Pandemia koronawirusa: Szwajcaria idzie własną drogą

Władze Szwajcarii wstrzymują się z wprowadzeniem stanu wyjątkowego w całym kraju. Twierdzą, że na zamykanie granic jest już za późno. Czy to ustrojowa niemoc? Próba zachowania spokoju za wszelką cenę? A może jedyne rozsądne działanie w kryzysowej sytuacji? 

530485

Zalecenia dotyczące ochrony przed wirusem obejmują m.in. zachowanie dystansu i podstawowych zasad higieny. Fot. SRF

Berno, 4 marca. Trwa kolejna już w ostatnich dniach konferencja ministra zdrowia, podczas której Alain Berset informuje przed kamerami o nowych zaleceniach rządu, dotyczących ochrony obywateli przed koronawirusem. Mówi o potrzebie zachowania społecznego dystansu, powstrzymania się od całusów w policzek na powitanie oraz wymiany uścisków dłoni w sytuacjach zawodowych i prywatnych. Chwilę później, oddając głos Heidi Hanselmann, dyrektor departamentu zdrowia publicznego, wyciąga w jej kierunku dłoń. Nagranie natychmiast obiegło internet, a niekonsekwencja Berseta wynikająca przecież ze zwykłego przyzwyczajenia (w Szwajcarii uścisk dłoni to podstawa społecznych relacji), jest dobrym przykładem tego, że i politykom z trudnością przychodzi odnalezienie się w nowej sytuacji, w jakiej znalazł się kraj. 

Od momentu, kiedy w Szwajcarii potwierdzono pierwszy przypadek SARS-CoV-2 (w kantonie Tessyn, mężczyzna wrócił z Mediolanu) minęły ponad dwa tygodnie. Obecnie zakażonych jest już 858, sześć osób zmarło (dane z 12 marca). Jeśli odnieść liczbę przypadków wirusa do liczby mieszkańców, to Szwajcaria jest w pierwszej piątce najbardziej zainfekowanych krajów na świecie. Wirus opanował niemalże wszystkie kantony, a największą liczbę przypadków zanotowano we włoskojęzycznym Tessynie.  

To tam, w Gambarogno na południu Szwajcarii, mieszka Anna. Gmina bezpośrednio graniczy z włoską Lombardią, regionem, gdzie wirus zrobił największe spustoszenie. I choć Włochy pozostają krajem w całości objętym kwarantanną, na granicy ze Szwajcarią ruch – choć ograniczony – wciąż się odbywa. 

– Na teren Szwajcarii mogą wjechać osoby mające pozwolenie na pracę. Ograniczenia w ruchu i zamknięcie niektórych przejść granicznych powoduje ogromne korki, dlatego kierowcy są proszeni o umieszczanie dokumentów przy samej szybie, na masce samochodu, aby nie trzeba było wszystkich aut zatrzymywać do kontroli – mówi Anna, Polka mieszkająca w Gambagorno, która to co się dzieje przy granicy, może obserwować ze swojego balkonu. 

Do Szwajcarii przyjeżdża dzień w dzień ok. 330 tysięcy pracowników z przygranicznych miejscowości we Włoszech, Francji i Niemczech. Powód: wyższe zarobki oraz zapotrzebowanie na pracowników w różnych branżach, m.in. medycznej. Między Włochami a Szwajcarią codziennie kursuje 68 tysięcy pracowników przygranicznych. Wielu pracuje w szpitalach. – Obecnie trwa organizacja nowych zasad pracy. Dla pracujących w placówkach opieki medycznej mieszkańców Lombardii przygotowywane są tymczasowe miejsca zakwaterowania – relacjonuje Anna. 

Położenie geograficzne sprawiło, że włoskojęzyczny kanton Tessyn, będący na pierwszej linii frontu walki z wirusem, wielu zaczęło postrzegać jako tamę, która albo wirusa powstrzyma, albo pękając sprawi, że ten wyleje się na cały kraj. Niestety stało się to drugie. 

Po tym, jak w Tessynie liczba przypadków zakażenia wirusem przekroczyła 120, władze kantonu zdecydowały się wprowadzić tam stan wyjątkowy. Życie spowolniło. Zamknięte są kina, baseny, kluby i niektóre szkoły. W restauracjach nie może przebywać jednocześnie więcej niż 50 osób. – Wszyscy są proszeni o unikanie zgromadzeń i przemieszczania się bez konieczności. Odwołano imprezy, w tym tradycyjne rozpoczęcie sezonu turystycznego, w trakcie slynnego festiwalu kamelii. Nie ma paniki, ale czuje się niepokój – opowiada Anna.

Granica wciąż pozostaje otwarta, a sytuacja w Szwajcarii zmienia się jak w kalejdoskopie. Podobnie jak reakcje ludzi i komentarze ekspertów (prawdziwych i samozwańczych) na temat działań rządu. Tylko te ostatnie tak jakby.. zamarły. 

Kiedy pod koniec lutego wiadomo było, że wirus pokonał Alpy i dotarł do Szwajcarii, reakcja państwa była szybka. Już trzy dni od rozpoznania pierwszego przypadku wirusa wprowadzono zakaz zgromadzeń publicznych z udziałem więcej niż tysiąca osób. Odwołane zostały duże imprezy, m.in. salon motoryzacyjny w Genewie czy karnawał w Bazylei. Szczegółowym ustalaniem i wprowadzaniem środków zapobiegającym rozprzestrzeniania się wirusa miały się już zająć – zgodnie z zasadą federalizmu – władze poszczególnych kantonów. 

Tym samym i odpowiedzialność za bezpieczeństwo obywateli stała się w dużej mierze wewnętrzną sprawą 26 kantonów. A te reagowały różnie, podobnie zresztą, jak prywatne firmy, które zaczęły testować granice pomiędzy dobrem pracowników, a własnym interesem. Bardziej zapobiegliwe skracały czas pracy albo umożliwiały wykonywanie zawodowych obowiązków z domu. Mniej ostrożne ograniczyły się do zaopatrzenia biur w butelki ze środkiem dezynfekującym. Jednocześnie głosy, aby zamknąć południową granicę Szwajcarii tonęły w zalewie uspokajającego przesłania rządzących: wszystko jest pod kontrolą.

W dniu, w którym polski rząd podjął decyzję o zamknięciu szkół i przedszkoli, Szwajcaria miała już 650 przypadków koronawirusa i cztery ofiary śmiertelne. Życie w miastach wciąż toczyło się w nieco zwolnionym, ale jednak normalnym tempie. Na Uniwersytecie Zuryskim, mimo potwierdzonych zakażeń, zajęcia odbywały się regularnie. Dzieci chodziły do szkół i przedszkoli. Dopiero dwa tygodnie po tym, jak w kraju zdiagnozowano pierwszy przypadek wirusa, szwajcarskie koleje i linie lotnicze zawiesiły połączenia z Zurychu do Wenecji i Mediolanu. 

W międzyczasie przez internet przetacza się burza. Komentarze są różne, od „Szwajcario, obudź się i zrób coś wreszcie” po „Przecież i tak nie mamy nad tym kontroli, to po co siać panikę”. Jakie zatem powinno być „modelowe” działanie w przypadku pandemii koronawirusa? Trudno powiedzieć. 

Wydaje się, że Szwajcaria, jak wielokrotnie w historii, tak i w obecnej sytuacji idzie własną drogą. Zalecając stosowanie się do podstawowych zasad higieny i społeczną izolację, ale wciąż zostawiając otwarte granice władze nie wprowadziły kwarantanny, która przyniosła dobre rezultaty w Chinach i – jak się póki co tylko ufa – mają pomóc opanować dramatyczną sytuację we Włoszech.

Z dużą rezerwą podchodzi się tu też do wykonywania testów na obecność koronawirusa. Aby nie dopuścić do oblężenia szpitali, osobom z objawami choroby zaleca się pozostanie w domu. Opieką objęci są starsi, chorzy, z grup ryzyka. – Przy tylu przypadkach nie da się już stwierdzić, kto miał kontakt z zarażonymi osobami, a też nie wszyscy potrzebują specjalistycznego leczenia, więc testuje się celowo osoby, które są najbardziej zagrożone – tłumaczy mi pracownik Szpitala Uniwersyteckiego w Zurychu.

Szwajcaria to kraj z dużym odsetkiem osób starszych. Tych powyżej 65. roku życia mieszka tu ponad 1,5 miliona. – Wprowadzono dodatkowe środki ostrożności, takie jak zakaz odwiedzin w szpitalach czy domach starości, żeby nie narażać starszych osób. Szpitale są dobrze wyposażone, dopasowały środki izolacji do najnowszych danych o wirusie, jest wystarczająco dużo personelu, nie brakuje miejsc na oddziałach. Właściwie wszystko działa normalnie – dodaje pracownik szpitala.

W przeliczeniu na milion mieszkańców w Szwajcarii wykonuje się w szpitalach o połowę mniej testów niż we Włoszech. To sprawia, że brak jest rzeczywistych danych o nosicielach wirusa.

Czy powtarzane przez polityków jak mantra zalecenia: myć ręce i zostać w domu wystarczą, aby zapanować nad pandemią? – Bez wprowadzenia drastycznych środków zapobiegawczych liczba zachorowań będzie eskalować, co doprowadzi do niewydolności systemu opieki zdrowotnej – twierdzi Richard Neher, profesor biofizyki z Instytutu Biologii Uniwersytetu w Bazylei. Jego zdaniem, rząd powinien wprowadzić m.in. nakaz pracy zdalnej, ograniczenie przemieszczania się środkami transportu publicznego oraz zamknąć szkoły.

Choć jest jeszcze za wcześnie, aby oceniać politykę państwa i ferować wyroki, to trudno się oprzeć wrażeniu, że w porównaniu do strategii obserwowanych w innych państwach, Szwajcaria jest zdecydowanie po stronie zachowawczego podejścia do tematu epidemii. Rządzący zachowują spokój, a obywatele ufają, że będzie dobrze. Warto też pamiętać o specyfice tutejszego ustroju. W normalnej sytuacji rzadko kiedy decyzje w Szwajcarii płyną „z góry”. Wytyczne pozostają w gestii cieszących się dużą swobodą kantonów. Pytanie, czy obecną sytuację jeszcze można nazywać normalną.

Póki co koronawirus krążący w alpejskim powietrzu działa jak magnes wyciagając na powierzchnię strukturalne słabości szwajcarskiej gospodarki i systemu opieki zdrowotnej. Pokazuje, jak bardzo Szwajcaria jest zależna od pracowników (także opieki zdrowotnej) i dostaw z zagranicy. Wstrzymany transport masek ochronnych z Niemiec wywołał niedawno dyplomatyczny zgrzyt między Bernem i Berlinem. Otwarta granica dla pracowników z Włoch dzieli Szwajcarów. 

W tej sytuacji słowa szwajcarskiego ministra Ignazio Cassisa, że w powstrzymaniu rozprzestrzeniania się wirusa w Europie pomoże tylko współpraca między krajami nosi znamiona jeśli nie naiwności, to politycznego myślenia życzeniowego. 

Co nowego w Szwajcarii w 2020 roku

I tak Szanowni Czytelnicy wstępujemy razem w lata 20. Jak co roku przedstawiam najważniejsze regulacje prawne, które wchodzą w życie z początkiem stycznia lub w kolejnych miesiącach i będą miały wpływ na nas, mieszkających w Szwajcarii. Życzę Wam, aby Wasz prywatny Nowy Rok przyniósł zmiany tam, gdzie ich oczekujecie, a oszczędził ich tam, gdzie lepiej, żeby wszystko zostało po staremu. Jak mawiają Szwajcarzy – Guten Rutsch, dobrego wślizgu w 2020!

Bild_zur_freien_Verwendung_AHV_Alter_Vorsorge_Geld_Finanzen_Finanzierung_Rente_Pension_Ausweis_Dokument_Ruhestand_nach_dem_Arbeitsleben

Od 2020 roku składka na AHV wyniesie 8,7 proc. wynagrodzenia brutto.

Wyższe składki emerytalne

W majowym referendum Szwajcarzy opowiedzieli się za reformą systemu emerytalnego. Jedną z konsekwencji tej decyzji jest zwiększenie składki na fundusz emerytalny (niem. AHV, pierwszy filar emerytalny). Od stycznia 2020 roku wzrośnie ona o 0,3 proc. W praktyce oznacza to niższe zarobki netto. Potrącenie będzie wynosiło odtąd 8,7 proc. wynagrodzenia brutto, z czego tak jak dotychczas połowę (4,35 proc.) płaci pracodawca, a połowę pracownik. Informację o zmianach powinniście już otrzymać od swojego pracodawcy. Wyższe AHV zapłacą również osoby samozatrudnione. Zwiększenie składek pozwoli dosypać do państwowej kasy emerytalnej 1,2 miliarda franków rocznie.

Zwrot podatku za zakupy po nowemu

Jeśli często jeździcie na zakupy do Niemiec, to z pewnością nie raz prosiliście przy kasie o zieloną kartkę, uprawniającą do zwrotu niemieckiego podatku VAT. Wkrótce roku taki dokument otrzymacie tylko za paragony na kwotę przekraczającą 50 euro. Taki minimalny limit wprowadziło od 2020 roku niemieckie ministerstwo finansów. 

Niższe koszty wynajmu mieszkania 

Według prognoz specjalistów od rynku nieruchomości już w marcu 2020 roku może zmienić się w Szwajcarii referencyjna stopa procentowa, na podstawie której banki ustalają oprocentowanie kredytów hipotecznych. Oczekiwania mówią o obniżce z obecnych 1,5 proc. do 1,25 proc. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, również wynajmujący mieszkania będą mogli się ubiegać o obniżenie kosztów wynajmu. Najlepiej jest wówczas napisać pismo w tej sprawie do swojego administratora. Pozostając w temacie, właścicielom nieruchomości będą od 2020 roku przysługiwały nowe możliwości odpisów od podatku federalnego. Chodzi m.in. o koszty inwestycji energooszczędnych.

Krótszy kurs na prawo jazdy 

Szwajcarskie przepisy dla nowych kierowców zakładają, że po pomyślnym zdaniu egzaminu na prawo jazdy mamy rok na tzw. doszkolenie. Kurs doszkalający, podczas którego kierowcy testują bardziej zaawansowane umiejętności, jak np. gwałtowne hamowanie, trwał dotychczas dwa dni. Od 2020 roku zostanie skrócony do jednego dnia (a dokładnie siedmiu godzin).

Preise2020

Paczki opłacone przez internet wyślemy z rabatem. Fot. post.ch

Obowiązek rejestracji paczek wysyłanych za granicę

Kto regularnie przesyła rodzinie w Polsce szwajcarską czekoladę, musi od przyszłego roku mieć się na baczności. Paczkę wysyłaną pocztą za granicę trzeba będzie najpierw zgłosić i zarejestrować przez internet (wypełnienie formularza w okienku pocztowym będzie kosztowało 3 franki). Dotyczy to przesyłek do dwóch kilogramów. W ten sposób szwajcarska poczta dostosowuje się do międzynarodowych regulacji. Z kolei lokalne przesyłki, opłacone samodzielnie przez internet i opatrzone wydrukowaną etykietą, nadamy od przyszłego roku z rabatem, nawet do 3 franków (w zależności od wagi paczki). 

Szybsze zawieranie małżeństw

Mniej biurokracji dla osób planujących zawarcie związku małżeńskiego (i mniej czasu na ewentualne rozmyślenie się). Według dotychczasowych przepisów od momentu pozytywnego zakończenia procedury przygotowawczej (kończącej się spotkaniem w urzędzie stanu cywilnego) do dnia ceremonii musiało upłynąć co najmniej 10 dni. Od przyszłego roku ten „okres ochronny” przestanie obowiązywać.

Pontonem bez limitów 

Kojarzycie dmuchane gumowe łódki, którymi Szwajcarzy uwielbiają latem pływać po jeziorach i rzekach? Ponieważ takie wycieczki często przeradzały się w zakrapiane imprezy, w 2014 roku wprowadzono ograniczenie maksymalnej ilości spożytego alkoholu przez „kapitana” łódki do 0,5 promila. Szybko się okazało, że ten przepis jest martwy, ponieważ kontrola bawiącego się na pontonach towarzystwa była mocno utrudniona. Dlatego od 2020 roku limit zostanie zniesiony. Roztropność wciąż zalecana!

Drobne przewinienia karane od zaraz

Grzywny w Szwajcarii nie dotyczą tylko łamiących przepisy kierowców. Od przyszłego roku postępowanie identyczne jak w przypadku mandatów drogowych będzie obowiązywać również za takie przewinienia jak rozmawianie przez telefon podczas jazdy rowerem, palenie tytoniu w miejscach publicznych czy konsumpcja marihuany. Maksymalna wysokość kary to 300 franków, a szczegółowe regulacje leżą w gestii poszczególnych gmin i kantonów.

3562701_pic_970x641

Szwajcarskie koleje życzą pasażerom dużo cierpliwości w 2020 roku.

Dalsze opóźnienia pociągów

Niestety problemy z punktualnością kolei mogą się w przyszłym roku tylko pogłębić. Szwajcaria planuje ogromne inwestycje na łączną kwotę dwóch miliardów franków, więc robotom na torach nie będzie końca. Dlatego w 2020 roku trzeba się spodziewać nie tylko wydłużających się opóźnień, ale również zmian tras i odwołania połączeń. Największe utrudnienia będą miały miejsca na trasach między Genewą a Lozanną, w okolicach jeziora Zug, Berna, pomiędzy Olten i Aarau oraz Bazyleą i Liestal. Pozostaje nam tylko życzyć sobie nieskończonej cierpliwości.

O wybranych przeze mnie zmianach i wielu innych przeczytacie tutaj (źródła w języku niemieckim):

https://www.tagesanzeiger.ch/schweiz/standard/neue-gesetze-was-sich-2020-alles-aendert/story/23334883

https://www.20min.ch/finance/news/story/Das-aendert-sich-im-neuen-Jahr-24245180

https://www.blick.ch/news/wirtschaft/konsumenten-steuerzahler-mieter-autofahrer-was-uns-im-2020-aufs-portemonnaie-drueckt-id15679636.html

Trzy filary – szwajcarski system emerytalny w pigułce

Senioren-Wandern_Schweiz_Fotolia_137994184-835x470

Aktywni seniorzy to częsty widok w Szwajcarii. Fot. fotolia.com

Każdemu, kto pracował w Szwajcarii i odprowadzał składki na ubezpieczenie społeczne przysługuje szwajcarska emerytura. Tutejszy system trzech filarów jest uznawany za jeden z najbardziej wiarygodnych i bezpiecznych na świecie. Choć może się wydawać nieco skomplikowany, to warto dobrze go zrozumieć, aby poznać swoje prawa i różne opcje planowania emerytury. Ten przewodnik powstał po to, aby przybliżyć Wam specyfikę trzech filarów. Tekst stworzyłam we współpracy z firmą doradczą Swissential, z siedzibą w Nyon, regulowaną przez FINMA – szwajcarski nadzór finansowy. Dowiecie się z niego nie tylko, jak zaplanować swoją finansową przyszłość, ale także, jak już teraz wykorzystać możliwości systemu, aby np. obniżyć podatek oraz jak ubiegać się o pieniądze ze składek po opuszczeniu Szwajcarii. Czytelnicy bloga I’m not Swiss mogą również skontaktować się z doradcą firmy Swissential (kontakt na końcu artykułu), aby otrzymać bezpłatną poradę finansową w języku polskim.

Pierwszy filar – podstawowy poziom życia na emeryturze

Pierwszy filar to państwowy plan emerytalny o nazwie AHV (niem)/AVS (fr). Innymi słowy, jest to rządowy system redystrybucji, który obejmuje dodatkowo ubezpieczenie na wypadek inwalidztwa i ubezpieczenie od bezrobocia. Składka, jaką wpłacamy do pierwszego filaru, to 10,25% naszej pensji, z czego 50% jest płacone przez pracodawcę, a 50% jest odciągane z pensji pracownika.

Jeśli ktoś odprowadzał składki od 20. roku życia do osiągnięcia wieku emerytalnego, to maksymalna emerytura, na jaką może liczyć z pierwszego filaru wynosi 2370 CHF miesięcznie (na osobę) lub 3555 CHF miesięcznie (dla małżeństwa). W Szwajcarii związek małżeński oznacza ograniczenia podatkowe i emerytalne, ale w sytuacji wypadku lub śmierci partnera/partnerki, można liczyć na wsparcie w postaci przejęcia części emerytury i pieniędzy z ubezpieczenia na życie, wbudowanego w szwajcarski system trzech filarów. 

Przydatne porady:

Drugi filar – dodatek do pierwszego filaru

Drugi filar, czyli BVG/LPP, to pracowniczy plan emerytalny, ubezpieczenie wypadkowe i ubezpieczenie na życie. Drugi filar jest obowiązkowy dla wszystkich pracowników od 25. roku życia, a składka w zależności od wieku pracownika wynosi minimum 7%, 10%, 15% i 18%. Pracownicy, którzy zarabiają więcej niż 21 339 CHF rocznie, są automatycznie objęci pracowniczym funduszem emerytalnym. Osoby, które pracują na własny rachunek mogą opłacać składki dobrowolnie, wykorzystując trzeci filar w podobny sposób jak drugi. W połączeniu ze składkami z pierwszego filaru możemy spodziewać się, że do momentu przejścia na emeryturę wypracujemy 60% wartości naszej ostatniej pensji. Dodatkowo można wykorzystać swój drugi filar jako depozyt na zakup nieruchomości, budżet na otworzenie własnej firmy lub na dodatkową edukację.

Drugi filar może być naszym pierwszym i najważniejszym źródłem dochodu na emeryturze. Wszyscy wiemy, ile mamy pieniędzy w banku, ale wielu z nas nie wie, że może na bieżąco śledzić informacje znajdujące się na podsumowaniu drugiego filaru. Te informacje otrzymujemy raz do roku (w lutym) od pracodawcy lub mamy do nich dostęp za pośrednictwem portalu powiązanego z naszym drugim filarem.

3Pillar System PL- OK.001

Przydatne porady:

  • Zarówno mężczyźni, jak i kobiety mogą uzyskać dostęp do całości pieniędzy zebranych w drugim filarze już w wieku 58 lat.
  • Jeśli opuszczasz Szwajcarię, możesz poprosić o wypłacenie części swoich oszczędności z drugiego filaru w formie jednorazowej transzy.
  • Jeśli opuszczasz Szwajcarię i wyjeżdżasz poza Europę możesz poprosić o wypłacenie całości swoich oszczędności z drugiego filaru w formie jednorazowej transzy.
  • W zależności od kantonu przy wypłacie zapłacimy różnej wysokości stawkę podatkową. Można znacząco obniżyć ten podatek, jeśli zaplanuje się wyjazd z wyprzedzeniem i przeniesie pieniądze do innego kantonu.
  • Dodatkowym sposobem na obniżenie podatku jest włożenie swoich oszczędności do drugiego filaru (tzw. buy back), co zwiększa naszą emeryturę. Kwota, którą możemy wpłacić zależy od czasu pracy w Szwajcarii i zarobków.
  • Pamiętaj, że kiedy wyjeżdżasz ze Szwajcarii, musisz samodzielnie ubiegać się o wypłatę z tak zwanego vested benefit account, do którego są przenoszone składki osób opuszczających Szwajcarii. W tej chwili nieodebrana kwota na tych kontach w całym kraju wynosi 5 mld CHF.

Trzeci filar – prywatna emerytura

Trzeci filar to prywatna, indywidualna opcja, która składa się z dwóch części (A i B). Wykorzystuje się go do zbudowania dodatkowego kapitału, aby w momencie przejścia na emeryturę zabezpieczyć się przed znacznym spadkiem dochodów. Trzeci filar zazwyczaj przyjmuje formę konta oszczędnościowego na emeryturę i często oznacza też dodatkowe korzyści podatkowe. Maksimum, jakie można wpłacić na trzeci filar A i odliczyć od podstawy podatku to 6826 CHF rocznie. Zwrot podatku z części B zależy od prawa kantonalnego.

Przydatne porady:

  • Korzystanie z kont bankowych dla trzeciego filaru części A jest przydatnym rozwiązaniem dla osób, które planują zostać w Szwajcarii przez 12 do 24 miesięcy. Przy dłuższych pobytach warto rozważyć rozwiązania, które oferują wyższy zwrot z inwestycji, zabezpieczenie kapitału, jak również ubezpieczenie na życie.  
  • Trzeci filar może zostać wykorzystany do spłacenia kredytu na mieszkanie. 
  • Osoby mieszkajace w kanonie Genewa lub Fryburg mogą uzyskać dodatkowe ulgi podatkowe z trzeciego filaru B.
  • Jeśli planujesz w przyszłości opuścić Szwajcarię, trzeci filar to jedyna część systemu, którą można kontunuować jako formę prywatnego konta emerytalnego. 

Kontakt z doradcą:

Krzysztof Cieślik, specjalista firmy Swissential ds. szwajcarskiego systemu trzech filarów. Możesz poprosić o bezpłatną konsultację telefoniczną z ekspertem, wysyłając email na adres ccieslik@swissential.com. 

https://swissential.com

https://www.facebook.com/swiss3pillarsystem

Jedną nogą w Unii – trudny mariaż Szwajcarii z Europą

csm_Schweiz_EU_092f3fc3f4

Wybory do Parlamentu Europejskiego za pasem. Myślicie, że Szwajcarii to nie dotyczy? Błąd. Co szósta mieszkająca tu osoba to obywatel lub obywatelka jednego z krajów Wspólnoty. Czy pójdą na wybory? Czy my pójdziemy? Nasze decyzje mają wpływ na Unię Europejską, więc pośrednio również na to, co dzieje się w Szwajcarii. Powiecie, że przecież Szwajcaria nie jest w Unii. Tylko formalnie. W praktyce wzajemne zależności są tak ścisłe, że Szwajcarzy bez UE może mogliby istnieć, ale byłoby im trudniej. A może jednak łatwiej? Zobaczmy.

Kiedy po drugiej wojnie światowej Winston Churchill wzywał w Zurychu do utworzenia czegoś na kształt Stanów Zjednoczonych Europy, Szwajcaria, owszem, była zainteresowana integracją z zachodnimi państwami. Gospodarka po wojnie intensywnie się rozwijała, dlatego dostęp do europejskiego rynku był jak najbardziej w interesie Helwetów. Już na początku lat 60. XX wieku Szwajcaria wzięła udział w tworzeniu podwalin wspólnej strefy gospodarczej, tworząc jako jeden z siedmiu krajów Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu (EFTA).

W międzyczasie w siłę rosła inna międzynarodowa organizacja – Europejska Wspólnota Gospodarcza, która za jakiś czas miała przekształcić się w Unię Europejską. Kraje członkowskie EFTA  – wówczas oprócz Szwajcarii były to Islandia, Norwegia i Lichtenstein – porozumiały się z państwami EWG, aby umożliwić swobodny przepływ nie tylko towarów i usług, ale również kapitału i ludzi. Kiedy miało dojść do podpisania traktatu o utworzeniu wspólnego obszaru handlowego – Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG), Szwajcaria zaczęła robić problemy. Współpraca handlowa, jak najbardziej, ale z zachowaniem samostanowienia i suwerenności krajów. Helweci nie byli gotowi na to, żeby ryzykować oddanie części władzy w ręce ponadnarodowego tworu, jaki rodził się w Europie. Nie chcieli, aby ich neutralność została poddana w wątpliwość. Chcieli mieć ciastko i zjeść ciastko, albo jak kto woli – szukali złotego środka.

Ostateczny głos miał należeć, jak zawsze w podobnych przypadkach, do obywateli. W grudniu 1992 roku odbyło się ogólnokrajowe referendum w sprawie przystąpienia do EOG. Temat budził duże emocje, więc Szwajcarzy tłumnie ruszyli do urn, frekwencja wyniosła prawie 80 proc. To referendum, jedno z najważniejszych w historii Federacji, pokazało wyraźnie, jak podzielone było wówczas szwajcarskie społeczeństwo, jeśli chodzi o wizję przyszłości kraju. Opcja przeciwko wejściu do wspólnej Europy przeważyła nieznacznie, tylko 23 tysiącami głosów. Geograficzna linia między zwolennikami i przeciwnikami zjednoczenia przebiegała dokładnie tam, gdzie w Szwajcarii znajduje się symboliczna granica kulturowa, językowa i mentalna, tzw. Röstigraben – na nie były kantony niemieckojęzyczne i włoskie Ticino, na tak – Szwajcaria Zachodnia z przewagą wpływów francuskich.

2fbe93c7-81c9-46c5-a348-0ff57a647ad1

Kampania przeciwników EOG przed referendum w 1992 roku. Fot. watson.ch

Choć większość Szwajcarów, w obawie przed utratą niezależności, napływem cudzoziemców i wzrostem bezrobocia, opowiedziała się przeciwko unifikacji, to kraj nie mógł sobie pozwolić na pozostanie samotną wyspą w środku Europy. W 1995 roku aż 80 procent szwajcarskiego importu pochodziło z krajów UE, a 62 procent eksportu trafiało na rynki ówczesnej „piętnastki”. Szwajcaria dawała obywatelom krajów Unii ponad pół miliona miejsc pracy. Czy Szwajcarzy tego chcieli, czy nie, byli częścią europejskiej wspólnoty de facto i wycofanie się z tej raz wprawionej w ruch machiny nie wchodziło w grę.

Dlatego Szwajcaria przyjęła strategię trzeciej drogi. Fachowo nazywa się to bilateralizmem, czyli polityką umów dwustronnych. Chodzi o to, że zamiast formalnie być częścią wspólnoty, Szwajcaria podpisuje dziesiątki rożnych umów, regulujących każdą sprawę osobno. Odtąd relacje Berna z Brukselą to nieustanne balansowanie na cienkiej granicy, oddzielającej zaangażowanie Szwajcarii w sprawy wspólnej Europy od podążania własną drogą. Pierwszy pakiet umów podpisano już w 1998 roku, a regulowały one takie podstawowe kwestie, jak transport lądowy, powietrzny, współpracę badawczą i swobodny (choć tylko z nazwy, bo Szwajcaria zastrzegła sobie tutaj dodatkowe działania chroniące pracowników) przepływ osób. Unia, żeby uniknąć wybiórczego dostosowywania się Szwajcarii do przepisów, objęła ją tzw. gilotyną. Jeśli doszłoby do zerwania jednej z umów, automatycznie przestają obowiązywać też wszystkie inne.

W międzyczasie w Szwajcarii miały miejsce kolejne próby przekonania społeczeństwa do tego, że bycie w Europie jest fajne. W 2001 roku z inicjatywy obywatelskiej „Yes to Europe” odbyło się referendum, którego wyniki (77 proc. głosów dla „no to Europe”) potwierdziły negatywny stosunek Szwajcarów do integracji. Teoretycznie otwartą furtkę do Unii Szwajcarzy pozostawili sobie aż do 2016 roku, kiedy decyzją parlamentu ostatecznie wycofano martwy i tak wniosek o rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych.

Z biegiem lat Szwajcaria coraz ściślej wiązała się z Europą, podpisując kolejne umowy dwustronne i towarzyszące. Dzisiaj jest ich już ponad sto i dotyczą wielu różnych spraw, od transportu towarów i osób drogą lądową i powietrzną, przez handel produktami rolnymi, po wymianę informacji na temat przestępców i współpracę w badaniach naukowych. Ujednolicenie przepisów handlowych i norm jest ważne dla szwajcarskich firm, które robią interesy z klientami z Europy. Szwajcaria wciąż broni jednak swojego rynku, m.in. utrzymując kontyngenty celne i wymagając dostosowań do lokalnego prawa pracy w przypadku delegacji pracowników.

Układ Szwajcarii z Unią nie dotyczy tylko biznesu, ale ma wpływ na życie każdego z nas – możemy wjechać tu bez paszportu, ale jeśli chcemy zostać dłużej i pracować, wymagane jest specjalne pozwolenie. Ponieważ Szwajcaria otworzyła swój rynek pracy dla obywateli UE, procedury są łagodniejsze niż dla osób przybywających spoza Europy. Dzięki umowom dwustronnym, nasze szwajcarskie ubezpieczenia zdrowotne są ważne w Polsce, nie musimy płacić podwójnych podatków, możemy natomiast w Szwajcarii studiować i korzystać z tutejszych stypendiów naukowych. Wciąż musimy jednak uważać na to, co do Szwajcarii wwozimy i liczyć się z wysokimi podatkami na granicy. Podobnie jak – uwaga, turyści – z zawrotnymi stawkami w roamingu.

juncker-und-sommaruga

Szwajcaria-UE: miłość czy nienawiść? Fot. Keystone

Wydawałoby się, że bilateralne umowy to dla Szwajcarii układ idealny: bierzemy, co dla nas dobre, ale pozostajemy z boku. Dzisiaj co trzeci szwajcarski frank pochodzi z wymiany handlowej z Unią. Do krajów UE płynie 55 procent szwajcarskiego eksportu, o wartości ok. 120 miliardów franków, a sprowadzane stamtąd produkty za ponad 130 miliardów franków rocznie stanowią aż trzy czwarte wszystkich importowanych przez Szwajcarię. Helweci handlują z Europą głównie wyrobami przemysłu chemicznego i farmaceutycznego, maszynami i elektroniką oraz przyrządami precyzyjnymi.

Do tego dochodzą jeszcze inwestycje bezpośrednie. Ponad 80 proc. zagranicznego kapitału krążącego w szwajcarskiej gospodarce pochodzi z krajów UE. To ponad 500 miliardów franków. Co równie ważne, Szwajcaria korzysta też na swobodnym przepływie osób. Do Szwajcarii przyjechało prawie 1,5 miliona pracowników z Unii, a kolejne 300 tysięcy to pracownicy przygraniczni, którzy w Szwajcarii pracują, a mieszkają w jednym z krajów sąsiedzkich (rzadziej odwrotnie).

Ekonomiści Szwajcarskiej Federacji Biznesowej, economiesuisse, wyliczyli, że bez porozumień z Unią, tempo wzrostu szwajcarskiej gospodarki w latach 2002-2014 byłoby wolniejsze o prawie 6 procent. Przekładając to na konkrety – przeciętny obywatel zarobiłby rocznie ok. 4,4 tys. CHF mniej. Szwajcaria czerpie z Unii pełnymi garściami. Co ma Unia ze Szwajcarii? Trochę pieniędzy (Szwajcaria płaci tzw. składkę solidarnościową, a oprócz tego okazjonalnie sypie kasą, m.in. na projekty wspierające integrację nowych członków UE) i sporo problemów.

Każda zmiana w unijnych przepisach, która dotyczy umów bilateralnych, musi przejść przez szwajcarskie sito. Kiedy Szwajcarzy wyciągają oręże w postaci referendum, zawsze pojawia się pytanie: jak decyzja obywateli będzie się miała do umów z Unią? Straszakiem, który wyciągają wtedy zwolennicy współpracy z UE (są w Szwajcarii i tacy), jest groźba wyrzucenia ze strefy Schengen (Szwajcaria otworzyła granice w 2008 roku). Zdarza się, że dopiero jak już mleko się rozlało, czytaj decyzja została podjęta, okazuje się, że nie da się jej pogodzić z umowami dwustronnymi. Tak było w 2014 roku, kiedy w kontrowersyjnym referendum większość Helwetów poparła ograniczenie imigracji. Podejście Szwajcarów? Stało się, tak chciał naród, teraz zobaczymy, czy da się jakoś dogadać z Brukselą. Nie udało się do dzisiaj.

Szwajcaria jest dla UE uciążliwym partnerem w negocjacjach, które często prowadzone są metodą kija i marchewki. Tak było m.in. w przypadku unijnej dyrektywy o opodatkowaniu oszczędności, której wdrożenie przez Szwajcarię oznaczałoby konieczność dzielenia się informacjami o ulokowanym w bankach kapitale zagranicznych klientów, więc w praktyce koniec słynnej tajemnicy bankowej, na której kraj zbudował swoją finansową potęgę. Negocjacje z Unią trwały długimi latami, a wypracowany w bólach kompromis Szwajcaria zaakceptowała ostatecznie w 2004 roku.

310666119

„Nie, dziękuję!” – Szwajcaria nie zajmie miejsca w Unii po Wielkiej Brytanii. Fot. sputniknews.de

Aktualnie kością niezgody w relacjach między Szwajcarią a Unią jest tzw. umowa ramowa, która ma skupić wszystkie zawarte dotąd porozumienia między Szwajcarią a UE (jest ich aż 120) i jednocześnie zapewnić automatyczne wprowadzanie do nich bieżących zmian zgodnych z prawem unijnym. To rozwiązanie budzi sprzeciw pewnej grupy Szwajcarów, którzy są za samostanowieniem i obawiają się, że Unia przejmie kontrolę nad tym, co się dzieje w państwie. Ponadto UE wymaga od Szwajcarii pójścia na spory kompromis i rezygnacji z mechanizmów ochronnych rynku pracy (m.in. kontroli firm delegujących pracowników). Wojna nerwów trwa od 2014 roku.

Pod koniec 2018 roku brukselskim urzędnikom skończyła się cierpliwość i zagrozili, że jeśli do porozumienia nie dojdzie, Szwajcaria dostanie zakaz handlu akcjami na giełdach w UE. Oczywiście to było tylko grożenie palcem, bo Unia ostatecznie dała Szwajcarii ultimatum do końca czerwca tego roku. Czy Berno wywiąże się z zobowiązania czy szwajcarscy politycy dalej bedą się bawić z unijnymi urzędnikami w kotka i myszkę? Niedługo się przekonamy. Umowa jest na tyle ważna, że bez jej przyjęcia nie będzie możliwe podpisanie kolejnych porozumień, w tym w sprawie ważnego dla Szwajcarów dostępu do unijnego rynku energetycznego.

Przewodniczący Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker, przyznał niedawno, że współpraca ze Szwajcarią to dla niego nieustanne źródło stresu. Rozmowy o umowie ramowej prowadził już z czterema prezydentami Federacji, a każdy miał inną jej wizję. „Szwajcaria nie ma jednej polityki europejskiej, tylko siedem różnych” – podsumował Juncker, nawiązując do siedmiorga przedstawicieli szwajcarskiego rządu.

Słuchając takich wypowiedzi, można odnieść wrażenie, że unijni urzędnicy tak niewygodnego partnera, jakim jest Szwajcaria, najchętniej by się pozbyli. Tymczasem, według badań opinii publicznej, prawie trzy czwarte obywateli UE z chęcią przyjęłaby Szwajcarów w swoje szeregi. Co na to sami zainteresowani? W ciągu lat sprzeciw wobec wejścia do UE w społeczeństwie wzrósł. Gdyby referendum w sprawie ewentualnej akcesji odbyło się dzisiaj, to można by się było spodziewać, że – inaczej niż w 1992 roku – wyraźna większość Helwetów powiedziałaby Unii zdecydowane nie.


 

Źródła:

Schweiz und die Europäische Union, Eidgenössisches Department für auswärtige Angelegenheiten, 2016

Polityka Szwajcarii wobec Unii Europejskiej, Michał Tomczyk, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, 2014

Szwajcaria wobec integracji europejskiej, Czesław Porębski, Ośrodek Myśli Politycznej, 2005

https://www.skarbiec.biz/prawo/prawnik-radzi/21_08_2009.htm (o tajemnicy bankowej)

https://www.swissinfo.ch/ger/essay_-fuer-die-eu-ist-die-schweiz-ein-staendiger-stresstest-/44321778

https://www.swissinfo.ch/eng/economists-dispute_does-switzerland-really-benefit-from-eu-bilateral-accords/42100894

 

Stoliczku nakryj się – zero waste po szwajcarsku

Food_Waste_Karotten_595

Unikatowe marchewki można tylko kochać. Fot. nachhaltigleben.ch

Niedawno pisałam o tym, co Szwajcarzy robią z odpadami atomowymi. Teraz też będzie o śmieciach, ale tych nam bliższych, bo codziennych.

Zajrzyjcie do swoich lodówek. Ile ze zgromadzonego tam jedzenia trafi za kilka dni na śmietnik? Przeciętny mieszkaniec Szwajcarii wyrzuca co roku ok. 120 kilogramów żywności, a te statystyki stają się jeszcze bardziej smutne, jeśli wiemy, że połowa produktów spożywczych pochodzi tutaj z importu. Marnujemy więc nie tylko to, co sami wytworzymy, ale też to, co jest efektem pracy ludzi z innych, często uboższych krajów.

Wiadomo, że świat nie jest idealny i zazwyczaj nie zjadamy wszystkiego, co kupujemy. Co się dzieje z resztkami? W szwajcarskich kuchniach warzywa i owoce, a także chleb, jajka, mięso i inne pozostałości organiczne lądują w kompostownikach (listę tego, co wolno tam wrzucić znajdziecie tutaj), a następnie fermentują w specjalnych zielonych kontenerach pod domem, skąd trafiają do stacji przerabiających je na biogaz. Rocznie w samych tylko gospodarstwach domowych kompostuje się 300 tysięcy ton odpadów, a Szwajcarzy chcą, aby do 2030 roku z tego odnawialnego źródła pochodziło 30 procent energii cieplnej wytwarzanej w kraju.

Odpady organiczne to tylko czubek góry lodowej, a w tym przypadku wielkiej góry śmieci. W Szwajcarii rocznie wyrzuca się 2,3 miliony ton żywności. Wydawałoby się, że to głównie wina supermarketów, przecież to tam marnuje się najwięcej jedzenia. I tu zaskoczenie. Połowa z tych ponad dwóch milionów ton to nasz chleb powszedni, czyli żywność, którą wyrzucamy w domach. To oznacza, że w koszach na śmieci ląduje jedna piąta jedzeniowych zakupów każdego z nas. Na drugim miejscu w niechlubnym rankingu jest przetwórstwo żywności, a na trzecim rolnictwo. Natomiast owiany złą sławą handel detaliczny odpowiada tylko za kilka procent odpadów (podobnie jak gastronomia). Z tego wniosek, że największymi szkodnikami jesteśmy my sami, w zaciszu swoich kuchni i jadalni.

(Krótka przerwa na samobiczowanie)

Wróćmy do marketów, które w Szwajcarii robią wszystko, aby unikać wyrzucania dużej ilości jedzenia (utylizacja odpadów kosztuje). Przede wszystkim starają się jak najwięcej opchnąć nam. Jednym ze sposobów jest przecena świeżych produktów – gotowych kanapek, sałatek, ciast – pod koniec dnia. Innym, obniżanie cen żywności, której zbliża się końcowy termin sprzedaży (oznaczany literką A), ale ma jeszcze kilka dni przydatności do spożycia (data B). Moim hitem jest natomiast sprzedawanie taniej brzydkich warzyw i owoców. W Coopie natknęłam się ostatnio na „unikatowe” marchewki po 0,95 CHF za kilogram. Super sprawa, a w dodatku ubawiły mnie ich kształty. Podsumowując, markety sprzedają nam żywność za pół ceny, po to, żebyśmy to my, a nie one ją potem wyrzucili. Zagranie, co by nie mówić, sprytne i opłacalne.

20688871261_3907121720_z

Wielkanocne zajączki można zjeść i po świętach albo oddać innym. Na zdjęciu sortownia szwajcarskiej organizacji pomocowej Stoliczku nakryj się. Fot. www.tischlein.ch

Co się dzieje z jedzeniem, którego nie uda się wcisnąć konsumentom? Weźmy np. wczorajsze pieczywo, przecież jeszcze zjadliwe, ale już nie do wystawienia obok pachnących, świeżych, nadmuchanych bułeczek. Szwajcarskie piekarnie przekazują je do tzw. äss-barów, które następnie sprzedają chleb, bułki i słodkie wypieki za symboliczną cenę (od 0,50 CHF) tym, którym na świeżości aż tak bardzo nie zależy. W 2016 roku (ostatnie dostępne dane) äss-bary „uratowały” w ten sposób ok. 300 ton żywności, karmiąc wczorajszym chlebem pół miliona ludzi w całym kraju. Secondhandowe piekarnie działają w całej Szwajcarii, a ich listę można znaleźć tutaj.

Sklepy i restauracje przekazują to, czego nie sprzedały także organizacjom pomocowym. Takie umowy mają z handlem i gastronomią m.in. Caritas, Schweizer Tafel (Szwajcarski stół) czy Tischlein, deck dich (Stoliczku nakryj się). Działające non-profit stowarzyszenia rozdzielają otrzymaną żywność między potrzebujących: biednych, bezdomnych, chorych, przebywających w ośrodkach pomocy społecznej. Ludzie ze Schweizer Tafel rozdają dziennie 16 ton żywności w 12 regionach kraju, pracownicy Tischlein, deck dich tylko w 2017 roku rozdysponowali 4,2 tysiące ton jedzenia. Również mniejsze sklepy mogą przekazać swoje nadwyżki, co częściej jest też dla nich tańszym rozwiązaniem niż wywóz odpadów. Aby dystrybucję uczynić jeszcze bardziej skuteczną, w 2016 roku zaczął działać w Szwajcarii pierwszy bank żywności online – Food Bridge, który włącza w cały proces ratowania jedzenia również producentów oraz przetwórców, gdzie pozostałości są problemem znacznie większym niż w sprzedaży detalicznej.

To działania systemowe, a schodząc na niższy poziom, ciekawą lokalną inicjatywą jest organizowane przez stowarzyszenie foodwaste.ch wspólne miejskie gotowanie pod hasłem „Twoje miasto podaje do stołu”. Wolontariusze przygotowują posiłki ze wspomnianych już brzydkich warzyw i żywności, która się nie sprzedała, a następnie karmią wszystkich, którzy przyjdą z talerzem. Takie zero waste’owe kulinarne uczty odbyły się już w Bernie, Bazylei, Zurychu, Aarau i Chur. Informacje o kolejnych wydarzeniach znajdziecie tutaj. 

Co możemy na co dzień zrobić my, pozornie trybiki w machinie, a w rzeczywistości przecież aktorzy grający na planecie Ziemia główną rolę (szkodników)? Jedna z opcji to nocne nurkowanie w kontenerach z żywnością, którą wyrzucają markety. W Szwajcarii, w odróżnieniu choćby od Niemiec, nie jest to uznawane za kradzież, więc droga wolna. Jeśli ktoś woli mniej radykalne rozwiązania, może np. ściągnąć sobie na telefon aplikację Too Good to Go i za jej pomocą wyszukać miejsca – sklepy, piekarnie, kawiarnie, restauracje – które pod koniec dnia oddają za kilka franków świeże produkty spożywcze i dania, które się nie sprzedały. W ten sposób można sobie zarezerwować rogaliki na śniadanie albo zestaw sushi na kolację, w zależności od tego, jakie miejsca w naszej okolicy biorą udział w akcji. W Szwajcarii „uratowano” już dzięki temu ponad 230 tysięcy posiłków. Jak to działa? Obejrzyjcie wideo.

Kiedy natomiast zdarzy nam się kupić za dużo albo po wiosennym grillowaniu zostanie kilka paczek całkiem smacznych kiełbasek (oczywiście wegańskich), których już nie sposób przejeść, nasze jedzenie także możemy przekazać dalej. Na rarytasy czekają na przykład tzw. restessbary, czyli miejsca w większych i mniejszych szwajcarskich miastach (pierwsze powstało w 2012 roku w centrum Winterthuru), gdzie można zostawić wciąż nadającą się do spożycia żywność, której nie potrzebujemy. Dla zainteresowanych więcej informacji pod linkiem.

W Szwajcarii robi się wiele, aby nie dopuszczać do wyrzucania jedzenia. Alternatyw dla śmietnika jest sporo, wystarczy tylko chcieć i zadać sobie minimum trudu. Najlepsze rozwiązanie dla nas, konsumentów wydaje się być proste – kupować mniej, maksymalnie wykorzystywać resztki i starać się nie robić zapasów świeżych produktów, które i tak kończą potem w koszu na śmieci. Jeśli ktoś nie potrafi, są już na rynku inteligentne lodówki, które planują optymalną ilość jedzenia, uwzględniając potrzeby całej rodziny. Wszystkie chwyty dozwolone. Byleby nie marnować. Żywności ani pieniędzy.