Polki zmieniają Szwajcarię: Paula Kostrzycka i pomysł na krem, który działa

Z Paulą spotykam się w Bernie, mieście, które jest tradycyjnym mostem łączącym dwie części kraju: niemiecko- i francuskojęzyczną. Moja rozmówczyni przyjechała do Szwajcarii sześć lat temu i zamieszkała nad pięknym jeziorem Walensee, między Liechtensteinem a Zurychem. Swoje miejsce znalazła jednak po drugiej stronie Röstigraben, nad innym jeziorem, w Neuchâtel. To w tym kantonie poznała ludzi, którzy pomogli jej spełnić marzenie o własnym biznesie. Poznajcie Paulę Kostrzycką, założycielkę i właścicielkę marki kosmetycznej NUME-LAB

NUME, czyli new me – „nowa ja” to nazwa kosmetyków, ale określenie pasuje też do Twojej przygody ze Szwajcarią i własnym biznesem. Jak to się zaczęło? 

Moja droga do Szwajcarii była długa i wiodła przez wiele miejsc na świecie. Kiedy miałam dziewięć lat wyjechałam z rodziną do Włoch. Tam skończyłam szkołę, a w liceum poznałam mojego obecnego męża. Razem zaczęliśmy szukać kraju, w którym moglibyśmy przez jakiś czas pomieszkać i nauczyć się języka. Padło na Chiny. Planowaliśmy zostać tam przez sześć miesięcy, a zrobiło się z tego siedem lat. Przez ten czas nauczyliśmy się języka, studiowaliśmy i pracowaliśmy w różnych branżach. To był bardzo ciekawy czas, ale w pewnym momencie zatęskniliśmy za Europą i postanowiliśmy poszukać miejsca do życia bliżej rodziny. Na początku próbowaliśmy w Belgii, a potem nagle pojawiła się możliwość przyjazdu do Szwajcarii. Cieszyła nas bliskość Francji i Włoch, gdzie mieszka nasza rodzina. Po roku poszukiwań pracy, zostałam project managerem na Chiny w dużej szwajcarskiej firmie. Jednak już wtedy wiedziałam, że chcę stworzyć coś swojego. Pomysłów było wiele, ale czekałam, aż pojawi się „to coś”.

Jak odkryłaś, że to będą kosmetyki? 

Tak się złożyło, że od dłuższego czasu próbowałam znaleźć na szwajcarskim rynku produkty do pielęgnacji, które odpowiadałyby potrzebom mojej wymagającej cery. Nie lubię poświęcać zbyt dużo czasu zabiegom kosmetycznym, więc mój ideał to minimum, które działa. Pewnego dnia wróciłam do domu od kosmetolożki i zaczęłam rozmawiać z mężem o tym, że jestem już zmęczona kupowaniem kosmetyków, które zalegają później na półce w łazience. To może spróbujmy zrobić to sami? – usłyszałam. I tak zaczęliśmy szukać specjalistów, do których mogliśbyśmy się zwrócić z pomysłem. 

Od początku miałaś wizję idealnego produktu? 

Dokładnie wiedziałam, czego chcę. Miało być minimalistycznie: najwyżej trzy produkty, uniwersalne – dla kobiet i dla mężczyzn, z aktywnym składnikiem, który naprawdę działa. Dużo podróżowałam po Azji i używając tamtych kosmetyków zauważyłam, że jest jeden składnik, który dobrze służy mojej cerze. To śluz ze ślimaka, używany już przez starożytnych m.in. do leczenia ran, ponieważ ma działanie regenerujące i odbudowujące naskórek. Zależało mi na znalezieniu profesjonalnego laboratorium kosmetycznego, które stworzy produkt według mojej idei. Zdecydowałam się na produkcję w Szwajcarii, ponieważ jest to kraj o wysokich standardach i innowacyjnych rozwiązaniach w przemyśle farmaceutycznym i kosmetycznym. Zanim nowy produkt wejdzie na rynek, musi przejść szereg wymagających testów. Ponieważ od początku myśleliśmy o sprzedaży naszych kosmetyków także poza Szwajcarią, głównie na rynkach azjatyckich – w Indonezji i Malezji – wiedzieliśmy, że musimy zdobyć niezbędne certyfikaty. To wszystko oczywiście trwa. Samo testowanie formuły zajęło nam półtora roku. W międzyczasie przenieśliśmy się do kantonu Nauchatel, aby być bliżej laboratorium, gdzie powstają nasze kosmetyki. W rezultacie cały proces powstawania marki – od pomysłu do produktu – zajął nam trzy i pół roku.

Co wspominasz jako największe wyzwanie? 

Może zabrzmi to banalnie, ale wybór opakowań. Zależało mi na tym, aby powstały z materiałów przyjaznych środowisku, co okazało się nie być takie łatwe. Jedną z opcji było szkło, ale jest to materiał, który dużo waży, stąd jest też trudny w transporcie. Myśleliśmy o aluminium, jednak problem polega na tym, że z takiej tubki nie da się wycisnąć kremu czy serum do końca. Po długich poszukiwaniach zdecydowaliśmy się na plastik z recyklingu, który jest lekki i umożliwia naszym klientom wykorzystanie produktu w całości.

A czy to, co widzimy na opakowaniu ma jakieś wyjątkowe znaczenie? Muszla w kraju, który nie ma dostępu do morza.. odważnie!

Kocham malarstwo epoki renesansu, a inspiracją dla identyfikacji wizualnej marki był obraz Narodziny Wenus Sandro Botticellego. NUME ma się kojarzyć z odrodzeniem, odnową, odbudową, ponieważ są to kosmetyki przeznaczone dla osób powyżej 30 roku życia, które mają potrzebę regeneracji swojej skóry. Poza tym, zarówno ja, jak i mąż jesteśmy mocno związani z morzem, czemu również dajemy wyraz poprzez wykorzystanie motywu muszli i kolorystykę opakowań. 

Dużo słyszy się o tym, że szwajcarski rynek jest wymagający i trudno zaistnieć na nim z nowym produktem. Czym przekonuje do siebie Twoja marka? 

Szwajcaria to kraj dobrych kosmetyków, ale nie ma wśród nich wielu, które są produkowane w zgodzie z wymogami halal. Przy czym nie należy tu mylić stylu życia z religią. W przypadku kosmetyków halal oznacza selektywne podejście do pielęgnacji, które wyklucza stosowanie wielu składników, m.in. wodoodpornych, ale i postawę wobec biznesu. Produkt na każdym etapie powstawania musi być wolny od okrucieństwa, co oznacza, że nasze kosmetyki nie są testowane na zwierzętach, a wszystkie składniki są pozyskiwane w sposób etyczny i zrównoważony. Ma to szczególne znaczenie w przypadku głównego składnika, czyli śluzu ślimaka. Istnieją innowacyjne metody pozyskiwania śluzu niekrzywdzące zwierząt (więcej informacji w linkach na końcu artykułu – red). Marka NUME zdobyła certyfikat halal nadany przez instytut w Szwajcarii i akceptowany w Indonezji, Malezji i Singapurze. Etycznie, świadomie, efektywnie – to sposób, w jaki tworzę moje kosmetyki i prowadzę biznes. 

Zaprosiłam Cię do cyklu wywiadów z kobietami, które poprzez swoją działalność wpływają na życie lokalnej społeczności. W jaki sposób Ty i Twój produkt zmieniacie Szwajcarię? 

Przede wszystkim staram się pokazać, że w Szwajcarii mogę być niezależna, jako kobieta i jako cudzoziemka. Że jest możliwe, aby stworzyć coś swojego, innowacyjnego, wyjść z tym do ludzi i odnieść sukces. Mam wrażenie, że w Szwajcarii jeśli kobieta o siebie dba, to wciąż panuje przekonanie, że sprzedaje swój wygląd, a nie to, co ma w głowie. Moim celem jest pokazanie, że te dwie rzeczy się nie wykluczają. Szwajcaria, w wielu kwestiach konserwatywna, paradoksalnie sprzyja szukaniu nowych rozwiązań, ponieważ wypycha nas ze strefy komfortu, pobudza kreatywność, sprawia, że aby do czegoś dojść, trzeba kombinować. Doświadczyłam też dużego wsparcia ze strony innych kobiet, czasem zupełnie mi obcych. Wszystkie wiemy, jak trudno jest kobietom w tym kraju i tym bardziej ważne jest, aby trzymać się razem i sobie pomagać. 

Druga rzecz to sam produkt, którym wypełniamy pewną niszę na rynku. Rozmawiamy o halal i kierując ofertę nie tylko do osób wyznania muzułmańskiego,pokazujemy, że nie trzeba się bać tego, czego nie znamy. Promujemy różnorodność, ale również świadome podejście do biznesu. Przykład: nie chcieliśmy tworzyć tak popularnych obecnie kosmetyków wegańskich, ponieważ sami nie jesteśmy weganami. Przez to jesteśmy bardziej wiarygodni dla naszych klientów. Pokazujemy, że produkt, który jest dobry dla nas, może być też dobry dla innych. 

Nume to „dziecko pandemii”, ponieważ moment premiery kosmetyków przypadł na luty 2020 roku. Czy Covid przeszkodził czy pomógł w biznesie? 

Premiera marki miała miejsce podczas eventu charytatywnego, odbywającego się tradycyjnie przed wyścigiem Formuły 1 w Monte Carlo. Dzielenie się tym, co zarabiamy to również element biznesu w stylu halal. W tym roku pieniądze zebrane podczas wydarzenia przeznaczone zostały na wsparcie szpitali, będących w trudnej sytuacji finansowej ze wględu na pandemię koronawirusa. Covid sprawił, że wiele konwencji przestaje obowiązywać. Dotyczy to zarówno decyzji konsumenckich, jak i metod prowadzenia biznesu. Zauważyliśmy, że w ostatnim czasie ludzie zaczęli mieć większą potrzebę, aby się wyróżniać, stali się bardziej wymagający w swoich wyborach. Dotyczy to też partnerów biznesowych. Żeby jedna apteka odróżniła od innych, musi zaproponować klientom coś świeżego, innowacyjnego, a to sprawia, że firmy muszą bardziej inwestować w indywidualne podejście do marketingu. Ważniejsze stały się kontakty face to face, choć dzisiaj chyba lepiej pasuje tu określenie mask to mask. Klienci chcą wiedzieć, kto stoi za daną marką, jakim jest człowiekiem, co myśli, jakie ma podejście do biznesu. Dobre kontakty wprowadzają w obieg produkt i w ten sposób buduje się zaufanie konsumentów, otwierają się nowe drzwi. Właśnie dzięki takiemu podejściu udało nam się trafić ostatnio na półki aptek w Genewie i Neuchâtel. To jest dla nas bardzo ważne, ponieważ jeśli ktoś znajduje nasz produkt w w aptece, ma pewność, że jest to rzecz najwyższej jakości, której działaniu można zaufać. 

Recepta na sukces w pandemii? 

Faktem jest, że wszystko teraz dzieje się wolniej, ale to też czas, który mocno weryfikuje podejście do biznesu. Wygrywają ci, którzy są elastyczni, potrafią się szybko dostosować do nowych warunków i myśleć out of the box. Covid zwiększył też świadomość tego, ile rzeczy dotychczas robiliśmy niepotrzebnie. Latanie na konferencje biznesowe, kiedy można spotkać się online, to tylko jeden z przykładów. My też mogliśmy znaleźć partnera w Azji, ale postanowiliśmy szukać lokalnie, aby być blisko ludzi, którzy pomagają nam tworzyć produkt. Naszą misją jest propagowanie świadomego podejścia do pielęgnacji. Nie musisz mieć dziesięciu kremów na półce – wystarczy ci jeden, ale taki, który naprawdę działa. Chyba mogę powiedzieć, że udało nam się całkiem dobrze odnaleźć w tym trudnym czasie.

Wiele kobiet, które przyjeżdżają do Szwajcarii i próbują odnaleźć się na tutejszym rynku pracy, prędzej czy później decyduje się na własną działalność. Czy Twoim zdaniem jest to dobra droga? 

Własny biznes to rollercoster, na pewno nie jest to droga dla każdego. Musisz zadać sobie szereg pytań: dlaczego chcesz to robić i czy jest zapotrzebowanie na twój produkt czy usługę? Ale też: czy chcesz pracować od rana do wieczora, zrezygnować z czasu wolnego, z wakacji, borykać się z niepewnościami, ponosić ryzyko zawodowe, nieprzewidziane sytuacje, jak choćby teraz Covid? Poza tym nie każde umiejętności czy wiedza wymagają od razu startowania z własnym biznesem. Jesteś coachem? Nie musisz zakładać firmy, ale zaoferować swoje usługi konsultingowe na przykład międzynarodowej korporacji. Czasem nie warto powielać czegoś, co już istnieje.

Jakie jest Twoje największe biznesowe marzenie? 

Chciałabym zbudować zaufanie klientów do mojej marki. Na tyle, aby zyskać stabilizację biznesu, która da mi czas dla siebie i mojej rodziny. Jesteśmy aktywni, uwielbiamy chodzić po górach, jeździć rowerem, a Szwajcaria daje nam ku temu wiele wspaniałych możliwości. Nie pieniądze, ale właśnie wolny czas. To jest dla mnie wyznacznik sukcesu. 


Więcej:

o kosmetykach NUME-LAB

http://www.nume-lab.com

o metodzie pozyskiwania śluzu ze ślimaków

http://www.theoutline.com/post/4503/snail-mucin-farms-extraction-skin-care-heliciculture-ethics?zd=2&zi=5k5saznv

http://www.youtube.com/watch?v=ac_iW3iA01E

o pielęgnacji halal

https://blackpaint.sg/understanding-halal-skincare/

https://www.halalzilla.com/halal-skincare-changing-today/90669

Co nowego w Szwajcarii w 2020 roku

I tak Szanowni Czytelnicy wstępujemy razem w lata 20. Jak co roku przedstawiam najważniejsze regulacje prawne, które wchodzą w życie z początkiem stycznia lub w kolejnych miesiącach i będą miały wpływ na nas, mieszkających w Szwajcarii. Życzę Wam, aby Wasz prywatny Nowy Rok przyniósł zmiany tam, gdzie ich oczekujecie, a oszczędził ich tam, gdzie lepiej, żeby wszystko zostało po staremu. Jak mawiają Szwajcarzy – Guten Rutsch, dobrego wślizgu w 2020!

Bild_zur_freien_Verwendung_AHV_Alter_Vorsorge_Geld_Finanzen_Finanzierung_Rente_Pension_Ausweis_Dokument_Ruhestand_nach_dem_Arbeitsleben

Od 2020 roku składka na AHV wyniesie 8,7 proc. wynagrodzenia brutto.

Wyższe składki emerytalne

W majowym referendum Szwajcarzy opowiedzieli się za reformą systemu emerytalnego. Jedną z konsekwencji tej decyzji jest zwiększenie składki na fundusz emerytalny (niem. AHV, pierwszy filar emerytalny). Od stycznia 2020 roku wzrośnie ona o 0,3 proc. W praktyce oznacza to niższe zarobki netto. Potrącenie będzie wynosiło odtąd 8,7 proc. wynagrodzenia brutto, z czego tak jak dotychczas połowę (4,35 proc.) płaci pracodawca, a połowę pracownik. Informację o zmianach powinniście już otrzymać od swojego pracodawcy. Wyższe AHV zapłacą również osoby samozatrudnione. Zwiększenie składek pozwoli dosypać do państwowej kasy emerytalnej 1,2 miliarda franków rocznie.

Zwrot podatku za zakupy po nowemu

Jeśli często jeździcie na zakupy do Niemiec, to z pewnością nie raz prosiliście przy kasie o zieloną kartkę, uprawniającą do zwrotu niemieckiego podatku VAT. Wkrótce roku taki dokument otrzymacie tylko za paragony na kwotę przekraczającą 50 euro. Taki minimalny limit wprowadziło od 2020 roku niemieckie ministerstwo finansów. 

Niższe koszty wynajmu mieszkania 

Według prognoz specjalistów od rynku nieruchomości już w marcu 2020 roku może zmienić się w Szwajcarii referencyjna stopa procentowa, na podstawie której banki ustalają oprocentowanie kredytów hipotecznych. Oczekiwania mówią o obniżce z obecnych 1,5 proc. do 1,25 proc. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, również wynajmujący mieszkania będą mogli się ubiegać o obniżenie kosztów wynajmu. Najlepiej jest wówczas napisać pismo w tej sprawie do swojego administratora. Pozostając w temacie, właścicielom nieruchomości będą od 2020 roku przysługiwały nowe możliwości odpisów od podatku federalnego. Chodzi m.in. o koszty inwestycji energooszczędnych.

Krótszy kurs na prawo jazdy 

Szwajcarskie przepisy dla nowych kierowców zakładają, że po pomyślnym zdaniu egzaminu na prawo jazdy mamy rok na tzw. doszkolenie. Kurs doszkalający, podczas którego kierowcy testują bardziej zaawansowane umiejętności, jak np. gwałtowne hamowanie, trwał dotychczas dwa dni. Od 2020 roku zostanie skrócony do jednego dnia (a dokładnie siedmiu godzin).

Preise2020

Paczki opłacone przez internet wyślemy z rabatem. Fot. post.ch

Obowiązek rejestracji paczek wysyłanych za granicę

Kto regularnie przesyła rodzinie w Polsce szwajcarską czekoladę, musi od przyszłego roku mieć się na baczności. Paczkę wysyłaną pocztą za granicę trzeba będzie najpierw zgłosić i zarejestrować przez internet (wypełnienie formularza w okienku pocztowym będzie kosztowało 3 franki). Dotyczy to przesyłek do dwóch kilogramów. W ten sposób szwajcarska poczta dostosowuje się do międzynarodowych regulacji. Z kolei lokalne przesyłki, opłacone samodzielnie przez internet i opatrzone wydrukowaną etykietą, nadamy od przyszłego roku z rabatem, nawet do 3 franków (w zależności od wagi paczki). 

Szybsze zawieranie małżeństw

Mniej biurokracji dla osób planujących zawarcie związku małżeńskiego (i mniej czasu na ewentualne rozmyślenie się). Według dotychczasowych przepisów od momentu pozytywnego zakończenia procedury przygotowawczej (kończącej się spotkaniem w urzędzie stanu cywilnego) do dnia ceremonii musiało upłynąć co najmniej 10 dni. Od przyszłego roku ten „okres ochronny” przestanie obowiązywać.

Pontonem bez limitów 

Kojarzycie dmuchane gumowe łódki, którymi Szwajcarzy uwielbiają latem pływać po jeziorach i rzekach? Ponieważ takie wycieczki często przeradzały się w zakrapiane imprezy, w 2014 roku wprowadzono ograniczenie maksymalnej ilości spożytego alkoholu przez „kapitana” łódki do 0,5 promila. Szybko się okazało, że ten przepis jest martwy, ponieważ kontrola bawiącego się na pontonach towarzystwa była mocno utrudniona. Dlatego od 2020 roku limit zostanie zniesiony. Roztropność wciąż zalecana!

Drobne przewinienia karane od zaraz

Grzywny w Szwajcarii nie dotyczą tylko łamiących przepisy kierowców. Od przyszłego roku postępowanie identyczne jak w przypadku mandatów drogowych będzie obowiązywać również za takie przewinienia jak rozmawianie przez telefon podczas jazdy rowerem, palenie tytoniu w miejscach publicznych czy konsumpcja marihuany. Maksymalna wysokość kary to 300 franków, a szczegółowe regulacje leżą w gestii poszczególnych gmin i kantonów.

3562701_pic_970x641

Szwajcarskie koleje życzą pasażerom dużo cierpliwości w 2020 roku.

Dalsze opóźnienia pociągów

Niestety problemy z punktualnością kolei mogą się w przyszłym roku tylko pogłębić. Szwajcaria planuje ogromne inwestycje na łączną kwotę dwóch miliardów franków, więc robotom na torach nie będzie końca. Dlatego w 2020 roku trzeba się spodziewać nie tylko wydłużających się opóźnień, ale również zmian tras i odwołania połączeń. Największe utrudnienia będą miały miejsca na trasach między Genewą a Lozanną, w okolicach jeziora Zug, Berna, pomiędzy Olten i Aarau oraz Bazyleą i Liestal. Pozostaje nam tylko życzyć sobie nieskończonej cierpliwości.

O wybranych przeze mnie zmianach i wielu innych przeczytacie tutaj (źródła w języku niemieckim):

https://www.tagesanzeiger.ch/schweiz/standard/neue-gesetze-was-sich-2020-alles-aendert/story/23334883

https://www.20min.ch/finance/news/story/Das-aendert-sich-im-neuen-Jahr-24245180

https://www.blick.ch/news/wirtschaft/konsumenten-steuerzahler-mieter-autofahrer-was-uns-im-2020-aufs-portemonnaie-drueckt-id15679636.html

Obcy w Szwajcarii głosu nie mają. Czy na pewno?

3106022-v4-bwtnfrwcyaasdb-jpg-large

Wrzesień 2014. Głosowanie w prawie przyznania obcokrajowcom praw wyborczych w kantonie Schaffhausen. 85 proc. Szwajcarów jest na nie.

Zurych, jedno z najbardziej światowych miast na mapie Szwajcarii, gdzie trzecia część mieszkańców to obcokrajowcy. Zjeżdżają tu, aby pracować w globalnych korporacjach lub zakładać własne biznesy. Niektórzy nawet uczą się lokalnego języka i szybko integrują z lokalną społecznością. Świetnie zarabiają, płacą podatki i ubezpieczenia, sporo konsumują, przyczyniając się do wzrostu szwajcarskiego dobrobytu. Choć przeważnie są nieźle zorientowani w lokalnej i krajowej polityce, to brakuje im jednego – nie mogą decydować o bezpośrednio dotyczących ich sprawach w miejscu, w którym żyją często przez długie lata.

Prawa wyborcze cudzoziemców to temat, który powraca przy każdej możliwej okazji i choć wciąż ma więcej przeciwników niż zwolenników, to powoli (bardzo powoli) Szwajcaria otwiera się na dwa miliony przybyszów z zagranicy. Czy kraj, który chwali się, że rządzą nim zwykli ludzie może tak po prostu pomijać w życiu publicznym jedną czwartą populacji? Czy można wyznawać szwajcarskie wartości nie mając szansy zasmakować tej podstawowej – demokracji bezpośredniej? Z kolei, jeśli damy obcokrajowcom głos, komu z nich będzie się jeszcze chciało starać o szwajcarskie obywatelstwo? Wszak prawa wyborcze powinny być nagrodą za przyjęcie do grona obywateli danego kraju, a nie zachętą do integracji.

Profesor Joachim Blatter z Uniwersytetu w Lozannie przyjrzał się głębiej całej sprawie na zlecenie Federalnej Komisji ds. Migracji. W opublikowanym niedawno raporcie przyznał, że szwajcarska demokracja cierpi na tym, że jeden na czterech mieszkańców kraju jest z niej wyłączony. Co na to poradzić? Dać prawa wyborcze cudzoziemcom, którzy w Szwajcarii mieszkają dłużej niż pięć lat. Gdyby to było takie proste.

Do tej pory tylko osiem z 26 kantonów dopuściło obcokrajowców (pod określonymi warunkami) do lokalnej polityki. Czynne prawo wyborcze na szczeblu gminnym mają mieszkańcy Genewy, Neuchâtel, Vaud, Jury i Fyburga oraz niektórych miejscowości kantonów Bazylea-Miasto, Gryzonia i Appenzell Ausserrhoden. W siedmiu z tych kantonów (wyłączając Genewę) cudzoziemcy mogą startować w wyborach na lokalne urzędy. Dodatkowo rezydenci w Jurze i Neuchâtel mają prawo głosować w referendach i wybierać polityków na szczeblu kantonalnym. Mapę gmin i kantonów, w których cudzoziemcy mają prawo głosu znajdziecie tutaj www.bfs.admin.ch/bfs/de/home/statistiken/bevoelkerung/migration-integration/integrationindikatoren/indikatoren/gemeinde-kantone-recht.html. W całej Szwajcarii natomiast obcokrajowcy nie mogą starać się o wybór do władz kantonalnych ani głosować w sprawach dotyczących federacji.

Jeśli chodzi o nasz multi-kulti Zurych, to w 2013 roku wszystkie gminy kantonu odrzuciły w referendum pomysł nadania cudzoziemcom praw wyborczych na szczeblu lokalnym. Teraz jednak władze miasta wracają do dyskusji i proponują kilka rozwiązań, które mają zwiększyć obywatelską aktywność zagranicznych rezydentów. Oto kilka pomysłów: 

  1. Uprościć procedurę nadawania obywatelstwa

Osób uprawnionych do głosowania byłoby więcej, gdyby nie wyśrubowane wymagania, skomplikowana procedura nadawania obywatelstwa i wysokie koszty całej zabawy. To sprawia, że rocznie z 1,3 mln tych, którzy mogliby się o szwajcarski paszport starać, podejmuje się tego tylko ok. 40 tys. Choć w ubiegłym roku politycy poszli cudzoziemcom nieco na rękę, skracając z 12 do 10 lat czas, który należy spędzić w Szwajcarii, aby starać się o paszport, to jednocześnie metodą kija i marchewki, podniesiono kryteria dotyczące znajomości lokalnego języka. Pytanie, czy czerwona książeczka wciąż jest dla cudzoziemców na tyle atrakcyjna, że warto się o nią bić? Poza prawami wyborczymi, płaceniem podatków po szwajcarsku czy swobodnym podróżowaniem do większości krajów na świecie korzyści związanych z jej posiadaniem właściwie nie ma zbyt wiele. Dumy związanej z byciem Szwajcarem nie liczę.

2. Zaprosić obcych do dialogu

Budują Ci pod domem parking, a wolałbyś park? Władze Zurychu chcą dać mieszkańcom, także obcego pochodzenia, prawo współdecydowania przynajmniej o tym, co się dzieje w ich dzielnicy. Warsztaty, dyskusje, negocjacje, na które zainteresowani będą otrzymywać imienne zaproszenia – to jedna z proponowanych dobrych praktyk. Druga to aplikacje, taka jak Züri wie neu (Zurych jak nowy), za pomocą których można zgłaszać szkody w najbliższym otoczeniu. Podobne narzędzia mają też dotyczyć np. projektów zabudowy przestrzeni i działań kreatywnych w mieście. Również lokalni politycy mogliby w przyszłości konsultować się ze społecznością, nie tylko rdzennie szwajcarską, w podlegających im okręgach, zanim sprawa trafi pod debatę w Radzie Miasta.

3. Dać dostęp do budżetu obywatelskiego

Pewna część miejskiej kasy oddawana jest regularnie w ręce obywateli, ponieważ to oni często lepiej niż politycy wiedzą, jakie inwestycje są im najbardziej potrzebne. W praktyce odbywa się to poprzez zgłaszanie i głosowanie na konkretne projekty budynków czy usług. Władze Zurychu chcą do rozporządzania obywatelskim budżetem dopuścić również obcokrajowców. Kto miałby otrzymać takie prawo głosu i na jakich zasadach? Tego nie wiadomo.

Choć jeszcze mało tu konkretów to jedno jest pewne – w dużym stopniu zależna od migrantów Szwajcaria nie może już dłużej udawać, że demokracja bezpośrednia to ustrój ograniczony tylko do jej obywateli. Pytanie, czy my, obcokrajowcy, w ogóle chcemy w tym wszystkim uczestniczyć? Niechlubnym przykładem jest kanton Neuchâtel, gdzie 17 proc. mieszkańców to uprawnieni do głosowania zagraniczni rezydenci (posiadacze pozwolenia na pobyt w kraju typu C). W latach 2012-2016 wśród kandydatów do władz lokalnych udział obcokrajowców był tam mniejszy niż 5 proc. Również frekwencja cudzoziemców w referendach była nieporównywalnie niższa (18 proc.) niż Szwajcarów (48 proc.).

Może większość tzw. ekspatów przyjeżdża do Szwajcarii tylko po to, aby wygodnie żyć i dobrze zarabiać, a ich identyfikacja z krajem emigracji jest znikoma. Polityka? Wybory? Referenda? W to niech się bawi Hansruedi z Appenzellu i inni rolnicy-aktywiści. Ekspat woli raczej z daleka ponarzekać sobie na sytuację w kraju pochodzenia, nawet jeśli tam też już nie głosuje. Po co się przejmować sprawami kraju, który pewnie i tak za parę lat się opuści? A ilu jest takich, którzy nawet po otrzymaniu szwajcarskiego paszportu, obywatelami są tylko na papierze? Czy przypadkiem czasem my sami, obojętnością i ignorancją, nie odbieramy sobie prawa do udziału w życiu publicznym?

Jako zwierzę polityczne nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie w skrzynce na listy znajdę zaadresowaną na moje nazwisko kopertę wypchaną referendami. Marzę o pierwszym własnoręcznie wpisanym JA i NEIN. Śnię o założeniu partii SVP+, złożonej z samych polityków obcego pochodzenia (żart). Jestem gotowa przejść przez najbardziej wredne testy na obywatelstwo tylko po to, żeby razem z czerwoną książeczkę przyszło do mnie coś znacznie ważniejszego. Mój głos.


Do poczytania:

https://www.thelocal.ch/20181220/swiss-democracy-is-failing-countrys-foreign-population-report

https://www.swissinfo.ch/eng/directdemocracy/five-proposals_zurich-wants-to-ease-political-participation-for-non-swiss

https://www.swissinfo.ch/eng/call-of-duty_foreigners-in-switzerland-shunning-the-ballot-boxes

https://www.swissinfo.ch/eng/directdemocracy/political-rights-for-foreigners-_-voting-rights-in-switzerland-must-not-come-for-free

https://www.beobachter.ch/burger-verwaltung/einburgerungen-wer-bekommt-den-roten-pass

Szwajcarska miłość do gotówki

topelement-3

Fot. Martin Ruetschi/Keystone

Zajrzyjcie do portfela. Ile macie gotówki? Ja dokładnie 1 franka i 60 rappenów.

Takie samo pytanie zadał ostatnio Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) w ankiecie skierowanej do prawie 2 tys. osób. Okazuje się, że wbrew nowym trendom w płatnościach, szwajcarska miłość do gotówki pozostaje niewzruszona.

Przeciętnie Szwajcar nosi przy sobie na co dzień aż 133 franków. Papierowy pieniądz to też ulubiony środek płatniczy w kraju. Aż 70 proc. transakcji dokonuje się właśnie za pomocą banknotów i monet.

Po co takie badania? SNB chciał sprawdzić, czy jest sens dalej drukować banknot 1000-frankowy. Wyobrażacie sobie prawie 4 tys. złotych w jednym papierku? Aż strach nosić to w portfelu! Mnie przez prawie cztery lata mieszkania w Szwajcarii zdarzyło się chyba tylko raz trzymać w ręku taki banknot. W badaniu SNB 40 proc. osób przyznało, że płaciło nim co najmniej raz w ostatnich dwóch latach, kupując coś większego, jak samochód, meble czy płacąc rachunki na poczcie. Sprawdziłam, że w obiegu znajduje się aż ponad 47 mln sztuk tych banknotów (dane za 2017 r.). Gdzie się podziewają? Można podejrzewać, że w szwajcarskich tapczanach. Pod tym względem tutejsi emeryci niewiele różnią się od polskich, którzy też nie ufają bankom.

W ogóle jak na kraj kojarzony z instytucjami finansowymi, Szwajcaria jest dość konserwatywna, jeśli chodzi o korzystanie z nowoczesnych usług płatniczych. Szwajcarzy mają konta w banku, karty debetowe i kredytowe, ale tylko co czwarta dokonywana w kraju transakcja jest bezgotówkowa, choć kartą można spokojnie zapłacić niemal wszędzie. Ja dopiero w tym roku dostałam od mojego banku kartę z funkcją płatności zbliżeniowych. Aplikacje płatnicze, płacenie telefonem, owszem, istnieją, ale raczej jako gadżety, z których korzysta młodzież.

Jako osoba, która nigdy nie ma przy sobie gotówki, przyzwyczaiłam się do tego, że w nielicznych miejscach, gdzie nie da się zapłacić kartą, zawsze mogę liczyć na męża, który, jako Szwajcar z dziada pradziada (boję się, że niedługo wystawią go w muzeum), papier w portfelu zawsze ma. Do momentu, kiedy jakiś czas temu wybraliśmy się razem na festiwal food trucków do Zurychu.

Impreza odbywała się daleko od centum miasta, gdzieś pod lasem. Byliśmy głodni jak wilki (po niemiecku: jak psy), no bo przecież przez cały dzień trzeba było trzymać miejsce na te wszystkie pyszności, które już z daleka pachniały, tak, że ślinka ciekła. Po drodze planowaliśmy, co zjemy. Przed oczami stały nam te wszystkie wegańskie burgery, hot dogi z kimchi, makarony bez glutenu i eklery bez cukru. Mniam ;P

Pierwszy upatrzony truck, wyciągamy portfele i.. o-o-ł. Oboje nie mieliśmy gotówki. Kartą płacić nie szło, najbliższy bankomat za 5 km. Wspólnych zaskórniaków starczyło na jednego hot doga i piwo na spółę.

Wiecie, że niczego mnie ta historia nie nauczyła i nadal nie noszę gotówki? A Wy?

Jak zostać Szwajcarem – co nas czeka w 2018 roku

 

203762442-jpg

Czerwona książeczka, którą tak trudno dostać. Fot. Keystone

Wszystkie opisane zmiany dotyczą standardowej procedury paszportowej – dla osób, które mieszkają w Szwajcarii, ale nie urodziły się tutaj oraz nie są w związku małżeńskim z obywatelem/ką tego kraju.

  • 10 zamiast 12

Dotychczas dla przyjezdnych, którzy chcieli starać się o szwajcarski paszport, podstawowym warunkiem było zamieszkanie na terenie kraju przez co najmniej 12 lat. Od 2018 roku prawo federalne staje się pod tym względem nieco bardziej przychylne obcokrajowcom, ponieważ liczbę wymaganych lat obniżono do 10. Ta liberalizacja to jednak tylko marchewka od szwajcarskich decydentów. Kolejne tegoroczne nowości nie są już dla migrantów tak atrakcyjne. Dla ścisłości dodam, że 10 lat dotyczy tylko zamieszkania w Szwajcarii, a nie w danym kantonie – tutaj lokalne władze mają swoje własne wymagania – i tak np. mieszkańcy Zurychu muszą być tam zameldowani przez min. dwa lata, aby móc złożyć wniosek o czerwoną książeczkę, ale już kanton St. Gallen chce lat aż ośmiu. Tu możecie sprawdzić, jak to jest w Waszym kantonie. 

  • Tylko z C

Od 2018 roku, aby móc starać się o obywatelstwo, należy posiadać pozwolenie na pobyt stały w Szwajcarii (typu C). To duże ograniczenie, ponieważ wcześniej procedurę paszportową można było rozpocząć również z innymi rodzajami pozwolenia. Ponadto, czas pobytu w kraju na pozwoleniu N (azyl) oraz F (w oczekiwaniu na deportację) nie będzie liczył się do wymaganych 10 lat. Dotyczy to także czasu pobytu w kraju na pozwoleniu krótkoterminowym, typu L.

  • Brałeś zasiłek? Zapomnij o paszporcie

Kolejna zmiana wyklucza z potencjalnej grupy przyszłych Szwajcarów osoby, które nie są samodzielne finansowo. Ci, którzy w ciągu ostatnich trzech lat przed uruchomieniem procedury paszportowej korzystali z pomocy społecznej, nie mają co liczyć na otrzymanie szwajcarskiego obywatelstwa. Bycie na socjalnej kroplówce stoi bowiem w sprzeczności z federalnym wymogiem integracji ekonomicznej poprzez pracę lub edukację. Dlatego, kto marzy o paszporcie, musi najpierw oddać państwu co do grosza całą otrzymaną kasę – wtedy droga wolna. Starać się o szwajcarskie obywatelstwo nie mogą też osoby wcześniej karane czy zalegające z płaceniem podatków.

  • Minimum językowe

Znajomość lokalnego języka zawsze była jednym z najważniejszych wymogów w procesie nadawania obywatelstwa. Jednak konkrety, co do poziomu umiejętności języka, leżały dotychczas w gestii władz poszczególnych kantonów. W praktyce sprawdzanie biegłości językowej wyglądało różnie. Dlatego w tym roku federacja ustaliła minimum językowe dla wszystkich starających się o szwajcarski paszport. I tak przyszły obywatel Szwajcarii musi wykazać się umiejętnościami co najmniej na poziomie A2 (język pisany) i B1 (język mówiony), według Europejskiego Systemu Opisu Kształcenia Językowego. Przy czym każdy kanton może ustalić swoje własne, wyższe wymagania. Znajomość języka będzie weryfikowana za pomocą pisemnego testu, w akredytowanych przez państwo ośrodkach, i będzie kosztowała do 250 CHF. Do egzaminu nie będą musiały podchodzić osoby, dla których język obowiązujący w Szwajcarii jest językiem ojczystym lub studiowały w nim przez co najmniej pięć lat.

A na koniec jeszcze krótko o pomysłach szwajcarskiego rządu, które co prawda dopiero się klarują, ale jeśli wejdą w życie, to będą dotyczyły każdego z nas. Chodzi o bardziej restrykcyjną politykę wydawania pozwoleń na pobyt. Plan jest taki, aby pozwolenie typu C, czyli na pobyt stały, należało się tylko dobrze zintegrowanym. Dla szwajcarskich polityków są to osoby znające język, szanujące porządek publiczny i narodowe wartości (tj. równość kobiet i mężczyzn) oraz mające swój wkład w gospodarkę kraju, czyli pracujące. Mało tego – tym, którzy już posiadają pozwolenie C, ale nie spełniają kryteriów, może ono zostać „cofnięte” do pozwolenia typu B, a niezintegrowani z B mogą je w ogóle stracić.

Także, Kochani – w 2018 roku integrujcie się na potęgę, bo inaczej będzie źle. A wszystkim aspirującym Szwajcarom życzę powodzenia i radości z czerwonej książeczki!