądz depozytowy, czyli tworzony w wyniku akcji kredytowej banków. Załóżmy, że przynosimy do banku 10 tys. franków (ok. 37 tys. złotych). Cała kwota zapisywana jest na rachunku i jest do naszej dyspozycji. Jednak tylko niewielką jej część (w Szwajcarii to 2,5 proc., w Polsce 3,5 proc.) bank odkłada w postaci rezerwy, czyli zabezpieczenia naszego depozytu, w banku centralnym. Resztą obraca na rynku, pomnażając pieniądze m.in. poprzez udzielanie oprocentowanych kredytów. Operacja powtarzana jest wielokrotnie i nazywamy to kreacją pieniądza.

Pomysłodawcy inicjatywy Vollgeld uważają, że w takim układzie pieniądze obywateli nie są bezpieczne. I zaproponowali, aby wszystkie zgromadzone na rachunkach bankowych środki (tzw. depozyty na żądanie, których wartość to ok. 300 mld franków) przeszły pod kontrolę SNB. Bank centralny byłby gwarantem depozytów i decydował o wielkości akcji kredytowej, udzielając pożyczek bankom, a te następnie przekazywałyby je osobom prywatnym i firmom. Dzięki temu każdy pożyczony frank miałby podbudowę w – jak twierdzą zwolennicy Vollgeld – realnym pieniądzu. Główną ideą, przyświecającą zwolennikom Vollgeld jest bezpieczeństwo oszczędności obywateli i zapobieganie kryzysom finansowym, wywołanym przez nietrafione inwestycje banków i bańki finansowe.

Większa władza? Nie, dziękuję

Prezes banku centralnego, choć docenia pokładane w SNB zaufanie, nie jest jednak zainteresowany rozszerzeniem swoich kompetencji o udzielanie kredytów. W obszernym wywiadzie, który pojawił się niedawno na łamach zuryskiego dziennika „Tagesanzeiger”, Thomas Jordan wyjaśnia, że takie rozwiązanie utrudniłoby bankowi centralnemu prowadzenie polityki pieniężnej i zagroziłoby jego niezależności.

– Banki centralne mają pieniądz krążący w gospodarce pod bardzo dobrą kontrolą, nawet jeśli nie mają monopolu na jego kreację. Tę kontrolę osiąga się choćby poprzez ustalanie stóp procentowych – tłumaczy Jordan. Obecnie stopy procentowe w Szwajcarii są ujemne i wynoszą -0,75 proc. Szef SBN przestrzega przed potencjalnymi konsekwencjami przyjęcia przez Szwajcarów pieniądza suwerennego. – To byłoby jak piasek w skrzyni biegów (systemu bankowego – red.), znacznie utrudniając przyznawanie kredytów. Wzrosłyby stopy procentowe. (…) Bank centralny natomiast musiałby darować kredyty bez odsetek – mówi Jordan. Zwraca też uwagę na to, że przejście do systemu pieniądza suwerennego mogłoby ograniczyć bankowi centralnego interwencje na rynku walutowym, a tym samym kontrolę nad wartością franka szwajcarskiego. Działalność banku centralnego zostałaby więc mocno zaburzona, a waluta narażona na znaczne wahania wartości (zła wiadomość dla polskich frankowiczów).

„Financial Times” jest na tak

Sama idea pieniądza suwerennego, nad którym kontrolę sprawują obywatele poprzez bank centralny, nie jest nowa i była już dyskutowana w wielu krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii czy Islandii po globalnym kryzysie finansowym w 2008 roku. Jednak to Szwajcaria jako pierwsza zrobiła krok dalej i wykorzystując możliwości, jakie daje demokracja bezpośrednia, doprowadziła do referendum w tej sprawie.

Dużym zaskoczeniem dla opinii publicznej jest aprobata kontrowersyjnego pomysłu Szwajcarów ze strony głównego ekonomisty brytyjskiego dziennika „Financial Times”. Martin Wolf obliczył, że w latach 1970-2011 aż 147 banków na całym świecie potrzebowało ratunku z programów pomocowych Międzynarodowego Funduszu Walutowego.Jego zdaniem, branża finansowa produkuje jeden chaos za drugim i jest systemem stworzonym, aby upaść („designed to fail”). Dlatego też szwajcarska inicjatywa wydaje mu się godna zaufania, ponieważ oddziela bezpieczeństwo, które należy się pieniądzom obywateli od ryzyka, które jest wpisane w działalność banków.

Eksperyment szkodliwy dla gospodarki

Ekonomiści w większości są jednak Vollgeld przeciwni. Pomysł jest nazywany „trzęsieniem ziemi”, radykalnym i szkodliwym eksperymentem. Cała operacja wyprowadzania depozytów do SNB oznaczałaby dla banków koszty, a dla gospodarki – silne ograniczenie akcji kredytowej. – Przejście do systemu Vollgeld osłabiłoby finansową stabilność Szwajcarii i nadwerężyło zaufanie do systemu monetarnego – ostrzega Philippe Bacchetta, profesor Swiss Finance Institute z Uniwersytetu w Lozannie. Do odrzucenia inicjatywy nawoływali też szwajcarski rząd i parlament.

Referendum w tej sprawie jest precedensem na skalę światową i może zachęcić zwolenników suwerennego pieniądza w innych krajach do większej aktywności na tym polu. Gdyby Szwajcarzy powiedzieli „tak”, rząd musiałby zaakceptować wolę obywateli i znaleźć sposób na wdrożenie projektu. Banki komercyjne i bank centralny dostałyby z pewnością sporo czasu na dostosowanie się do nowej rzeczywistości.

Vollgeld to nie pierwszy kontrowersyjny pomysł gospodarczy, na którego temat Szwajcarzy wypowiadają się w referendum. W czerwcu 2016 roku głosowano nad wprowadzeniembezwarunkowego dochodu gwarantowanego dla każdego obywatela w wysokości 2,5 tys. franków miesięcznie (równowartość ok. 10 tys. zł). Helweci, większością ponad 76 proc., powiedzieli wówczas stanowcze „nie”. Wcześniej, w grudniu 2014 r., Szwajcarzy równie dobitnie (przeciwnych było ponad 77 proc.) wypowiedzieli się przeciwko zwiększeniu przez bank centralny rezerw złota i obowiązkowi składowania go wyłącznie w Szwajcarii.

Link do oryginału: https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/referendum-w-szwajcarii-inicjatywa-vollgeld-ws-pieniadza-suwerennego/vpt1gdn

Ile zarabia się w Szwajcarii i dlaczego tak dużo?

bild

Keystone

Mam nadzieję, że tytuł Was zachęcił!

Szwajcaria uchodzi za kraj, gdzie żyje się w dostatku, cokolwiek by się nie robiło. I owszem, zarabiający średnią krajową singiel ma tu jak pączek w maśle. Czteroosobowa rodzina z jedną pensją – już niekoniecznie. Szwajcaria to też kraj, w którym różnice dochodów między tymi na górze drabinki a tymi na dole są jednymi z największych na świecie. A tak w ogóle, to tutaj o pieniądzach się przecież nie rozmawia.

Raz w roku pensje przestają być w Szwajcarii tematem tabu. I to jest właśnie ten moment. Kanton Zurych opublikował właśnie dokument, który zawsze wzbudza emocje, czyli Lohnbuch Schweiz 2018 – księgę płac. Całość ma ponad 760 stron i kosztuje 65 franków, więc wybaczcie, że nie sięgam do źródła.. Na podstawie kilku artykułów prasowych przybliżę Wam najciekawsze informacje z raportu.

Zanim zacznę sypać liczbami z portfeli pracowników różnych zawodów, przydałby się jakiś punkt odniesienia. Zazwyczaj jest nim średnia krajowa, ale w przypadku krajów z dużymi rozbieżnościami płacowymi znacznie lepiej sprawdza się mediana, czyli wartość środkowa. I tak przeciętne wynagrodzenie w Szwajcarii wynosi, według najnowszych wyliczeń, 6189 franków miesięcznie. Jak to wygląda w różnych branżach?

 Wynagrodzenie miesięczne brutto, w CHF 

szef dyplomacji  13555
dyrektor szpitala  12888
bankowiec (stanowisko menedżerskie) 10192
ksiądz  9084
oficer szkoleniowy w wojsku 8192
nauczyciel w szkole podstawowej (Primarschule)  6981
dziennikarz 6440
położna 6229
murarz (> 4 lata doświadczenia) 5553
piekarz (szef) 5036
nauczyciel przedszkolny 4977
ogrodnik  4700
stolarz 4435
pracownik stadniny konnej  3500
sprzątacz 3422

źródło: Lohnbuch Schweiz 2018

Żałuję, że nie zostałam księdzem, a Wy?

Kolejna ciekawa sprawa, to komu wzrosło, a komu zmalało? Dobrą informacją jest to, że ogólnie wynagrodzenia w Szwajcarii rosną. Najbardziej zadowoleni mogą być nauczyciele, którzy dostali największe podwyżki. Przykładowo, w szkołach podstawowych (Primarschule) od 2006 roku pensje urosły aż o 36 proc. Lepszymi zarobkami mogą też cieszyć się nauczyciele w przedszkolach (+33 proc. od 2006 r.). Na drugim końcu stołu siedzą stolarze – jeden z nielicznych zawodów, gdzie wynagrodzenia spadają – od 2006 r. o 5 proc. Jeszcze gorzej mają taksówkarze, którym spadło aż o 15 proc. (średnia płaca 3 200 CHF miesięcznie).

Na koniec kwestia, o której rzadko się wspomina, czyli szwajcarska bieda. Raport potwierdza, że rośnie grupa osób, które miesięcznie mają do dyspozycji mniej niż 2247 CHF (3981 w rodzinie z 2 dzieci), tyle bowiem wynosi w Szwajcarii tzw. granica ubóstwa. Jest ich już 615 tysięcy, czyli 7,5 proc. mieszkańców. To wciąż mniej niż średnia europejska, ale liczba biednych w Szwajcarii z roku na rok się powiększa (w 2004 r. odsetek ten wynosił 6,7 proc.). Mowa tu głównie o osobach korzystających z różnych form zasiłków państwowych.

Ale rośnie też klasa tzw. „working poor”, czyli ubogich pracujących. To ludzie, którzy co prawda zarabiają, ale niewystarczająco, aby utrzymać się w kraju o tak wysokich kosztach życia. W Szwajcarii w takiej sytuacji jest ok. 140 tysięcy osób.

Korzystałam z artykułów w „Tagesanzeiger”, „Basler Zeitung”, „Blick”, „Swiss Info”.