Historia pewnej porażki

Ponieważ od czasu do czasu piszecie do mnie maile lub zostawiacie komentarze pod dawnymi tekstami, dotyczącymi bezowocnego poszukiwania pracy w Szwajcarii, jestem Wam winna aktualizację. 

W październiku miną cztery lata od mojej przeprowadzki. Początkowe nieudolne poszukiwania stałego zatrudnienia przyniosły, jak się możecie domyślić, rozczarowanie i obniżenie samooceny do poziomów, o których mają pojęcie jedynie emigranci. Dlatego mniej więcej po dwóch latach chaotycznego wysyłania Lebenslauf i Bewerbungsschreiben powiedziałam: dość.

Ponieważ zarówno moje wykształcenie (socjologia), jak i wykonywany zawód (dziennikarstwo) wydawały się bezużyteczne w kraju, w którego języku dopiero zaczynałam raczkować, pierwsza myśl była taka, że należy porzucić złudzenia i spróbować w innej branży. Padło na wino.

Zaczęły się inwestycje w kursy, wyjazdy do winnic, bieganie po degustacjach, praca w winnicy, nawiązywanie kontaktów. Dwa miesiące zmagań jako sprzedawczyni w sklepie z winem uświadomiły mi jedno: to nie dla mnie. Okazało się, że w całym winiarskim biznesie najbardziej odpowiada mi tyranie w polu przy roślinkach, a z tego wyżyć się nie da. W dodatku jeszcze wysiadł mi kręgosłup, więc żegnaj kariero rolniczki. Wino pozostało tylko (albo aż) moim hobby. Wciąż mnie fascynuje, jest ważnym celem moich podroży, lubię opowiadać o nim znajomym, chodzę na winobranie. Pogodziłam się z myślą, że kasy z tego nie będzie. 

Później pomysły były różne. A może się zatrudnić w barze, sklepie z ciuchami, pójść układać produkty na półkach w Coopie.. Przecież żadna praca nie hańbi, a najważniejsze, że daje franki i święty spokój. Takie myślenie trwało chwilę. Oczy otworzył mi jeden z bardzo mądrych doradców zawodowych (tak, oni istnieją). Widząc moją desperację, zadał mi dwa pytania. Pierwsze, czy zamierzam zostać w Szwajcarii na dłużej. Drugie, co lubię i umiem robić. Odpowiedzi były proste: tak i pisać. 

To był moment, kiedy w mojej głowie coś przeskoczyło. Hej, przecież nie przyjechałam tu z przymusu, to nie jest emigracja zarobkowa, zawsze mogę wrócić! A póki tutaj jestem, to chcę mieć pracę, która sprawia mi przyjemność i daje satysfakcję, a nie mokre od potu i łez kolorowe banknoty i depresję. Wzięłam się w garść. 

Wcześniej patrzyłam na moje początki w Szwajcarii jak na historię porażki i byłam na siebie zła. Dziecko we mgle, które naiwne i nieprzygotowane nie wiedziało, jak się zabrać za budowanie życia od nowa. Dziewczynka, która myślała, że jakoś to będzie i traciła czas. Twardzielka, która się uśmiechała i mówiła, że jest ok, po to, aby nikt – poza mężem – się nie zorientował, że jest źle. Jedyną rozsądną decyzją, jaką wtedy podjęłam, była intensywna nauka języka (w moim zawodzie to podstawa). Teraz sobie myślę, że taki kop bardzo mi się przydał.

Dzisiaj mam na koncie pierwszą publikację w szwajcarskiej gazecie. Co prawda lokalnej, ale od czegoś trzeba zacząć. Współpracuję z organizacją integracyjną w Winterthur. Tłumaczę i uczę polskiego. Piszę o Szwajcarii. Kokosów z tego nie mam, nie stać mnie na drogie ciuchy, bo wszystko, co zarobię, wydaję na podróże, książki i wino ;), ale jest ciekawie, ciągle się rozwijam i mam poczucie, że idę w dobrą stronę. W poniedziałek zdaję egzamin Goethe C1 (trzymajcie kciuki!), który razem z praktykami translatorskimi, w trakcie których jestem, otworzy (mam nadzieję) nowy rozdział w moim zawodowym życiu. Może kiedyś zwróci mi się koszt tych wszystkich kursów niemieckiego.. :) Robię to, co lubię i umiem, bez wyrzutów sumienia, bez stresu i krok po kroku. Przede mną wciąż długa droga, ale odkąd się z tym pogodziłam, jest mi łatwiej. Czy ktoś mi pomógł? Mąż, który pomimo licznych wyrzeczeń, cierpliwie mnie wspiera i zawsze we mnie wierzy. 

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Wiem, że historia wielu z Was jest podobna do mojej. Zwłaszcza Wy, kobiety, przyjeżdżacie za mężem/partnerem/facetem, wykształcone, ambitne, świetne babki, czasem tuż po studiach, często już z doświadczeniem zawodowym w Polsce. Szybko orientujecie się, że tutaj łatwo nie będzie, bo zawód nie ten, bo brak specjalizacji, bo potrzebny język, którego nie znacie, bo za stara/za młoda/z dziećmi/bez dzieci/(wpiszcie sobie, co tylko chcecie). I co dalej? Możecie siedzieć w domu z oficjalnym statusem Hausfrau w papierach, wpaść w pułapkę pracy poniżej swoich kompetencji (a z tej w Szwajcarii łatwo się nie wychodzi), albo próbować, walczyć, pokazać wszystkim, na co Was stać.

Ta ostatnia opcja będzie Was dużo kosztowała – czasu, energii, cierpliwości (Geduld – to najważniejsze słowo w Waszym nowym słowniku), czasem nawet zdrowia i przede wszystkim pieniędzy. Będziecie musiały zdobyć papier, może skończyć kolejną szkołę, zrobić praktykę, czasem pracować za darmo (warto, ale tylko wtedy, jeśli to inwestycja), wkuwać słówka, czuć się, jakbyście się cofały („Przecież tam byłabym już dawno menedżerką/lekarką/gwiazdą estrady/słynną blogerką!”). Znajomi w Polsce będą robić kariery, zarabiać pieniądze, kupować domy na kredyt, a Wy – skakać z radości, jak napiszecie „Entschuldigung” bez błędów.

Upewnijcie się odpowiednio wcześnie, że zarówno Wy, jak i Wasi najbliżsi jesteście na to gotowi. Zadajcie sobie pytania: czy warto i czy tego chcecie. Weźcie kartkę i wypiszcie wszystkie plusy i minusy. Nie twierdzę, że trzeba tkwić tu na siłę, czasami najbardziej rozsądną decyzją jest powrót.

Pamiętaj: cokolwiek postanowisz, to nie jest porażka! Więc jak będzie z Tobą? 

Ile zarabia się w Szwajcarii i dlaczego tak dużo?

bild

Keystone

Mam nadzieję, że tytuł Was zachęcił!

Szwajcaria uchodzi za kraj, gdzie żyje się w dostatku, cokolwiek by się nie robiło. I owszem, zarabiający średnią krajową singiel ma tu jak pączek w maśle. Czteroosobowa rodzina z jedną pensją – już niekoniecznie. Szwajcaria to też kraj, w którym różnice dochodów między tymi na górze drabinki a tymi na dole są jednymi z największych na świecie. A tak w ogóle, to tutaj o pieniądzach się przecież nie rozmawia.

Raz w roku pensje przestają być w Szwajcarii tematem tabu. I to jest właśnie ten moment. Kanton Zurych opublikował właśnie dokument, który zawsze wzbudza emocje, czyli Lohnbuch Schweiz 2018 – księgę płac. Całość ma ponad 760 stron i kosztuje 65 franków, więc wybaczcie, że nie sięgam do źródła.. Na podstawie kilku artykułów prasowych przybliżę Wam najciekawsze informacje z raportu.

Zanim zacznę sypać liczbami z portfeli pracowników różnych zawodów, przydałby się jakiś punkt odniesienia. Zazwyczaj jest nim średnia krajowa, ale w przypadku krajów z dużymi rozbieżnościami płacowymi znacznie lepiej sprawdza się mediana, czyli wartość środkowa. I tak przeciętne wynagrodzenie w Szwajcarii wynosi, według najnowszych wyliczeń, 6189 franków miesięcznie. Jak to wygląda w różnych branżach?

 Wynagrodzenie miesięczne brutto, w CHF 

szef dyplomacji  13555
dyrektor szpitala  12888
bankowiec (stanowisko menedżerskie) 10192
ksiądz  9084
oficer szkoleniowy w wojsku 8192
nauczyciel w szkole podstawowej (Primarschule)  6981
dziennikarz 6440
położna 6229
murarz (> 4 lata doświadczenia) 5553
piekarz (szef) 5036
nauczyciel przedszkolny 4977
ogrodnik  4700
stolarz 4435
pracownik stadniny konnej  3500
sprzątacz 3422

źródło: Lohnbuch Schweiz 2018

Żałuję, że nie zostałam księdzem, a Wy?

Kolejna ciekawa sprawa, to komu wzrosło, a komu zmalało? Dobrą informacją jest to, że ogólnie wynagrodzenia w Szwajcarii rosną. Najbardziej zadowoleni mogą być nauczyciele, którzy dostali największe podwyżki. Przykładowo, w szkołach podstawowych (Primarschule) od 2006 roku pensje urosły aż o 36 proc. Lepszymi zarobkami mogą też cieszyć się nauczyciele w przedszkolach (+33 proc. od 2006 r.). Na drugim końcu stołu siedzą stolarze – jeden z nielicznych zawodów, gdzie wynagrodzenia spadają – od 2006 r. o 5 proc. Jeszcze gorzej mają taksówkarze, którym spadło aż o 15 proc. (średnia płaca 3 200 CHF miesięcznie).

Na koniec kwestia, o której rzadko się wspomina, czyli szwajcarska bieda. Raport potwierdza, że rośnie grupa osób, które miesięcznie mają do dyspozycji mniej niż 2247 CHF (3981 w rodzinie z 2 dzieci), tyle bowiem wynosi w Szwajcarii tzw. granica ubóstwa. Jest ich już 615 tysięcy, czyli 7,5 proc. mieszkańców. To wciąż mniej niż średnia europejska, ale liczba biednych w Szwajcarii z roku na rok się powiększa (w 2004 r. odsetek ten wynosił 6,7 proc.). Mowa tu głównie o osobach korzystających z różnych form zasiłków państwowych.

Ale rośnie też klasa tzw. „working poor”, czyli ubogich pracujących. To ludzie, którzy co prawda zarabiają, ale niewystarczająco, aby utrzymać się w kraju o tak wysokich kosztach życia. W Szwajcarii w takiej sytuacji jest ok. 140 tysięcy osób.

Korzystałam z artykułów w „Tagesanzeiger”, „Basler Zeitung”, „Blick”, „Swiss Info”.

Szwajcarski niezbędnik – Ubezpieczenie zdrowotne

IMG_0394

W Szwajcarii działa ponad 50 kas chorych, ubezpieczając ok. 8,1 mln osób w całym kraju.  Foto: Keystone

Kto musi się ubezpieczyć

Każda osoba, która ma pozwolenie na pobyt w Szwajcarii, ma też obowiązek samodzielnie zadbać o ubezpieczenie zdrowotne dla siebie i bliskich. Ponieważ przez pierwsze trzy miesiące od przyjazdu możemy przebywać w kraju bez pozwolenia, istnieje też przekonanie, że jest to czas, w którym jesteśmy zwolnieni z obowiązku ubezpieczenia. To błąd, który może nas sporo kosztować. Koszty leczenia w Szwajcarii są bardzo wysokie, dlatego najlepiej od razu po przyjeździe zabezpieczyć się na wypadek, gdybyśmy  wylądowali w szpitalu czy potrzebowali porady specjalisty.

Od momentu przekroczenia szwajcarskiej granicy, po otrzymaniu dokumentu zezwalającego nam na pobyt, mamy trzy miesiące na wybranie kasy chorych. Nie warto z tym zwlekać, ponieważ ubezpieczyciel i tak zobowiąże nas do zapłacenia składek za każdy miesiąc, licząc od daty przyjazdu do kraju, która widnieje na pozwoleniu na pobyt. Niektóre firmy mogą też nałożyć karę, przykładowo o wartości 50 proc. miesięcznej składki doliczanej dodatkowo do ubezpieczenia przez kilka kolejnych miesięcy.

W Szwajcarii obowiązek sprawdzenia, czy dana osoba jest ubezpieczona, ma każda gmina, ale z kontrolą bywa różnie, więc zdarzają się przypadki, że ktoś nie płaci ubezpieczenia miesiącami, a nawet latami. Lepiej jednak nie ryzykować i od razu uwzględnić składki w comiesięcznym budżecie. O zwolnienie z obowiązku ubezpieczenia w Szwajcarii mogą ubiegać się m.in. studenci, którzy nie podjęli żadnej pracy zarobkowej i są tu tylko na czas trwania studiów; osoby, które mieszkają w Szwajcarii, ale są ubezpieczeni razem z rodzicami w kraju EU/EFTA oraz renciści mieszkający w Szwajcarii, ale pobierający rentę z innego kraju, a także osoby pobierające zasiłek dla bezrobotnych w kraju EU/EFTA.

Co jest obowiązkowe

Obowiązkowe w Szwajcarii jest podstawowe ubezpiecznie zdrowotne (Grundversicherung), które obejmuje m.in. wizyty u lekarza pierwszego kontaktu i specjalistów. Dodatkowo, osoby, którym pracodawca nie opłaca ubezpieczenia od wypadków (niepracujące lub pracujące przez mniej niż 8 godzin tygodniowo u jednego pracodawcy) muszą opłacać je samodzielnie w kasie chorych. Warto wiedzieć, że szwajcarskie ubezpieczenie wypadkowe działa także poza godzinami pracy oraz w przypadku niektórych ubezpieczycieli (jeśli jesteśmy ubezpieczeni poprzez kasę chorych) jest częścią tzw. franczyzy, czyli wkładu własnego, od którego zależy wysokość comiesięcznych składek.

Wybierając obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne, musimy zdecydować się na jeden z modeli, od którego zależeć będzie sposób postępowania w przypadku choroby.

Modele ubezpieczeń

  • wolny wybór lekarza – nie mamy przypisanego jednego lekarza domowego, możemy umówić się na wizytę do lekarza pierwszego kontaktu lub specjalisty bezpośrednio, do jakiej przychodni chcemy i do kogo chcemy (dotyczy to całej Szwajcarii, ale bez dodatkowego ubezpieczenia zostaną pokryte koszty leczenia wg. taryfy, jaka obowiązuje w kantonie, który zamieszkujemy lub w którym pracujemy) – jest to najdroższa opcja ubezpieczenia
  • lekarz domowy – z listy przygotowanej przez naszą kasę chorych wybieramy lekarza, który od tej pory jest naszym lekarzem pierwszego kontaktu i w razie potrzeby kieruje do specjalistów
  • model kontaktu telefonicznego – przed każdą wizytą u lekarza mamy obowiązek zadzwonić do tzw. Medgate – centrum medycznego, skonsultować się i ustalić dalsze kroki leczenia.  Nie trzeba konsultować się z Medgate w przypadku planowanej wizyty u lekarza okulisty, ginekologa i dentysty. (obsługa telefoniczna w czterech językach)
  • praktyka lekarska HMO – nie mamy przypisanego jednego lekarza, idziemy do przychodni, w której przyjmuje kilku lekarzy i jesteśmy przyjmowani przez jednego z nich
  • pharmed – pierwszą instytucją, z którą się kontaktujemy, jest apteka – tam otrzymujemy podstawową pomoc medyczną i ewentualne skierowanie do lekarza – jest to często najtańsza opcja, oferowana przez nieliczne kasy chorych

Ile to kosztuje

W zależności od wysokości franczyzy, miejsca zamieszkania, wieku i modelu ubezpieczenia, miesięczne koszty składek na ubezpieczenie zdrowotne wynoszą od 200-250 franków w górę (plus 15-20 franków za ubezpieczenie wypadkowe).

WAŻNE! Co roku do końca listopada możemy zmienić kasę chorych, w której jesteśmy ubezpieczeni (tylko ubezpieczenie podstawowe) bądź warunki ubezpieczenia.

Ubezpieczenie dodatkowe

Usługi zawarte w ubezpieczeniu podstawowym z reguły nie pokrywają wszystkich najważniejszych potrzeb, związanych z opieką medyczną w Szwajcarii. Dlatego większość mieszkających tu osób decyduje się na uzupełnienie go dobrowolnymi dodatkami (Zusatzversicherung). Można je wykupić zarówno w kasie chorych, w której jesteśmy już ubezpieczeni, jak i w innej firmie. W ofercie ubezpieczycieli znajdziemy szereg pakietów, obejmujących różne usługi, z których najważniejsze to pokrycie kosztów transportu karetką oraz kosztów leczenia i pobytu w szpitalu poza kantonem, w którym jesteśmy zameldowani (jeśli trafimy do placówki szpitalnej w innym kantonie, ubezpieczenie podstawowe pokrywa różnice w cenie tylko do wartości taryfy miejsca zamieszkania, resztę musimy zapłacić sami). Inne popularne pakiety zawierają np. ubezpieczenie za granicą, a także ubezpieczenie dentystyczne dla dzieci. Pamiętajmy, że kasa chorych pokrywa koszty do pewnej kwoty, zazwyczaj jest to 80-90 proc. wartości usługi medycznej. W zależności od pakietu, miesięczny koszt ubezpieczenia dodatkowego wynosi od 20 do 50 franków.

Inaczej niż w przypadku ubezpieczenia podstawowego, kasa chorych ma prawo odmówić nam objęcia ubezpieczeniem dodatkowym w przypadku, kiedy jesteśmy np. przewlekle chorzy, w trakcie terapii czy planujemy operację. Aby zweryfikować naszą sytuację, ubezpieczyciel wymaga wypełnienia szczegółowej ankiety na temat naszego stanu zdrowia. W niektórych sytuacjach, np. kiedy chcemy założyć dziecku aparat na zęby, musimy opłacać składkę na ubezpieczenie dodatkowe przez okres 6 bądź 12 miesięcy (w zależności od ubezpieczenia), zanim zyskamy prawo do zwrotu kosztów tej usługi.

Kolejna ważna rzecz to czas trwania umowy ubezpieczenia dodatkowego. O ile ubezpieczenie podstawowe możemy zmienić co roku, dodatki są podpisywane na rok, trzy, a nawet pięć lat. Jeśli mamy umowę wieloletnią, ale w trakcie trwania umowy otrzymamy informację o podwyżce cen na kolejny rok, mamy prawo z niej zrezygnować. (kasa chorych ma czas na wysłanie informacji z nowymi cenami do listopada)

Jeśli chcemy zrezygnować z ubezpieczenia dodatkowego lub decydujemy się na inną kasę chorych, składamy wypowiedzenie w formie pisemnej, które musi trafić do ubezpieczyciela najpóźniej do 30 września danego roku. (Wyjątek – dodatkowe ubezpieczenie w firmach Assura i Group Mutuel – wypowiedzenie do 30 czerwca).

Przykładowy formularz wypowiedzenia można znaleźć tutaj: http://www.kkstoffel.ch/pdfs/Kuendigungsform.pdf.

Jak wybrać kasę chorych 

Wybór ubezpieczenia zdrowotnego jest kwestią bardzo indywidualną – zależy od sytuacji życiowej, zdrowotnej, zawodowej, a także miejsca zamieszkania i specyficznych potrzeb. Ogólna zasada jest taka, że jeśli chorujemy przewlekle bądź często i regularnie korzystamy z usług medycznych, decydujemy się na niski wkład własny (franczyzę), co oznacza wyższe koszty składek miesięcznych. Jeśli chorujemy rzadko, możemy pozwolić sobie na samodzielne pokrycie wyższych kosztów leczenia, a w zamian płacimy niższe składki miesięczne.

Jeśli chcemy wybrać kasę chorych samodzielnie, warto przedtem przeanalizować oferty różnych ubezpieczycieli, np. na stronie internetowej priminfo.ch (tylko ubezpieczenie podstawowe). Dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza dla osób nie znających lokalnego języka, jest skorzystanie z pomocy doradcy, która jest zazwyczaj bezpłatna. Wybierając doradcę zwróćmy uwagę na jego kwalifikacje zawodowe i doświadczenie na szwajcarskim rynku. Osoba taka powinna przedstawić nam kilka ofert różnych kas chorych do porównania i pozwolić samodzielnie wybrać pasujące nam ubezpieczenie.

WAŻNE! Podpisujac jakiekolwiek dokumenty podczas spotkania z doradcą, upewnijmy się, co to jest. Zazwyczaj nie jest to tylko oferta ubezpieczeniowa, a wniosek o ubezpieczenie zdrowotne, który w kasie chorych po zaakceptowaniu zostanie zamieniony w umowę, z której nie będziemy się mogli wycofać. Nie musimy niczego podpisywać od razu, dajmy sobie czas do namysłu.

Na co zwrócić uwagę, wybierając ubezpieczenie

  • długość trwania umowy dodatkowego ubezpieczenia – jeśli podpisujemy umowę wieloletnią, nie mamy możliwości zrezygnowania z niej lub zmiany jej warunków każdego roku
  • okresy karencji w przypadku niektórych usług zawartych w ubezpieczeniu dodatkowym (np. usługi dentystyczne czy dodatkowe usługi w czasie ciąży) – często prawo do pokrycia kosztów zyskujemy dopiero po pewnym czasie
  • ciąża bez franczyzy – warto pamiętać, że wszystkie usługi związane z opieką nad ciężarną nie są objęte franczyzą, tzn. że ich koszty pokrywa kasa chorych. Jest to m.in. 7 wizyt kontrolnych, 2 badania USG i badania laboratoryjne przed porodem, 3 porady laktacyjne, część kosztów szkoły rodzenia, a także poród w kantonalnym szpitalu i 1 wizyta kontrolna po porodzie pomiędzy 6 a 10 tygodniem życia dziecka, bez dodatkowych kosztów
  • ubezpieczenie dziecka – kobiety w ciąży powinny wybrać kasę chorych dla dziecka przed jego urodzeniem (składki płaci się dopiero po porodzie)
  • ubezpieczenia rodzinne – jeśli co najmniej jeden rodzic i dziecko są ubezpieczeni w tej samej kasie chorych, można liczyć na zniżki w składkach
  • możliwość dofinansowania składek – jeśli dochody gospodarstwa domowego nie przekraczają pewnej kwoty, która jest ustalana w danych kantonach (przykładowo w kantonie Zurych dla osob samotnych, rozliczających się normalnie z podatku kwota do opadatkowania nieprzekraczająca 29`900.00 rocznie) możemy ubiegać się o wsparcie finansowe gminy (składamy wniosek pisemny w miejscu zamieszkania)

 

Skontaktuj się z ekspertką: 

Angelika Lawrenz

Versicherungsvermittler VBV

FB: Polskie Doradztwo w Szwajcarii 

Tel: +41 79 193 29 15

Email: info@lawrenz.ch

Szwajcarskie prawo pracy pod lupą

Co zrobić, kiedy pracodawca zalega nam z wypłatą wynagrodzenia? Jak się sądzić w Szwajcarii? Czy łatwo jest udowodnić mobbing w miejscu pracy? Co sprawdzić, zanim podpiszemy umowę? Jak uniknąć nieuczciwych pośredników? O szwajcarskim prawie pracy rozmawiam z Kathariną Lasotą Heller, prawniczką z kancelarii HütteLAW.

fullsizeoutput_5ac

Z jakich różnic w prawie pracy musi zdawać sobie sprawę Polak, wybierając się do pracy w Szwajcarii?

Pierwsza podstawowa rzecz to ochrona pracownika, która w Szwajcarii nie jest tak daleko posunięta, jak w Polsce. Najważniejsza różnica dotyczy wypowiedzenia umowy o pracę. Trzeba pamiętać, ze rozwiązanie umowy o pracę, z zachowaniem okresu wypowiedzenia, jest możliwe zawsze. Wyjątkiem jest ciąża, choroba, ale tylko przez określony czas, oraz służba wojskowa. Pracownik nie ma prawa, tak jak w Polsce, do odwołania się od decyzji pracodawcy do sądu, bądź żądania przewrócenia do pracy. Jeśli ktoś otrzymał wypowiedzenie, to jest ono obowiązujące. Pracodawca nie ma obowiązku podania przyczyny zwolnienia. Oczywiście pracownik, który czuje się pokrzywdzony, może próbować skierować sprawę do sądu, ale trzeba wiedzieć, że sądy w Szwajcarii są bardzo konserwatywne i rzadko się zdarza, aby przychyliły się do stanowiska pracownika. Z drugiej strony trudniej jest zwolnić kogoś dyscyplinarnie. Tego typu wypowiedzenia stosuje się w Szwajcarii niezwykle rzadko. Kolejna ważna sprawa to rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron. Wielu pracowników godzi się na taka formę zakończenia stosunku pracy, nie zdając sobie sprawy, ze ich świadczenia z ubezpieczenia od utraty pracy (popularnie zwane „RAV”) zostaną wtedy zmniejszone. Dlatego, jeśli nie mamy jeszcze nowej pracy, lepiej jest zostać zwolnionym.

O czym jeszcze trzeba wiedzieć? 

O zakazie konkurencji, który w Polsce musi być zawarty w oddzielnej umowie i polega na tym, że pracodawca musi zapłacić odszkodowania ze czas jego obowiązywania. W Szwajcarii taki zakaz można ustanowić w samej umowie o pracę, a przepisy prawne nie wymagają wypłaty odszkodowania za jego dotrzymanie. Dlatego, jeśli samy w umowie nie zadbamy o to, żeby albo w niej zakazu nie było, albo jeśli będzie, to żeby pracodawca miał obowiązek wypłaty odszkodowania, możemy znaleźć się w sytuacji, w której nie będziemy mogli pracować w swoim zawodzie dla innego pracodawcy nawet do 12 miesięcy. Pamiętam przypadek przedszkolanek z Polski, które chciały zrezygnować z pracy i przez wiele miesięcy nie mogły ani założyć własnego biznesu, ani pracować dla kogoś innego.

Kolejna ważna sprawa jest taka, że pracodawca w Szwajcarii nie ma obowiązku płacenia za nas ubezpieczenia chorobowego, czyli od utraty zarobku na wypadek choroby. Część osób dowiaduje się o tym dopiero wtedy, kiedy zachoruje i orientuje się, że nikt nie zapłaci im za czas, w którym nie mogą pracować. Zawsze sprawdzajmy, czy nasz pracodawca zabezpiecza nas przed takimi sytuacjami i przez jaki czas. Przy krótkim stażu pracy do roku, może to być w zależności od kantonu tylko kilka tygodni. tygodnie. Możemy też ubezpieczyć się sami, ale to zazwyczaj sporo kosztuje.

Sami musimy również zadbać o ubezpieczenie zdrowotne (kasa chorych), tzn. wybrać ofertę jednej z wielu prywatnych firm, które działają na szwajcarskim rynku. Obowiązek płacenia na kasę chorych pojawia się w momencie, kiedy zaczynamy pracę lub działalność gospodarczą lub po 3 miesiącach pobytu w Szwajcarii.

Mówi się, że w Szwajcarii jest inna kultura pracy niż w Polsce. Co to oznacza z prawnego punktu widzenia? 

U podstaw relacji pomiędzy pracodawcą a pracownikiem w Szwajcarii leży założenie o dobrej woli obu stron. Dlatego m.in. bardzo trudno jest tutaj udowodnić mobbing czy dyskryminację ze względu na narodowość w miejscu pracy. Sądy z reguły nie są przychylne tego typu skargom. Zwłaszcza, jeśli pracodawca i pracownik nie mówią tym samym językiem kładą tego typu konflikty raczej na karb nieporozumień językowych niż szykan z powodu pochodzenia. Zasadniczo, najwyższe odszkodowanie, o jakie można się ubiegać w takich sprawach to wysokość 6-mies. wynagrodzenia. Poza tym rzeczywistość jest też niestety taka, że po podnoszeniu zarzutów mobbingu czy dyskryminacji trudno jest później znaleźć pracę. Stad większość pracowników po prostu się zwalnia, zamiast trwać w konflikcie w danym miejscu pracy.

A co robić w sytuacji, kiedy pracodawca np. zalega nam z wypłatą wynagrodzenia? 

Przede wszystkim dbać o to, żeby wszystkie konieczne działania były na piśmie. Zwłaszcza, kiedy chcemy dochodzić naszych praw w pracy. Pierwszy krok to skierowanie do pracodawcy pisma z żądaniem wypłaty należnych świadczeń. Jeśli pracodawca nie chce potwierdzić wpływu pisma, to należy je wysłać takie pismo listem poleconym, aby w razie czego mieć dowód w ewentualnym późniejszym postępowaniu sądowym. Jeśli to nie wystarczy, kolejnym krokiem powinno być zwrócenie się do Friedensrichter, czyli mediatora prawnego, właściwego wg siedziby pracodawcy. Przed mediatorem można się ugodzić, a jeśli do tego nie dojdzie, wydaje on nam pozwolenie na skierowanie sprawy do sądu. Mediator ma również prawo wydania wyroku w sprawach do 2 tys. franków, a w sprawach do 5 tys. franków może zaproponować treść wyroku. To jest dobra droga dla osób, które znają język i są obyte w tutejszym prawie.

Warto też wspomnieć o tym, że w Szwajcarii nie ma obowiązku reprezentacji prawnej, czyli korzystania z usług adwokata. Jeśli potrafimy umiejętnie wystąpić w swojej sprawie, możemy bronić się sami. Proces w sprawach z prawa pracy do wartości 30 tys. franków jest bezpłatny, ale koszty adwokackie w tym kraju są bardzo wysokie. Dlatego dobrze jest mieć Rechtsschutzversicherung, czyli ubezpieczenie od kosztów związanych z ochroną interesów prawnych, które obejmuje również konflikty pracownicze.

Co powinniśmy sprawdzić, zanim podpiszemy umowę o pracę? 

Przede wszystkim umowę trzeba przetłumaczyć i uważnie przeczytać. Jeśli nie znamy dobrze języka i nie mamy kogo się poradzić, wydajmy te kilkaset franków jednorazowo na adwokata, który prześwietli naszą umowę i sprawdzi, co w niej jest. Ewidentnym sygnałem ostrzegawczym powinna być dla nas wysoka liczba godzin pracy, np. 50-60 godzin tygodniowo oraz stwierdzenie, że wynagrodzenie obejmuje nadgodziny. W przypadku, kiedy pracodawca razem z pracą oferuje nam zakwaterowanie i wyżywienie, może nam potrącić z wynagrodzenia nie więcej niż 990 franków, jednak podatkom i innym świadczeniom podlega cała kwota, która jest w umowie.

W Szwajcarii nie ma ustawowej stawki minimalnej wynagrodzenia, ale w wielu branżach istnieją układy zbiorowe, które takie stawki określają. Ogólnie przyjmuje się, że minimalna miesięczna pensja brutto nie powinna być niższa niż 3,3 tys. franków. Zarabiając mniej możemy mieć też problemy z otrzymaniem pozwolenia na pobyt w Szwajcarii. Na koniec, zanim zaczniemy szukać pracy przez pośrednika, sprawdźmy, czy jest to firma zarejestrowana w Szwajcarii. Można tego dokonać pod następującym linkiem http://www.avg-seco.admin.ch/WebVerzeichnis/ServletWebVerzeichnis. Zarówno w Polsce, jak i tu na miejscu działa wielu nieuczciwych osób, nazywających się pośrednikami. Są to obywatele różnych krajów, którzy będą próbowali „ściągnąć” nas do pracy. Takie sytuacje często źle się kończą.

Rozmawiała: Agnieszka Kamińska