Szwajcarski dwugłos #2 Pralka w domu czy w piwnicy?

DIGI5x7templateHORIZ

„Szwajcarski dwugłos” to seria pytań i odpowiedzi, w której autorzy blogów I’m Not Swiss – Agnieszka Kamińska i Swiss Tales – Lambert Król wypowiadają się na różne tematy związane ze szwajcarską rzeczywistością.

Poniżej przeczytacie moje odpowiedzi na pytania, a jeśli jesteście ciekawi, co myśli Lambert, zapraszam na jego bloga (link na końcu tekstu).

Szwajcarski transport – komunikacja publiczna czy auto?

Właśnie mija rok odkąd nie mamy auta. Podsumowując – same plusy. Nie dość, że udaje nam się oszczędzić kilkaset franków miesięcznie, to jeszcze jesteśmy bardziej fit (mąż dojeżdża rowerem do pracy) i nie zanieczyszczamy środowiska. Samochód to niewątpliwie wygoda, ale komunikacja publiczna w Szwajcarii jest na tak wysokim poziomie, że mieszkając w mieście można z powodzeniem żyć bez samochodu. Powiecie, że ceny biletów powalają. Ponieważ sporo jeżdżę pociągami (ostatnio m.in. do Bazylei), mam sposoby, aby po kraju poruszać się za nie więcej niż 30-40 CHF. Wyszukuję bilety o obniżonej cenie albo korzystam z oferty dziennych biletów w mojej gminie. Poza tym mam też Halbtax, który uprawnia do korzystania z transportu publicznego w całej Szwajcarii ze zniżką. Jedyne, co mnie martwi, to coraz częstsze opóźnienia pociągów. 

Pralka – w domu czy w piwnicy?

Wizja dzielonej z sąsiadami pralki przeraża mnie niczym większość Szwajcarów akcesja do Unii Europejskiej. Lista kolejkowa, wyznaczony na pranie jeden dzień w tygodniu, wojna podjazdowa z sąsiadami, łącznie z wyrzucaniem prania na podłogę i kłótnie o higienę w pralni. Ponieważ nic nie jest mi droższe niż swoboda, nawet jeśli chodzi o swobodę prania, podczas poszukiwań mieszkania głównym kryterium była dla mnie pralka w łazience lub chociaż miejsce na jej podłączenie. Z punktu widzenia Polaka – rzecz niewiarygodna. Czasami myślę sobie, że Szwajcarzy wymyślili te wspólne pralnie jako formę integracji sąsiadów. Z zasłyszanych historii o konfliktach wnioskuję jednak, że ta koncepcja się nie do końca sprawdza. 

Przerwa w kinie – strata czasu czy „super, idę na lody”?

Pamiętam moje pierwsze wyjście do kina w Szwajcarii. Mniej więcej po godzinie seansu ekran gaśnie i włączają się światła. – Coś się zepsuło? – pytam męża. – Nie, no przerwa jest. Chcesz loda? Przerwa w kinie – jedna ze szwajcarskich fanaberii, która na początku mnie śmieszyła, a teraz nawet ją doceniam. Można skoczyć do toalety czy kupić coś do picia. Co robią Szwajcarzy? Zazwyczaj jedzą wtedy lody, bez względu na porę roku. O wiele bardziej niż przerwa w kinie mierzi mnie dubbingowanie filmów. Ponieważ do kina chodzę dość często, zawsze muszę szukać wersji oryginalnej i zdarza się, że specjalnie jadę do odległego miejsca w Zurychu tylko po to, aby posłuchać aktorów, a nie niemieckich podkładaczy. Wyobrażacie sobie, że sporo Szwajcarów nigdy w życiu nie słyszało głosu Jacka Nicholsona? Z kolei mój mąż ilekroć jesteśmy w Polsce nie może się nadziwić, że jeden człowiek czyta dialogi wszystkich aktorów. Ot, różnice kulturowe. 

Coop czy Migros, a może u rolnika?

Szwajcarzy dzielą się na tzw. dzieci Coopa (Coopkind) i dzieci Migrosa (Migrokind). Te dwie największe sieci marketów w kraju, mające też swoje banki, biura podróży, szkoły językowe czy pola golfowe są gigantami, które rządzą handlem detalicznym w Szwajcarii. Możecie być pewni, że tam, gdzie jest Migros, w odległości góra kilkuset metrów stoi i Coop, a jeśli Coop robi akurat promocję na coca colę, to Migros przecenia rivellę. Ja jestem dzieckiem Coopa. Dlaczego? Bo mam go najbliżej domu i przyzwyczaiłam się już do kupowanych tam produktów. Poza tym w Coopie można kupić wino (Migros nie sprzedaje alkoholu). Oprócz zakupów w marketach, chodzimy też do pobliskiego rolnika, gdzie w sklepiku między krowią oborą a kurzymi grzędami można kupić wołowinę, sezonowe warzywa, olej czy jajka. Takie miejsca działają na zasadzie „honesty shopping”, czyli nie mają sprzedawcy. Wchodzimy, wybieramy co chcemy, a następnie wrzucamy pieniądze do puszki. To miłe, że niektóre działania w szwajcarskim społeczeństwie wciąż opierają się na zaufaniu do drugiego człowieka. 

Picie po szwajcarsku – wino, piwo, Rivella?

Choć Szwajcaria nie kojarzy się z winiarską potęgą, to produkuje się tutaj sporo tego trunku, a jeszcze więcej konsumuje. Przeciętny Szwajcar wypija rocznie 33 litry wina, co oznacza jakieś trzy butelki w miesiącu. Szwajcarskie wino ustępuje jakością wytworom sąsiadów, ale czasem trafiają się perełki. Problemem jest cena. Za średniej jakości helweckiego fendanta czy pinotnoira zazwyczaj zapłacimy więcej niż za porządne włoskie primitivo czy przyzwoitego niemieckiego rieslinga. Ja z chęcią próbuję szwajcarskich win, które dobrze współgrają zwłaszcza z tradycyjnymi potrawami, jak fondue czy raclette. Latem piję też piwo z lokalnych browarów, które ma niską zawartość alkoholu i jest serwowane w małych butelkach. Takie w sam raz na raz. Rivella, czyli słynny napój z serwatki, z kolei idealnie gasi pragnienie podczas górskich wędrówek. 

Odpowiedzi Lamberta przeczytacie tutaj: http://swisstales.pl/szwajcarski-dwuglos-2-pralka-w-domu-czy-w-piwnicy

3 myśli w temacie “Szwajcarski dwugłos #2 Pralka w domu czy w piwnicy?

  1. Z mojego mieszkania w Bern pamietam jak wojny moherow szwajcarskich skutkowaly wlewaniem atramentu zamiast plynu do plukania tym co nie prali w wyznaczonych godzinach. Mohery wyczaily ze nie piore w wyznaczonej godzinie wiec sobie zabraly czas bo oni tu sa dluzej – wiec nieznany sprawca obcial kabel pralki przy samej obudowie.

    Standardem bylo jednak wykrecanie korka filtra wody od pralki aby nikt nie mogl korzystac poza godzinami.,

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s