Trzy filary – szwajcarski system emerytalny w pigułce

Senioren-Wandern_Schweiz_Fotolia_137994184-835x470

Aktywni seniorzy to częsty widok w Szwajcarii. Fot. fotolia.com

Każdemu, kto pracował w Szwajcarii i odprowadzał składki na ubezpieczenie społeczne przysługuje szwajcarska emerytura. Tutejszy system trzech filarów jest uznawany za jeden z najbardziej wiarygodnych i bezpiecznych na świecie. Choć może się wydawać nieco skomplikowany, to warto dobrze go zrozumieć, aby poznać swoje prawa i różne opcje planowania emerytury. Ten przewodnik powstał po to, aby przybliżyć Wam specyfikę trzech filarów. Tekst stworzyłam we współpracy z firmą doradczą Swissential, z siedzibą w Nyon, regulowaną przez FINMA – szwajcarski nadzór finansowy. Dowiecie się z niego nie tylko, jak zaplanować swoją finansową przyszłość, ale także, jak już teraz wykorzystać możliwości systemu, aby np. obniżyć podatek oraz jak ubiegać się o pieniądze ze składek po opuszczeniu Szwajcarii. Czytelnicy bloga I’m not Swiss mogą również skontaktować się z doradcą firmy Swissential (kontakt na końcu artykułu), aby otrzymać bezpłatną poradę finansową w języku polskim.

Pierwszy filar – podstawowy poziom życia na emeryturze

Pierwszy filar to państwowy plan emerytalny o nazwie AHV (niem)/AVS (fr). Innymi słowy, jest to rządowy system redystrybucji, który obejmuje dodatkowo ubezpieczenie na wypadek inwalidztwa i ubezpieczenie od bezrobocia. Składka, jaką wpłacamy do pierwszego filaru, to 10,25% naszej pensji, z czego 50% jest płacone przez pracodawcę, a 50% jest odciągane z pensji pracownika.

Jeśli ktoś odprowadzał składki od 20. roku życia do osiągnięcia wieku emerytalnego, to maksymalna emerytura, na jaką może liczyć z pierwszego filaru wynosi 2370 CHF miesięcznie (na osobę) lub 3555 CHF miesięcznie (dla małżeństwa). W Szwajcarii związek małżeński oznacza ograniczenia podatkowe i emerytalne, ale w sytuacji wypadku lub śmierci partnera/partnerki, można liczyć na wsparcie w postaci przejęcia części emerytury i pieniędzy z ubezpieczenia na życie, wbudowanego w szwajcarski system trzech filarów. 

Przydatne porady:

Drugi filar – dodatek do pierwszego filaru

Drugi filar, czyli BVG/LPP, to pracowniczy plan emerytalny, ubezpieczenie wypadkowe i ubezpieczenie na życie. Drugi filar jest obowiązkowy dla wszystkich pracowników od 25. roku życia, a składka w zależności od wieku pracownika wynosi minimum 7%, 10%, 15% i 18%. Pracownicy, którzy zarabiają więcej niż 21 339 CHF rocznie, są automatycznie objęci pracowniczym funduszem emerytalnym. Osoby, które pracują na własny rachunek mogą opłacać składki dobrowolnie, wykorzystując trzeci filar w podobny sposób jak drugi. W połączeniu ze składkami z pierwszego filaru możemy spodziewać się, że do momentu przejścia na emeryturę wypracujemy 60% wartości naszej ostatniej pensji. Dodatkowo można wykorzystać swój drugi filar jako depozyt na zakup nieruchomości, budżet na otworzenie własnej firmy lub na dodatkową edukację.

Drugi filar może być naszym pierwszym i najważniejszym źródłem dochodu na emeryturze. Wszyscy wiemy, ile mamy pieniędzy w banku, ale wielu z nas nie wie, że może na bieżąco śledzić informacje znajdujące się na podsumowaniu drugiego filaru. Te informacje otrzymujemy raz do roku (w lutym) od pracodawcy lub mamy do nich dostęp za pośrednictwem portalu powiązanego z naszym drugim filarem.

3Pillar System PL- OK.001

Przydatne porady:

  • Zarówno mężczyźni, jak i kobiety mogą uzyskać dostęp do całości pieniędzy zebranych w drugim filarze już w wieku 58 lat.
  • Jeśli opuszczasz Szwajcarię, możesz poprosić o wypłacenie części swoich oszczędności z drugiego filaru w formie jednorazowej transzy.
  • Jeśli opuszczasz Szwajcarię i wyjeżdżasz poza Europę możesz poprosić o wypłacenie całości swoich oszczędności z drugiego filaru w formie jednorazowej transzy.
  • W zależności od kantonu przy wypłacie zapłacimy różnej wysokości stawkę podatkową. Można znacząco obniżyć ten podatek, jeśli zaplanuje się wyjazd z wyprzedzeniem i przeniesie pieniądze do innego kantonu.
  • Dodatkowym sposobem na obniżenie podatku jest włożenie swoich oszczędności do drugiego filaru (tzw. buy back), co zwiększa naszą emeryturę. Kwota, którą możemy wpłacić zależy od czasu pracy w Szwajcarii i zarobków.
  • Pamiętaj, że kiedy wyjeżdżasz ze Szwajcarii, musisz samodzielnie ubiegać się o wypłatę z tak zwanego vested benefit account, do którego są przenoszone składki osób opuszczających Szwajcarii. W tej chwili nieodebrana kwota na tych kontach w całym kraju wynosi 5 mld CHF.

Trzeci filar – prywatna emerytura

Trzeci filar to prywatna, indywidualna opcja, która składa się z dwóch części (A i B). Wykorzystuje się go do zbudowania dodatkowego kapitału, aby w momencie przejścia na emeryturę zabezpieczyć się przed znacznym spadkiem dochodów. Trzeci filar zazwyczaj przyjmuje formę konta oszczędnościowego na emeryturę i często oznacza też dodatkowe korzyści podatkowe. Maksimum, jakie można wpłacić na trzeci filar A i odliczyć od podstawy podatku to 6826 CHF rocznie. Zwrot podatku z części B zależy od prawa kantonalnego.

Przydatne porady:

  • Korzystanie z kont bankowych dla trzeciego filaru części A jest przydatnym rozwiązaniem dla osób, które planują zostać w Szwajcarii przez 12 do 24 miesięcy. Przy dłuższych pobytach warto rozważyć rozwiązania, które oferują wyższy zwrot z inwestycji, zabezpieczenie kapitału, jak również ubezpieczenie na życie.  
  • Trzeci filar może zostać wykorzystany do spłacenia kredytu na mieszkanie. 
  • Osoby mieszkajace w kanonie Genewa lub Fryburg mogą uzyskać dodatkowe ulgi podatkowe z trzeciego filaru B.
  • Jeśli planujesz w przyszłości opuścić Szwajcarię, trzeci filar to jedyna część systemu, którą można kontunuować jako formę prywatnego konta emerytalnego. 

Kontakt z doradcą:

Krzysztof Cieślik, specjalista firmy Swissential ds. szwajcarskiego systemu trzech filarów. Możesz poprosić o bezpłatną konsultację telefoniczną z ekspertem, wysyłając email na adres ccieslik@swissential.com. 

https://swissential.com

https://www.facebook.com/swiss3pillarsystem

Jedną nogą w Unii – trudny mariaż Szwajcarii z Europą

csm_Schweiz_EU_092f3fc3f4

Wybory do Parlamentu Europejskiego za pasem. Myślicie, że Szwajcarii to nie dotyczy? Błąd. Co szósta mieszkająca tu osoba to obywatel lub obywatelka jednego z krajów Wspólnoty. Czy pójdą na wybory? Czy my pójdziemy? Nasze decyzje mają wpływ na Unię Europejską, więc pośrednio również na to, co dzieje się w Szwajcarii. Powiecie, że przecież Szwajcaria nie jest w Unii. Tylko formalnie. W praktyce wzajemne zależności są tak ścisłe, że Szwajcarzy bez UE może mogliby istnieć, ale byłoby im trudniej. A może jednak łatwiej? Zobaczmy.

Kiedy po drugiej wojnie światowej Winston Churchill wzywał w Zurychu do utworzenia czegoś na kształt Stanów Zjednoczonych Europy, Szwajcaria, owszem, była zainteresowana integracją z zachodnimi państwami. Gospodarka po wojnie intensywnie się rozwijała, dlatego dostęp do europejskiego rynku był jak najbardziej w interesie Helwetów. Już na początku lat 60. XX wieku Szwajcaria wzięła udział w tworzeniu podwalin wspólnej strefy gospodarczej, tworząc jako jeden z siedmiu krajów Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu (EFTA).

W międzyczasie w siłę rosła inna międzynarodowa organizacja – Europejska Wspólnota Gospodarcza, która za jakiś czas miała przekształcić się w Unię Europejską. Kraje członkowskie EFTA  – wówczas oprócz Szwajcarii były to Islandia, Norwegia i Lichtenstein – porozumiały się z państwami EWG, aby umożliwić swobodny przepływ nie tylko towarów i usług, ale również kapitału i ludzi. Kiedy miało dojść do podpisania traktatu o utworzeniu wspólnego obszaru handlowego – Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG), Szwajcaria zaczęła robić problemy. Współpraca handlowa, jak najbardziej, ale z zachowaniem samostanowienia i suwerenności krajów. Helweci nie byli gotowi na to, żeby ryzykować oddanie części władzy w ręce ponadnarodowego tworu, jaki rodził się w Europie. Nie chcieli, aby ich neutralność została poddana w wątpliwość. Chcieli mieć ciastko i zjeść ciastko, albo jak kto woli – szukali złotego środka.

Ostateczny głos miał należeć, jak zawsze w podobnych przypadkach, do obywateli. W grudniu 1992 roku odbyło się ogólnokrajowe referendum w sprawie przystąpienia do EOG. Temat budził duże emocje, więc Szwajcarzy tłumnie ruszyli do urn, frekwencja wyniosła prawie 80 proc. To referendum, jedno z najważniejszych w historii Federacji, pokazało wyraźnie, jak podzielone było wówczas szwajcarskie społeczeństwo, jeśli chodzi o wizję przyszłości kraju. Opcja przeciwko wejściu do wspólnej Europy przeważyła nieznacznie, tylko 23 tysiącami głosów. Geograficzna linia między zwolennikami i przeciwnikami zjednoczenia przebiegała dokładnie tam, gdzie w Szwajcarii znajduje się symboliczna granica kulturowa, językowa i mentalna, tzw. Röstigraben – na nie były kantony niemieckojęzyczne i włoskie Ticino, na tak – Szwajcaria Zachodnia z przewagą wpływów francuskich.

2fbe93c7-81c9-46c5-a348-0ff57a647ad1

Kampania przeciwników EOG przed referendum w 1992 roku. Fot. watson.ch

Choć większość Szwajcarów, w obawie przed utratą niezależności, napływem cudzoziemców i wzrostem bezrobocia, opowiedziała się przeciwko unifikacji, to kraj nie mógł sobie pozwolić na pozostanie samotną wyspą w środku Europy. W 1995 roku aż 80 procent szwajcarskiego importu pochodziło z krajów UE, a 62 procent eksportu trafiało na rynki ówczesnej „piętnastki”. Szwajcaria dawała obywatelom krajów Unii ponad pół miliona miejsc pracy. Czy Szwajcarzy tego chcieli, czy nie, byli częścią europejskiej wspólnoty de facto i wycofanie się z tej raz wprawionej w ruch machiny nie wchodziło w grę.

Dlatego Szwajcaria przyjęła strategię trzeciej drogi. Fachowo nazywa się to bilateralizmem, czyli polityką umów dwustronnych. Chodzi o to, że zamiast formalnie być częścią wspólnoty, Szwajcaria podpisuje dziesiątki rożnych umów, regulujących każdą sprawę osobno. Odtąd relacje Berna z Brukselą to nieustanne balansowanie na cienkiej granicy, oddzielającej zaangażowanie Szwajcarii w sprawy wspólnej Europy od podążania własną drogą. Pierwszy pakiet umów podpisano już w 1998 roku, a regulowały one takie podstawowe kwestie, jak transport lądowy, powietrzny, współpracę badawczą i swobodny (choć tylko z nazwy, bo Szwajcaria zastrzegła sobie tutaj dodatkowe działania chroniące pracowników) przepływ osób. Unia, żeby uniknąć wybiórczego dostosowywania się Szwajcarii do przepisów, objęła ją tzw. gilotyną. Jeśli doszłoby do zerwania jednej z umów, automatycznie przestają obowiązywać też wszystkie inne.

W międzyczasie w Szwajcarii miały miejsce kolejne próby przekonania społeczeństwa do tego, że bycie w Europie jest fajne. W 2001 roku z inicjatywy obywatelskiej „Yes to Europe” odbyło się referendum, którego wyniki (77 proc. głosów dla „no to Europe”) potwierdziły negatywny stosunek Szwajcarów do integracji. Teoretycznie otwartą furtkę do Unii Szwajcarzy pozostawili sobie aż do 2016 roku, kiedy decyzją parlamentu ostatecznie wycofano martwy i tak wniosek o rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych.

Z biegiem lat Szwajcaria coraz ściślej wiązała się z Europą, podpisując kolejne umowy dwustronne i towarzyszące. Dzisiaj jest ich już ponad sto i dotyczą wielu różnych spraw, od transportu towarów i osób drogą lądową i powietrzną, przez handel produktami rolnymi, po wymianę informacji na temat przestępców i współpracę w badaniach naukowych. Ujednolicenie przepisów handlowych i norm jest ważne dla szwajcarskich firm, które robią interesy z klientami z Europy. Szwajcaria wciąż broni jednak swojego rynku, m.in. utrzymując kontyngenty celne i wymagając dostosowań do lokalnego prawa pracy w przypadku delegacji pracowników.

Układ Szwajcarii z Unią nie dotyczy tylko biznesu, ale ma wpływ na życie każdego z nas – możemy wjechać tu bez paszportu, ale jeśli chcemy zostać dłużej i pracować, wymagane jest specjalne pozwolenie. Ponieważ Szwajcaria otworzyła swój rynek pracy dla obywateli UE, procedury są łagodniejsze niż dla osób przybywających spoza Europy. Dzięki umowom dwustronnym, nasze szwajcarskie ubezpieczenia zdrowotne są ważne w Polsce, nie musimy płacić podwójnych podatków, możemy natomiast w Szwajcarii studiować i korzystać z tutejszych stypendiów naukowych. Wciąż musimy jednak uważać na to, co do Szwajcarii wwozimy i liczyć się z wysokimi podatkami na granicy. Podobnie jak – uwaga, turyści – z zawrotnymi stawkami w roamingu.

juncker-und-sommaruga

Szwajcaria-UE: miłość czy nienawiść? Fot. Keystone

Wydawałoby się, że bilateralne umowy to dla Szwajcarii układ idealny: bierzemy, co dla nas dobre, ale pozostajemy z boku. Dzisiaj co trzeci szwajcarski frank pochodzi z wymiany handlowej z Unią. Do krajów UE płynie 55 procent szwajcarskiego eksportu, o wartości ok. 120 miliardów franków, a sprowadzane stamtąd produkty za ponad 130 miliardów franków rocznie stanowią aż trzy czwarte wszystkich importowanych przez Szwajcarię. Helweci handlują z Europą głównie wyrobami przemysłu chemicznego i farmaceutycznego, maszynami i elektroniką oraz przyrządami precyzyjnymi.

Do tego dochodzą jeszcze inwestycje bezpośrednie. Ponad 80 proc. zagranicznego kapitału krążącego w szwajcarskiej gospodarce pochodzi z krajów UE. To ponad 500 miliardów franków. Co równie ważne, Szwajcaria korzysta też na swobodnym przepływie osób. Do Szwajcarii przyjechało prawie 1,5 miliona pracowników z Unii, a kolejne 300 tysięcy to pracownicy przygraniczni, którzy w Szwajcarii pracują, a mieszkają w jednym z krajów sąsiedzkich (rzadziej odwrotnie).

Ekonomiści Szwajcarskiej Federacji Biznesowej, economiesuisse, wyliczyli, że bez porozumień z Unią, tempo wzrostu szwajcarskiej gospodarki w latach 2002-2014 byłoby wolniejsze o prawie 6 procent. Przekładając to na konkrety – przeciętny obywatel zarobiłby rocznie ok. 4,4 tys. CHF mniej. Szwajcaria czerpie z Unii pełnymi garściami. Co ma Unia ze Szwajcarii? Trochę pieniędzy (Szwajcaria płaci tzw. składkę solidarnościową, a oprócz tego okazjonalnie sypie kasą, m.in. na projekty wspierające integrację nowych członków UE) i sporo problemów.

Każda zmiana w unijnych przepisach, która dotyczy umów bilateralnych, musi przejść przez szwajcarskie sito. Kiedy Szwajcarzy wyciągają oręże w postaci referendum, zawsze pojawia się pytanie: jak decyzja obywateli będzie się miała do umów z Unią? Straszakiem, który wyciągają wtedy zwolennicy współpracy z UE (są w Szwajcarii i tacy), jest groźba wyrzucenia ze strefy Schengen (Szwajcaria otworzyła granice w 2008 roku). Zdarza się, że dopiero jak już mleko się rozlało, czytaj decyzja została podjęta, okazuje się, że nie da się jej pogodzić z umowami dwustronnymi. Tak było w 2014 roku, kiedy w kontrowersyjnym referendum większość Helwetów poparła ograniczenie imigracji. Podejście Szwajcarów? Stało się, tak chciał naród, teraz zobaczymy, czy da się jakoś dogadać z Brukselą. Nie udało się do dzisiaj.

Szwajcaria jest dla UE uciążliwym partnerem w negocjacjach, które często prowadzone są metodą kija i marchewki. Tak było m.in. w przypadku unijnej dyrektywy o opodatkowaniu oszczędności, której wdrożenie przez Szwajcarię oznaczałoby konieczność dzielenia się informacjami o ulokowanym w bankach kapitale zagranicznych klientów, więc w praktyce koniec słynnej tajemnicy bankowej, na której kraj zbudował swoją finansową potęgę. Negocjacje z Unią trwały długimi latami, a wypracowany w bólach kompromis Szwajcaria zaakceptowała ostatecznie w 2004 roku.

310666119

„Nie, dziękuję!” – Szwajcaria nie zajmie miejsca w Unii po Wielkiej Brytanii. Fot. sputniknews.de

Aktualnie kością niezgody w relacjach między Szwajcarią a Unią jest tzw. umowa ramowa, która ma skupić wszystkie zawarte dotąd porozumienia między Szwajcarią a UE (jest ich aż 120) i jednocześnie zapewnić automatyczne wprowadzanie do nich bieżących zmian zgodnych z prawem unijnym. To rozwiązanie budzi sprzeciw pewnej grupy Szwajcarów, którzy są za samostanowieniem i obawiają się, że Unia przejmie kontrolę nad tym, co się dzieje w państwie. Ponadto UE wymaga od Szwajcarii pójścia na spory kompromis i rezygnacji z mechanizmów ochronnych rynku pracy (m.in. kontroli firm delegujących pracowników). Wojna nerwów trwa od 2014 roku.

Pod koniec 2018 roku brukselskim urzędnikom skończyła się cierpliwość i zagrozili, że jeśli do porozumienia nie dojdzie, Szwajcaria dostanie zakaz handlu akcjami na giełdach w UE. Oczywiście to było tylko grożenie palcem, bo Unia ostatecznie dała Szwajcarii ultimatum do końca czerwca tego roku. Czy Berno wywiąże się z zobowiązania czy szwajcarscy politycy dalej bedą się bawić z unijnymi urzędnikami w kotka i myszkę? Niedługo się przekonamy. Umowa jest na tyle ważna, że bez jej przyjęcia nie będzie możliwe podpisanie kolejnych porozumień, w tym w sprawie ważnego dla Szwajcarów dostępu do unijnego rynku energetycznego.

Przewodniczący Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker, przyznał niedawno, że współpraca ze Szwajcarią to dla niego nieustanne źródło stresu. Rozmowy o umowie ramowej prowadził już z czterema prezydentami Federacji, a każdy miał inną jej wizję. „Szwajcaria nie ma jednej polityki europejskiej, tylko siedem różnych” – podsumował Juncker, nawiązując do siedmiorga przedstawicieli szwajcarskiego rządu.

Słuchając takich wypowiedzi, można odnieść wrażenie, że unijni urzędnicy tak niewygodnego partnera, jakim jest Szwajcaria, najchętniej by się pozbyli. Tymczasem, według badań opinii publicznej, prawie trzy czwarte obywateli UE z chęcią przyjęłaby Szwajcarów w swoje szeregi. Co na to sami zainteresowani? W ciągu lat sprzeciw wobec wejścia do UE w społeczeństwie wzrósł. Gdyby referendum w sprawie ewentualnej akcesji odbyło się dzisiaj, to można by się było spodziewać, że – inaczej niż w 1992 roku – wyraźna większość Helwetów powiedziałaby Unii zdecydowane nie.


 

Źródła:

Schweiz und die Europäische Union, Eidgenössisches Department für auswärtige Angelegenheiten, 2016

Polityka Szwajcarii wobec Unii Europejskiej, Michał Tomczyk, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, 2014

Szwajcaria wobec integracji europejskiej, Czesław Porębski, Ośrodek Myśli Politycznej, 2005

https://www.skarbiec.biz/prawo/prawnik-radzi/21_08_2009.htm (o tajemnicy bankowej)

https://www.swissinfo.ch/ger/essay_-fuer-die-eu-ist-die-schweiz-ein-staendiger-stresstest-/44321778

https://www.swissinfo.ch/eng/economists-dispute_does-switzerland-really-benefit-from-eu-bilateral-accords/42100894

 

Gov nie taki easy, czyli zakładam firmę w Szwajcarii

sz_icon_08_online_gruenden_web

Fot. startzentrum.ch

To proste, mówili. Szwajcaria to kraj przyjazny przedsiębiorcom, mówili. Dzisiaj masz pomysł, jutro masz firmę, mówili.

Jest początek grudnia 2018. Dostaję zlecenie na regularne tłumaczenia i w końcu postanawiam założyć własną działalność. Słyszę, że najłatwiej zrobić to przez internet. Wchodzę na stronę easygov.swiss. Ma być łatwo.

Na razie rzeczywiście idzie gładko. Tworzę konto, wypełniam dane osobowe, a następnie wybieram formę prawną, cel działalności i branżę. Teraz najważniejsze – nazwa firmy (tu poszaleć się nie da – musi być nazwisko i to, czym się zajmujemy), data rozpoczęcia działalności i przewidywane obroty. Jeśli to poniżej 100 tysięcy CHF rocznie, formalności dodatkowo się upraszczają – nie muszę rejestrować działalności w rejestrze handlowym ani rozliczać podatku VAT.

Jeszcze tylko dane i zarobki męża (po co im to?), kwota zainwestowanego kapitału, dotychczas wystawione rachunki i opłacone składki na ubezpieczenie społeczne (jak to, przecież dopiero rejestruję firmę?). Sprawy trochę się komplikują, ale nie myślę o tym, mam, jest! Nie mija godzina, a ja zostaję właścicielką Sprachbüro Kaminska. Czuję się jak CEO.

Program mówi mi, że jedyne, co muszę teraz zrobić, to wysłać podpisany formularz do szwajcarskiego ZUS-u, czekać na potwierdzenie i nadanie numeru mojej działalności (taki polski NIP). Drukuję, podpisuję, wysyłam. I czekam. Czekam tydzień, czekam dwa. Myślę sobie, że idą święta i pewnie już wszyscy są na urlopach, dlatego trwa to trochę dłużej niż zwykle.

Święta minęły, a wraz z nimi miesiąc odkąd zarejestrowałam działalność. Pracuję, wystawiam rachunki (bez numeru), niby nic się nie dzieje. Kiedy klient w Bazylei zaczyna mnie ścigać, chcąc potwierdzenia, że jestem samozatrudniona, moja cierpliwość się kończy. Dzwonię. Przeuprzejmy pan tłumaczy, że easygov wcale nie jest taki easy, bo przez internet to nie wystarczy, trzeba jeszcze dosłać kilka dokumentów. Proszę czekać na list (poczta znowu rządzi!).

Czekam (ileż ja się w tej Szwajcarii naczekam), mija kolejny tydzień, a listu brak. Czuję się jak szwajcarski emeryt, wypatrując przez okno listonosza. Po dziesięciu dniach bez wieści – usycham przy skrzynce na listy- dzwonię. Tym razem inny, już jakby mniej sympatyczny pan przekonuje mnie, że skoro data rozpoczęcia działalności to 1 stycznia, a jest ponad dwa tygodnie później, to mamy jeszcze czas i dlaczego ja się w ogóle gorączkuję. Obiecuje, że przyspieszy sprawę. Chyba pomaga, bo trzy dni później w skrzynce leży pismo.

Pismo, a w nim cała lista rzeczy, które mam dosłać: oferty, wystawione rachunki, wpłaty od klientów, potwierdzenie wynajmu biura i zainwestowanego kapitału, materiały reklamowe, umowy z klientami oraz opis tego, gdzie i w jaki sposób pracuję.

To takie łatwe, mówili.. Idź i rób biznesy, mówili..

Może mam pecha do urzędów. Może urzędnicy robią mi na złość. Może czegoś tu nie rozumiem. Ale jak wytłumaczyć to, że do potwierdzenia działalności potrzebuję rachunków, których nie mogę wystawić bez potwierdzenia działalności? Typowe biurokratyczne błędne koło, które przerabiałam już kilka lat temu starając się o pozwolenie na pobyt.

Szwajcaria ma opinię kraju, gdzie łatwo i bez zbędnych formalności robi się interesy. Tymczasem regulacje dotyczące firm i obywateli kosztują Szwajcarów rocznie ok. 60 miliardów franków, czyli jedną dziesiątą produktu krajowego brutto. Jednak ten gov nie taki easy.

Pamiętam, jak w 2011 roku otwierałam działalność gospodarczą w Polsce. Jedno okienko i po sprawie. Nie myślałam, że kiedykolwiek będę tęsknić za polską biurokracją. Pani Halinko wiecznie pijąca kawę – wróć!

Ciąg dalszy nastąpi.

Co nowego w Szwajcarii w 2019 roku

To będzie dobry rok dla seniorów i świeżo upieczonych milionerów. Pierwsi dostaną wyższe emerytury, drudzy – zwolnienie z podatku od wygranej na loterii. Wszyscy zapłacimy natomiast niższy abonament radiowo-telewizyjny i nie będziemy już wdychać dymu papierosowego na dworcach. Poniżej o najważniejszych zmianach w szwajcarskich przepisach, jakie niesie 2019 rok.

topelement-7

Trudniej o rezydencję w Szwajcarii

Zacznę od kwestii, która najbardziej dotyczy obcokrajowców, czyli od zmian w przepisach dotyczących pozwolenia na pobyt stały w Szwajcarii. Od przyszłego roku wejdą w życie ostrzejsze wymogi integracji dla rezydentów. Osoba ubiegająca się o pozwolenie typu C będzie musiała udowodnić, że wystarczająco dobrze zna lokalny język, a jeśli odnawiając dokument nie będzie mogła się pochwalić odpowiednim stopniem integracji, może zostać cofnięta do niższej kategorii przebywających w kraju cudzoziemców, np. zamiast pozwolenia typu C (na pobyt stały) dostanie B (na pięć lat). Przy wcześniejszym staraniu się o rezydencję (normalnie można to zrobić po 10 latach przebywania w kraju), wymogi językowe zostaną podwyższone.

Ograniczenia będą też dotyczyły długotrwałego pobierania zasiłków przez uchodźców i warunkowo przyjętych do kraju imigrantów. Ci, którzy za długo są na garnuszku państwa, będą kierowani na warsztaty integracyjne, a w przypadku dalszego braku zatrudnienia, zostaną ukarani obniżeniem świadczeń. Jednocześnie złagodzono też dostęp azylantów do rynku pracy, dając im możliwość rejestracji w lokalnych urzędach pracy, co ma zwiększyć zatrudnienie i odciążyć system pomocy społecznej.

Niższy Billag, wyższe emerytury

Również w przyszłym roku wchodzą w życie zmiany, które dadzą ulgę portfelom 3,6 milionów gospodarstw domowych w Szwajcarii. Chodzi o Billag, czyli potocznie nazywany abonament radiowo-telewizyjny. Od stycznia pobieranie opłat przejmuje firma Serafe, a roczny odbiór sygnału będzie kosztował 365 CHF zamiast obecnych 451 CHF. Przy czym nie będzie już można płacić tylko za radio lub tylko za telewizję, opłata abonamentowa będzie odtąd dla wszystkich taka sama. Przy okazji przypomnę, że w marcu tego roku Szwajcarzy odrzucili w referendum pomysł całkowitego zniesienia abonamentu.

Rok 2019 będzie też dobry dla szwajcarskich emerytów i rencistów, którzy otrzymają podwyżki, w ślad za wzrostem średnich wynagrodzeń w kraju. Minimalne świadczenie (z AHV, czyli pierwszego filaru systemu emerytalnego) wyniesie od stycznia 1185 CHF miesięcznie, czyli o 10 CHF więcej niż dotychczas, natomiast maksymalne wzrośnie o 20 CHF, do 2370 CHF.

Są tacy, którym nie chce się ciułać do emerytury i próbują szczęścia na loterii. Dla nich (a raczej tylko tych, którym się udało) przyszły rok też niesie dobre wieści – zwolnienie z podatku od wygranej do kwoty miliona franków.

topelement-8

Zmiany dla kierowców i dłużników

Choć mandaty pozostaną wysokie, złagodzenie przepisów czeka kandydatów na kierowców i starych drogowych wyjadaczy. Dotychczas kto uczył się jeździć tzw. automatem, po zdaniu egzaminu na prawo jazdy nie miał prawa prowadzić samochodów z manualną skrzynią biegów. Od przyszłego roku to ograniczenie będzie zniesione.

Na drogach możemy też się spodziewać więcej kierowców-emerytów. Do tej pory każdy posiadacz prawa jazdy, który skończył 70 lat, musiał co dwa lata poddać się medycznemu testowi, określającemu zdolność prowadzenia pojazdów. Jeśli nie dostał od lekarza zielonego światła, musiał oddać prawko. Od 2019 roku wiek grożącej seniorom drogowej emerytury zostaje podniesiony do 75 roku życia.

Przyszły rok przyniesie też zmiany dla osób, które zostały bezpodstawnie obciążone   zalegającymi płatnościami. Dłużnicy, którzy otrzymali wezwanie do zapłaty z zajmującego się ściąganiem należności urzędu (Betreibungsamt), ale sprawa okazała się nieporozumieniem czy pomyłką, będą mogły po dostarczeniu odpowiednich dowodów wyczyścić swoje konto płacąc za to jednorazowo 40 CHF. Taki wpis do rejestru dłużników nie będzie już dłużej udostępniany np. przy staraniu się o wynajem mieszkania czy w innych sytuacjach wymagających zaświadczenia o niezaleganiu z płatnościami.

Dworce bez dymka, poczta bez worków

Jedna z przyszłorocznych zmian w przepisach jest mi szczególnie bliska. Prawdę mówiąc, czekałam na nią odkąd zamieszkałam w Szwajcarii. Chodzi o zakaz palenia tytoniu na dworcach. Od czerwca 2019 roku puścić dymka będzie można tylko w wyznaczonych miejscach – jednym lub dwóch, w zależności od długości peronu. Dziękuję i czekam na ograniczenie palenia na przystankach autobusowych.

Nie dość, że czekając na pociąg nie przesiąkniemy zapachem dymu z papierosów, to jeszcze będziemy podróżować taniej. Szwajcarskie koleje w 2019 roku dostaną obniżkę cen prądu i częścią zaoszczędzonych pieniędzy chcą się podzielić z pasażerami. Możemy się więc spodziewać większej puli tańszych biletów.

Na koniec zmiana, która dotknie stałych bywalców poczty. Najważniejsza szwajcarska instytucja ma być łatwiej dostępna. Zgodnie z ustawą, dla co najmniej 90 proc. mieszkańców najbliższe okienko musi się znajdować nie dalej niż 20 minut piechotą od domu. Poczta będzie blisko, ale worków na śmieci już tam nie dostaniemy. Od stycznia placówki zaprzestają sprzedaży oficjalnych, jedynych właściwych, zatwierdzonych przez gminę toreb na odpady, będących formą podatku od wywozu nieczystości. Może w zamian pojawi się coś równie praktycznego.

331574210-640x426

To tylko wybór moim zdaniem najważniejszych nowości, jakie czekają Szwajcarię w przyszłym roku. Więcej obowiązujących wkrótce przepisów znajdziecie tutaj https://www.tagesanzeiger.ch/schweiz/standard/neue-gesetze-und-regelungen-ab-2019-und-wen-sie-betreffen/story/30032621

Życzę Wam samych dobrych zmian w 2019 roku!

Albo dzieci, albo kariera – czy Szwajcaria jest prorodzinna?

23-86442094-23-86368763-1486109396

Fot. svz.de

Aby spróbować odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule, muszę zacząć od tego, co rozumiem przez prorodzinność. Prorodzinny jest kraj, który swoim ustawodawstwem i działaniami wspiera rodziców w łączeniu posiadania potomstwa z aktywnością zawodową. Kobieta w kraju prorodzinnym nie musi wybierać: rodzina albo praca, ale korzysta z rozwiązań systemowych, pozwalających jej na spełnianie się w macierzyństwie oraz poza nim. Ma możliwość, jeśli chce, łączenia wielu społecznych ról.

Kraj prorodzinny to taki, w którym politycy swoimi działaniami nie przymuszają do rodzenia dzieci, ale ułatwiają ich posiadanie, kariera nie jest zarezerwowana wyłącznie dla bezdzietnych, a rodzicielstwa i radzenia sobie z jego organizacją (m.in. opieki nad dzieckiem) nie traktuje się, jak prywatnej sprawy samych rodziców. 

Po rozmowach z matkami i ojcami, którzy przybyli tutaj z innych krajów oraz opierając się na własnych obserwacjach, dochodzę do wniosku, że Szwajcaria z prorodzinnością radzi sobie kiepsko. Oto kilka przykładów, dlaczego. 

Krótki urlop macierzyński 

Pracującej kobiecie po urodzeniu dziecka przysługuje w Szwajcarii 14 tygodni płatnego (80 proc.) urlopu macierzyńskiego. Czy to mało? Matki, z którymi rozmawiałam, zgodnie twierdzą, że tak. Tymczasem jest to dokładnie tyle, ile rekomenduje Unia Europejska (do której Szwajcaria nie należy). W Europie znajdziemy kilka krajów, gdzie podstawowy płatny urlop po urodzeniu dziecka trwa jeszcze krócej, np. Portugalia i Hiszpania (6 tyg.), Niemcy (8 tyg.), Belgia (9 tyg.) czy Holandia (10 tyg.). 

W tych krajach jednak matkom przysługuje również prawo do wolnego przed przyjściem na świat potomstwa (np. w Hiszpanii aż 10 tygodni), a kiedy macierzyński się kończy, kobiety często mają możliwość zostania z dzieckiem dłużej (np. wziąć urlop wychowawczy). W Szwajcarii aktywna zawodowo matka, jeśli chce wrócić do pracy, musi zapewnić opiekę swojemu 3,5-miesięcznego maluchowi (urlop można wydłużyć o kolejne dwa tygodnie, ale już bezpłatnie). Wiele kobiet, zwłaszcza karmiących piersią (co w Szwajcarii bardzo się promuje), nie wyobraża sobie rozstania z dzieckiem na tak wczesnym etapie jego rozwoju. Powrót do pracy na cały etat raczej odpada. 

Brak urlopu ojcowskiego 

Szwajcaria lubi być ostatnia we wprowadzaniu równościowych rozwiązań. Kiedyś dotyczyło to praw wyborczych kobiet, dzisiaj urlopów ojcowskich. Walka o te ostatnie toczy się tutaj dopiero od niedawna. Obecnie, w zależności od miejsca pracy i kantonu, pracownikowi, któremu urodziło się dziecko, przysługuje zazwyczaj co najmniej jeden dzień wolny. Ostatnio głośno było o związkach zawodowych w szwajcarskich kolejach SBB, które wywalczyły dla pracowników dwa tygodnie urlopu ojcowskiego. Takich przykładów wciąż jest jednak jak na lekarstwo.  

Ci, którzy dążą do wprowadzenia ustawowego urlopu ojcowskiego, chcą, aby ojcowie mieli prawo do płatnych czterech tygodni po urodzeniu dziecka. Szwajcarscy politycy uważają jednak, że to za dużo, a ich zdaniem szacowane koszty rzędu 420 mln franków nadszarpnęłyby gospodarkę. Dlatego już proponują skrócić nieistniejący jeszcze urlop dla ojców do dwóch tygodni.

Paradoksalnie przeszkodą we wprowadzeniu urlopów ojcowskich mogą się okazać sami mężczyźni. Z badań socjologicznych i komentarzy pojawiających się w dyskusji wynika, że tata-Szwajcar zamiast zmieniać pieluchy, woli robić nadgodziny w biurze. Jeden pan stwierdził nawet, że dziecko jest nudne, dopóki nie skończy trzech lat – dopiero wtedy można z nim np. pograć w piłkę. Szwajcarski model rodziny wciąż jest dość konserwatywny, o czym będę pisać w dalszej części tego tekstu, więc otwarcie się na nowe role nie zawsze przychodzi tutejszym mężczyznom z łatwością. Co nie znaczy, że nie można próbować tego zmienić. 

Droga opieka nad dziećmi 

Temat-rzeka w szwajcarskich dyskusjach o prorodzinności. Słone koszty instytucji opiekuńczych i problemy ze znalezieniem profesjonalnej niani – ile jest w tym prawdy? Obowiązek szkolny w Szwajcarii dotyczy dzieci od 4. roku życia. Wtedy idą one do przedszkola. Matka, która do tego czasu chce być aktywna zawodowo, ma kilka możliwości zapewnienia dziecku opieki w godzinach swojej pracy. Pierwszą z nich jest Kinderkrippe, czyli tutajsze żłobko-przedszkole. Znajdziemy tam dzieciaki zarówno kilkumiesięczne, jak i kilkuletnie. 

Niektórzy szwajcarscy eksperci od wychowania nazywają Krippe parkingiem dla dzieci. Przeważa pogląd, że zanim dziecko skończy dwa lata, posyłanie go do Krippe nie jest dobre. Podobnie, jak zostawianie go tam codziennie od rana do wieczora. Jaki pracodawca będzie czekał na kobietę dwa lata, zanim odchowa ona potomka? Obawiam się, że niewielu. To głównie rozwiązanie dla matek pracujących na część etatu.

Ile kosztuje Krippe? Różnie, w zależności od kantonu i gminy. Sprawdziłam w Winterthur: ceny zaczynają się od 105 CHF za dzień (rodziny o niskich zarobkach mogą starać się o dotacje). Załóżmy, że kobieta pracuje na pół etatu i zarabia 3 tys. CHF miesięcznie. W najtańszym żłobku (3 dni w tygodniu) będzie musiała zostawić niemal połowę swojego wynagrodzenia. Czy w takiej sytuacji opłaca jej się w ogóle pracować? 

Alternatywą dla Krippe jest Tagesmutter, czyli kobieta, która siedzi z własnymi dziećmi w domu i przy okazji zarabia jeszcze na opiece nad cudzymi. Za godzinę takiej usługi liczy sobie średnio 8 CHF, jeśli jest zrzeszona w specjalnej organizacji, prywatnie (w Zurychu) nawet do 15 CHF za godzinę. Dla porównania, niania w tym samym mieście zarabia od 25 do 35 CHF za godzinę. Na koniec, tak popularna w Polsce i innych krajach instytucja babci, to opcja ewentualnie dla Szwajcarów i tych, którzy przyjechali tutaj całymi rodzinami. Większości imigrantów ten komfort nie dotyczy.

Społeczna rola kobiety w Szwajcarii 

W jednym z artykułów (wszystkie źródła poniżej) przeczytałam, że Szwajcaria w ostatnich latach poszła do przodu, jeśli chodzi o prorodzinność, ponieważ  pojawiły się całodzienne szkoły oraz tzw. Mittagstische, gdzie dzieci mogą zostać w porze lunchu. W Szwajcarii to czas, kiedy mali uczniowie przychodzą ze szkoły do domu. Kto musi tam na nich czekać? Zgadnijcie. Tradycyjnie też środowe popołudnia są wolne od szkoły, a dzieci zamiast długich wakacji letnich mają ferie co kilka miesięcy. Kto organizuje im wtedy czas? No właśnie. 

Wszystko w Szwajcarii jest tak zorganizowane, żeby kobieta była przede wszystkim matką, od której oczekuje się, że zakładając rodzinę pożegna się z karierą zawodową. Jeszcze w 1991 roku aż 40 proc. kobiet mających potomstwo nie pracowało wcale. Do dzisiaj ten odsetek znacznie zmalał, ale wciąż wynosi ponad 20 proc. 

Mam też wrażenie, że Szwajcaria jest krajem, gdzie pracy kobiet nie traktuje się poważnie, raczej jak pożyteczne hobby, bo przecież dobrze jest czasem wyjść z domu, poprzebywać z ludźmi, a przy okazji zarobić na kosmetyczkę i fryzjera. Ponad 80 proc. aktywnych zawodowo kobiet pracuje tylko na część etatu. Wśród kobiet bezdzietnych ten odsetek wynosi jedynie 37 procent. 

O kobietach, które wychowują dzieci i próbują pracować na 100 proc. słyszy się bardzo rzadko. Najczęściej podawane są jako przykład wyrodnych matek. Większość prędzej czy później musi zrezygnować. Z pracy. Marzenia o pogodzeniu rodziny i kariery można w Szwajcarii włożyć między bajki. 

Złota klatka

Pewna redaktorka w zuryskiej gazecie przekonywała przewrotnie w swoim felietonie, że szwajcarskie kobiety są wyjątkowymi szczęściarami. Zżymają się na genderową różnicę płac (w Szwajcarii kobiety zarabiają średnio o 600 CHF mniej niż ich koledzy, wykonując tę samą pracę; dyskryminację udowodniono co 10 firmie), a powinny się cieszyć, że stać je (a raczej ich mężów) na zajmowanie się dziećmi w domach, czego wiele kobiet w Europie może im tylko zazdrościć. W dodatku system chroni je na tyle, że w przypadku rozwodu nie zostają z niczym. To raczej mężczyźni idą wtedy z torbami. No i przecież matki mogą pracować na część etatu – szwajcarski rynek pracy jest elastyczny, jak żaden inny. Redaktorka pisze o wolnym wyborze. Mnie na myśl przychodzi raczej złota klatka. 

Mimo wszystko trudno mi jednoznacznie ocenić sytuację tutejszych kobiet. Z jednej strony wiem, że feministki łapią się za głowę. Z drugiej, widzę zadowolone Szwajcarki, które bezstresowo wychowują dzieci i lubią swoją pracę nawet, jeśli traktują ją jak hobby. Toż to ideał work-life balance w praktyce! Szybko jednak zdaję sobie sprawę z tego, że taki system sprzyja tylko jednej grupie kobiet – takim, które na rezygnację z pracy na 100 proc. mogą sobie pozwolić. Co z całą resztą? Co z nami – ekspatkami, migrantkami, pracowniczkami i matkami? Polkami, dla których dwa etaty – w pracy i w domu – to norma? Oddychacie z ulgą w szwajcarskiej klatce?

—————————————————–

Źródła:

http://www.europarl.europa.pl

www.bfs.admin.ch

http://www.stadtwinterthur.ch

www.swissmom.ch

http://www.vaterschaftsurlaub.ch

www.republik.ch

www.familienleben.ch

http://www.nzz.ch (felietony Nicole Althaus)

www.tagesanzeiger.ch