Tęcza nad Szwajcarią, czyli jak znaleźć kompromis na drodze do równości

Zürich Pride Festival 2019 Fot. zuerich.com

Autor tekstu: Tomek Streit

„W przypadku końca świata chciałbym być w Szwajcarii, bo tam wszystko dzieje się trochę później” – powiedział Albert Einstein. Znając Szwajcarów, najpierw chcieliby różne pomysły i wyobrażenia na sprawiedliwą apokalipsę przegadać w komisjach parlamentarnych, a potem założyliby komitety oraz grupy robocze, które wypracowałyby odpowiednią strategię, zadowalającą wszystkie strony. Należałoby znaleźć „złoty środek”, słynny szwajcarski kompromis, tak długo dyskutowany, by mógł przejść przez obie izby parlamentu. A na koniec i tak przy urnach wyborczych musieliby zdecydować obywatele! Przynajmniej raz Einstein się mylił: koniec świata nie nastąpiłby w tym kraju później, on nie miałby tutaj żadnych szans.

O końcu świata Szwajcarzy (przynajmniej jeszcze) nie dyskutują, ale wiele innych, bardziej przyziemnych tematów, jest w tym kraju przedmiotem rozmów od bardzo dawna. Wśród nich temat praw gejów i lesbijek. Ostatnia odsłona debaty trwała tu aż 7 lat. 

Małżeństwo dla wszystkich 

18 grudnia 2020 roku przegłosowano w parlamencie ostateczną wersję ustawy o rozszerzeniu definicji małżeństwa na pary jednopłciowe. Dzięki temu Szwajcaria stała się 29-tym krajem na świecie, w którym możliwe będą małżeństwa par jednopłciowych. Używam czasu przyszłego, bo oczywiście ostatnie słowo mają zawsze obywatele. Ultrakonserwatywna partia EDU/UDF zapowiedziała już w tej sprawie referendum, a to oznacza, że zgodnie z tutejszym prawodawstwem, musi zebrać 50 tysięcy wymaganych podpisów do 12 kwietnia. Jeśli się to uda, głosowanie mogłoby się odbyć jeszcze w tym roku. Geje, lesbijki i przyjaciele mogą jednak spać spokojnie. Ostatnie badania opinii publicznej dają zwolennikom nowego prawa, niewyobrażalne w Polsce, 82% poparcia. Prawdopodobnie pierwsze pary będą mogły stanąć na ślubnym kobiercu już w styczniu 2022 roku. Warto również nadmienić, że Ewangelicko-Reformowany Kościół Szwajcarii (około 25% wiernych) już w 2019 roku wypowiedział się pozytywnie w temacie ślubów jednopłciowych, co znaczy, że osoby wierzące będą mogły również zawrzeć ślub kościelny.

To szczęśliwe zakończenie długiej drogi i, oczywiście, żaden koniec świata dla rodzin czy tradycji, a jedynie dla dyskryminacji i niesprawiedliwości, które spotykały osoby LGBT (lesbijki, gejów, osobi bi- i transseksualne). Wraz z wprowadzeniem małżeństw jednopłciowych w żadnym kraju do tej pory apokalipsa nie nastąpiła. W Szwajcarii „koniec świata” też się nie zapowiada. 

Jeszcze w 2019 roku w europejskim raporcie międzynarodowej organizacji LGBT ILGA-Europe, który prezentuje prawną i społeczną sytuację mniejszości seksualnych, Szwajcaria zajmowała pozycję gdzieś w połowie stawki (23. miejsce). Z pewnością w następnej edycji raportu możemy się spodziewać lepszego wyniku (dla porównania, Polska jest 42. na 49 ocenianych państw). Rok 2020 był dla społeczności LGBT szczególnie pozytywny. W lutowym referendum, większością 63% głosów, przegłosowano wprowadzenie zakazu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną do kodeksu karnego (wcześniej karana była wyłącznie dyskryminacja na tle rasowym, etnicznym i religijnym). To bardzo ważny krok w kwestii ochrony gejów, lesbijek i bi (niestety, osoby transseksualne nie zostały uwzględnione) przed mową nienawiści i nawoływaniem do przemocy.

Tęczowa podróż do przeszłości 

Historia tęczowej emancypacji w Szwajcarii zaczyna się dość wcześnie. W 1836 roku Heinrich Hössli z Glarus publikuje dwutomowe dzieło Eros. Męska miłość Greków, w którym broni homoseksualistów i domaga się ich społecznego uzania i akceptacji. Jego postulaty wyprzedzają jednak ówczesne standardy myślenia o seksualności o dziesięciolecia i pozostają bez większego echa. 

Dopiero na początku XX wieku większość kantonów przestaje traktować homoseksualizm jako ciężkie przestępstwo. Do procesów o sodomię dochodziło wtedy rzadko, bo do skazania potrzeba było zeznań świadków (na jakiej podstawie skazywano ich do tej pory, niestety nie wiem; nieznana jest również liczba osób postawionych przed sądem za homoseksualizm). Pełna dekryminalizacja czynów homoseksualnych następuje dopiero w 1942 roku. 

W latach 30-tych wraz z dojściem Hitlera do władzy w Niemczech, Berlin traci swój status tęczowej stolicy Europy na rzecz Zurychu. Schronienia w Szwajcarii szukają prześladowani „odmieńcy”. Powstają pierwsze nieoficjalne kluby, organizacje, inicjatywy, wydawane są gazety, coraz śmielej wysuwane są postulaty równościowe. Homoseksualność staje się kwestią polityczną. Większa widoczność powoduje również reakcję władz. Policja w wielu miastach organizuje regularne naloty na miejsca spotkań i inwigiluje całe środowisko. Prowadzony jest również rejestr gejów, których traktuje się jak kryminalistów, choć nie popełnili żadnych przestępstw. Ujawnienie grozi stygmatyzacją, odrzuceniem, utratą pracy, a nawet wyrzuceniem z mieszkania. 

W 1932 roku z inicjatywy Laury Thoma i Augusta Bambula powstaje Das Freundschaftsbanner, pierwsza gazeta dla osób. Obok tekstów literackich, politycznych apeli i relacji ze spotkań, znajdują się w niej również prywatne anonse i czarnobiałe zdjęcia. Jest to wówczas, obok nieregularnie wydawanego w Czechach magazynu Hlas, jedyna gejowsko-lesbijska gazeta na świecie. Magazyn kilkukrotnie zmieniał nazwę (przez pięć lat wydawany był jako Menschenrecht, czyli po prostu Prawo Człowieka), by w 1943 roku ewoluować za sprawą Karla Meiera w dwujęzyczny i typowo gejowski Der Kreis-Le Cercle (od 1951 roku pisany również po angielsku). Wydawana do 1967 roku gazeta była najbardziej wpływową gejowską publikacją w Europie i Ameryce Północnej. To największy wkład Szwajcarii w historię ruchu LGBT. W 2000 roku Landesmuseum w Zürichu poświęciło magazynowi wystawę, a w 2014 Stefan Haupt nakręcił film W kręgu (Der Kreis). Film zdobył garść międzynarodowych nagród, został wybrany filmem roku w Szwajcarii i był kandydatem do Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny. 

W latach 70-tych, po wydarzeniach w nowojorskim Stonewall, ruch LGBT nabiera nowej mocy. W Szwajcarii mobilizują się przede wszystkim młodzi i studenci, którzy mają dość życia w ukryciu, udawania i ciągłego strachu przed ujawnieniem. W 1978 roku odbył się w Zurychu pierwszy Christopher Street Day. Nie było to jednak kolorowe święto, które znamy dzisiaj, ale polityczny protest połączony ze zbieraniem podpisów przeciw rejestrowi gejów (trzeba dodać, że z pozytywnym skutkiem). Społeczny klimat zmienia się, akceptacja społeczeństwa wzrasta, tylko jak zwykle, władze nie idą z duchem czasu. 

Zbliżamy się już prawie do końca naszej ekspresowej tęczowej podróży przez dekady. Kilka przystanków musimy ominąć, żeby znaleźć się w latach 90-tych, które okazują się przełomowe dla społeczności LGBT.  W kilku referendach przegłosowane zostają ważne ustawy – zrównanie wieku dozwolonych kontaktów seksualnych dla par homo i hetero, konstytucyjny zakaz dyskryminacji i równouprawnienie w służbie wojskowej. Temat homoseksualizmu przestaje być tematem tabu. W 2001 roku kanton Genewa jako pierwszy wprowadza rejestrowane związki partnerskie, rok później robi to kanton Zurych. W referendum, które odbyło się w czerwcu 2005 roku, 58% Szwajcarów opowiedziało się za wprowadzeniem związków partnerskich na szczeblu federalnych. Dalszą historię już znacie.

Koncert gejowskiego chóru Schwubs z Berna. Fot. schwubs.ch

Czy Szwajcaria jest gay-friendly?

Dziś wydaje się, że poza nieliczną grupką ultrakonserwatystów, temat homoseksualizmu nie rozpala już publicznych debat i protestów jak kiedyś. Bycie gejem czy lesbijką nie stanowi problemu w zrobieniu kariery politycznej czy artystycznej. W poprzedniej kadencji w parlamencie zasiadało aż siedmiu jawnych gejów (ale żadna lesbijka), zarówno z lewej, jak i z prawej strony sceny politycznej. Angelo Barrile, Hans-Peter Portmann, Hans-Ueli Vogt, Bernhard Pulver czy Thomas Fuchs, to tylko kilka nazwisk, które warto znać.

Muzyczną karierę z sukcesami od lat prowadzi Michael von der Heide, a Tiziana Gulino wygrała popularny program muzyczny The Voice. Znany w całym kraju  prezenter telewizyjny i radiowy Sven Epiney, specjalista nie tylko od Eurowizji, w 2019 w rozrywkowym programie na żywo poprosił o rękę swojego wieloletniego partnera Micheala Grabera, trąbiły o tym wszystkie media.

Także w świecie sportu tożsamość seksualna przestaje być tematem tabu. Królują tu przede wszystkim piłkarki z narodowej drużyny: Ramona Bachmann, Alisha Lehmann czy też Lara Dickenmann. Koniecznie trzeba wspomnieć również o Fabienne Peter, pierwszej transkobiecie, która gra profesjonalnie w hokeja w żeńskiej drużynie EHC Basel. Światem sportu wstrząsnął niedawno coming out zapaśnika bardzo tradycyjnych i konserwatywnych zawodów Schwingen Orlika Curdina i koszykarza Marco Lehmanna.

Jest jeszcze cała masa uznanych profeserów, badaczy, lekarzy, przedsiębiorców, którzy nie robią tajemnicy ze swojej homoseksualności, a także celebryci, modele i modelki (świetny przykład to Tamy Glauser), projektanci (Julian Zigerli) czy też influencerzy z Instagrama, którzy mają miliony fanów (taka na przykład Raffaela Zollo prócz rad na temat mody, robi kawał dobrej roboty w objaśnianiu czym jest transeksualizm). 

W Szwajcarii istnieje duża gejowska scena klubowa (przede wszystkim w większych miastach jak Genewa czy Zurych), od lat organizowane są festiwale filmów LGBT (pierwszy w Bernie odbył się w 1995 roku), które przyciągają tysiące widzów. Gay Pride w Zurychu jest wielką atrakcją turystyczną, która bardziej łączy niż dzieli mieszkańców. Od 2009 w największym szwajcarskim mieście rządzi Corine Mauch, pierwsza kobieta i lesbijka na tym stanowisku). Poza Zurychem, co roku w innym mieście, odbywa się druga parada, a właściwie już festiwal, bo świętowanie różnorodności zamienia się tu w kilkudniową imprezę. Jeśli będziecie mieli szansę, koniecznie pójdźcie na koncert gejowskiego chóru Schwubs z Berna albo tęczowego Schmaz z Zurychu. Chłopaki i dziewczyny po prostu wymiatają!

To jednak tylko jedna strona medalu. Trzeba pamiętać, że Szwajcaria to kraj kulturowo bardzo różnorodny i homoseksualizm nie wszędzie jest akceptowany. I nie chodzi tylko o podział na miasto i wieś. W ostatnich latach przemoc wobec gejów i lesbijek znacznie wzrosła. Przemocowe zachowania wobec mniejszości seksualnych zdarzają się i w większych miastach, jeśli znajdziemy się w złym miejscu o złym czasie. Znam kilku gejów, którzy nadal żyją w ukryciu, udają przed rodziną, udają w pracy, boją się wyjść z szafy. 

Na pewno, mimo wywalczenia prawie wszystkich praw, przed społecznością LGBT w Szwajcarii jest jeszcze dużo pracy. Kwestią sporną pozostaje nadal brak możliwości oddawania krwi przez gejów i biseksualnych mężczyzn. Zakaz ten, wprowadzony pod koniec lat 80-tych na fali zakażeń wirusem HIV, nie ma medycznych podstaw i opiera się wyłącznie na stereotypach gejowskiej rozwiązłości. Światowa Organizacja Zdrowia, Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża czy Unia Europejska podkreślają, że orientacja seksualna nie powinna być decydującym kryterium dopuszczającym do oddania krwi. W listopadzie 2017 Rada Kantonów ponownie odrzuciła wniosek o uchylenie tego dyskryminującego przepisu. 

Oficjalne państwowe badanie z lat 2016-2018 pokazuje, że tylko 6,5 procent osób, które przyznają, że doświadczyły dyskryminacji, wymienia jako powód tożsamość seksualną. Osoby mieszkające w Szwajcarii znacznie częściej czują się dyskryminowane ze względu na narodowość, język czy płeć. 

Ale z raportu organizacji Sante Suisse, monitorującej stan zdrowia Szwajcarów, wynika, że ryzyko wystąpienia zaburzeń psychicznych wśród osób homoseksualnych i bi jest 1,5 raza wyższe niż wśród osób heteroseksualnych. Młodzi geje i lesbijki znacznie częściej niż ich heteroseksualni rówieśnicy walczą z depresją i podejmują próby samobójcze.

Między innymi dlatego organizacja ABQ od ponad 20 lat prowadzi w szkołach zajęcia z edukacji seksualnej, w których głównym tematem jest homoseksualizm. Aktywiści spotykają się z dużym zainteresowaniem młodzieży, są chwaleni przez nauczycieli i uczniów. Młodzi Szwajcarzy są o wiele lepiej poinformowani i bardziej tolerancyjni niż ich rodzice, mimo wszystko homofobia i mobbing w szkołach są nadal powszechne. Od czasu do czasu słychać z prawej strony krytykę takich zajęć. Próby zakazania edukacji seksualnej albo wpływu na dyskutowane w szkołach tematy były w przeszłości podejmowane w kilku kantonach. W tym miesiącu konserwatywna radna SVP z Berna, Sabina Geissbühler, z troski o heteroseksualnych chłopców, którzy przez takie wizyty mogą czuć się mocno zdezorientowani, złożyła wniosek o ich zakazanie na terenie całego kantonu. Na szczęście postulat radnej nie ma żadnych szans na powodzenie. Nawet w szeregach jej partii takie oświadczenia nazwano wstecznymi i rodem ze średniowiecza.

Mieszkam w Szwajcarii już prawie 7 lat i jeszcze nigdy nie doświadczyłem otwarcie homofobii. Nie zostałem wyśmiany, zwyzywany, poniżony. Nigdy nie bałem się wziąć mojego partnera za rękę, dać sobie buziaka na ulicy, uściskać się w sklepie. Na nikim nie robi to już wrażenia. Nie miałem też problemów z ujawnieniem się w miejscu pracy, nikt nie zadawał mi pytań, nie unikał mnie, nie posyłał dziwnych spojrzeń. Dla dzieci w szkole nauczyciel gej, koleżanka lesbijka, transpłciowy tata, to żaden problem. Większość gejów, których znam, pewnie powiedziałaby to samo. Przy tym wszystkim wydaje mi się, że sami Szwajcarzy nie do końca zdają sobie sprawę z sytuacji prawnej osób homoseksualnych. Zaskoczeniem dla wielu było, że śluby jeszcze nie są możliwe, że mój partner nie jest moim mężem, choć noszę jego nazwisko. Związek partnerski nie jest również przepustką do ułatwionej procedury zdobycia szwajcarskiego obywatelstwa.

Cieszę się, że wraz z wprowadzeniem małżeństw dla wszystkich ta nierówność zostanie zniesiona i będę mógł złożyć wniosek o mój czerwony paszport. A tęcza nad Alpami to mój ulubiony widok. 

TOMEK STREIT – polonista, nauczyciel, feminista aktywista, wieloletni członek Amnesty International, Kampanii Przeciw Homofobii, współzałożyciel Nieformalnej Grupy Łódź Gender, mieszka w Szwajcarii od 2014 roku.

Szwajcarski dwugłos #3: Czy Szwajcaria jest kobietą?

DIGI5x7templateHORIZ

Dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Kobiet. Z tej okazji postanowiłam wejść w rolę adwokatki diabła i odpowiedzieć twierdząco na postawione w tytule pytanie. Szybko przekonałam się, że wyszukanie argumentów na potwierdzenie tezy, że Szwajcaria jest kobietą to zadanie karkołomne, a im głębiej wchodzę w ten społeczny las, tym więcej widzę drzew, wyrastających na glebie helweckiego patriarchatu (ja to napisałam?). Jednak dwugłos musi być, więc biorę tego byka (czemu nie tę krowę?) za rogi i udowodnię Wam (oraz sobie), że Szwajcaria – wbrew wszelkim moim doświadczeniom i obserwacjom – jednak JEST kobietą.

Zacznijmy od podstaw. Die Schweiz, la Suisse, la Svizzera, la Svizra. W każdym z czterech oficjalnych języków kraju Szwajcaria jest kobietą. Nawet po polsku i po rosyjsku. Po czesku nie. Švýcarsko.

Na koniec 2017 roku Szwajcarię zamieszkiwało 4 miliony 277 tysięcy 696 kobiet. To dokładnie o 71 tysięcy 262 więcej niż mężczyzn. Patrząc na rzecz statystycznie, Szwajcaria jest kobietą. Wśród najbardziej sfeminizowanych kantonów znajdują się Berno, Vaud, Genewa i włoskie Ticino. Przewaga liczebna wynika między innymi z tego, że kobiety częściej dożywają późnej starości. Przewidywana długość ich życia to ponad 85 lat w porównaniu z 81 lat w przypadku mężczyzn. Kobiety w Szwajcarii są też z reguły lepiej wykształcone niż mężczyźni, przynajmniej jeśli chodzi o szkolnictwo średniego stopnia. Szwajcaria jest kobietą – starą bernenką bez magistra.

Więcej statystycznych przewag kobiet nad mężczyznami w Szwajcarii nie znalazłam. Właściwie na tym ten wpis mógłby się zakończyć. Ale ja wciąż, desperacko chcę Wam udowodnić, że Szwajcaria jest kobietą! Od teraz pełna powaga.

Szwajcaria jest kobietą..

… ponieważ pozwala kobietom decydować o własnym ciele, nie mówi, ile i czy w ogóle mają mieć dzieci, nie próbuje przekupić prorozrodczymi programami, ładnie nazwanymi polityką prorodzinną. Szwajcarskie prawo aborcyjne jest jednym z najbardziej liberalnych na świecie. Kobieta ma prawo na żądanie przerwać ciążę do 12 tygodnia, a koszty zabiegu co do zasady pokrywa podstawowe obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne. Pigułki „dzień po” są legalne i można je dostać w aptece bez recepty. Środki antykoncepcyjne również są łatwo dostępne i w porównaniu do zarobków tanie (15-30 CHF/mies.). Dziewczynki uczą się o seksualności w szkołach, a w zachodniej Szwajcarii elementy edukacji seksualnej wprowadzane są już w przedszkolach. Z bezdzietności nie robi się wielkiego halo. W Szwajcarii mniej więcej co piąta kobieta pod koniec swojego wieku reprodukcyjnego, z różnych powodów, nie ma potomstwa. Pomaga się kobietom, które dzieci mieć nie mogą, ale ich chcą, a te, które mogą, a nie chcą, po prostu zostawia się w spokoju.

Szwajcaria jest kobietą..

… ponieważ pozwala kobietom sypiać z kim chcą. Od 2007 roku związki partnerskie osób jednej płci są w Szwajcarii właściwie zrównane w prawach z małżeństwami. Różnice dotyczą możliwości adopcji dziecka i korzystania z zabiegów in vitro. Ostatnio szwajcarski parlament dał zielone światło do zmiany przepisów regulujących również te kwestie. Być może całkiem niedługo Szwajcaria, podobnie jak wcześniej Niemcy, Austria i wiele innych krajów w Europie, pozwoli na zawieranie małżeństw osobom tej samej płci. Ankieta społeczna z 2016 roku pokazała, że 7 na 10 mieszkańców Szwajcarii jest za takim rozwiązaniem.

Szwajcaria jest kobietą..

… ponieważ nie piętnuje matek, które chcą zostać z dziećmi w domu. Możemy narzekać na to, że kobiety w Szwajcarii nie mogą mieć wszystkiego. Że jak pojawia się dziecko, to są wypychane z rynku pracy i na siłę zamykane w złotych klatkach domowych obowiązków. Że praca na 20 czy 40 procent nie starcza nawet na żłobek. Że zostaje im status Hausfrau w papierach, robienie zakupów o godz.10 w Coopie i popołudniowe kawki z podobnymi sobie ofiarami helweckiego patriarchatu. To wszystko prawda. Bycie matką na pełen etat to nie jest zadanie dla każdego, ale są kobiety, które po prostu tego chcą. Są też takie, którym praca dwa razy w tygodniu zupełnie do szczęścia wystarczy. One chcą być przede wszystkim matkami. Gdzie będzie im lepiej niż w Szwajcarii?

Na koniec, aby uleciały z głowy ostatnie wątpliwości, co do tego, że Szwajcaria jednak jest kobietą, argument wagi ciężkiej. 

Szwajcaria jest kobietą..

… ponieważ stała się domem dla nas – migrantek. Polek, Włoszek, Niemek, Brazylijek. Pielęgniarek, lekarek, właścicielek firm, artystek, menedżerek banków, naukowczyń, prawniczek. Matek, niematek, studentek, gospodyń domowych, babć. To my zmieniamy Szwajcarię. Tak, żeby każdego dnia stawała się coraz bardziej.. kobietą.

Wszystkiego dobrego Dziewczyny!

CHCECIE WIEDZIEĆ, JAK ODPOWIEDZIAŁ LAMBERT KRÓL Z BLOGA SWISS TALES? Czytajcie tutaj http://swisstales.pl/dwuglos-3-czy-szwajcaria-jest-kobieta/

„Safe, legal and rare” – o aborcji w Szwajcarii

9940dae86b6710e1dfe1f982388b

źródło: Facebook/Strajk Kobiet

Dzisiaj w Polsce kolejny czarny dzień. Kobiety i mężczyźni wychodzą na ulicę, żeby bronić prawa człowieka do wyboru i decydowania o swoim ciele i psychice. Wbrew medialno-facebookowym hasłom gwiazd polskiego feminizmu, wcale nie uważam, że „aborcja jest ok”. Dla wielu kobiet jest ostatnią deską ratunku, dramatycznym często wyborem. Ale dobrze, żeby wyborem pozostała.

Bo w całej tej politycznej zawierusze wcale nie chodzi o samą aborcję, a o wolność. Chciałabym, żeby Polki miały możliwość świadomego podejmowania decyzji o posiadaniu (bądź nie) potomstwa, miały swobodny dostęp do antykoncepcji, edukacji seksualnej oraz wybór w sytuacji, kiedy ciąża zagraża ich zdrowiu (fizycznemu i psychicznemu) lub kiedy z różnych powodów – nie musząc się z nich tłumaczyć – dziecka urodzić nie chcą/nie mogą.

Aborcja nie jest ok, ale powinna być „legalna, bezpieczna i rzadko spotykana”. To złota zasada, która obowiązuje w Szwajcarii.

Polskie prawo aborcyjne już teraz jest jednym z najbardziej restrykcyjnych na świecie, a mimo to szacuje się, że każdego roku dokonywanych jest ponad 100 tysięcy zabiegów przerywania ciąży (w tym tylko ok. 1 tys. legalnych). Szwajcaria natomiast jest przykładem tego, że nie zakazy, ale liberalne ustawodawstwo (połączone z łatwym dostępem do antykoncepcji i wsparciem w postaci edukacji) jest kluczem do sukcesu, czyli świadomego rodzicielstwa, mniejszej liczby niechcianych ciąż, a co za tym idzie – zabiegów ich przerywania. Brzmi jak laurka? Czytajcie dalej.

Szwajcarskie prawo aborcyjne jest jednym z najbardziej liberalnych na świecie. W 2002 r Szwajcarzy większością 72 proc. poparli w referendum prawo do aborcji na żądanie do 12. tygodnia ciąży. Od czasu wejścia w życie tych przepisów liczba zabiegów przerywania ciąży z roku na rok spada. Rocznie wykonuje się ich niewiele ponad 10 tys., co daje ok. 6 zabiegów na 1000 kobiet w wieku 15-49 (dane za 2016 r.). Odsetek aborcji wśród nastolatek (< 16 r. życia) to 1 (!) procent.

Kobiety, które decydują się na przerwanie ciąży, nie są w Szwajcarii traktowane jak dzieciobójczynie, a jednocześnie uświadamia się im, że nie jest to zabieg, jak każdy inny. Dlatego pierwszym krokiem jest zawsze napisanie listu do lekarza z wyjaśnieniem przyczyn podjęcia takiej decyzji. Następnie kobieta przechodzi szczegółowe konsultacje medyczne oraz otrzymuje wszelkie potrzebne wsparcie w lokalnym centrum planowania rodziny. Do 7. tygodnia ciążę przerywa się podając tabletkę wczesnoporonną (to ok. 75 proc. przypadków w Szwajcarii). Pomiędzy 7. a 12. tygodniem – konieczna jest operacja. W przypadku ciąży po 13. tygodniu, aborcja również jest możliwa, jeżeli lekarz stwierdzi poważne zagrożenie życia, zdrowia lub kondycji psychicznej kobiety. Nie jest wymagana druga opinia lekarska. Również po zabiegu kobieta otrzymuje pomoc medyczną i psychologiczną.

Koszty aborcji w Szwajcarii, w zależności od metody i wielu różnych innych czynników, wynoszą od 500 fr. do nawet 3000 fr. Co do zasady, pokrywa je podstawowe, obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne. W 2014 r. konserwatywne partie polityczne chciały, aby ubezpieczyciele wycofali aborcję ze swoich ofert, ale Szwajcarzy powiedzieli stanowcze nie (większością prawie 70 proc. głosów).

Niska liczba dokonywanych zabiegów przerywania ciąży idzie w Szwajcarii w parze z niskim odsetkiem niechcianych ciąż. Zajęcia z edukacji seksualnej odbywają się w większości szkół, choć udział w nich nie jest obowiązkowy. Antykoncepcja jest łatwo dostępna i szeroko stosowana przez kobiety w różnym wieku, choć jej kosztów nie pokrywa podstawowe ubezpieczenie zdrowotne. Pigułki „po” można kupić bez recepty. Niechciane ciąże nastolatek to rzadkość.

Brzmi jak utopia? Dla nas, Polek, niestety tak. Bardzo rzadko zdarza mi się to mówić, ale akurat w tym przypadku chciałabym, żeby Polska była taka jak Szwajcaria. Żeby Polki nie musiały jeździć do Berlinów, Prag i Bratysław, bać się, płacić grubych pieniędzy za coś, co powinno być właśnie „legalne, bezpieczne i rzadko spotykane”. Dla dobra nas – kobiet. Trzymajcie się dziewuchy i walczcie o swoją wolność!