Mieszkam w Szwajcarii. Jestem szczęściarą!

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. To powiedzenie było moim mottem przez całe dorosłe życie. Nosiło mnie. Odkąd pamiętam. W czasie studiów zmieniałam miasta i uniwersytety. Odkryłam podróżowanie i to, że można inaczej. Nielinearnie, nie po kolei, po swojemu. To dlatego cieszyłam się życiem w Amsterdamie, kiedy inni bronili prac magisterskich i wygrywali pierwsze staże w korporacjach (inna sprawa, kto lepiej na tym wyszedł). Przecież ja mam czas, a jest jeszcze tyle ciekawych miejsc, w których można pomieszkać. Szybko się nudziłam.

A teraz mija mi pięć lat w Szwajcarii. W jednym miejscu. Kiedyś osiągnięcie z gatunku niemożliwych. Nie licząc rodzinnego miasta, Winterthur to póki co jedyny teren, który oznaczyłam jako swój na tak długi czas. Nie myślcie jednak, że niespokojna dusza właśnie tutaj – w najbrzydszym mieście Szwajcarii – znalazła ukojenie. Nic takiego się nie wydarzyło. Każda bliższa czy dalsza podróż otwiera we mnie czakry odpowiadające za nomadyzm. Przecież TU (wstawić miejsce, w którym akurat się znalazłam) jest tak pięknie/ciekawie/inaczej/fascynująco, że natychmiast, od dzisiaj mogłabym TU zamieszkać. Do głowy uderza znajome „rzuć wszystko i zacznij od nowa”, a Google aż furczy od szukania ofert pracy i wolnych mieszkań. Może właśnie to jest moje miejsce na ziemi?

Właśnie wróciłam do Szwajcarii po trzech tygodniach w Azji. I wiecie co? To była pierwsza podróż, z której nie przywiozłam rozdzierającego duszę poczucia, że „tam jest lepiej i co ja właściwie robię w tym nudnym kraju”. Odwrotnie. Już mniej więcej na półmetku pobytu w Malezji złapałam się na niepokojących myślach, które zewnętrzny  obserwator mógłby łatwo pomylić z tęsknotą. „Jak to dobrze, że w Szwajcarii..”, „A w Szwajcarii to..”, „Pierwsza rzecz, jaką zrobię po powrocie do Szwajcarii..”. Zaraz, zaraz.. Czyżbym ja tęskniła? Dajcie mi cuchnący ser, spóźniony o trzy minuty pociąg i jakieś referendum!

Zapytałam raz koleżankę Włoszkę, która od lat mieszka w Szwajcarii, czy po tak długim czasie w ogóle wyobraża sobie powrót? „A po co? Przecież my tutaj jesteśmy uprzywilejowani”. Nie bez powodu te słowa przypomniały mi się właśnie teraz, kiedy szwajcarskie atuty, które wcześniej najwyraźniej bagatelizowałam, zaczęły się sypać jak monety z portfela emerytki. Pozwólcie, że wymienię kilka.

00afa83100967179e90150dac1c679ed

Plakat promujący wystawę „Paradies Schweiz” w zuryskim muzeum. Fot. Museum für Gestaltung.

Powietrze pachnie jak złoto

Nalewam do szklanki wody z kranu i otwieram drzwi na balkon. To jedne z pierwszych czynności, które wykonuję o poranku. Automatycznie, jak coś oczywistego, bez zastanowienia. Z powietrzem jest podobnie jak ze zdrowiem. Zaczynamy doceniać dopiero wtedy, kiedy zabraknie. Po trzech tygodniach wiszącego nad głową smogu, zasłaniającego drapacze chmur i niebo, nawet przesycony zapachem spalin z silników samolotów wdech na lotnisku w Zurychu wydaje się luksusem cenniejszym niż złoto. A szklanka zwykłej kranówki smakuje jak napój bogów.

I love SBB!

Obiecuję, że odtąd już nigdy, przenigdy, nie będę narzekać na spóźniające się pociągi. Trzy minuty, sześć, dwanaście. Take your time, poczekam z przyjemnością. Po Malezji poruszaliśmy się autobusami. Były nowoczesne, wygodne, zazwyczaj czyste i klimatyzowane (wściekle!). Ale pół godziny spóźnienia to standard, o którym nawet nie informowano. Godzina to norma, przyjmowana przez lokalnych bez grymasu. Podróż ma trwać cztery godziny, okazuje się, że trwa siedem. Najdłuższa trasa, jaką pokonaliśmy (ok. 700 kilometrów) zajęła prawie trzynaście. Mam wrażenie, jakbym połowę wakacji spędziła na oglądaniu plantacji palm zza szyb autobusu. Szwajcario, kocham Twój rozmiar i Twoje koleje. To, że w godzinę mogę być w górach, a w trzy przemierzyć cały kraj. Przysięgam inwestować w bilety wszystkie pieniądze jakie mam (w sumie już to robię).

Niech żyje swoboda

Palenia, picia i jedzenia, śmiecenia, żucia gumy, wprowadzania psów, jazdy na rowerze, słuchania muzyki, siadania na trawniku, pływania, śmierdzących owoców, nieprzyzwoitego zachowania.. ZAKAZ goni ZAKAZ. To nie dla mnie. Choć lubię ład i porządek, to wierzę, że przestrzeganie reguł nie wyklucza zaufania do człowieka i pozostawienia swobody wyboru, a wymuszane odgórnie tylko szkodzi. Naiwne? Być może. Ale w Szwajcarii jakoś działa. Mam wrażenie, że ludzie tu jak ognia boją się ograniczeń. W tym roku gorącą dyskusję wywołało wprowadzenie zakazu palenia na dworcach. Żeby przypadkiem nikt nie poczuł, że to zamach na jego wolność, na peronach pojawiły się plakaty komunikujące nowe zasady, które przekonywały, że tak naprawdę to nic się nie zmieni. Palacz będzie mógł kurzyć nadal, tyle, że w wyznaczonych miejscach, a niepalący nie dostanie chmury dymu w twarz w oczekiwaniu na pociąg, jeśli wie, gdzie stanąć. Wilk syty i owca cała. Kwintesencja słynnego szwajcarskiego kompromisu.

Gourmet z Migrosa

Wchodzę do pierwszego lepszego marketu i przebieram w bio warzywach i wegańskich serach. Czekają na mnie ryby certyfikowane przez WWF i mięso, o którego pochodzeniu mogę się dowiedzieć ze szczegółowych informacji na etykiecie. Mogę kupić naturalne wino, czekoladę bez oleju palmowego i sos do sałaty bez konserwantów. Żywność dobrej jakości. Sezonowa, od lokalnych producentów, bezpieczna i smaczna. Nie muszę szukać. Mam ją na wyciągnięcie ręki.

Można? Można!

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak to się dzieje, że w Szwajcarii wszystko działa? Samochody jeżdżą jak po sznurku, poczta dostarcza listy (zazwyczaj) na czas, nie trzeba czekać w kolejkach do lekarza, a urzędnicy nawet jeśli bywają niekompetentni, to przynajmniej starają się pomóc. Macie jakiś pomysł? Socjologiczno-ekonomiczno-historyczno-psychologiczną metateorię na ten temat? Bardzo chętnie posłucham. Wiem jedno. Do tego komfortu bardzo łatwo się przyzwyczaić. Wiadomo, że na wakacjach przymykamy oko na rozgardiasz, biorąc go za lokalny koloryt. Ale po powrocie oddychamy z ulgą. Pewnie dlatego Szwajcarzy tak rzadko emigrują. Bo gdzie byłoby im lepiej?

Franek ma moc, my mamy franka

Ludzie zazwyczaj wracają z wakacji spłukani. Ale nie Szwajcarzy. Oni mają poczucie, że oszczędzili pieniądze. Dlatego podróżują chętnie, często i daleko. Tam, gdzie za cenę tygodniowych zakupów w Coopie mogą mieć luksus, na który pewnie nie byłoby ich stać u siebie. Frank szwajcarski jest jedną z najbardziej mocarnych walut na świecie, co w praktyce oznacza, że osobę zarabiającą w Szwajcarii gdziekolwiek by nie pojechała (może z wyjątkiem Singapuru i Islandii) po prostu stać na więcej. A że weekend w szwajcarskim Zermatt kosztuje mniej więcej tyle, ile tygodniowe wczasy all inclusive w Grecji, to nic tylko jeździć tam, gdzie użytek z franka można zrobić jeśli nie lepszy, to na pewno większy. Na pohybel lokalnemu patriotyzmowi.

Powiem Wam, że człowiek chyba tak już ma, że czasem musi oddalić się na odległość tysięcy kilometrów, żeby docenić to, co ma na co dzień na własnym podwórku. I choć potrzebowałam paru dobrych lat i podróży na drugi koniec świata, aby zacząć bardziej doceniać Szwajcarię, to gdzieś tam głęboko w zwojach mózgowych wierci mi dziurę zalążek pewnej myśli. Choć wielu powie, że jestem szczęściarą, to ja niewdzięczna już się zastanawiam, gdzie by tu się znowu z tego naszego raju ewakuować..

Trzy filary – szwajcarski system emerytalny w pigułce

Senioren-Wandern_Schweiz_Fotolia_137994184-835x470

Aktywni seniorzy to częsty widok w Szwajcarii. Fot. fotolia.com

Każdemu, kto pracował w Szwajcarii i odprowadzał składki na ubezpieczenie społeczne przysługuje szwajcarska emerytura. Tutejszy system trzech filarów jest uznawany za jeden z najbardziej wiarygodnych i bezpiecznych na świecie. Choć może się wydawać nieco skomplikowany, to warto dobrze go zrozumieć, aby poznać swoje prawa i różne opcje planowania emerytury. Ten przewodnik powstał po to, aby przybliżyć Wam specyfikę trzech filarów. Tekst stworzyłam we współpracy z firmą doradczą Swissential, z siedzibą w Nyon, regulowaną przez FINMA – szwajcarski nadzór finansowy. Dowiecie się z niego nie tylko, jak zaplanować swoją finansową przyszłość, ale także, jak już teraz wykorzystać możliwości systemu, aby np. obniżyć podatek oraz jak ubiegać się o pieniądze ze składek po opuszczeniu Szwajcarii. Czytelnicy bloga I’m not Swiss mogą również skontaktować się z doradcą firmy Swissential (kontakt na końcu artykułu), aby otrzymać bezpłatną poradę finansową w języku polskim.

Pierwszy filar – podstawowy poziom życia na emeryturze

Pierwszy filar to państwowy plan emerytalny o nazwie AHV (niem)/AVS (fr). Innymi słowy, jest to rządowy system redystrybucji, który obejmuje dodatkowo ubezpieczenie na wypadek inwalidztwa i ubezpieczenie od bezrobocia. Składka, jaką wpłacamy do pierwszego filaru, to 10,25% naszej pensji, z czego 50% jest płacone przez pracodawcę, a 50% jest odciągane z pensji pracownika.

Jeśli ktoś odprowadzał składki od 20. roku życia do osiągnięcia wieku emerytalnego, to maksymalna emerytura, na jaką może liczyć z pierwszego filaru wynosi 2370 CHF miesięcznie (na osobę) lub 3555 CHF miesięcznie (dla małżeństwa). W Szwajcarii związek małżeński oznacza ograniczenia podatkowe i emerytalne, ale w sytuacji wypadku lub śmierci partnera/partnerki, można liczyć na wsparcie w postaci przejęcia części emerytury i pieniędzy z ubezpieczenia na życie, wbudowanego w szwajcarski system trzech filarów. 

Przydatne porady:

Drugi filar – dodatek do pierwszego filaru

Drugi filar, czyli BVG/LPP, to pracowniczy plan emerytalny, ubezpieczenie wypadkowe i ubezpieczenie na życie. Drugi filar jest obowiązkowy dla wszystkich pracowników od 25. roku życia, a składka w zależności od wieku pracownika wynosi minimum 7%, 10%, 15% i 18%. Pracownicy, którzy zarabiają więcej niż 21 339 CHF rocznie, są automatycznie objęci pracowniczym funduszem emerytalnym. Osoby, które pracują na własny rachunek mogą opłacać składki dobrowolnie, wykorzystując trzeci filar w podobny sposób jak drugi. W połączeniu ze składkami z pierwszego filaru możemy spodziewać się, że do momentu przejścia na emeryturę wypracujemy 60% wartości naszej ostatniej pensji. Dodatkowo można wykorzystać swój drugi filar jako depozyt na zakup nieruchomości, budżet na otworzenie własnej firmy lub na dodatkową edukację.

Drugi filar może być naszym pierwszym i najważniejszym źródłem dochodu na emeryturze. Wszyscy wiemy, ile mamy pieniędzy w banku, ale wielu z nas nie wie, że może na bieżąco śledzić informacje znajdujące się na podsumowaniu drugiego filaru. Te informacje otrzymujemy raz do roku (w lutym) od pracodawcy lub mamy do nich dostęp za pośrednictwem portalu powiązanego z naszym drugim filarem.

3Pillar System PL- OK.001

Przydatne porady:

  • Zarówno mężczyźni, jak i kobiety mogą uzyskać dostęp do całości pieniędzy zebranych w drugim filarze już w wieku 58 lat.
  • Jeśli opuszczasz Szwajcarię, możesz poprosić o wypłacenie części swoich oszczędności z drugiego filaru w formie jednorazowej transzy.
  • Jeśli opuszczasz Szwajcarię i wyjeżdżasz poza Europę możesz poprosić o wypłacenie całości swoich oszczędności z drugiego filaru w formie jednorazowej transzy.
  • W zależności od kantonu przy wypłacie zapłacimy różnej wysokości stawkę podatkową. Można znacząco obniżyć ten podatek, jeśli zaplanuje się wyjazd z wyprzedzeniem i przeniesie pieniądze do innego kantonu.
  • Dodatkowym sposobem na obniżenie podatku jest włożenie swoich oszczędności do drugiego filaru (tzw. buy back), co zwiększa naszą emeryturę. Kwota, którą możemy wpłacić zależy od czasu pracy w Szwajcarii i zarobków.
  • Pamiętaj, że kiedy wyjeżdżasz ze Szwajcarii, musisz samodzielnie ubiegać się o wypłatę z tak zwanego vested benefit account, do którego są przenoszone składki osób opuszczających Szwajcarii. W tej chwili nieodebrana kwota na tych kontach w całym kraju wynosi 5 mld CHF.

Trzeci filar – prywatna emerytura

Trzeci filar to prywatna, indywidualna opcja, która składa się z dwóch części (A i B). Wykorzystuje się go do zbudowania dodatkowego kapitału, aby w momencie przejścia na emeryturę zabezpieczyć się przed znacznym spadkiem dochodów. Trzeci filar zazwyczaj przyjmuje formę konta oszczędnościowego na emeryturę i często oznacza też dodatkowe korzyści podatkowe. Maksimum, jakie można wpłacić na trzeci filar A i odliczyć od podstawy podatku to 6826 CHF rocznie. Zwrot podatku z części B zależy od prawa kantonalnego.

Przydatne porady:

  • Korzystanie z kont bankowych dla trzeciego filaru części A jest przydatnym rozwiązaniem dla osób, które planują zostać w Szwajcarii przez 12 do 24 miesięcy. Przy dłuższych pobytach warto rozważyć rozwiązania, które oferują wyższy zwrot z inwestycji, zabezpieczenie kapitału, jak również ubezpieczenie na życie.  
  • Trzeci filar może zostać wykorzystany do spłacenia kredytu na mieszkanie. 
  • Osoby mieszkajace w kanonie Genewa lub Fryburg mogą uzyskać dodatkowe ulgi podatkowe z trzeciego filaru B.
  • Jeśli planujesz w przyszłości opuścić Szwajcarię, trzeci filar to jedyna część systemu, którą można kontunuować jako formę prywatnego konta emerytalnego. 

Kontakt z doradcą:

Krzysztof Cieślik, specjalista firmy Swissential ds. szwajcarskiego systemu trzech filarów. Możesz poprosić o bezpłatną konsultację telefoniczną z ekspertem, wysyłając email na adres ccieslik@swissential.com. 

https://swissential.com

https://www.facebook.com/swiss3pillarsystem

Jak się masz? O smutku w krainie szczęśliwości

eufbtopu5yjkyvh2iovf

Fot. Megan Roth/clickhole.com

Po niemiecku „Wie geht es dir?”, po francusku „Comment ça va ?”, po włosku „Come stai?”, a w retoromańskim „Co has?”. Na pytanie „Jak się masz?” większość Szwajcarów automatycznie odpowie, że bardzo dobrze albo dobrze. Nawet, jeśli wcale tak nie jest.

Jeśli wierzymy w to, że szczęście w ogóle da się zmierzyć, to mieszkańcy Szwajcarii są regularnie wymieniani w światowej czołówce najszczęśliwszych ludzi na świecie (5. miejsce w „World Happiness Report” Uno w 2018 roku). Co dla przeciętnego Szwajcara oznacza być szczęśliwym? Żyć w bezpiecznym, czystym, dobrze funkcjonującym kraju, gdzie człowiek może polegać na człowieku, a pociągi przyjeżdżają na czas (choć jeśli chodzi o to ostatnie, to Szwajcaria już dawno przestała nas uszczęśliwiać). 

Poczucie szczęścia jest czymś tak nieokreślonym, indywidualnym i ulotnym, że raporty mierzące to zjawisko muszą je sprowadzić do konkretnych kryteriów, takich jak dochody, poziom życia, wolność podejmowania decyzji, możliwość rozwoju osobistego i zawodowego. Wychodzi więc na to, że im lepiej urządzony kraj, tym szczęśliwsi są mieszkający w nim ludzie. 

– Intuicyjnie tak właśnie myślimy. Im większy dobrobyt w danym kraju, więcej swobód i możliwości, tym większa satysfakcja z życia i wyższy subiektywny poziom szczęścia. Jednak nie zawsze tak to działa. Badania prowadzone na przykład w krajach, które na przestrzeni lat dość mocno się rozwinęły pod względem gospodarczym, społecznym, czy organizacyjnym jasno pokazują, że zmiany te nie przekładają się na wzrost szczęścia. Dlaczego? Ponieważ wraz ze wzrostem szeroko rozumianego dobrobytu rosną standardy oraz zwiększa się poziom oczekiwań, rośnie też apetyt na szczęście – mówi Roxana Szymańska, psycholog, specjalistka terapii uzależnień, która prowadzi własną praktykę psychologiczną w Szwajcarii oraz warsztaty związane z rozwojem osobistym (w Zurychu i Bernie). 

Szwajcarzy, ze swoją umiejętnością kontrolowania emocji, dobrym samopoczuciem i satysfakcją z życia, wydają się być okazami zdrowia psychicznego. Jeśli zajrzymy za tę fasadę, obraz nabiera nieco ciemniejszych barw. W badaniach przeprowadzonych przez fundację Pro Mente Sana, ponad 60 procent osób przyznało, że obecnie albo w którymś momencie swojego życia zmagało się z problemami psychicznymi. Najczęstsze przyczyny to stres, konflikty międzyludzkie, choroby, troska o innych, a także problemy finansowe. Ten odsetek może się wydawać wysoki, ale co tak naprawdę mamy na myśli, mówiąc o problemach psychicznych?

bild-3

„Koncerty. Tatuaże. Ataki paniki. Rozmawiamy o wszystkim. Także o zdrowiu psychicznym” – kampania społeczna Fundacji Pro Mente Sana

Bywa, że ktoś ma trudności w kontaktach międzyludzkich, z asertywnością, stawianiem granic czy budowaniem trwałych relacji. Wtedy najlepiej przyjrzeć się temu wraz z osobą, która będzie miała odpowiedni dystans, wiedzę i posłuży pomocą w procesie odkrywania pewnych wzorców zachowań i ich przyczyn. Praca nad tak zwanymi problemami psychicznymi to samoświadomość i rozwój osobisty. Jeśli zgłaszamy się ze swoimi trudnościami do psychologa, to nie oznacza od razu, że cierpimy na chorobę psychiczną – wyjaśnia Roxana. 

W Szwajcarii co roku przeprowadza się ogólnokrajową ankietę, dotycząca zdrowia psychicznego obywateli. Ostatnie jej wyniki pokazały, że 15 procent mieszkańców Szwajcarii czuje się średnio lub mocno obciążonych psychicznie. Chodzi tu m.in. o nadmierną nerwowość, zmianę nastrojów czy uczucie przygnębienia. Statystycznie na te dolegliwości cierpią częściej kobiety, osoby o niższym wykształceniu, mieszkańcy włoskiego kantonu Ticino oraz zachodniej Szwajcarii. Ponad 6 proc. badanych ze swoimi problemami zwróciło się po pomoc do lekarza ogólnego, psychologa lub psychiatry. 

Dane szwajcarskiego funduszu rent inwalidzkich (IV) pokazują, że co trzeci przypadek niezdolności do pracy ma tę samą przyczynę – choroby psychiczne. Rocznie w całym kraju prawie pół miliona osób leczy się psychiatrycznie. W ciągu dziesięciu lat liczba pacjentów zwiększyła się o ponad 30 procent. Jednak to wcale nie musi oznaczać, że ludzie częściej cierpią na zaburzenia psychiczne. W ostatnich czasach nie tylko w Szwajcarii wzrosła społeczna wrażliwość na problemy z psychiką. Częściej niż przed laty zgłaszamy się ze swoimi dolegliwościami do specjalistów. 

– W Szwajcarii jest do dyspozycji więcej specjalistów, a opieka medyczna, troska i empatia są na wyższym poziomie niż w wielu innych krajach. Odnoszę też wrażenie, że o ile prawie wszędzie pójście do psychologa czy psychiatry wiąże się z pewnego rodzaju wstydem czy obawą, to jednak powoli ludzie zaczynają się bardziej interesować tym, co tak naprawdę drzemie w ich wnętrzu i dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej. Widzę rosnącą samoświadomość czy chęć jej posiadania i zwiększania również u klientów, którzy przychodzą do mnie na sesje indywidualne, z problemami, które 10 czy nawet 5 lat temu byłyby uznane za niepotrzebne zawracanie głowy lub coś z czym każdy powinien sobie poradzić sam. Choć niestety w wielu przypadkach i dziś można zaobserwować takie przekonania – mówi Roxana. 

W Szwajcarii na brak psychiatrów nie można narzekać. Na 100 tysięcy mieszkańców przypada tu 45 lekarzy. Dla porównania, na Islandii, która wyprzedza Szwajcarię w poziomie szczęśliwości, tylko 24. Duże znaczenie ma to, jak zorganizowany jest system opieki zdrowotnej. Porady psychologa czy psychoterapeuty w Szwajcarii nie są finansowane przez postawowe ubezpieczenie zdrowotne. Polisa pokrywa wizytę u specjalisty, jeśli ten jest psychiatrą albo pracuje pod superwizją psychiatry. Konieczność pójścia na oddział psychiatryczny z problemem, z którym wystarczyłoby może zwrócić się o pomoc do psychologa powoduje, że jedna trzecia pacjentów, którzy dostali skierowanie na terapię, nie zgłasza się na nią wcale. A brak pomocy może skończyć się tragicznie. 

Szacuje się, że w Szwajcarii próby samobójcze podejmuje nawet do 25 tysięcy osób rocznie. Z liczbą 17,2 samobójstw na 100 tysięcy mieszkańców (liczba przypadków wśród kobiet i mężczyzn we wszystkich grupach wiekowych) Szwajcaria znajduje się lekko powyżej średniej dla Europy i regionu. Najwyższy wskaźnik samobójstw jest wśród mężczyzn powyżej 85. roku życia. Jeśli chodzi o większe szwajcarskie miasta, to najwięcej ludzi odbiera sobie życie w Bernie.

Situation

Statystyki samobójstw za 2016 rok według Światowej Organizacji Zdrowia

gr-e-21.05.03.03.01-ind-computed_thumbnail

Liczba samobójstw w największych szwajcarskich miastach (średnia z lat 2012-2015, w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców)

Najczęstszą chorobą duszy, która w wielu przypadkach może prowadzić do skrajnych decyzji, jest depresja. Na całym świecie, każdego roku, z jej powodu milion osób odbiera sobie życie. To 3800 osób dziennie, średnio jeden człowiek co 40 sekund. W Szwajcarii na depresję cierpi co dziesiąta osoba. Najczęściej ludzie młodzi, w grupie wiekowej 15-35 lat, częściej kobiety niż mężczyźni. Więcej niż jedna trzecia mieszkańców Szwajcarii narzeka na samotność. To uczucie jest szczególnie silne w grupie starszych kobiet. Depresja w większym stopniu dotyka też żyjących w Szwajcarii migrantów, zwłaszcza tych z niższym wykształceniem i kwalifikacjami zawodowymi, którzy mają znacznie mniejsze możliwości odnaleźć się na tutejszym wymagającym rynku pracy. 

– Liczba osób zmagających się z depresją rośnie w dramatycznym tempie i dotyka znacznie częściej kobiety niż mężczyzn. Nie tylko w Szwajcarii, ale na całym świecie. Również w Polsce ten problem jest szeroko dyskutowany i zauważany np. przez Kampanię Społeczną Forum Przeciwko Depresji, która corocznie organizuje na ten temat konferencję, czy Stowarzyszenie Aktywne Przeciwko Depresji. Ocenia się, że w skali światowej na depresję cierpi 350 milionów ludzi (co piąta kobieta i co dziesiąty mężczyzna w ciągu życia ma co najmniej jeden epizod depresji). Niestety według przewidywań WHO do 2020 roku będzie zajmować drugie miejsce wśród chorób będących przyczynami przedwczesnej śmierci lub uszczerbku na zdrowiu. Dlaczego depresja dotyka coraz większą liczbę osób? Głównie ze względu na coraz szybsze tempo życia jakie prowadzimy, nieustanny stres i brak równowagi między pracą a wypoczynkiem, jak również – co widzę z mojej zawodowej perspektywy – pogonią za perfekcyjnym życiem, które możemy obserwować w mediach społecznościowych. Ponieważ mamy coraz więcej, to też coraz mniej nas w życiu cieszy. Anhedonia, która oznacza brak lub utratę zdolności do odczuwania przyjemności i satysfakcji z tego, co dotychczas taką radość nam przynosiło, jest rówież symptomem naszych czasów. Nawet jeśli osiągniemy cel, na który ciężko pracowaliśmy, to nasza duma, satysfakcja i radość nie trwają zbyt długo, ponieważ musimy przecież wyznaczać kolejne cele, by nie zostać w tyle w tym życiowym wyścigu – tłumaczy Roxana. 

W Szwajcarii Fundacja Pro Menta Sana prowadzi kampanię społeczną „Wie geht’s dir?” – „Jak leci, jak się masz?”, która ma zachęcić ludzi do rozmowy o problemach. Zdrowie psychiczne to temat z listy zakazanych. Szwajcarzy w towarzystwie mniej chętnie mówią tylko o zarobkach. Zuryski SVA, tutejszy kantonalny odpowiednik ZUS, wysłał niedawno do przedsiębiorców broszurę „Problemy psychiczne zasłaniają prawdziwą twarz”, w której specjaliści informują, jak pracodawca może rozpoznać problemy psychiczne u pracowników, jak o nich umiejętnie rozmawiać i gdzie szukać pomocy. Podobnych akcji w Szwajcarii jest wiele. Jak i miejsc, w których czeka wsparcie. Bo jak widać wysoki poziom szczęścia w społeczeństwie nie oznacza wcale braku trudności. Ważne jest to, żeby wiedzieć, jak sobie z nimi poradzić.

– Pamiętajmy, że osoby zgłaszające się do specjalistów z problemami nie koniecznie są nieszczęśliwe, ale na przykład chcą o siebie lepiej zadbać czy siebie zrozumieć. Nie można odbierać też subiektywnego poczucia szczęścia osobom chorym na schizofrenię, z zaburzeniami osobowości czy zmagającymi się z innymi chorobami ciała i ducha. Dla mnie jako psychologa, człowieka, kobiety, partnerki to właśnie samoświadomość siebie będzie nas czynić szczęśliwszymi i pozwoli nam przechodzić przez wiele trudnych życiowych sytuacji w sposób łagoniejszy, czy może bardziej konstruktywny. I choć wiedza o nas samych może być czasem uciążliwa, bo ciężko już np. czegoś nie zauważać, i czasem jej się trochę boimy, a jej zdobywanie może nas przyprawić o zawrót głowy, to w tym samym momencie może uczynić nasze życie prostszym i bardziej satysfakcjonującym – mówi Roxana. 

maske-social

Problemy psychiczne zasłaniają prawdziwą twarz – kampania zuryskiego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (SVA)

Roxana Szymańska doświadczenie w pracy terapeutycznej zdobyła pracując m.in. w Stowarzyszeniu MONAR Ośrodku Leczenia, Terapii i Rehabilitacji Uzależnień w Krakowie, w Małopolskim Zespole Hosteli Socjalno-Readaptacyjnych, a także pracując z klientami indywidualnymi. W Polsce swoją wiedzę przekazywała również będąc opiekunem praktyk dla studentów z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie i z Maastricht University w Holandii. W lutym tego roku otworzyła własną praktykę psychologiczną w Szwajcarii. 

Warsztaty rozwoju osobistego, które prowadzi w Zurychu i Bernie to podróż w głąb siebie, okazja, żeby na chwilę się zatrzymać, znaleźć odrobinę czasu dla siebie i przyjrzeć się sobie z wielu różnych perspektyw. Tematy są różne: komunikacja, relacje, miłość, emocje, pieniądze czy zmiana, a każdy z nich uczestnicy próbują ugryźć od strony własnego ja. Aktualnie warsztaty są prowadzone w języku angielskim. Kolejny już całkiem niedługo (na początku sierpnia, dokładną datę, godzinę i miejsce będzecie mogli sprawdzić pod koniec tygodnia, wchodząc na Facebookowy link poniżej), a temat będzie związany z inteligencją emocjonalną. Natomiast od września rozpocznie się edycja warszatów nieco dłużych, nastawionych również na rozwój osobisty, ale na bardziej pogłębionym poziomie. 

Najświeższe informacje na temat warszatów i nie tylko można znaleźć na www.facebook.com/PsychGuideInSwitzerland.

Kontakt bezpośredni:

Roxana Szymańska

roxana.szym@gmail.pl

tel:  077 536 86 54

http://www.psychguideinswitzerland.com


 

Źródła:

https://www.nzz.ch/gesellschaft/die-schweiz-im-world-happiness-report-wie-misst-man-glueck-nzz-ld.1366373

Easterin, R. A. (1995). Will raising the incomes of all increase the happiness of all? Journal of Economic Behavior and Organization, 27, 35-47

https://www.promentesana.ch/de/wissen/psychische-krankheiten/wie-haeufig-sind-sie.html

https://www.watson.ch/schweiz/wissen/631389874-28-grafiken-die-den-psychischen-zustand-der-schweiz-zeigen-und-was-getan-werden-muss

https://www.nzz.ch/schweiz/nur-wenige-schweizer-kommen-ohne-seelische-krise-durchs-leben-ld.1427288

https://www.nzz.ch/wirtschaft/reintegration-statt-invalidisierung-ld.1382932

https://www.tagesanzeiger.ch/schweiz/standard/halbe-million-schweizer-in-psychiatrischer-behandlung/story/18255320

https://www.watson.ch/schweiz/bundesrat/940700560-suizid-in-der-schweiz-der-bundesrat-laesst-suizidversuche-untersuchen

https://www.who.int/gho/mental_health/suicide_rates_crude/en/

https://forumprzeciwdepresji.pl

http://depresja.org/ 

https://www.bfs.admin.ch/bfs/en/home/statistics/cross-sectional-topics/city-statistics/indicators/suicide-rate.assetdetail.6266853.html

https://www.bfs.admin.ch/bfs/de/home/statistiken/gesundheit/gesundheitszustand/psychische.html

https://www.medinside.ch/de/post/2030-wird-aufgrund-der-prognosen-jeder-zweite-psychiater-ein-auslaender-sein

Ja kontra Szwajcaria – 1:0

86173405-300B-4434-A563-4B807200E64D

Autorka, Jezioro Lemańskie i pies Leo. Fot. Katarzyna Schiller

Przejrzałam ostatnio treści na blogu i wygląda na to, że mniej więcej raz do roku publikuję tekst o sobie. Zazwyczaj ta potrzeba pojawia się w okolicach kolejnej rocznicy pobytu w Szwajcarii. Tym razem dopadła mnie wcześniej, a wszystko za sprawą pewnej wiadomości od czytelniczki. „Uczę się języka, szukam pracy i opadam z sił. Jak udało ci się zmienić podejście do życia tutaj?”. No właśnie, jak?

W październiku minie pięć lat odkąd jestem w Szwajcarii. Czy mogę już mówić, że wygrałam nierówną walkę z alpejskim potworem? Nie do końca, ale na tej emigracyjnej szali przechylam się coraz mocniej w kierunku zwycięstwa i właśnie teraz, bezwzględnie nadszedł czas na podsumowania oraz.. uchylenie rąbka pewnej tajemnicy. Dzień zwierzeń jest dzisiaj.

Zacznę tam, gdzie ostatnio skończyłam, czyli w mojej firmie. Udało się ją założyć, działa coraz prężniej, przynosi dochody – niewielkie i nieregularne, ale własne – wypracowuje przyszłą emeryturę – z którą chyba będę się musiała wynieść na Filipiny, żeby wyżyć – ale, ale.. nie narzekam, jestem na swoim, to była moja decyzja i jest mi z nią dobrze.

Udało się z Waszą pomocą. Choć blog nigdy nie dał i pewnie nigdy nie da mi ani pół franka, to dzięki niemu zyskałam coś o wiele ważniejszego, a w Szwajcarii może i najważniejszego – kontakty, za którymi idą konkretne propozycje. Wysłanie setki CV może nie mieć takiej siły rażenia, jak poznanie jednej odpowiedniej osoby. Nie chcę uogólniać i odradzać Wam udziału w procesach rekrutacji. Na szwajcarskim rynku z pewnością są branże i stanowiska, o które warto się bić w konwencjonalny sposób. U mnie to nie zagrało. Dlatego już dawno przestałam katować się odmowami i wzięłam sprawy w swoje ręce. 

Spotkania z Wami, te online, te przy kawie, te przy winie, otworzyły mi oczy na wiele obszarów, które dotąd były dla mnie niedostępne. Szwajcarii jest tyle, ile ludzi, którzy próbują zbudować tu swoją własną układankę. A mnie, może dlatego, że od dziecka nie miałam cierpliwości do puzzli, zajmuje to trochę dłużej niż innym. 

Na początku ubiegłego roku, tak jak Ty, Droga Czytelniczko, nie miałam już siły. Chciałam uciec stąd jak najdalej. Najlepiej na drugi koniec świata. I tak zrobiłam. Polecieliśmy z mężem na trzy tygodnie do Nowej Zelandii. Nie tylko na wakacje. W Auckland szukaliśmy pracy. On miał nawet kilka rozmów. Ja słyszałam to, co wszędzie, a ponieważ tam ludzie są znacznie bardziej szczerzy niż w Europie, brzmiało bezlitośnie. We don’t need new people to tell us the same bullshit. Maybe you should try in wine? Dziękuję, w winie już próbowałam. W porównaniu z tym, jakie wymagania stawia przyjezdnym NZ, to Szwajcaria prowadzi politykę otwartych granic. Gdyby nie to, że nie udało nam się przejść z sukcesem procedur wizowych, pewnie dzisiaj ten blog już by nie istniał. A może tylko zmieniłby nazwę.

Marzenia o Antypodach rozpłynęły jak śnieg w marcu na lotnisku w Zurychu, kiedy wróciłam i uświadomiłam sobie, że próba ucieczki się nie udała. Zostaję w Szwajcarii. Na długo, może nawet „na zawsze”. Kochana, żarty się skończyły, teraz trzeba sobie to wszystko tutaj jakoś ułożyć, żeby nie zwariować. To chyba wtedy, kiedy zatrzasnęło się wyjście bezpieczeństwa, nastąpiła „zmiana podejścia do życia w Szwajcarii”. I rzeczy nagle zaczęły się układać.

Moja firma, o oryginalnej nazwie Sprachbüro Kaminska, właśnie kończy pół roku. Zajmuję się przede wszystkim tłumaczeniami ustnymi z języka niemieckiego na polski. Towarzyszę ludziom podczas spotkań w urzędach, wszędzie tam, gdzie trzeba się porozumieć w lokalnym języku. Tłumaczę konsekutywnie szkolenia dla branży budowlanej, co jest męczące, wymagało dużych przygotowań i na początku było dla mnie źródłem sporego stresu, bo nie dość, że to wyłącznie męski świat, to moi klienci swoją wiedzą i doświadczeniem biją mnie na głowę. Na szczęście starają się nie dać mi tego odczuć. Mała prywata – szepnijcie słówko znajomym, że jeśli potrzebują tłumaczki, to jestem do dyspozycji.

Co poza tym? Uczę polskiego, co pozwala mi nie tylko lepiej poznać język niemiecki, ale i zmusza do zgłębiania gramatycznych zawiłości mowy matczynej (jak to dobrze, że w szkole zawsze miałam świetne polonistki!). Od pewnego czasu współpracuję też z miastem Winterthur  – staramy się przybliżyć Szwajcarom i mieszkającym tu obcokrajowcom polską kulturę. Były warsztaty polskiej kuchni, które przyciągnęły dużo zainteresowanych – ponoć o lepieniu klusek krążą teraz w mieście legendy! Język polski zagościł już dwukrotnie w Bistro International podczas wymiany językowej, która odbywa się co miesiąc w centrum kultury Alte Kaserne.

Chcę, żeby Szwajcarzy poznali Polskę, a jednocześnie robię wszystko, by i Szwajcaria dała się trochę oswoić Polakom w Polsce i przestała się kojarzyć tylko z pieniędzmi, nudą, czekoladą i kurortami narciarskimi. Tematy społeczne kręcą mnie – dziennikarkę i socjolożkę – bardziej niż produkowanie kolejnych cykli „miejsc, które koniecznie trzeba odwiedzić w Szwajcarii”. To znajdziecie i bez mojej pomocy.

Dla tych, którzy dopiero mnie poznają: linki do publikacji i występów gościnnych w polskich mediach możecie przejrzeć w zakładce O MNIE.

Przez cztery poprzednie lata spędzone w Szwajcarii głównie narzekałam. Na urzędników, nieprzyjaznych ludzi, trudny język, dialekty, na to, że nie mogę znaleźć pracy i wszystko jest tu takie trudne. Sięgnijcie do moich poprzednich tekstów, znajdziecie tego mnóstwo. Tym razem postanowiłam, że będę się chwalić. Bo akurat jest czym.

Był koniec lutego, poranek po nieprzespanej nocy oscarowej (galę oglądam co roku, odkąd pamiętam). Na wpół otwartymi ze zmęczenia oczami przeczytałam wiadomość, która wpadła mi do skrzynki mailowej. Przeczytałam ją kilka razy, a potem jeszcze – dla potwierdzenia, że na pewno to mi się nie śni – wysłałam do paru znajomych. To była wiadomość od redakcji jednego z polskich wydawnictw. Wiadomość z propozycją. Z propozycją napisania książki. Książki o Szwajcarii. Pierwszej w Polsce książki o Szwajcarii w kategorii literatura faktu. Książki, której autorką mam być ja. Autorką. Książki. O Szwajcarii. Ja!

Początkowy szok i niedowierzanie zajęła najpierw panika, potem stres, a następnie mobilizacja. Teraz, kiedy umowa podpisana, a książka nabiera kształtów, mogę się ujawnić i jednocześnie wytłumaczyć z rzadszych ostatnio publikacji na blogu. Musicie uzbroić się w cierpliwość. Wszystko, co najciekawsze o Szwajcarii, przeczytacie w papierze. Już w przyszłym roku. No i uwaga, to będzie też Wasza książka, więc od teraz miejcie się na baczności. Wszystko co powiecie o Szwajcarii, może być użyte.. jako moja inspiracja.

Tymczasem mecz ze Szwajcarią trwa.

Wygrywam 1:0.

Ale to dopiero pierwsza połowa…

Kim jest Gottfried Stutz, czyli jak przeklinać po szwajcarsku

1782550656060035

Fot. watson.ch

Gopferdeckel, Gopfertammi, Gopferdelli, Gopfertoori – rzuci mięsem Hansruedi, kiedy ucieknie mu pociąg albo wbijając gwóźdź w ścianę stuknie się młotkiem w palec. To kilka wariacji na temat ulubionego przekleństwa niemieckojęzycznej Szwajcarii.

Spróbujcie wymówić je głośno – zamieniając G na twarde H, z akcentem na przedostatnią sylabę. Prawda, że słodkie? Brzmienie tych słów to dowód na to, że w szwajcarskich dialektach nawet bluźnierstwa są zbyt zabawne, aby wyrazić nimi prawdziwą złość.

Gopferdeckel i jemu pokrewne to łagodna wersja „Gott verdamme mich”, powszechnego w krajach niemieckojęzycznych przekleństwa, które można przetłumaczyć jako „do diabła”, „niech mnie szlag”, „do cholery” (choć w języku niemieckim brzmi to o wiele bardziej dobitnie, bo oznacza dosłownie, że przeklął nas sam Bóg). Ponieważ Szwajcarzy są ludźmi delikatnymi, cichymi i nieśmiałymi, to stworzyli sobie własną, eufemistyczną wersję i na jej potrzeby powołali do życia niejakiego Gottfrieda Stutza. 

Gottfried (wymawiany Gopfried) to imię, które brzmieniem przypomina wspomniane „Gott verdamme”. Stutz ma natomiast po niemiecku wiele znaczeń, ale chodzi głównie o twarde brzmienie tego słowa, które dodaje Gottfriedowi nieco pikanterii. Całość przypomina imię i nazwisko człowieka, który nigdy nie istniał, ale zapisał się na stałe w językowym krajobrazie Szwajcarii. 

Jako pierwsi określenia Gottfried Stutz jako przekleństwa użyli prawdopodobnie studenci z Bazylei na początku dwudziestego stulecia. Rozpropagował je natomiast słynny szwajcarski śpiewak Polo Hofer w piosence „Kiosk”. Poniżej cover utworu w wykonaniu zespołu Rumpelstilz. 

Modę na Gopferdeckel wznowił niedawno szwajcarski sprinter Alex Wilson. Wywiad, jakiego udzielił po zdobyciu brązowego medalu podczas Lekkoatletycznych Mistrzostw Świata w Londynie, stał się internetowym hitem.

Choć brzmią niewinnie, pamiętajcie, że wszelkie odmiany Gottfrieda to wciąż przekleństwa, więc raczej nie radzę używać ich w sytuacjach oficjalnych jak rozmowa o pracę czy niedzielny obiad z teściową. Ale jak następnym razem ucieknie Wam autobus, spróbujcie zamiast siarczystych polskich, rzucić Gopferdecklem. Uznanie w oczach Szwajcarów gwarantowane. 

Jeśli mieszkacie w Szwajcarii i przysłuchujecie się czasem lokalnym konwersacjom, słyszeliście pewnie wtrącane na potęgę do codziennego języka (głównie przez młodzież) i używane w różnych konfiguracjach słówko „huere”. Huere guet! Huere schön! Huere Glück! Huere kalt! Tutaj trzeba wyjątkowo uważać, ponieważ huere jest stosowane jako wzmocnienie (uhuere – od niemieckiego ungeheuer – niezwykle), podkreślające coś pozytywnego lub negatywnego, ale ma podobną genezę jak nasze polskie przekleństwo na K.

Podobnie jest z powszechnie używanym w Szwajcarii słowem geil, które przyjęło się używać wymiennie z mega na określenie czegoś ekstra, odlotowego, wyjątkowego. Geil natomiast ma też drugie znaczenie – napalony, lubieżny.

Szwajcarskie dialekty są niezwykle bogate w fantazyjne niekiedy określenia powszechnie uznawane za obraźliwe. Oto krótki słowniczek wybranych obelg, które warto znać, choćby po to, aby wiedzieć, czy ktoś na przypadkiem nie obraża (nie uczcie tego swoich dzieci!):

Chotzbrocke – od słowa kotzen – rzygać -> osoba wstrętna, obrzydliwa, arogancka, nieprzychylna innym

Glünggi -> łajdak, drań

Gorilla blau Arsch – to określenie popularne w latach 90. dzisiaj jest już mocno vintage (dosłownie – goryl z niebieskim tyłkiem)  -> głupia małpa

Gumslä/Tschäddärä/dumme Zwetschge -> niezbyt lotna kobieta (Zwetschge oznacza dosłownie śliwkę)

Lappi -> niezdara, ciamajda

Rätschbäsä – pochodzi od czasownika rätschen (dialekt berneński), czyli skarżyć i rzeczownika Besen – miotła -> donosiciel, skarżypyta

Seifesüder -> zbyt powolny kierowca

Schofseckel/Schoofseggel – dosłownie organ rozrodczy barana -> idiota, kretyn

Truubehüeter – dosłownie uprawiający winorośl -> osoba leniwa, nieprzydatna

Tschumpel/Totsch, ale też Tschooli, Löli, Lappi, Duubel -> głupek, dureń, naiwniak

Tüpflischiiser -> osoba przesadnie dokładna, nadgorliwa, czepiająca się szczegółów