Tęcza nad Szwajcarią, czyli jak znaleźć kompromis na drodze do równości

Zürich Pride Festival 2019 Fot. zuerich.com

Autor tekstu: Tomek Streit

„W przypadku końca świata chciałbym być w Szwajcarii, bo tam wszystko dzieje się trochę później” – powiedział Albert Einstein. Znając Szwajcarów, najpierw chcieliby różne pomysły i wyobrażenia na sprawiedliwą apokalipsę przegadać w komisjach parlamentarnych, a potem założyliby komitety oraz grupy robocze, które wypracowałyby odpowiednią strategię, zadowalającą wszystkie strony. Należałoby znaleźć „złoty środek”, słynny szwajcarski kompromis, tak długo dyskutowany, by mógł przejść przez obie izby parlamentu. A na koniec i tak przy urnach wyborczych musieliby zdecydować obywatele! Przynajmniej raz Einstein się mylił: koniec świata nie nastąpiłby w tym kraju później, on nie miałby tutaj żadnych szans.

O końcu świata Szwajcarzy (przynajmniej jeszcze) nie dyskutują, ale wiele innych, bardziej przyziemnych tematów, jest w tym kraju przedmiotem rozmów od bardzo dawna. Wśród nich temat praw gejów i lesbijek. Ostatnia odsłona debaty trwała tu aż 7 lat. 

Małżeństwo dla wszystkich 

18 grudnia 2020 roku przegłosowano w parlamencie ostateczną wersję ustawy o rozszerzeniu definicji małżeństwa na pary jednopłciowe. Dzięki temu Szwajcaria stała się 29-tym krajem na świecie, w którym możliwe będą małżeństwa par jednopłciowych. Używam czasu przyszłego, bo oczywiście ostatnie słowo mają zawsze obywatele. Ultrakonserwatywna partia EDU/UDF zapowiedziała już w tej sprawie referendum, a to oznacza, że zgodnie z tutejszym prawodawstwem, musi zebrać 50 tysięcy wymaganych podpisów do 12 kwietnia. Jeśli się to uda, głosowanie mogłoby się odbyć jeszcze w tym roku. Geje, lesbijki i przyjaciele mogą jednak spać spokojnie. Ostatnie badania opinii publicznej dają zwolennikom nowego prawa, niewyobrażalne w Polsce, 82% poparcia. Prawdopodobnie pierwsze pary będą mogły stanąć na ślubnym kobiercu już w styczniu 2022 roku. Warto również nadmienić, że Ewangelicko-Reformowany Kościół Szwajcarii (około 25% wiernych) już w 2019 roku wypowiedział się pozytywnie w temacie ślubów jednopłciowych, co znaczy, że osoby wierzące będą mogły również zawrzeć ślub kościelny.

To szczęśliwe zakończenie długiej drogi i, oczywiście, żaden koniec świata dla rodzin czy tradycji, a jedynie dla dyskryminacji i niesprawiedliwości, które spotykały osoby LGBT (lesbijki, gejów, osobi bi- i transseksualne). Wraz z wprowadzeniem małżeństw jednopłciowych w żadnym kraju do tej pory apokalipsa nie nastąpiła. W Szwajcarii „koniec świata” też się nie zapowiada. 

Jeszcze w 2019 roku w europejskim raporcie międzynarodowej organizacji LGBT ILGA-Europe, który prezentuje prawną i społeczną sytuację mniejszości seksualnych, Szwajcaria zajmowała pozycję gdzieś w połowie stawki (23. miejsce). Z pewnością w następnej edycji raportu możemy się spodziewać lepszego wyniku (dla porównania, Polska jest 42. na 49 ocenianych państw). Rok 2020 był dla społeczności LGBT szczególnie pozytywny. W lutowym referendum, większością 63% głosów, przegłosowano wprowadzenie zakazu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną do kodeksu karnego (wcześniej karana była wyłącznie dyskryminacja na tle rasowym, etnicznym i religijnym). To bardzo ważny krok w kwestii ochrony gejów, lesbijek i bi (niestety, osoby transseksualne nie zostały uwzględnione) przed mową nienawiści i nawoływaniem do przemocy.

Tęczowa podróż do przeszłości 

Historia tęczowej emancypacji w Szwajcarii zaczyna się dość wcześnie. W 1836 roku Heinrich Hössli z Glarus publikuje dwutomowe dzieło Eros. Męska miłość Greków, w którym broni homoseksualistów i domaga się ich społecznego uzania i akceptacji. Jego postulaty wyprzedzają jednak ówczesne standardy myślenia o seksualności o dziesięciolecia i pozostają bez większego echa. 

Dopiero na początku XX wieku większość kantonów przestaje traktować homoseksualizm jako ciężkie przestępstwo. Do procesów o sodomię dochodziło wtedy rzadko, bo do skazania potrzeba było zeznań świadków (na jakiej podstawie skazywano ich do tej pory, niestety nie wiem; nieznana jest również liczba osób postawionych przed sądem za homoseksualizm). Pełna dekryminalizacja czynów homoseksualnych następuje dopiero w 1942 roku. 

W latach 30-tych wraz z dojściem Hitlera do władzy w Niemczech, Berlin traci swój status tęczowej stolicy Europy na rzecz Zurychu. Schronienia w Szwajcarii szukają prześladowani „odmieńcy”. Powstają pierwsze nieoficjalne kluby, organizacje, inicjatywy, wydawane są gazety, coraz śmielej wysuwane są postulaty równościowe. Homoseksualność staje się kwestią polityczną. Większa widoczność powoduje również reakcję władz. Policja w wielu miastach organizuje regularne naloty na miejsca spotkań i inwigiluje całe środowisko. Prowadzony jest również rejestr gejów, których traktuje się jak kryminalistów, choć nie popełnili żadnych przestępstw. Ujawnienie grozi stygmatyzacją, odrzuceniem, utratą pracy, a nawet wyrzuceniem z mieszkania. 

W 1932 roku z inicjatywy Laury Thoma i Augusta Bambula powstaje Das Freundschaftsbanner, pierwsza gazeta dla osób. Obok tekstów literackich, politycznych apeli i relacji ze spotkań, znajdują się w niej również prywatne anonse i czarnobiałe zdjęcia. Jest to wówczas, obok nieregularnie wydawanego w Czechach magazynu Hlas, jedyna gejowsko-lesbijska gazeta na świecie. Magazyn kilkukrotnie zmieniał nazwę (przez pięć lat wydawany był jako Menschenrecht, czyli po prostu Prawo Człowieka), by w 1943 roku ewoluować za sprawą Karla Meiera w dwujęzyczny i typowo gejowski Der Kreis-Le Cercle (od 1951 roku pisany również po angielsku). Wydawana do 1967 roku gazeta była najbardziej wpływową gejowską publikacją w Europie i Ameryce Północnej. To największy wkład Szwajcarii w historię ruchu LGBT. W 2000 roku Landesmuseum w Zürichu poświęciło magazynowi wystawę, a w 2014 Stefan Haupt nakręcił film W kręgu (Der Kreis). Film zdobył garść międzynarodowych nagród, został wybrany filmem roku w Szwajcarii i był kandydatem do Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny. 

W latach 70-tych, po wydarzeniach w nowojorskim Stonewall, ruch LGBT nabiera nowej mocy. W Szwajcarii mobilizują się przede wszystkim młodzi i studenci, którzy mają dość życia w ukryciu, udawania i ciągłego strachu przed ujawnieniem. W 1978 roku odbył się w Zurychu pierwszy Christopher Street Day. Nie było to jednak kolorowe święto, które znamy dzisiaj, ale polityczny protest połączony ze zbieraniem podpisów przeciw rejestrowi gejów (trzeba dodać, że z pozytywnym skutkiem). Społeczny klimat zmienia się, akceptacja społeczeństwa wzrasta, tylko jak zwykle, władze nie idą z duchem czasu. 

Zbliżamy się już prawie do końca naszej ekspresowej tęczowej podróży przez dekady. Kilka przystanków musimy ominąć, żeby znaleźć się w latach 90-tych, które okazują się przełomowe dla społeczności LGBT.  W kilku referendach przegłosowane zostają ważne ustawy – zrównanie wieku dozwolonych kontaktów seksualnych dla par homo i hetero, konstytucyjny zakaz dyskryminacji i równouprawnienie w służbie wojskowej. Temat homoseksualizmu przestaje być tematem tabu. W 2001 roku kanton Genewa jako pierwszy wprowadza rejestrowane związki partnerskie, rok później robi to kanton Zurych. W referendum, które odbyło się w czerwcu 2005 roku, 58% Szwajcarów opowiedziało się za wprowadzeniem związków partnerskich na szczeblu federalnych. Dalszą historię już znacie.

Koncert gejowskiego chóru Schwubs z Berna. Fot. schwubs.ch

Czy Szwajcaria jest gay-friendly?

Dziś wydaje się, że poza nieliczną grupką ultrakonserwatystów, temat homoseksualizmu nie rozpala już publicznych debat i protestów jak kiedyś. Bycie gejem czy lesbijką nie stanowi problemu w zrobieniu kariery politycznej czy artystycznej. W poprzedniej kadencji w parlamencie zasiadało aż siedmiu jawnych gejów (ale żadna lesbijka), zarówno z lewej, jak i z prawej strony sceny politycznej. Angelo Barrile, Hans-Peter Portmann, Hans-Ueli Vogt, Bernhard Pulver czy Thomas Fuchs, to tylko kilka nazwisk, które warto znać.

Muzyczną karierę z sukcesami od lat prowadzi Michael von der Heide, a Tiziana Gulino wygrała popularny program muzyczny The Voice. Znany w całym kraju  prezenter telewizyjny i radiowy Sven Epiney, specjalista nie tylko od Eurowizji, w 2019 w rozrywkowym programie na żywo poprosił o rękę swojego wieloletniego partnera Micheala Grabera, trąbiły o tym wszystkie media.

Także w świecie sportu tożsamość seksualna przestaje być tematem tabu. Królują tu przede wszystkim piłkarki z narodowej drużyny: Ramona Bachmann, Alisha Lehmann czy też Lara Dickenmann. Koniecznie trzeba wspomnieć również o Fabienne Peter, pierwszej transkobiecie, która gra profesjonalnie w hokeja w żeńskiej drużynie EHC Basel. Światem sportu wstrząsnął niedawno coming out zapaśnika bardzo tradycyjnych i konserwatywnych zawodów Schwingen Orlika Curdina i koszykarza Marco Lehmanna.

Jest jeszcze cała masa uznanych profeserów, badaczy, lekarzy, przedsiębiorców, którzy nie robią tajemnicy ze swojej homoseksualności, a także celebryci, modele i modelki (świetny przykład to Tamy Glauser), projektanci (Julian Zigerli) czy też influencerzy z Instagrama, którzy mają miliony fanów (taka na przykład Raffaela Zollo prócz rad na temat mody, robi kawał dobrej roboty w objaśnianiu czym jest transeksualizm). 

W Szwajcarii istnieje duża gejowska scena klubowa (przede wszystkim w większych miastach jak Genewa czy Zurych), od lat organizowane są festiwale filmów LGBT (pierwszy w Bernie odbył się w 1995 roku), które przyciągają tysiące widzów. Gay Pride w Zurychu jest wielką atrakcją turystyczną, która bardziej łączy niż dzieli mieszkańców. Od 2009 w największym szwajcarskim mieście rządzi Corine Mauch, pierwsza kobieta i lesbijka na tym stanowisku). Poza Zurychem, co roku w innym mieście, odbywa się druga parada, a właściwie już festiwal, bo świętowanie różnorodności zamienia się tu w kilkudniową imprezę. Jeśli będziecie mieli szansę, koniecznie pójdźcie na koncert gejowskiego chóru Schwubs z Berna albo tęczowego Schmaz z Zurychu. Chłopaki i dziewczyny po prostu wymiatają!

To jednak tylko jedna strona medalu. Trzeba pamiętać, że Szwajcaria to kraj kulturowo bardzo różnorodny i homoseksualizm nie wszędzie jest akceptowany. I nie chodzi tylko o podział na miasto i wieś. W ostatnich latach przemoc wobec gejów i lesbijek znacznie wzrosła. Przemocowe zachowania wobec mniejszości seksualnych zdarzają się i w większych miastach, jeśli znajdziemy się w złym miejscu o złym czasie. Znam kilku gejów, którzy nadal żyją w ukryciu, udają przed rodziną, udają w pracy, boją się wyjść z szafy. 

Na pewno, mimo wywalczenia prawie wszystkich praw, przed społecznością LGBT w Szwajcarii jest jeszcze dużo pracy. Kwestią sporną pozostaje nadal brak możliwości oddawania krwi przez gejów i biseksualnych mężczyzn. Zakaz ten, wprowadzony pod koniec lat 80-tych na fali zakażeń wirusem HIV, nie ma medycznych podstaw i opiera się wyłącznie na stereotypach gejowskiej rozwiązłości. Światowa Organizacja Zdrowia, Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża czy Unia Europejska podkreślają, że orientacja seksualna nie powinna być decydującym kryterium dopuszczającym do oddania krwi. W listopadzie 2017 Rada Kantonów ponownie odrzuciła wniosek o uchylenie tego dyskryminującego przepisu. 

Oficjalne państwowe badanie z lat 2016-2018 pokazuje, że tylko 6,5 procent osób, które przyznają, że doświadczyły dyskryminacji, wymienia jako powód tożsamość seksualną. Osoby mieszkające w Szwajcarii znacznie częściej czują się dyskryminowane ze względu na narodowość, język czy płeć. 

Ale z raportu organizacji Sante Suisse, monitorującej stan zdrowia Szwajcarów, wynika, że ryzyko wystąpienia zaburzeń psychicznych wśród osób homoseksualnych i bi jest 1,5 raza wyższe niż wśród osób heteroseksualnych. Młodzi geje i lesbijki znacznie częściej niż ich heteroseksualni rówieśnicy walczą z depresją i podejmują próby samobójcze.

Między innymi dlatego organizacja ABQ od ponad 20 lat prowadzi w szkołach zajęcia z edukacji seksualnej, w których głównym tematem jest homoseksualizm. Aktywiści spotykają się z dużym zainteresowaniem młodzieży, są chwaleni przez nauczycieli i uczniów. Młodzi Szwajcarzy są o wiele lepiej poinformowani i bardziej tolerancyjni niż ich rodzice, mimo wszystko homofobia i mobbing w szkołach są nadal powszechne. Od czasu do czasu słychać z prawej strony krytykę takich zajęć. Próby zakazania edukacji seksualnej albo wpływu na dyskutowane w szkołach tematy były w przeszłości podejmowane w kilku kantonach. W tym miesiącu konserwatywna radna SVP z Berna, Sabina Geissbühler, z troski o heteroseksualnych chłopców, którzy przez takie wizyty mogą czuć się mocno zdezorientowani, złożyła wniosek o ich zakazanie na terenie całego kantonu. Na szczęście postulat radnej nie ma żadnych szans na powodzenie. Nawet w szeregach jej partii takie oświadczenia nazwano wstecznymi i rodem ze średniowiecza.

Mieszkam w Szwajcarii już prawie 7 lat i jeszcze nigdy nie doświadczyłem otwarcie homofobii. Nie zostałem wyśmiany, zwyzywany, poniżony. Nigdy nie bałem się wziąć mojego partnera za rękę, dać sobie buziaka na ulicy, uściskać się w sklepie. Na nikim nie robi to już wrażenia. Nie miałem też problemów z ujawnieniem się w miejscu pracy, nikt nie zadawał mi pytań, nie unikał mnie, nie posyłał dziwnych spojrzeń. Dla dzieci w szkole nauczyciel gej, koleżanka lesbijka, transpłciowy tata, to żaden problem. Większość gejów, których znam, pewnie powiedziałaby to samo. Przy tym wszystkim wydaje mi się, że sami Szwajcarzy nie do końca zdają sobie sprawę z sytuacji prawnej osób homoseksualnych. Zaskoczeniem dla wielu było, że śluby jeszcze nie są możliwe, że mój partner nie jest moim mężem, choć noszę jego nazwisko. Związek partnerski nie jest również przepustką do ułatwionej procedury zdobycia szwajcarskiego obywatelstwa.

Cieszę się, że wraz z wprowadzeniem małżeństw dla wszystkich ta nierówność zostanie zniesiona i będę mógł złożyć wniosek o mój czerwony paszport. A tęcza nad Alpami to mój ulubiony widok. 

TOMEK STREIT – polonista, nauczyciel, feminista aktywista, wieloletni członek Amnesty International, Kampanii Przeciw Homofobii, współzałożyciel Nieformalnej Grupy Łódź Gender, mieszka w Szwajcarii od 2014 roku.

Polki zmieniają Szwajcarię: Anna Stando i praca, która daje sens

Zostawiła ciekawe stanowisko w korporacji, aby zająć się tym, co sprawia jej najwięcej radości. Pomaganiem innym. Mistrzyni wszechstronności. Pracuje w trzech organizacjach, jest mamą, a od niedawna prowadzi też własny biznes. Mieszkała w Holandii, Danii, Tajlandii, Meksyku i Gwatemali, ale dopiero w Szwajcarii odkryła, że jej zawodową misją jest stwarzanie ludziom warunków do rozwoju, bez względu na to, kim są i skąd pochodzą. Poznajcie Annę Stando, specjalistkę od promocji kobiet w biznesie w Advance, członkinię zarządu dwóch organizacji non-profit: Capacity Zurich i Lean In Switzerland oraz właścicielkę firmy BabyMiles. 

Zacznijmy od trudnego pytania. Kim jesteś? 

Jestem osobą, która lubi być zaangażowana w wiele różnych tematów. Szczególnie bliskie mojemu sercu są dwa obszary: wsparcie kobiet w biznesie oraz pomoc migrantom i uchodźcom, którzy chcą ruszyć z własną inicjatywą w Szwajcarii. Przede wszystkim jednak jestem kobietą, która głęboko wierzy w siłę solidarności z innymi kobietami. Uświadomiłam to sobie, kiedy przeprowadziłam się do Zurychu i zaczęłam przychodzić na spotkania kółka Lean In. To było jakieś sześć lat temu. 

Wyjaśnijmy: Lean In to nazwa organizacji, która zmieniła życie kobiet na całym świecie, ale i fraza oznaczająca podejmowanie wyzwań i aktywne korzystanie z możliwości, aby osiągnąć zawodowe cele.

Tak, dokładnie. Lean In to światowa organizacja non-profit, wywodząca się ze Stanów Zjednoczonych, która – mówiąc najogólniej – zrzesza kobiety, zainteresowane rozwojem osobistym i karierą zawodową. Główym celem jest wzajemne wspieranie się, motywowanie się i uczenie się od siebie nawzajem nowych umiejętności. Lean In założyła Sheryl Sandberg, obecna szefowa operacyjna Facebooka i jedna z najbardziej wpływowaych kobiet w Stanach, której TEDTalk „Why we have too few women leaders” obejrzały miliony kobiet na świecie. W swojej książce „Lean In. Women, Work and The Will to Lead” dzieli się poradami, jak osiągnąć pozycję w biznesie, która byłaby zgodna z naszymi ambicjami i potencjałem. Ta książka bardzo dobrze się przyjęła, także dlatego, że Sheryl dała nam słownictwo pozwalające wyrazić własne odczucia i doświadczenia. Jednym z takich określeń jest właśnie lean in. Innym, które dobrze oddaje to, co czuje wiele kobiet aktywnych zawodowo to impostor syndrom, co jest tłumaczone na język polski jako syndrom oszusta. 

Wiem o czym mówisz. Pracuję w branży, w której jest to bardzo częste. Za chwilę ukaże się moja książka i już słyszę jak wewnętrzna oszustka zaczyna swój monolog… 

Ogromne gratulacje i już nie mogę się doczekać, żeby ją przeczytać! A z negatywnym wewnętrzym monologiem zmaga się wiele kobiet, ze mną włącznie. Nawet jeśli udało nam się osiągnąć jakiś sukces, np. zająć wysoką pozycję w firmie, to w tyle głowy wciąż tkwi myśl: dlaczego wybrali akurat mnie, a co, jeśli odkryją, że jednak nie jestem taka dobra, że się nie nadaję? Teraz wiemy już, jak to działa – potrafimy to uczucie nazwać i próbować je przezwyciężyć. Popularność książki Sheryl Sandberg sprawiła, że kobiety w Stanach Zjednoczonych zaczęły się spotykać w małych grupach, tzw. kółkach (Lean In Circles) w celu omawiania treści książki. Kilka lat temu ta koncepcja pojawiła się także w Europie. Kiedy przyjechałam do Szwajcarii, zaczęłam chodzić właśnie na takie kółko, organizowane w Zurychu. Gdy nasza liderka zrezygnowała z działalności, razem z kilkoma innymi kobietami postanowiłyśmy przejąć jej rolę. Z czasem grupa kobiet, zainteresowanych Lean In zaczęła się powiększać, aż w końcu z kółka powstała cała sieć, łącząca setki kobiet, które dołączają na różne nasze eventy. W 2018 zostałyśmy uznane przez globalną fundację Lean In jako oficjalne liderki regionalne w Szwajcarii i wzięłyśmy udział w spotkaniu w Palo Alto w Kalifornii, na które zaproszono liderki lokalnych ogranizacji z całego świata. Poznałam wtedy niesamowite kobiety, które przenoszą góry, ale też samą Sheryl Sandberg, co było dla mnie emocjonującym, ważnym wydarzeniem, które ciepło wspominam do dzisiaj. 

Czy Lean In jest wyłącznie dla kobiet chcących osiągać zawodowe szczyty?

Niekoniecznie. Każde kółko, czyli mała grupa wsparcia działa nieco inaczej, a niektóre grupy koncentrują się na konkretnym obszarze: skupiają np. kobiety w branży IT, pracujące matki, przedsiębiorczynie. Spotkania odbywają się najczęściej co miesiąc, a liderka kółka za każdym razem przygotowuje temat do dyskusji. Ważnym elementem tych spotkań jest wsparcie w konkretnych sytuacjach, w jakich się znalazłyśmy albo znajdziemy. Przykład: masz dobry pomysł, ale na zebraniu w firmie nikt cię nie słucha. Dwie minuty później Twój pomysł pada z ust mężczyzny i nagle okazuje się, że to strzał w dziesiątkę. Kolega zbiera laury, sukces jest jego. Brzmi znajomo? W Lean In przepracowujemy podobne sytuacje i uczymy się, jak można się w nich zachować. To dotyczy też przygotowań do rozmowy o pracę albo o awans. Przeglądamy wzajemnie swoje dokumenty, zastanawiamy się, jak odpowiadać na trudne pytania. Najważniejsze w kółku jest to, żeby kobiety czuły się bezpiecznie i mogły sobie zaufać. Oprócz tego organizujemy też większe wydarzenia. W zeszłym roku odbyła się konferencja Lean In Switzerland dla 250 osób, głównie kobiet. Atmosfera była wspaniała. Do tej pory jak o tym pomyślę, mam gęsią skórkę. 

Pierwsza konferencja Lean In Switzerland w 2019 roku.

Mówi się, że w Szwajcarii szklany sufit jest dla kobiet wyjątkowo trudny do przebicia.

Można powiedzieć, że przebijaniem tego sufitu zajmuję się zawodowo. Jestem specjalistką od równości genderowej w Advance, organizacji, która stara się zwiększyć liczbę kobiet na menedżerskich stanowiskach w Szwajcarii. To, co różni nas od wielu innych organizacji, zajmujących się równouprawnieniem kobiet w biznesie, jest praca z firmami, nie z indywidualnymi osobami. Wychodzimy z założenia, że przedsiębiorstwa mogą działać szybciej niż dzieje się to na szczeblu państwa, prawa, przepisów i norm społecznych. Naszymi członkami są korporacje, m.in. Credit Suisse, ABB, IKEA, Biogen, , Swiss Re, Axa, ale i szwajcarska poczta czy koleje. Zapraszamy do rozmów np. osoby odpowiedzialne za rekrutację i dyskutujemy na temat dobrych praktyk związanych z promocją kobiet w biznesie czy też w jaki sposób wyelminować nieświadome uprzedzenia. Bardzo nam zależy również na włączeniu do procesów zwiększania świadomości menedżerów najwyższego szczebla, dlatego organizujemy np. śniadania dla dyrektorów generalnych naszych firm członkowskich czy różne kampanie marketingowe. Wierzymy w to, że jeśli kobiety mają wsparcie z góry, to o wiele łatwiej będzie wprowadzić zmiany na wszystkich poziomach zatrudnienia. Oferujemy też program mentoringowy i wszelkiego rodzaju treningi, które pomagają kobietom nabyć umiejętności pomagające we wspinaniu się po szczeblach kariery.

Jak prezentuje się Szwajcaria jeśli chodzi o liczbę kobiet-menedżerek? 

Wciąż jest tu sporo do zrobienia. Razem z Uniwersytetem w Sankt Gallen przeprowadzamy regularnie badanie „Gender Intelligence Report”, w którym biorą udział szwajcarskie firmy. Tegoroczne wyniki pokazały, że w 75 firmach, które przeanalizowaliśmy, prawie połowa pracowników na stanowiskach niezarządzających to kobiety. To dobra reprezentacja. Ale im wyżej idziemy, jeśli chodzi o pozycję zawodową, tym bardziej kobiet ubywa. Jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie top management, kobiety stanowią już tylko 18 procent wszystkich pracowników. Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem, określanym w amerykańskiej literaturze jako broken rung, złamany szczebel drabiny kariery. Kobietom jest bardzo trudno otrzymać przede wszystkim pierwsze stanowisko kierownicze, co jest związane z uprzedzeniami, ale i z tym, że przeważająca liczba awansów dokonuje się między 30. a 40. rokiem życia. A kobiety w tym wieku zazwyczaj próbują godzić pracę i życie rodzinne. W Szwajcarii wiele kobiet ogranicza wymiar etatu, a badania pokazują, że full time is still a king – najszybciej awansuje się pracując na 100 procent. Jeśli spojrzymy na indeks SMI, czyli 50 największych szwajcarskich firm, notowanych na giełdzie, widzimy, że tylko jedna z nich ma kobietę jako CEO, dyrektor generalną.

Niska reprezentacja kobiet na najwyższych szczeblach w biznesie to chyba nie jest wyłącznie problem Szwajcarii..

To prawda, ale tutaj jest on większy niż w innych krajach w Europie. Spójrzmy choćby na wymiar urlopu macierzyńskiego. W Szwajcarii trwa on tylko 14 tygodni. Tak, jakbyśmy się nie spodziewali, że kobiety po urodzeniu dziecka będą chciały wrócić do pracy. I rzeczywiście często nie wracają. Mam wrażenie, że w Szwajcarii nie sprzyja się matkom w dokonaniu wyboru, aby być aktywną zawodowo. A przecież to wybór jest najważniejszy. Jeśli kobieta chce zostać w domu i zająć się dziećmi, ponieważ właśnie to daje jej największą satysfakcję, to mam nadzieję, że sytuacja rodzinna jej na to pozwoli, a ona sama nie będzie oceniana przez innych negatywnie. Jeżeli jednak kobieta chce wrócić do pracy, jest to również jej prawo. Dobrze byłoby akceptować taki wybór i stworzyć system wsparcia dla kobiet, które chcą się realizować w swojej profesji. Jeśli spojrzymy na to, kto kończy studia, jest to tyle samo kobiet, co i mężczyzn, z delikatną przewagą tych pierwszych. Wypadałoby, żebyśmy jako społeczeństwo zaczęli z tego potencjału korzystać. 

Czy jako specjalistka od promowania kobiet w biznesie widzisz na tym polu zmiany w dobrym kierunku?

Przed nami długa droga, a każda firma zaczyna w innym miejscu. W Advance pracujemy z wieloma otwartymi, zaangażowanymi i świadomymi  ludźmi, którzy chętnie się uczą i chcą zmieniać swoje firmy na lepsze. To jest jeden promyk nadziei. Drugim jest to, że pokolenie baby boomu będzie wkrótce przechodzić na emeryturę. Obecnie jedna trzecia pracujących mężczyzn jest powyżej 50. roku życia, a tylko jedna piąta kobiet. W najbliższych latach więcej mężczyzn niż kobiet będzie odchodziło z pracy i to może być szansa na awansowanie kobiet. Żeby tak się stało, firmy muszą pracować nad uczciwymi praktykami, tak, aby procent promocji był bliższy procentowi zatrudnionych kobiet. 

Jak to się stało, że zawodowo zajęłaś się wspieraniem kobiet? 

Musimy się cofnąć do czasu, kiedy skończyłam 18 lat i wyprowadziłam się z Polski. Miałam jechać do Angli, a wylądowałam w Holandii. Tam pracowałam jako au pair i skończyłam studia, komunikację międzykulturową. Podczas studiów pracowałam też jako wolontariuszka w Gwatemali i byłam na wymianie w Meksyku. Później zaczęłam pracować dla ECCO, firmy produkującej buty. To był ekscytujący czas, bardzo dużo podróżowałam. W Danii, gdzie znajduje się główna siedziba firmy, pracowałam przez siedem miesięcy, a potem przez kolejne cztery w fabryce w Tajlandii. To właśnie praca w ECCO przywiodła mnie do Szwajcarii. Plan był taki, że zostaję tu pół roku, a potem przenoszę się do Stanów Zjednoczonych, ale w Szwajcarii bardzo mi się spodobało. Dostałam propozycję pracy na stanowisku sales managerki, najpierw na rynki EMEA, a potem na Azję i Stany Zjednoczone. To, co robiłam było bardzo ciekawe, ale po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że szukam czegoś więcej. Tylko jeszcze nie wiedziałam, co to dokładnie miałoby być. Zmieniłam nawet firmę, licząc na to, że ta zmiana da mi nową energię, ale szybko się okazało, że nie o to chodziło. Był to też czas, kiedy zaczęłam angażować się w działalność Lean In w Zurychu i ilekroć wychodziłam z tych spotkań, czułam, że robię coś, co ma sens. Chciałam w mojej pracy mieć takie poczucie na co dzień. Zaczęłam pracować z coachem, panią z Polski, ale mieszkającą w Holandii i to ona pomogła mi uświadomić sobie, co jest dla mnie jedną z najważniejszych wartości w życiu i w pracy. Wyszło na to, że jest to uczciwość i sprawiedliwość. Wtedy stało się dla mnie jasne, że potrzebuję pracy, która ma sens. Znajoma powiedziała mi o Advance, gdzie pomagałam najpierw jako wolontariuszka, a po miesiącu otrzymałam propozycję pracy. W tym czasie dołączyłam też do zespołu Capacity, organizacji, która zajmuje się pomocą migrantom i uchodźcom w usamodzielnieniu się w Szwajcarii. 

Wychodzi na to, że Twoją zawodową misją jest pomaganie innym. 

To wynika z moich osobistych doświadczeń, z tego, że sama w życiu otrzymałam wiele wsparcia od innych. Pochodzę ze Śląska, a moi rodzice są oboje niestety uzależnieni od alkoholu, więc nie zawsze mogli mnie wspierać kiedy tego potrzebowałam. Miałam dość trudne dzieciństwo, musiałam ciężko pracować nad sobą i swoimi możliwościami i dużo zawdzięczam ludziom, którzy pojawili się na mojej drodze. Przede wszystkim najbliższej rodzinie, babci, ciociom i wujkom, ale też obcym ludziom, na przykład rodzinie, u której pracowałam w Holandii i która dała mi przestrzeń do rozwoju i wspierała moje plany. Potem pojawili się też inni wspierający ludzie i oni wszyscy pokazali mi, że my naprawdę możemy zrobić wiele dla innych. Teraz sama staram się pomagać, angażując się w organizacje dające innym możliwości rozwoju, a czasem nawet pozwalają poczuć się jak w domu. Tak jak w Capacity, gdzie ludzie przychodzą z otwartą głową i otwartym sercem, i gdzie spotykają innych ludzi, którzy ich rozumieją. Czasem wystarczy trafić na kogoś, kto uwierzy, że masz w sobie więcej potencjału niż mówi metka, którą ktoś inny ci przypiął. 

Czym zajmuje się Capacity? 

Jest to organizacja, która narodziła się z myślą o budowaniu społeczeństwa otwartego i wspierającego wszystkich, niezależnie od ich pochodzenia. W centrum tego co robimy znajdują się uchodźcy i migranci w Szwajcarii, którzy budują tutaj na nowo swoje życie. Z jednej strony, dajemy im wiedzę na temat przedsiębiorczości i narzędzia do tego jak otworzyć swój biznes lub organizację non-profit. Z drugiej, tworzymy środowisko, gdzie każdy może czuć się sobą, zdobyć nowych przyjaciół, odbudować wiarę w siebie i znaleźć nadzieję na lepsze jutro. Każda osoba w Capacity otrzymuje mentora, który jest albo Szwajcarem albo mieszka tu od dłuższego czasu i zna tutejsze realia. W związku z tym, że nie każdy uchodźca ma pozwolenie na pracę, w programie Capacity mamy też osoby, którym nie wolno prowadzić działalności biznesowej, ale które mają ciekawe pomysły nienakierowane na zysk. Są to głównie inicjatywy skupiające się na pomaganiu innym, mimo, że sami pomysłodawcy często znajdują się w trudnej sytuacji. To są osoby, które są wdzięczne za nowe szanse, chcą być aktywne i przyczyniać się do rozwoju społeczeństwa, a umiejętności, których się uczą, przydadzą im się, gdziekolwiek się ostatecznie znajdą. 

Możesz podać kilka przykładów najciekawszych inicjatyw?

Trudny wybór! Jest u nas Natalia, która studiowała sztukę w Kolumbii i która teraz robi tutaj magistra. Natalia organizuje wycieczki po Zurychu, np. Zurich Street Art Tour, pokazując sztukę w przestrzeni miejskiej, a dzięki jej spojrzeniu i my możemy poznać to miasto w nieco inny sposób. Natalia i jej rodzina przez cztery lata żyli w zawieszeniu, dopiero niedawno otrzymali status uchodźców i pewność tego, że mogą zostać w Szwajcarii. Inna kobieta – Emilce, zajmuje się upcyklingiem kanap skórzanych. Zbiera z ulicy wyrzucone meble, zdziera z nich skórę i robi z nich przepiękne torby, portfele, etui na długopisy. Każdy produkt jest inny, tak jak każda sofa ma inną historię. Kolejny z naszych projektów łączy Szwajcarię i Nepal. Małżeństwo, Carmen i Tashi, założyli firmę, która nazywa się „Thank God It’s Fair Wear”. Szyją wysokiej jakości ubrania w Nepalu i sprzedają je w Szwajcarii. To zrównoważona, ręcznie wykonana moda, która bardzo dobrze się tu przyjęła. Wśród absolwentów naszego programu jest też Sunita, która odniosła sukces w Indiach, sprzedając niesłodzoną herbatę. Kiedy przeniosła się do Szwajcarii, potrzebowała wsparcia, aby kontynuować tutaj swój biznes. Między innymi dzięki programowi Capacity otworzyła swój online sklep i pierwszy stacjonarny sklep w Bazylei. Pracować z tymi ludźmi to sama przyjemność i ogromna inspiracja! 

Jak można wesprzeć Waszą działalność?

Capacity jest organizacją non-profit, która działa dzięki wsparciu finansowym przeróżnych fundacji i firm. W momentach kryzysu, z jakim mamy do czynienia teraz, budżety niestety często są cięte lub przeznaczane na inne cele. W związku z tym, że nie wiemy co przyniesie rok 2021, zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie naszej pierwszej kampanii crowdfundingowej. Naszym celem jest zebranie 30.000 CHF na sfinansowanie co najmniej 5 stypendiów dla migrantów i uchodźców w naszym programie przedsiębiorczości w przyszłym roku. Kampania właśnie wystartowała, pierwsze stypendium już sfinansowane, a my jesteśmy niesamowicie wdzięczni za każdą dotację!

Nowy biznes Ani, Baby Miles, powstał z chęci wsparcia matek w doświadczeniu, jakim jest karmienie piersią.

Link do kampanii podaję na końcu tekstu i życzę Wam powodzenia. Zaprosiłam Cię do rozmowy z cyklu „Polki zmieniają Szwajcarię”, ponieważ kilka innych kobiet odezwało się do mnie po lekturze poprzednich wywiadów, mówiąc: musisz porozmawiać z Anną Stando. Czy Ty sama masz poczucie, że to co robisz, zmienia Szwajcarię?

Bardzo bym chciała, aby moja działalność w Lean In i w Advance pomogła zmienić obraz kobiety w Szwajcarii. A to idzie ręka w rękę z tym, co robię w Capacity. Prezentując działalność naszych przedsiębiorców i aktywistów, próbujemy uczynić Szwajcarię nieco bardziej otwartą na ludzi z różnych kultur i zmienić stereotyp uchodźcy. To są wspaniali, zaangażowani, dobrzy ludzie, którzy ubogacają społeczeństwo, a pracując lokalnie w Szwajcarii, często wspierają też miejsca, z których pochodzą i robią rzeczy zorientowane na przyszłość. Zarówno w pracy z migrantami, jak i z kobietami moim głównym celem jest wsparcie ludzi w tym, aby mogli realizować swój potencjał, bez względu na to, kim są i skąd pochodzą. To właśnie my, cudzoziemcy i cudzoziemki przyjeżdżamy tu z nową energią, z pomysłami i wypełniamy rożnorodne nisze, których w Szwajcarii wciąż jest sporo. Ja na przykład zauważyłam, że są rzeczy, których w Szwajcarii kobiety nie znają, a które mogłyby ułatwić im godzenie obowiązków macierzyńskich z pracą czy pomóc lepiej organizować sobie czas. Wystarczy tylko skorzystać z rozwiązań, które już istnieją. Właśnie dlatego postanowiłam ruszyć z własnym małym biznesem..

…i połączyć dwie kolejne role: mamy i przedsiębiorczyni.

Przyznaję, że gorączką przedsiębiorczości zarazili mnie ludzie w Capacity, a pomysł na własny biznes pojawił się za sprawą prostej wydawałoby się rzeczy – silikonowej pompki do ściągania mleka pokarmowego. Zupełnie przez przypadek zdałam sobie sprawę z tego, że mało która kobieta tutaj zna i korzysta z urządzenia, które mnie bardzo pomogło i zrobiło ogromną różnicę w doświadczeniu, jakim jest karmienie piersią. Zaczęłam opowiadać o pompce moim koleżankom z Capacity, które mają dzieci i sprowadzać ją dla nich za zagranicy. I to one mnie zachęciły, żebym zajęła się tym oficjalnie. Tak zaczęła się przygoda z Baby Miles, moim własnym mini-biznesem. W podziękowaniu za inspirację i w celu dalszego wspierania tej organizacji, za każdą sprzedaną pomkę przekazuję jednego franka szwajcarskiego do Capacity. Ziarnko do ziarnka aż zbierze się miarka… 

Dla mnie jesteś żywym przykładem tego, że w tak wyspecjalizowanym kraju jak Szwajcaria, wszechstronność jednak może być zaletą. 

Zmiana ścieżki kariery zajęła mi dużo czasu. I na pewno znacznie szybciej znalazłabym pracę w obszarze, w którym miałam już doświadczenie. Teraz z perspektywy czasu widzę, że choć robię wiele różnych rzeczy, to one wszystkie mają ze sobą wiele wspólnego. Jest mi też coraz łatwiej prezentować i komunikować moją wszechstronność tak, aby inni dostrzegali, że jest w tym wszystkim jakiś wspólny mianownik. Że to działa i ma sens. W Szwajcarii często jesteśmy zawodowo szufladkowane, na przykład na podstawie tego, skąd pochodzimy. Mam koleżankę z Polski, która pracuje w banku i zdarzyło jej się spotykać z reakcją: sprzątasz tam? Mnie chyba się udało stworzyć „szufladkę” dla samej siebie. Na własnych zasadach. 


ANNA STANDO 

W Szwajcarii od 2013 roku. Relations Manager w Advance – Gender Equality in Business. Członkini zarządu w Capacity Zurich i Lean In Switzerland. Właścicielka firmy BabyMiles. Magister komunikacji międzykulturowej. Regularnie przemawia na tematy związane z różnorodnością, integracją, zasadami równego zatrudnienia i walką z dyskryminacją. Mówi też o swojej historii pokonywania trudności, determinacji w dążeniu do celu i rozwijaniu kariery w zgodzie ze swoimi wartościami i zasadami. Z Anią możesz skontaktować się poprzez LinkedIn albo e-mail: anna.stando@gmail.com


WIĘCEJ INFORMACJI:

Link do kampanii crowfundingowej Capacity  https://wemakeit.com/projects/aid-refugee-migrant-talent-2020

Capacity: www.capacityzurich.ch 

Instagram: @pttp.walks – ‘Power To The People’ – wycieczki po Zurychu z Natalią 

https://www.amunemi.com/ – torby Emilce z upcyklingowej skóry 

https://www.tgifw.com/ – Thank God It’s Fair Wear – ubrania z Nepalu 

https://www.timetotea.ch/ – herbaty Sunity

Advance – Gender Equality In Business: https://weadvance.ch/

Advance & HSG Gender Intelligence Report: https://weadvance.ch/gender-intelligence/ 

Lean In Switzerland: www.leaninswitzerland.org 

Lean In & McKinsey yearly report: ‘Women In The Workplace’: https://womenintheworkplace.com/  

BabyMiles: www.babymiles.ch

Kapitan Corona. Kim jest człowiek, który strzeże Szwajcarii przed wirusem?

6293581292016454

65-letni Daniel Koch od dwunastu lat zarządza departamentem chorób zakaźnych w szwajcarskim ministerstwie zdrowia (BAG). Fot. watson.ch

Kryzys to jego drugie imię. W ciągu ostatniego miesiąca stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w Szwajcarii. Nieznajomi zatrzymują go na ulicy, dziękując za opanowanie i profesjonalizm w czasach, kiedy najłatwiej jest spanikować. Lekarz z Berna. Od lat odpowiedzialny za departament chorób zakaźnych w szwajcarskim ministerstwie zdrowia, stanął na czele sztabu specjalistów toczących nierówną walkę z koronawirusem. Prywatnie – miłośnik psów i biegacz. Wytrwałość z jaką pokonuje maratony przydaje mu się teraz – na dyżurze 24h. Wkrótce, 13 kwietnia, skończy 65 lat i właściwie mógłby już odpocząć na emeryturze. Ale szwajcarski ekspert od epidemii nie zamierza się poddawać. Kapitan nie może przecież pierwszy opuścić statku. 

Nie ma dnia bez Daniela Kocha. Jego charakterystyczna twarz patrzy na nas z telewizora. Jego głos słychać w radio. Gazety wypełniają coraz to nowe wywiady, w których tłumaczy, informuje, rozwiewa wątpliwości, dementuje plotki. Nie owija w bawełnę, co w Szwajcarii rzadkie. Uspokaja – to nie wojna, ale kiedy trzeba, nie boi się powiedzieć, że sytuacja jest dramatyczna. Potrafi też przyznać, że czegoś nie wie. „Nie mam w uchu mikrofonu, do którego redakcja podpowiada mi aktualne liczby” – odpowiada na powtarzane przez dziennikarzy pytania o bieżącą liczbę osób zakażonych przebywających w szpitalach.

Mówienie po raz setny o tym samym na pewno go męczy, jednak nie traci cierpliwości. Przy czym jego wypowiedzi zaskakują szczerością. Jak wtedy, kiedy przyznał, że nie nadąża już z liczeniem chorych. Przyzwyczajonych do okrągłych formułek płynących z ust rządzących, ta otwartość może szokować. Kiedy początkową reakcją na lawinowo rosnącą liczbę chorych była panika, Koch bez emocji wyjaśniał mechanizmy społeczne, które nie tracą na aktualności w kryzysie. Wielu naciskało, żeby się spieszyć, on twierdził, że lepiej jest poczekać. W wywiadzie udzielonym tabloidowi Blick 15 marca (wówczas w Szwajcarii było ponad 2 tysiące zakażonych, teraz już ponad 7 tysięcy) tłumaczył, dlaczego szwajcarski rząd wstrzymuje się z zamknięciem granic i wprowadzeniem zakazu wychodzenia z domu. 

„Musimy się zastanowić, jakie działania są do zaakceptowania przez obywateli. Zareagujemy za wcześnie, ludzie nie dostosują się do wytycznych, nie widząc sensu ich wdrażania. Aby coś przedsięwziąć, potrzebna jest motywacja. (…) Szwajcarzy akceptują zakazy, tylko wtedy, gdy rozumieją ich sens. Jeśli chodzi o to, jesteśmy inni niż pozostałe kraje: w Szwajcarii należy obywatelom najpierw wytłumaczyć, o co chodzi”

Te słowa krytykowało wówczas wielu (łącznie z piszącą ten tekst), ale wkrótce miało się okazać, że jest w nich dużo zrozumienia dla działania Szwajcarów, którzy z początku sceptycznie reagowali na zamykanie sklepów i apel rządu, aby pozostać w domu. Musiało upłynąć jeszcze trochę wody w Renie i wiele godzin powtarzania, tłumaczenia, odpowiadania na wciąż te same pytania, aby ulice szwajcarskich miast zaczęły się wyludniać.

daniel-koch-coronavirus-bag

Internauci ochrzcili już Kocha „Misterem Corona”. Memy z jego wypowiedziami obiegły internet. Fot. nau.ch

Koch zyskał już w Szwajcarii przydomek „Mister Corona”. Nie raz udowodnił, że przy całej powadze sytuacji, wciąż można zachować dystans. Jego błyskotliwe odpowiedzi na pytania dziennikarzy sprawiły, że stał się nawet gwiazdą internetowych memów. Podczas jednej z konferencji prasowych na prośbę dziennikarza o wyjaśnienie, dlaczego w swoich wypowiedziach tak często posługuje się trybem przypuszczającym (niem. Konjunktiv), odparł, że nie jest ekspertem od języków, żeby tłumaczyć takie rzeczy. Można to obejrzeć TUTAJ.

Kim jest Daniel Koch? Lekarzem z Berna. Skończył medycynę na lokalnej uczelni, a potem zrobił jeszcze magistra ze zdrowia publicznego na Uniwersytecie Johna Hopkinsa w Baltimore (to od nich bierzemy teraz informacje o globalnych statystykach koronawirusa). W szwajcarskim resorcie zdrowia pracuje od 2002 roku. Koronawirus to nie jest jego pierwsza epidemia. Jako człowiek na służbie przeżył już pandemię SARS i tzw. ptasiej grypy. W 2008 roku objął dowodzenie w departamencie chorób zakaźnych. Wcześniej działał w Międzynarodowym Komitecie Czerwonego Krzyża jako koordynator medyczny na obszarach objętych kryzysem. Pracował m.in. w Sierra Leone, Ugandzie i Południowej Afryce. Nie jedno tam widział i niewykluczone, że właśnie doświadczenia z pracy w tych krajach nauczyły go opanowania w trudnych sytuacjach. 

Jego szczupła sylwetka zdradza sportowca. Koch to biegacz-długodystansowiec. Ma na koncie kilka szwajcarskich pełnych i półmaratonów. Krótsze dystanse woli pokonywać w towarzystwie swoich psów – Akiry, Chili i Buntschi – uprawiając canine crossing. W tej dyscyplinie sportu ma spore osiągnięcia – w ubiegłym roku został mistrzem Europy w swojej kategorii na zawodach w Belgii, a dwa lata temu, w Polsce(!), zdobył tytuł wicemistrza świata. Szwajcarski specjalista od epidemii ma w ogóle duże serce dla zwierząt. Działa w stowarzyszeniu Certodog, które zajmuje się m.in. szkoleniami dla hodowców i instruktorów psów.

Daniel Koch wkrótce skończy 65 lat. To wiek, w którym mężczyzna pracujący w Szwajcarii może powiedzieć „danke vielmal” i udać się na zasłużoną emeryturę. Czy Koch zejdzie z posterunku, kiedy – jak sam podkreśla – najgorsze wciąż przed nami? Jeszcze nie zdecydował, choć jego następca już czeka na przejęcie sterów (to Stefan Kuster ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zurychu). Z dnia na dzień widać po Kochu, że jest coraz bardziej zmęczony, mimo że twierdzi, że starcza mu czasu na sen i jedzenie. – Ja zawsze byłem taki chudy – uspokaja w swoim stylu wszystkich zmartwionych. Oprócz tego, że codziennie musi udzielać informacji i dawać rady całej Szwajcarii, od niedawna ma też inne – równie odpowiedzialne zadanie. Trzy miesiące temu został dziadkiem. Z wnukiem niestety póki co nie wolno mu się widywać. Zasady w czasach epidemii są święte. W końcu to on sam je ustala.

—————————————————————————————————————————————–

Źródła:

https://www.schweizer-illustrierte.ch/people/daniel-koch-vom-bag-der-marathon-mann

https://www.nau.ch/politik/regional/coronavirus-stefan-kuster-wird-unser-neuer-mr-corona-65675442

https://www.nau.ch/politik/bundeshaus/coronavirus-bag-koch-wird-fur-seine-schlagfertigkeit-gefeiert-65681642

https://de.wikipedia.org/wiki/Daniel_Koch

https://www.blick.ch/news/politik/bag-koch-ueber-das-zoegerliche-vorgehen-des-bundesrats-warum-zu-schnelles-handeln-nichts-bringt-id15797355.html

Pandemia koronawirusa: Szwajcaria idzie własną drogą

Władze Szwajcarii wstrzymują się z wprowadzeniem stanu wyjątkowego w całym kraju. Twierdzą, że na zamykanie granic jest już za późno. Czy to ustrojowa niemoc? Próba zachowania spokoju za wszelką cenę? A może jedyne rozsądne działanie w kryzysowej sytuacji? 

530485

Zalecenia dotyczące ochrony przed wirusem obejmują m.in. zachowanie dystansu i podstawowych zasad higieny. Fot. SRF

Berno, 4 marca. Trwa kolejna już w ostatnich dniach konferencja ministra zdrowia, podczas której Alain Berset informuje przed kamerami o nowych zaleceniach rządu, dotyczących ochrony obywateli przed koronawirusem. Mówi o potrzebie zachowania społecznego dystansu, powstrzymania się od całusów w policzek na powitanie oraz wymiany uścisków dłoni w sytuacjach zawodowych i prywatnych. Chwilę później, oddając głos Heidi Hanselmann, dyrektor departamentu zdrowia publicznego, wyciąga w jej kierunku dłoń. Nagranie natychmiast obiegło internet, a niekonsekwencja Berseta wynikająca przecież ze zwykłego przyzwyczajenia (w Szwajcarii uścisk dłoni to podstawa społecznych relacji), jest dobrym przykładem tego, że i politykom z trudnością przychodzi odnalezienie się w nowej sytuacji, w jakiej znalazł się kraj. 

Od momentu, kiedy w Szwajcarii potwierdzono pierwszy przypadek SARS-CoV-2 (w kantonie Tessyn, mężczyzna wrócił z Mediolanu) minęły ponad dwa tygodnie. Obecnie zakażonych jest już 858, sześć osób zmarło (dane z 12 marca). Jeśli odnieść liczbę przypadków wirusa do liczby mieszkańców, to Szwajcaria jest w pierwszej piątce najbardziej zainfekowanych krajów na świecie. Wirus opanował niemalże wszystkie kantony, a największą liczbę przypadków zanotowano we włoskojęzycznym Tessynie.  

To tam, w Gambarogno na południu Szwajcarii, mieszka Anna. Gmina bezpośrednio graniczy z włoską Lombardią, regionem, gdzie wirus zrobił największe spustoszenie. I choć Włochy pozostają krajem w całości objętym kwarantanną, na granicy ze Szwajcarią ruch – choć ograniczony – wciąż się odbywa. 

– Na teren Szwajcarii mogą wjechać osoby mające pozwolenie na pracę. Ograniczenia w ruchu i zamknięcie niektórych przejść granicznych powoduje ogromne korki, dlatego kierowcy są proszeni o umieszczanie dokumentów przy samej szybie, na masce samochodu, aby nie trzeba było wszystkich aut zatrzymywać do kontroli – mówi Anna, Polka mieszkająca w Gambagorno, która to co się dzieje przy granicy, może obserwować ze swojego balkonu. 

Do Szwajcarii przyjeżdża dzień w dzień ok. 330 tysięcy pracowników z przygranicznych miejscowości we Włoszech, Francji i Niemczech. Powód: wyższe zarobki oraz zapotrzebowanie na pracowników w różnych branżach, m.in. medycznej. Między Włochami a Szwajcarią codziennie kursuje 68 tysięcy pracowników przygranicznych. Wielu pracuje w szpitalach. – Obecnie trwa organizacja nowych zasad pracy. Dla pracujących w placówkach opieki medycznej mieszkańców Lombardii przygotowywane są tymczasowe miejsca zakwaterowania – relacjonuje Anna. 

Położenie geograficzne sprawiło, że włoskojęzyczny kanton Tessyn, będący na pierwszej linii frontu walki z wirusem, wielu zaczęło postrzegać jako tamę, która albo wirusa powstrzyma, albo pękając sprawi, że ten wyleje się na cały kraj. Niestety stało się to drugie. 

Po tym, jak w Tessynie liczba przypadków zakażenia wirusem przekroczyła 120, władze kantonu zdecydowały się wprowadzić tam stan wyjątkowy. Życie spowolniło. Zamknięte są kina, baseny, kluby i niektóre szkoły. W restauracjach nie może przebywać jednocześnie więcej niż 50 osób. – Wszyscy są proszeni o unikanie zgromadzeń i przemieszczania się bez konieczności. Odwołano imprezy, w tym tradycyjne rozpoczęcie sezonu turystycznego, w trakcie slynnego festiwalu kamelii. Nie ma paniki, ale czuje się niepokój – opowiada Anna.

Granica wciąż pozostaje otwarta, a sytuacja w Szwajcarii zmienia się jak w kalejdoskopie. Podobnie jak reakcje ludzi i komentarze ekspertów (prawdziwych i samozwańczych) na temat działań rządu. Tylko te ostatnie tak jakby.. zamarły. 

Kiedy pod koniec lutego wiadomo było, że wirus pokonał Alpy i dotarł do Szwajcarii, reakcja państwa była szybka. Już trzy dni od rozpoznania pierwszego przypadku wirusa wprowadzono zakaz zgromadzeń publicznych z udziałem więcej niż tysiąca osób. Odwołane zostały duże imprezy, m.in. salon motoryzacyjny w Genewie czy karnawał w Bazylei. Szczegółowym ustalaniem i wprowadzaniem środków zapobiegającym rozprzestrzeniania się wirusa miały się już zająć – zgodnie z zasadą federalizmu – władze poszczególnych kantonów. 

Tym samym i odpowiedzialność za bezpieczeństwo obywateli stała się w dużej mierze wewnętrzną sprawą 26 kantonów. A te reagowały różnie, podobnie zresztą, jak prywatne firmy, które zaczęły testować granice pomiędzy dobrem pracowników, a własnym interesem. Bardziej zapobiegliwe skracały czas pracy albo umożliwiały wykonywanie zawodowych obowiązków z domu. Mniej ostrożne ograniczyły się do zaopatrzenia biur w butelki ze środkiem dezynfekującym. Jednocześnie głosy, aby zamknąć południową granicę Szwajcarii tonęły w zalewie uspokajającego przesłania rządzących: wszystko jest pod kontrolą.

W dniu, w którym polski rząd podjął decyzję o zamknięciu szkół i przedszkoli, Szwajcaria miała już 650 przypadków koronawirusa i cztery ofiary śmiertelne. Życie w miastach wciąż toczyło się w nieco zwolnionym, ale jednak normalnym tempie. Na Uniwersytecie Zuryskim, mimo potwierdzonych zakażeń, zajęcia odbywały się regularnie. Dzieci chodziły do szkół i przedszkoli. Dopiero dwa tygodnie po tym, jak w kraju zdiagnozowano pierwszy przypadek wirusa, szwajcarskie koleje i linie lotnicze zawiesiły połączenia z Zurychu do Wenecji i Mediolanu. 

W międzyczasie przez internet przetacza się burza. Komentarze są różne, od „Szwajcario, obudź się i zrób coś wreszcie” po „Przecież i tak nie mamy nad tym kontroli, to po co siać panikę”. Jakie zatem powinno być „modelowe” działanie w przypadku pandemii koronawirusa? Trudno powiedzieć. 

Wydaje się, że Szwajcaria, jak wielokrotnie w historii, tak i w obecnej sytuacji idzie własną drogą. Zalecając stosowanie się do podstawowych zasad higieny i społeczną izolację, ale wciąż zostawiając otwarte granice władze nie wprowadziły kwarantanny, która przyniosła dobre rezultaty w Chinach i – jak się póki co tylko ufa – mają pomóc opanować dramatyczną sytuację we Włoszech.

Z dużą rezerwą podchodzi się tu też do wykonywania testów na obecność koronawirusa. Aby nie dopuścić do oblężenia szpitali, osobom z objawami choroby zaleca się pozostanie w domu. Opieką objęci są starsi, chorzy, z grup ryzyka. – Przy tylu przypadkach nie da się już stwierdzić, kto miał kontakt z zarażonymi osobami, a też nie wszyscy potrzebują specjalistycznego leczenia, więc testuje się celowo osoby, które są najbardziej zagrożone – tłumaczy mi pracownik Szpitala Uniwersyteckiego w Zurychu.

Szwajcaria to kraj z dużym odsetkiem osób starszych. Tych powyżej 65. roku życia mieszka tu ponad 1,5 miliona. – Wprowadzono dodatkowe środki ostrożności, takie jak zakaz odwiedzin w szpitalach czy domach starości, żeby nie narażać starszych osób. Szpitale są dobrze wyposażone, dopasowały środki izolacji do najnowszych danych o wirusie, jest wystarczająco dużo personelu, nie brakuje miejsc na oddziałach. Właściwie wszystko działa normalnie – dodaje pracownik szpitala.

W przeliczeniu na milion mieszkańców w Szwajcarii wykonuje się w szpitalach o połowę mniej testów niż we Włoszech. To sprawia, że brak jest rzeczywistych danych o nosicielach wirusa.

Czy powtarzane przez polityków jak mantra zalecenia: myć ręce i zostać w domu wystarczą, aby zapanować nad pandemią? – Bez wprowadzenia drastycznych środków zapobiegawczych liczba zachorowań będzie eskalować, co doprowadzi do niewydolności systemu opieki zdrowotnej – twierdzi Richard Neher, profesor biofizyki z Instytutu Biologii Uniwersytetu w Bazylei. Jego zdaniem, rząd powinien wprowadzić m.in. nakaz pracy zdalnej, ograniczenie przemieszczania się środkami transportu publicznego oraz zamknąć szkoły.

Choć jest jeszcze za wcześnie, aby oceniać politykę państwa i ferować wyroki, to trudno się oprzeć wrażeniu, że w porównaniu do strategii obserwowanych w innych państwach, Szwajcaria jest zdecydowanie po stronie zachowawczego podejścia do tematu epidemii. Rządzący zachowują spokój, a obywatele ufają, że będzie dobrze. Warto też pamiętać o specyfice tutejszego ustroju. W normalnej sytuacji rzadko kiedy decyzje w Szwajcarii płyną „z góry”. Wytyczne pozostają w gestii cieszących się dużą swobodą kantonów. Pytanie, czy obecną sytuację jeszcze można nazywać normalną.

Póki co koronawirus krążący w alpejskim powietrzu działa jak magnes wyciagając na powierzchnię strukturalne słabości szwajcarskiej gospodarki i systemu opieki zdrowotnej. Pokazuje, jak bardzo Szwajcaria jest zależna od pracowników (także opieki zdrowotnej) i dostaw z zagranicy. Wstrzymany transport masek ochronnych z Niemiec wywołał niedawno dyplomatyczny zgrzyt między Bernem i Berlinem. Otwarta granica dla pracowników z Włoch dzieli Szwajcarów. 

W tej sytuacji słowa szwajcarskiego ministra Ignazio Cassisa, że w powstrzymaniu rozprzestrzeniania się wirusa w Europie pomoże tylko współpraca między krajami nosi znamiona jeśli nie naiwności, to politycznego myślenia życzeniowego. 

Co nowego w Szwajcarii w 2020 roku

I tak Szanowni Czytelnicy wstępujemy razem w lata 20. Jak co roku przedstawiam najważniejsze regulacje prawne, które wchodzą w życie z początkiem stycznia lub w kolejnych miesiącach i będą miały wpływ na nas, mieszkających w Szwajcarii. Życzę Wam, aby Wasz prywatny Nowy Rok przyniósł zmiany tam, gdzie ich oczekujecie, a oszczędził ich tam, gdzie lepiej, żeby wszystko zostało po staremu. Jak mawiają Szwajcarzy – Guten Rutsch, dobrego wślizgu w 2020!

Bild_zur_freien_Verwendung_AHV_Alter_Vorsorge_Geld_Finanzen_Finanzierung_Rente_Pension_Ausweis_Dokument_Ruhestand_nach_dem_Arbeitsleben

Od 2020 roku składka na AHV wyniesie 8,7 proc. wynagrodzenia brutto.

Wyższe składki emerytalne

W majowym referendum Szwajcarzy opowiedzieli się za reformą systemu emerytalnego. Jedną z konsekwencji tej decyzji jest zwiększenie składki na fundusz emerytalny (niem. AHV, pierwszy filar emerytalny). Od stycznia 2020 roku wzrośnie ona o 0,3 proc. W praktyce oznacza to niższe zarobki netto. Potrącenie będzie wynosiło odtąd 8,7 proc. wynagrodzenia brutto, z czego tak jak dotychczas połowę (4,35 proc.) płaci pracodawca, a połowę pracownik. Informację o zmianach powinniście już otrzymać od swojego pracodawcy. Wyższe AHV zapłacą również osoby samozatrudnione. Zwiększenie składek pozwoli dosypać do państwowej kasy emerytalnej 1,2 miliarda franków rocznie.

Zwrot podatku za zakupy po nowemu

Jeśli często jeździcie na zakupy do Niemiec, to z pewnością nie raz prosiliście przy kasie o zieloną kartkę, uprawniającą do zwrotu niemieckiego podatku VAT. Wkrótce roku taki dokument otrzymacie tylko za paragony na kwotę przekraczającą 50 euro. Taki minimalny limit wprowadziło od 2020 roku niemieckie ministerstwo finansów. 

Niższe koszty wynajmu mieszkania 

Według prognoz specjalistów od rynku nieruchomości już w marcu 2020 roku może zmienić się w Szwajcarii referencyjna stopa procentowa, na podstawie której banki ustalają oprocentowanie kredytów hipotecznych. Oczekiwania mówią o obniżce z obecnych 1,5 proc. do 1,25 proc. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, również wynajmujący mieszkania będą mogli się ubiegać o obniżenie kosztów wynajmu. Najlepiej jest wówczas napisać pismo w tej sprawie do swojego administratora. Pozostając w temacie, właścicielom nieruchomości będą od 2020 roku przysługiwały nowe możliwości odpisów od podatku federalnego. Chodzi m.in. o koszty inwestycji energooszczędnych.

Krótszy kurs na prawo jazdy 

Szwajcarskie przepisy dla nowych kierowców zakładają, że po pomyślnym zdaniu egzaminu na prawo jazdy mamy rok na tzw. doszkolenie. Kurs doszkalający, podczas którego kierowcy testują bardziej zaawansowane umiejętności, jak np. gwałtowne hamowanie, trwał dotychczas dwa dni. Od 2020 roku zostanie skrócony do jednego dnia (a dokładnie siedmiu godzin).

Preise2020

Paczki opłacone przez internet wyślemy z rabatem. Fot. post.ch

Obowiązek rejestracji paczek wysyłanych za granicę

Kto regularnie przesyła rodzinie w Polsce szwajcarską czekoladę, musi od przyszłego roku mieć się na baczności. Paczkę wysyłaną pocztą za granicę trzeba będzie najpierw zgłosić i zarejestrować przez internet (wypełnienie formularza w okienku pocztowym będzie kosztowało 3 franki). Dotyczy to przesyłek do dwóch kilogramów. W ten sposób szwajcarska poczta dostosowuje się do międzynarodowych regulacji. Z kolei lokalne przesyłki, opłacone samodzielnie przez internet i opatrzone wydrukowaną etykietą, nadamy od przyszłego roku z rabatem, nawet do 3 franków (w zależności od wagi paczki). 

Szybsze zawieranie małżeństw

Mniej biurokracji dla osób planujących zawarcie związku małżeńskiego (i mniej czasu na ewentualne rozmyślenie się). Według dotychczasowych przepisów od momentu pozytywnego zakończenia procedury przygotowawczej (kończącej się spotkaniem w urzędzie stanu cywilnego) do dnia ceremonii musiało upłynąć co najmniej 10 dni. Od przyszłego roku ten „okres ochronny” przestanie obowiązywać.

Pontonem bez limitów 

Kojarzycie dmuchane gumowe łódki, którymi Szwajcarzy uwielbiają latem pływać po jeziorach i rzekach? Ponieważ takie wycieczki często przeradzały się w zakrapiane imprezy, w 2014 roku wprowadzono ograniczenie maksymalnej ilości spożytego alkoholu przez „kapitana” łódki do 0,5 promila. Szybko się okazało, że ten przepis jest martwy, ponieważ kontrola bawiącego się na pontonach towarzystwa była mocno utrudniona. Dlatego od 2020 roku limit zostanie zniesiony. Roztropność wciąż zalecana!

Drobne przewinienia karane od zaraz

Grzywny w Szwajcarii nie dotyczą tylko łamiących przepisy kierowców. Od przyszłego roku postępowanie identyczne jak w przypadku mandatów drogowych będzie obowiązywać również za takie przewinienia jak rozmawianie przez telefon podczas jazdy rowerem, palenie tytoniu w miejscach publicznych czy konsumpcja marihuany. Maksymalna wysokość kary to 300 franków, a szczegółowe regulacje leżą w gestii poszczególnych gmin i kantonów.

3562701_pic_970x641

Szwajcarskie koleje życzą pasażerom dużo cierpliwości w 2020 roku.

Dalsze opóźnienia pociągów

Niestety problemy z punktualnością kolei mogą się w przyszłym roku tylko pogłębić. Szwajcaria planuje ogromne inwestycje na łączną kwotę dwóch miliardów franków, więc robotom na torach nie będzie końca. Dlatego w 2020 roku trzeba się spodziewać nie tylko wydłużających się opóźnień, ale również zmian tras i odwołania połączeń. Największe utrudnienia będą miały miejsca na trasach między Genewą a Lozanną, w okolicach jeziora Zug, Berna, pomiędzy Olten i Aarau oraz Bazyleą i Liestal. Pozostaje nam tylko życzyć sobie nieskończonej cierpliwości.

O wybranych przeze mnie zmianach i wielu innych przeczytacie tutaj (źródła w języku niemieckim):

https://www.tagesanzeiger.ch/schweiz/standard/neue-gesetze-was-sich-2020-alles-aendert/story/23334883

https://www.20min.ch/finance/news/story/Das-aendert-sich-im-neuen-Jahr-24245180

https://www.blick.ch/news/wirtschaft/konsumenten-steuerzahler-mieter-autofahrer-was-uns-im-2020-aufs-portemonnaie-drueckt-id15679636.html