Albo dzieci, albo kariera – czy Szwajcaria jest prorodzinna?

23-86442094-23-86368763-1486109396

Fot. svz.de

Aby spróbować odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule, muszę zacząć od tego, co rozumiem przez prorodzinność. Prorodzinny jest kraj, który swoim ustawodawstwem i działaniami wspiera rodziców w łączeniu posiadania potomstwa z aktywnością zawodową. Kobieta w kraju prorodzinnym nie musi wybierać: rodzina albo praca, ale korzysta z rozwiązań systemowych, pozwalających jej na spełnianie się w macierzyństwie oraz poza nim. Ma możliwość, jeśli chce, łączenia wielu społecznych ról.

Kraj prorodzinny to taki, w którym politycy swoimi działaniami nie przymuszają do rodzenia dzieci, ale ułatwiają ich posiadanie, kariera nie jest zarezerwowana wyłącznie dla bezdzietnych, a rodzicielstwa i radzenia sobie z jego organizacją (m.in. opieki nad dzieckiem) nie traktuje się, jak prywatnej sprawy samych rodziców. 

Po rozmowach z matkami i ojcami, którzy przybyli tutaj z innych krajów oraz opierając się na własnych obserwacjach, dochodzę do wniosku, że Szwajcaria z prorodzinnością radzi sobie kiepsko. Oto kilka przykładów, dlaczego. 

Krótki urlop macierzyński 

Pracującej kobiecie po urodzeniu dziecka przysługuje w Szwajcarii 14 tygodni płatnego (80 proc.) urlopu macierzyńskiego. Czy to mało? Matki, z którymi rozmawiałam, zgodnie twierdzą, że tak. Tymczasem jest to dokładnie tyle, ile rekomenduje Unia Europejska (do której Szwajcaria nie należy). W Europie znajdziemy kilka krajów, gdzie podstawowy płatny urlop po urodzeniu dziecka trwa jeszcze krócej, np. Portugalia i Hiszpania (6 tyg.), Niemcy (8 tyg.), Belgia (9 tyg.) czy Holandia (10 tyg.). 

W tych krajach jednak matkom przysługuje również prawo do wolnego przed przyjściem na świat potomstwa (np. w Hiszpanii aż 10 tygodni), a kiedy macierzyński się kończy, kobiety często mają możliwość zostania z dzieckiem dłużej (np. wziąć urlop wychowawczy). W Szwajcarii aktywna zawodowo matka, jeśli chce wrócić do pracy, musi zapewnić opiekę swojemu 3,5-miesięcznego maluchowi (urlop można wydłużyć o kolejne dwa tygodnie, ale już bezpłatnie). Wiele kobiet, zwłaszcza karmiących piersią (co w Szwajcarii bardzo się promuje), nie wyobraża sobie rozstania z dzieckiem na tak wczesnym etapie jego rozwoju. Powrót do pracy na cały etat raczej odpada. 

Brak urlopu ojcowskiego 

Szwajcaria lubi być ostatnia we wprowadzaniu równościowych rozwiązań. Kiedyś dotyczyło to praw wyborczych kobiet, dzisiaj urlopów ojcowskich. Walka o te ostatnie toczy się tutaj dopiero od niedawna. Obecnie, w zależności od miejsca pracy i kantonu, pracownikowi, któremu urodziło się dziecko, przysługuje zazwyczaj co najmniej jeden dzień wolny. Ostatnio głośno było o związkach zawodowych w szwajcarskich kolejach SBB, które wywalczyły dla pracowników dwa tygodnie urlopu ojcowskiego. Takich przykładów wciąż jest jednak jak na lekarstwo.  

Ci, którzy dążą do wprowadzenia ustawowego urlopu ojcowskiego, chcą, aby ojcowie mieli prawo do płatnych czterech tygodni po urodzeniu dziecka. Szwajcarscy politycy uważają jednak, że to za dużo, a ich zdaniem szacowane koszty rzędu 420 mln franków nadszarpnęłyby gospodarkę. Dlatego już proponują skrócić nieistniejący jeszcze urlop dla ojców do dwóch tygodni.

Paradoksalnie przeszkodą we wprowadzeniu urlopów ojcowskich mogą się okazać sami mężczyźni. Z badań socjologicznych i komentarzy pojawiających się w dyskusji wynika, że tata-Szwajcar zamiast zmieniać pieluchy, woli robić nadgodziny w biurze. Jeden pan stwierdził nawet, że dziecko jest nudne, dopóki nie skończy trzech lat – dopiero wtedy można z nim np. pograć w piłkę. Szwajcarski model rodziny wciąż jest dość konserwatywny, o czym będę pisać w dalszej części tego tekstu, więc otwarcie się na nowe role nie zawsze przychodzi tutejszym mężczyznom z łatwością. Co nie znaczy, że nie można próbować tego zmienić. 

Droga opieka nad dziećmi 

Temat-rzeka w szwajcarskich dyskusjach o prorodzinności. Słone koszty instytucji opiekuńczych i problemy ze znalezieniem profesjonalnej niani – ile jest w tym prawdy? Obowiązek szkolny w Szwajcarii dotyczy dzieci od 4. roku życia. Wtedy idą one do przedszkola. Matka, która do tego czasu chce być aktywna zawodowo, ma kilka możliwości zapewnienia dziecku opieki w godzinach swojej pracy. Pierwszą z nich jest Kinderkrippe, czyli tutajsze żłobko-przedszkole. Znajdziemy tam dzieciaki zarówno kilkumiesięczne, jak i kilkuletnie. 

Niektórzy szwajcarscy eksperci od wychowania nazywają Krippe parkingiem dla dzieci. Przeważa pogląd, że zanim dziecko skończy dwa lata, posyłanie go do Krippe nie jest dobre. Podobnie, jak zostawianie go tam codziennie od rana do wieczora. Jaki pracodawca będzie czekał na kobietę dwa lata, zanim odchowa ona potomka? Obawiam się, że niewielu. To głównie rozwiązanie dla matek pracujących na część etatu.

Ile kosztuje Krippe? Różnie, w zależności od kantonu i gminy. Sprawdziłam w Winterthur: ceny zaczynają się od 105 CHF za dzień (rodziny o niskich zarobkach mogą starać się o dotacje). Załóżmy, że kobieta pracuje na pół etatu i zarabia 3 tys. CHF miesięcznie. W najtańszym żłobku (3 dni w tygodniu) będzie musiała zostawić niemal połowę swojego wynagrodzenia. Czy w takiej sytuacji opłaca jej się w ogóle pracować? 

Alternatywą dla Krippe jest Tagesmutter, czyli kobieta, która siedzi z własnymi dziećmi w domu i przy okazji zarabia jeszcze na opiece nad cudzymi. Za godzinę takiej usługi liczy sobie średnio 8 CHF, jeśli jest zrzeszona w specjalnej organizacji, prywatnie (w Zurychu) nawet do 15 CHF za godzinę. Dla porównania, niania w tym samym mieście zarabia od 25 do 35 CHF za godzinę. Na koniec, tak popularna w Polsce i innych krajach instytucja babci, to opcja ewentualnie dla Szwajcarów i tych, którzy przyjechali tutaj całymi rodzinami. Większości imigrantów ten komfort nie dotyczy.

Społeczna rola kobiety w Szwajcarii 

W jednym z artykułów (wszystkie źródła poniżej) przeczytałam, że Szwajcaria w ostatnich latach poszła do przodu, jeśli chodzi o prorodzinność, ponieważ  pojawiły się całodzienne szkoły oraz tzw. Mittagstische, gdzie dzieci mogą zostać w porze lunchu. W Szwajcarii to czas, kiedy mali uczniowie przychodzą ze szkoły do domu. Kto musi tam na nich czekać? Zgadnijcie. Tradycyjnie też środowe popołudnia są wolne od szkoły, a dzieci zamiast długich wakacji letnich mają ferie co kilka miesięcy. Kto organizuje im wtedy czas? No właśnie. 

Wszystko w Szwajcarii jest tak zorganizowane, żeby kobieta była przede wszystkim matką, od której oczekuje się, że zakładając rodzinę pożegna się z karierą zawodową. Jeszcze w 1991 roku aż 40 proc. kobiet mających potomstwo nie pracowało wcale. Do dzisiaj ten odsetek znacznie zmalał, ale wciąż wynosi ponad 20 proc. 

Mam też wrażenie, że Szwajcaria jest krajem, gdzie pracy kobiet nie traktuje się poważnie, raczej jak pożyteczne hobby, bo przecież dobrze jest czasem wyjść z domu, poprzebywać z ludźmi, a przy okazji zarobić na kosmetyczkę i fryzjera. Ponad 80 proc. aktywnych zawodowo kobiet pracuje tylko na część etatu. Wśród kobiet bezdzietnych ten odsetek wynosi jedynie 37 procent. 

O kobietach, które wychowują dzieci i próbują pracować na 100 proc. słyszy się bardzo rzadko. Najczęściej podawane są jako przykład wyrodnych matek. Większość prędzej czy później musi zrezygnować. Z pracy. Marzenia o pogodzeniu rodziny i kariery można w Szwajcarii włożyć między bajki. 

Złota klatka

Pewna redaktorka w zuryskiej gazecie przekonywała przewrotnie w swoim felietonie, że szwajcarskie kobiety są wyjątkowymi szczęściarami. Zżymają się na genderową różnicę płac (w Szwajcarii kobiety zarabiają średnio o 600 CHF mniej niż ich koledzy, wykonując tę samą pracę; dyskryminację udowodniono co 10 firmie), a powinny się cieszyć, że stać je (a raczej ich mężów) na zajmowanie się dziećmi w domach, czego wiele kobiet w Europie może im tylko zazdrościć. W dodatku system chroni je na tyle, że w przypadku rozwodu nie zostają z niczym. To raczej mężczyźni idą wtedy z torbami. No i przecież matki mogą pracować na część etatu – szwajcarski rynek pracy jest elastyczny, jak żaden inny. Redaktorka pisze o wolnym wyborze. Mnie na myśl przychodzi raczej złota klatka. 

Mimo wszystko trudno mi jednoznacznie ocenić sytuację tutejszych kobiet. Z jednej strony wiem, że feministki łapią się za głowę. Z drugiej, widzę zadowolone Szwajcarki, które bezstresowo wychowują dzieci i lubią swoją pracę nawet, jeśli traktują ją jak hobby. Toż to ideał work-life balance w praktyce! Szybko jednak zdaję sobie sprawę z tego, że taki system sprzyja tylko jednej grupie kobiet – takim, które na rezygnację z pracy na 100 proc. mogą sobie pozwolić. Co z całą resztą? Co z nami – ekspatkami, migrantkami, pracowniczkami i matkami? Polkami, dla których dwa etaty – w pracy i w domu – to norma? Oddychacie z ulgą w szwajcarskiej klatce?

—————————————————–

Źródła:

http://www.europarl.europa.pl

www.bfs.admin.ch

http://www.stadtwinterthur.ch

www.swissmom.ch

http://www.vaterschaftsurlaub.ch

www.republik.ch

www.familienleben.ch

http://www.nzz.ch (felietony Nicole Althaus)

www.tagesanzeiger.ch 

 

13 myśli w temacie “Albo dzieci, albo kariera – czy Szwajcaria jest prorodzinna?

  1. Dusimy sie i ksztusimy. Nikt nas nie chce zatrudniac, bo do dzieci dochodzi zazwyczaj niepeferfekcyjna znajomosc języka i zły paszport. Zapomniałaś napisać rownież, że prawdziwą klatką są przedszkola- obowiązkowe i bezpłatne, ale tylko na kilka godzin dziennie, z osławioną przerwą na lunch, kiedy przedszkola (i szkoły ) są po prostu zamknięte.
    Do żłobków gwoli ścisłości należałoby napisać, ze są częściowo subsydiowane, bo inaczej nikogo nie byłoby nikogo na nie stać. Nie mówiąc już o tym, że w CH często ma się dzieci jedno po drugim, z małą różnicą wieku. Dwoje dzieci w żłobku? Rzadko którego tatę stać na takie luksusy, to koszt 5-6 tys franków.

    Polubienie

    • Oczywiście, że napisałam o przerwach na lunch i feriach co kilka miesięcy :) To dla mnie jeden z największych absurdów tutaj. Co do podwójnych standardów wobec tutejszych i imigrantów – to kolejny temat-rzeka, na osobną rozprawę :)

      Polubienie

      • Pani Agnieszko. Do artykulu przydaloby sie uzupelnienie o np. Elternzeit – w Niemczech jest to co prawda bezplatne ale pracodawca nie ma opcji odmowic i znam mamy bedace 3 lata na tymze urlopie -biada pracodawcy, ktoryby to zlamal. Miejsce w pracy czeka na matke chcaca powrocic z macierzynstwa. Pod tym wzgledem Szwajcaria to kraj Afryki.

        https://de.wikipedia.org/wiki/Elternzeit

        Polubienie

    • Pani Blanko, to tez pewne uproszczenie bo jak jest sie imigrantem z krajow Afrykanskich to sie nie mysli o takich bzdurach jak czynsz, pieniadze czy oplaty za przedszkola. Wszystko oplaca Gemeinde – i podobnie jak w UK zyje z benefitow. Zarobic na to maja rodowici Szwajcarzy i ta gorsza czesc imigrantow czyli bialych. Nie wolno nic powiedziec bo w dobie politpoprawnosci jest sie rasista. Gdzies w Szwajcarii jest jedna upadajaca gmina bo sprowadzila sobie rodzine z pewnego kraju afrykanskiego – model zycia afrykanski. mieszkaja sobie juz w 3 generacje w domku na koszt gminy i doprowadzaja ludzi do skrajnych emocji bo nie przejmuja sie niczym oprocz prokreacji. Jak jest sie biednym to sie szuka pracy tak aby jej nie znalezc a dzieci do przedszkola odwozi i przywozi taksowka na rachunek podatnika. Rozpisywalk sie o tym brukoweic Blick swego czasu. A prawdziwy Szwajcar nie idzie po socjal bo sie wstydzi.

      Zastanawia mnie taka para kasjerow z Migrosa, majaca te 4500 CHF miesiecznie brutto w najlepszym przypadku na osobe, bo slyszalem ze i bywa ponizej 4000CHF – i jak oni beda chcieli miec 3 dzieci – niech to beda 3 dzieci – dlaczego Nie? – Niech to bedzie przyslowiowy Peter Bigler czy Hansrüedi Jorg – toz oni w tej krainie szczesliwosci po zaplaceniu samych obowiazkowych ubezpieczen zdrowotnych w Assura nie maja za co zyc. Mieszkac w Genewie czy Zurychu czy Bazylei nie beda z definicji bo nikt im mieszukania tam nie wynajmie. A wiec za co kupia abonament GA aby dojezdzac do pracy?

      Zlobki mimo subsydiowania sa na granicy upadlosci – sa tak dotkniete systemem regulacji i musza zatrudniac tak duzo biurwy, ze mimo tych oplat ledwo zipia. System moim prywatnym zdaniem jest nastawiony na patriarchat. Chcialyscie helwetki praw wyborczych -no dobrze, damy je wam, ale – pewne sprawy zostawimy po swojemu aby jak pisze Pani Kaminska byla to zlota klatka. Dodajmy propagande sukcesu i konserwa zabetonowana.

      Tak w kontekscie przedszkoli to chcialbym zauwazyc, ze Szwajcarzy smieja sie z socjalizmu UE, ale socjalizm szwajcarski deleguje te same identyczne idiotyczne dzialania tyle ze na obywateli. W UE jest socjalizm systemowy – oddaje sie prawie 50% w podatkach ale w takim Villingen-Schwenningen przedszkole kosztuje 150 Euro miesiecznie od 05:45 rano do 22:00 (mowie o szpitalu , w ktorym np. pielegniarki czy lekarze sa z oplat za przedszkooe zwolnieni).

      Ale uscislajac. W Szwajcarii wyszydza sie ow europejski socjalizm, tylko ze – mamy obowiazkowe ubezpieczenia zdrowotne i to co UE zapewnia z tego rozbuchanego socjalizmu musimy sobie oplacic. Zarabiajac jak moi znajomi 9000 CHF brutto miesiecznie jako lekarz lub 11000 CHF brutto jako Oberarzt – po opodatkowaniu i zaplaceniu wszystkiego jak to sie mowi – dudy nie urywa. Bo lekarz pracuje srednio 70 godzin tygodniowo. Dochodzi cos takiego jak bezpieczenstwo socjalne. W Szwajcarii moja zona szwajcarka bedac lekarzem specjalista moze liczyc na umowy max. 24 miesieczne, umowy na czas nieokreslony wymieraja. Mi prywatnie z zona to bardzo dobrze idzie bo mamy firmy ale jakby mialo sie tylko etacik i to z umowa na – w przypadku Papiiirschwitzera na 12 miesiecy to juz zupelnie byloby do bani. A sa ludzie w Szwajcarii ktorzy nie zarabiaja miesiecznie nawet tych marnych 9000CHF brutto miesiecznie tylko mniej.

      Zaryzykuje twierdzenie ze Szwajcaria jest wybitnie prorodzinna. Nie jest to w zadnym wypadku sarkazm. Szwajcaria wspiera rodziny ale musza byc to rodziny imigrantow socjalnych z Afryki, Kosowa i innych. Malo tego. Moi pacjenci z tych krajow -bo i takicjh mialem jeszcze pracujac w Zurychu uwazali to za totalny idiotyzm i socjalne szalenstwo. Uwaga, sa ludzie z Wybrzeza Kosci Sloniowej ciezko pracujacy w CH czy z Somalii -bo nie chca pasozytowac na socjalu. Oni nie moga pojac jak Szwajcaria moze byc tak krotkowzroczna i szykanowac swoich ciezko pracujacych obywateli. Ale zebysmy nie byli goloslowni – w dobie politpoprawnosci – w takich Niemczech tez mozna sie rejestrowac w kilkudziesieciu osrodkach jako uchodzca i potem jezdzic porsche na koszt niemieckiego podatnika…

      Swiat zwariowal

      Polubienie

  2. A ja powiem tak: z wyjatkiem szalonych 16 tygodni urlopu macierzynskiego, kiedy trzeba liczyc na wyrozumialosc pracodawcy, Szwajcaria wcale taka zla dla mam nie jest. Ja cenie bardzo mozliwosc pracy na 40%, dzieki czemu moge byc mama, spedzajaca czas z moimi dziecmi, ale takze miec kontakt z „doroslymi“, odpoczac troche od obowiazkow domowych i nie zostac wykluczona z rynku pracy. I co wiecej, zamierzam korzystac z tych dobrodziejstw przez najblizszych kilka lat. A reszta, to tylko kwestia dobrego zorganizowania sie.

    Polubienie

    • No i świetnie! Dlatego, tak jak napisałam, trudno mi negować szwajcarski system, ponieważ wiem, że wielu mieszkającym tutaj kobietom taki układ odpowiada. Może to też kwestia przyzwyczajenia, kiedy przyjeżdżamy z Polski, gdzie oczywiście też polityka rodzinna jest daleka od ideału, ale są dłuższe urlopy, państwowe żłobki i przedszkola. Tutaj po prostu działa to inaczej.

      Polubienie

  3. Jako mloda mama z przykroscia uwazam ZE Szwajcaria ani prodziecieca ani prorodzinna nie jest no coz nie wszystko zloto co sie blyszczy 🤭😏

    Polubienie

      • Tak tylko skad w takim ukladzie te interwencje KESB ? Swoja droga swego czasu zglaszalem do Zuryskiego KESB sprawe Kindermisshandlung – nawet dano mi sie wyslowic ze dziecko jest zaniedbane, brudne, bite i ojciec jest alkoholikiem a matka narkomanka. Od momentu podania danych – ojciec byl francuzem a matka z Italii – mieli to za przeproszeniem w dupie – nic ich to nie obchodzilo…

        To wszystko tak pieknie wyglada na papierze, podobnie jak pieknie na papierze wyglada lecznictwo. A sa szpitale w ktorych pozwolenia na zabiegi zdobywane sa politycznie – potem operujac i majac np. prawie 40% smiertelnosc nic sie nie dzieje. Bo nic nie mozna zrobic gdyz helweckie realia musza byc krysztalowo czyste i dopoki o patologii sie nie mowi to ona nie istnieje.

        Powoli na przyklad mimo wszystko ze wzgledu na to ze smiertelnosc okolooperacyjna bije rekordy wzieto sie formalnie za szpitale wykonujace okreslone zabiegi aby mialy rocznie minimum okreslonej operatywy i jesli nie operuja zbyt czesto dostaja zakaz przeprowadzania tychze zabiegow… Nikt nie wspomina oczywiscie o powiklaniach i smiertelnosci, ale jak szpitaliki w takich malych dziurach biora sie za ogromne zabiegi raz na ruski rok, to dobrze byc nie moze no i nie jest.

        Co do dzieci i nastolatkow to np. Zurych i Genewa – miasta z najwiekszym odsetkiem psychiatrow na 1000 mieszkancow, statystyki narkomanii wsrod mlodocianych tez ciekawe i tez warte dziennikarskiej uwagii. Np. swego czasu nie liczylo sie narkomana jako narkomana jesli zglaszal sie do Selnau. Cos jak statystyka bezrobocia w USA – tam ten ktory stracil pomoc tez automatycznie przestawal byc bezrobotnym.

        Ten sukces i blichtr lsniacy ma swoja druga ciemna twarz.

        Polubienie

  4. Tyle ze te przedszkola szwajcarskie nie sa dla lepiej zarabiajacych. Jak sie zarabia wiecej to zupelnie sie nie oplaca przedszkole i jestesmy w punkcie wyjscia.

    Polubienie

  5. Tak poza dyskusja czy mozliwe czy nie – co wedlug Was oznacza slowo kariera w CH ? Bo obawiam sie ze kariera w sensie kariery rozumianej doslownie dotyczy promila waskich specjalistow ktorzy rownie dobrze owa kariere mogliby rozwijac w UK,AU, USA gdziekolwiek.

    Co definiujecie jako kariere ?

    Polubienie

    • To zależy. Dla jednych to liczba zer na koncie. Dla innych – stanowisko, rozpoznawalność.. Dla mnie to chyba robienie zawodowo tego, co się lubi i co daje satysfakcję. Także misja, coś, co ma sens, pomaga innym ludziom i sprawia, że widzimy wymierne rezultaty.

      Polubienie

  6. Drogie Czytelniczki, Drodzy czytelnicy.
    Przy okazji pisania innego komentarza przypomnialem sobie… Ot taki casus.

    Hansruedi siedzi po calym kaufmanische Ausbildung na kasie w Migrosie. Poznaje obok kolezanke Barbare Mustermann, ktora tez jest kasjerka. Chca miec troje dzieci. Jak beda zyc?

    Dla uproszczenia omijamy kazuistyke ze chca mieszkac przy Paradeplatzu w Zurychu na 160m2.

    Jak widzicie polityke prorodzinna w tym przypadku ?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s