Polki zmieniają Szwajcarię: Marta Kosińska i kosmiczny magazyn nie tylko dla dziewczynek

Logo jest różowe, a środek odkrywa całą paletę kolorów, dużą dawkę wiedzy i wszechświat możliwości. Bo Kosmonautka może być kim tylko chce! Znany w Polsce magazyn dla dziewczynek przebojem wchodzi do Szwajcarii, a pierwszy numer pisma będzie można kupić już 11 października podczas kampanii crowfundingowej na platformie WeMakeIt. O projekcie, który ma potencjał, by zmienić Szwajcarię, rozmawiam z jego inicjatorką, mieszkającą w Bazylei Martą Kosińską. 

Szwajcarski "Kosmos" wychodzi w dwóch językach: niemieckim i francuskim.

„Kosmos. Magazyn dla dziewczynek” czyli dla kogo? 

..dla dziewczynek i dla reszty świata, czyli przede wszystkim dla czytelniczek w wieku 7-13 lat, ale z całą pewnością też ich rodzice, dziadkowie i rodzeństwo znajdą tu ciekawe treści. Sama jestem najlepszym przykładem – moje córki są wielkimi fankami polskiego pisma, ale czytamy je całą rodziną. 

Skąd pomysł, aby magazyn, który od 2017 roku ukazuje się w Polsce wydać też w Szwajcarii?

Takie pomysły często rodzą się z indywidualnej potrzeby. Gdy przeprowadziłam się do Szwajcarii trzy lata temu, moje córki miały 8 i 9 lat i były fankami „Kosmosu”. Chcąc pomóc im w nauce niemieckiego, szukałam pisma o podobnym profilu, ale po niemiecku. Niestety, nie znalazłam i wtedy po raz pierwszy pojawiła się myśl o przeszczepieniu „Kosmosu” na szwajcarski grunt. 

Ta myśl z czasem nabrała kształtu i wyszło z tego 72-stronicowe pismo pełne treści. Jak wyglądała droga do pierwszego numeru szwajcarskiej edycji „Kosmosu”? 

Rok temu skontaktowałam się z polskim wydawcą, fundacją „Kosmos dla dziewczynek”, i podzieliłam się tą ideą. Reakcja ówczesnej prezeski fundacji, a dzisiejszej redaktorki naczelnej Joasi Czeczott, była bardzo zachęcająca. Umówiłyśmy się wtedy, że wrócimy do rozmów, gdy pojawi się więcej konkretów. W międzyczasie zaczęłam sondować szanse powodzenia projektu w Szwajcarii, rozmawiałam z wieloma osobami – rodzicami, nauczycielami, przedstawicielkami organizacji kobiecych, ale też specjalistami od rynku prasy, i stopniowo utwierdzałam się w przekonaniu, że ten pomysł ma rację bytu. Wiosną tego roku, gdy Szwajcaria pogrążyła się w izolacji w związku z koronawirusem, odezwały się do mnie dwie szwajcarskie koleżanki, którym pomysł tak się spodobał, że chciałyby go współtworzyć. A wkrótce dołączyła czwarta – nasz człowiek we francuskojęzycznej części. I postanowiłyśmy zacząć działać. To było (i jest) bardzo intensywne pół roku, bo wszystkie cztery oprócz „Kosmosu” mamy normalne prace.

11 października świat obchodzi Międzynarodowy Dzień Dziewczynek. To chyba też jeden z najważniejszych dni dla Waszego projektu. 

Tego dnia ruszamy z kampanią crowdfundingową na platformie WeMakeIt. Naszym celem jest przedsprzedaż 400-450 prenumerat magazynu. Kampania jest bardzo ważna z wielu powodów. Jeśli okaże się sukcesem, możemy liczyć na znaczne wsparcie finansowe od jednej z tutejszych fundacji, naszego potencjalnego partnera. Dla projektu byłaby to trampolina, wybicie się na rynek wydawniczy, ale i do szerszej świadomości odbiorców. Przykład polskiego „Kosmosu” pokazuje, że w momencie kiedy jego twórczynie wystartowały z kampanią crowdfundingową, wzbudziły duże zainteresowanie opinii publicznej i zyskały niesamowity impuls promocyjny. One startowały od zera. My, choć mamy już bazę w postaci polskiej edycji magazynu, to na szwajcarskim rynku też zaczynamy od podstaw. 

Macie konkurencję? Jak wygląda szwajcarski rynek magazynów dla dzieci i młodzieży?

W Szwajcarii prasa papierowa wciąż ma się bardzo dobrze i bardzo silna jest tradycja prenumerowania gazet i czasopism. Pokolenie dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków wychowało się na magazynach przyrodniczych – „Spick” w częście niemieckojęzycznej i „La petite salamandre” w Romandii, więc idea drukowanego magazynu dla dzieci jest im bliska. Podobnie jak w innych krajach europejskich, w tym w Polsce, jest ogromna podaż komercyjnych gazetek, które stanowią jedynie dodatki do plastkowych zabawek, znanych dzieciom z kreskówek czy gier. Jest sporo „różowych” pism dla dziewczynek, które wypełniają dość monotematyczne treści – dla młodszych o księżniczkach i kucykach, dla starszych o modzie, stylu, makijażu i celebrytach. Polski i szwajcarski „Kosmos” powstał z chęci zaproponowania dziewczynkom czegoś więcej. 

Od różu jednak nie stronicie.. 

Bo to piękny, energetyczny kolor i szkoda z niego rezygnować! Nasze logo jest różowe, ale chcemy pokazać światu całą paletę barw. W tej palecie jest też miejsce – czemu nie – dla różu. Naszą misją jest tę przypisywaną dziewczynkom barwę odczarować; pokazać, że jest jedną z opcji, tak samo wartościową, jak inne. Nie chcemy, aby dziewczyny nagle przestały bawić się w księżniczki czy nosić różowe sukienki. 

W pierwszym numerze przeczytamy m.in. o emocjach: czym jest złość i jak ją wyrażać.

Co więc różni „Kosmos” od innych tego typu pism dostępnych w kioskach? 

Nasze pismo wyróżnia bardzo szeroki zakres tematyczny oraz forma – „Kosmos” poważnie i z szacunkiem traktuje swoje czytelniczki, przedstawiając również skomplikowane zagadnienia, ale w atrakcyjny, zrozumiały sposób, bez infantylizowania i spłaszczania tematów. W „Kosmosie” jest miejsce na psychologię, wiedzę o świecie, reportaże z innych krajów, eksperymenty, przyrodę, sport, historię, zagadki matematyczne, wywiady z insprującymi kobietami i dziewczynkami-aktywistkami. A do tego oczywiście listy od czytelniczek, sonda, w której dziewczynki otwarcie i szczerze wypowiadają się na zadany temat, strona z dowcipami, polecanki książkowe, fajne appki i karty przyrody do kolekcjonowania. „Kosmos” pokazuje dosłownie wszechświat możliwości, nie ograniczając dziewczynek do stereotypowych zainteresowań i aktywności. Widzę po swoich córkach, wiernych czytelniczkach „Kosmosu”, jak bardzo inspirujący jest to magazyn. To co szczególnie podoba się mi jako rodzicowi to ogromna dbałość o jakość. Każdy numer to przemyślana całość, ze świetnie napisanymi artykułami, z pięknymi ilustracjami i zdjęciami. Tematy poruszane w „Kosmosie” nie dezaktualizują się, dzięki czemu można „Kosmosy” kolekcjonować, czytać wiele razy, wykorzystywać jako źródło wiedzy, choćby przy przygotowywaniu szkolnych prezentacji – to znowu przykład z mojego domu.  

Szwajcaria często przedstawiana jest jako kraj nieskończonych możliwości. Czy tak widzą też swój świat żyjące tu nastolatki?

Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie, bo nie ma praktycznie żadnych badań i analiz problemów dziewczynek i nastolatek w Szwajcarii. Gabriella Schmid, socjolożka z uniwersytetu w St. Gallen, przeprowadziła w 2015 roku pilotażowe badanie „Lebens- und Selbstkonzepte von Mädchen in der Ostschweiz – ein Vergleich von drei Altersgruppen” (link do badań na dole strony – red.), z którego wynika jednoznacznie, że wraz z wiekiem dziewczynki stają się coraz mniej pewne siebie, mniej wierzą we własne możliwości i bardzo rzadko wybierają dalszą ścieżkę edukacji czy karierę zawodową, które są inne niż stereotypowo przypisywane kobietom. Innymi słowy, mimo że jako młodsze dziewczynki mają rozmaite zainteresowania i plany, jako starsze najczęściej chcą zostać opiekunkami do dzieci, nauczycielkami przedszkolnymi, czy wręcz rezygnują z kariery zawodowej w ogóle. 

Czy takie projekty jak „Kosmos” mogą tu coś zmienić? 

Kiedy na samym początku rozmawiałam ze Szwajcarkami o pomyśle na magazyn, uświadomiłam sobie, że Polska jest znacznie bardziej postępowa, jeśli chodzi o uznanie indywidualności kobiet, ich sprawczości i udziału w życiu zawodowym i strefie publicznej. W Szwajcarii poznałam wiele świetnie wykształconych kobiet, które po studiach nie kontynowały pracy zawodowej, zostały w domu. Okazało się, że na przykład w klasach moich córek, jestem jedną z niewielu matek, które pracują na pełen etat, a od niektórych znajomych Szwajcarek słyszałam nawet, że jeśli chcą realizować się zawodowo mając dzieci, to są postrzegane jako „dziwne”. Nie twierdzę, że kobiecie nie wolno jest wybrać rodziny kosztem pracy, to jej decyzja. Ale chciałam stworzyć przestrzeń, w której można przedstawić całe spektrum ról – począwszy od rożnorodnych pasji, jakie mają dziewczynki, a skończywszy na tym, co robią kobiety w dorosłym życiu. Nagle uświadomiłam sobie, ile ograniczeń tworzymy jako społeczeństwo, uniemożliwiając tym samym dziewczynkom w pełni się realizować. Weźmy pierwszy z brzegu kolorowy magazyn dostępny w kiosku. Przedstawione tam kobiety są zazwyczaj aktorkami, modelkami, celebrytkami. Taki przekaz dostajemy od mediów. A skoro już wiemy, że to my sami tworzymy społeczne schematy, to oczywiste staje się też to, że nie musimy działać w ich obrębie. To, co ja i moje koleżanki z zespołu „Kosmosu” chciałybyśmy osiągnąć, to uwrażliwienie nie tylko dzieci, ale rodziców, wychowawców, nauczycieli, przedstawicieli mediów na różnorodność i pokazanie, że schematy są szkodliwe dla nas wszystkich. To ogromne marnowanie potencjału kobiet, które stanowią przecież połowę społeczeństwa. 

Rozmowa z Tobą inauguruje cykl wywiadów pod wspólnym tytułem „Polki zmieniają Szwajcarię”. Zapraszam do niego kobiety, które nie tylko z sukcesem działają w Szwajcarii, ale poprzez swoją pracę wpływają na życie tutejszej, tak różnorodnej przecież, społeczności. Jak „Kosmos” jest przyjmowany przez Szwajcarki i Szwajcarów? 

Pierwsze reakcje były i są bardzo pozytywne, wręcz entuzjastyczne. To nas bardzo motywowało do pracy. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni, rodzice córek, ale też osoby wychowujące synów podkreślały, jak ważny jest taki głos i jak ważne jest kreowanie wolnej od stereotypów przestrzeni dla rozwoju dzieci. Najbardziej poruszające były chyba reakcje młodych kobiet, zwykle na początku swoje kariery zawodowej, które stwierdzały, że same chciałyby móc czytać takie pismo, gdy były jeszcze dziewczynkami. Niektóre reagowały bardzo emocjonalnie, zwłaszcza na artykuł o złości, wyrażając żal, że nikt im w dzieciństwie nie powiedział, że złość jest w porządku i że także dziewczynki mają prawo ją czuć i wyrażać, że złość może być początkiem zmiany na lepsze. Powtarzały się głosy, także wśród nauczycielek, dziennikarek, pracowniczek socjalnych, aktywistek, że podobnego pisma brakowało. 

Redakcja "Kosmosu" (od lewej): Martina Polek, Laura Simon, Marta Kosińska i Cyrielle Cordt-Moller.

Pierwszy numer ukaże się w grudniu 2020 pod hasłem „Meine Stimme” – mój głos. Jakie historie poznamy? 

W pierwszym numerze drukujemy między innymi wywiad z Nadją Räss, popularną szwajcarską jodlerką, niesamowicie inspirującą kobietą, która marzyła o tym, żeby studiować jodłowanie, ale ponieważ nie było takiej możliwości, to sama założyła odpowiedni kierunek studiów i teraz kształci kolejne pokolenia młodych ludzi. Bohaterką naszego reportażu w rubryce „Girl Power” jest 11-letnia Nora z Bazylei, którą zafascynowała tradycja londyńskiego Speakers’ Corner w Hyde Parku i postanowiła zbudować podobne miejsce w swoim mieście, ale dla dzieci – miejsce, w którym jej rówieśnicy mogliby otwarcie wyrażać swoje opinie. Nora opowiada, jak realizuje ten pomysł, krok po kroku. Poza tym w dziale „JA i świat” („Ich in der Welt” / „Moi et le monde”) przedstawiamy historię praw kobiet, czyli co i kiedy kobiety mogły zacząć robić:  na przykład dopiero od 169 lat mogą nosić spodnie, od 150 jeździć na rowerze, od 90 lat brać udział w olimpiadzie, no i w Szwajcarii dopiero od 50 lat głosować! W rubryce o psychologii pod tytułem „Poczuj siebie” („Spür dich!” / Que ressens-tu?”) pokazujemy „wulkan złości” – mówimy o tym, jak ważna i potrzebna jest złość i jak ją wyrażać. To jest szczególnie ważne dla dziewczyn, od których przecież tak często wymaga się, żeby były przede wszystkim miłe. Temu artykułowi towarzyszy zresztą rozwinięcie dla rodziców i opiekunów na naszej stronie internetowej. W sumie są to 72 strony pełne treści. I żadnych reklam.

72 strony to brzmi jak masa pracy. Kogo zaprosiłaś do współtworzenia „Kosmosu”? 

Szwajcarski “Kosmos” powstaje na polskiej licencji, co oznacza, że połowa treści jest tłumaczona z polskich wydań. To też dużo pracy, ale trochę mniej niż wymyślanie i pisanie wszystkiego od zera. Redakcję szwajcarskiego Kosmosu, oprócz mnie, tworzą trzy inne kobiety: Martina Polek, dziennikarka radia SRF i tłumaczka z polskiego na niemiecki, Laura Simon, redaktorka i specjalistka od promocji, Cyrielle Cordt-Moller, literaturoznawczyni, księgarka i tłumaczka z niemieckiego na francusku. Wszystkie cztery pracujemy nad „Kosmosem” w naszym wolnym czasie i nieodpłatnie. W pierwszym numerze znajdą się też ilustracje szwajcarskich ilustratorek: Sabine Hirsig oraz pochodzącej z Polski Justyny Chudzińskiej-Ottino. Składem i przygotowaniem do druku zajmują się Rebecca de Bautista i Isabella Furler ze studia Lugma. Niezależnie od magazynu działa również stowarzyszenie Kosmos für Madchen, do którego zapraszamy wszystkie osoby, które mają ochotę wspierać nas w działaniach. 

To na koniec najważniejsze! Gdzie będzie można kupić „Kosmos”? 

Pierwszy numer będzie dostępny już w trakcie kampanii crowdfundingowej na platformie WeMakeIt. Tam będzie można kupić i pojedynczy numer, i prenumeratę (6 numerów). W regularnej sprzedaży magazyn pojawi się prawdopodobnie w grudniu – będzie go można kupić przez internet, w księgarniach i sklepach muzealnych. Listę punktów sprzedaży podamy na stronie internetowej. Cena pojedynczego numeru to 19 CHF, prenumeraty 99 CHF. Pismo będzie się ukazywało co dwa miesiące. 

Marta Kosińska (ur. 1978 w Warszawie) studiowała socjologię na Uniwersytecie Warszawskim i ukończyła Podyplomowe Studia Edytorstwa Współczesnego na UKSW. Od 2003 roku pracuje w branży wydawniczej. Po przeprowadzce do Szwajcarii w sierpniu 2017 roku rozpoczęła pracę jako project manager i szef produkcji w szwajcarskim wydawnictwie książek i gier Helvetiq w Bazylei. Mieszka w Oberwil BL z mężem i dwiema córkami. Nieustannie uczy się niemieckiego i francuskiego. W wolnych chwilach jeździ konno.

„Kosmos” w sieci:

https://www.kosmosmag.ch (wydanie szwajcarskie)

https://kosmosdladziewczynek.pl/ (wydanie polskie)

Warto przeczytać:

Badania socjolożki Gabrielli Schmid  https://www.budrich-journals.de/index.php/gender/article/view/25304

Wywiad ze Schmid po niemiecku https://www.kosmosmag.ch/post/in-der-schweiz-liegt-noch-vieles-im-argen i po francusku https://www.kosmosmag.ch/post/il-reste-encore-beaucoup-à-faire-en-suisse

Zdjęcia są własnością redakcji „Kosmosu”.

Jak góry przywędrowały do Szwajcarii. Franz Hohler.

Eiger, Mönch i Jungfrau o wschodzie słońca. Archiwum własne.

Szwajcaria była kiedyś jednym z najbardziej płaskich krajów na świecie. Mimo to miała dobrze rozwiniętą sieć kolei linowych i wyciągów narciarskich. Ludzie jeździli od stacji do stacji, znajdujących się na tym samym poziomie, wysiadali, rozglądali się i nie widząc nic dalej niż to, co zwykle, wracali. Narty i sanki leżały w najdalszych kątach piwnic. Brakuje nam gór – mówili.

Aż jeden mądry Szwajcar, Benedikt Matter, pojechał do Holandii. Tam cały kraj pokryty był górami, ale Holendrzy nie mieli za to wyciągów. Zimą wspinali się na szczyty i zjeżdżali po śniegu w swoich drewnianych butach, które wypełniały się breją. Holendrzy mieli już dosyć. Brakuje nam równin – narzekali.

Benedikt Matter zapytał Holendrów, co by zrobili, gdyby ich kraj był płaski. Posadzilibyśmy tulipany – odpowiedzieli. Tak się złożyło, że w Szwajcarii wszędzie rosły tulipany i właściwie nikt nie wiedział, skąd się wzięły. Holendrzy i Szwajcarzy postanowili się wymienić: góry za tulipany. O ile z cebulkami kwiatów poszło gładko – Szwajcarzy zapakowali je po prostu do skrzynek i wysłali do Holandii – to przeniesienie gór stanowiło już większe wyzwanie. Ale Benedikt Matter przypomniał sobie o starym powiedzeniu: wiara przenosi góry. Jeśli będziemy się bardzo mocno o to modlić, na pewno się uda – stwierdził.

I tak Szwajcarzy i Holendrzy siedzieli całymi dniami w swoich kościołach i modlili  się o to, żeby góry przeniosły się do Szwajcarii. Aż stało się: Holandia zaczęła trzeszczeć w posadach, a góry – jedna po drugiej – opuszczały holenderską ziemię, aby przenieść się w nowe miejsce. Nareszcie wyciągi mogły jeździć w górę i w dół, Szwajcarzy podziwiać dalekie widoki i zjeżdżać na nartach, a ludzie z całego świata przyjeżdżać do nich na ferie zimowe i wakacje. Holendrzy za to cieszyli się, chodzili po płaskim i obsadzali całe pola tulipanami. Wszyscy byli zadowoleni.

A ponieważ człowiek, który to wszystko obmyślił, nazywał się Benedikt Matter, najpiękniejsza ze szwajcarskich gór nazywa się odtąd Matterhorn.

Franz Hohler, „Wie die Berge in die Schweiz kamen”, fragment występu kabaretowego, 1997, tłumaczenie własne 

Oryginalny fragment występu kabaretowego „Jak góry przywędrowały do Szwajcarii” do obejrzenia tutaj:

Franz Hohler – szwajcarski satyryk, artysta kabaretowy, autor sztuk teatralnych, książek dla dzieci i opowiadań. Urodzony w 1943 roku w Biel/Bienne. Największą sławę przyniosła mu opowiastka „Totemügerli” z 1967 roku, w której przewrotnie zabawił się językiem budując historię ze słów, które nie istnieją, ale są wariacją na temat rzeczywistej odmiany dialektu berneńskiego. „Totemügerli” stała się kultowa w całym kraju. Bez jej opowiedzenia nie odbyło się swego czasu żadne wesele czy przyjęcie rodzinne. Aktorzy i satyrycy z innych kantonów zaczęli przerabiać opowieść na własne dialekty, powstała wersja francuska, a nawet retoromańska. Wymyślone słowa z „Totemügerli” weszły do codziennego języka, a żart żyje do dzisiaj. W 2017 roku Lo&Leduc, popularny szwajcarski zespół hip-hopowy z Berna, odświeżył anegdotę, używając anglicyzmów i języka mediów społecznościowych, a opowieść sprzed lat zyskała nowe życie w internecie.