Historia pewnej porażki

Ponieważ od czasu do czasu piszecie do mnie maile lub zostawiacie komentarze pod dawnymi tekstami, dotyczącymi bezowocnego poszukiwania pracy w Szwajcarii, jestem Wam winna aktualizację. 

W październiku miną cztery lata od mojej przeprowadzki. Początkowe nieudolne poszukiwania stałego zatrudnienia przyniosły, jak się możecie domyślić, rozczarowanie i obniżenie samooceny do poziomów, o których mają pojęcie jedynie emigranci. Dlatego mniej więcej po dwóch latach chaotycznego wysyłania Lebenslauf i Bewerbungsschreiben powiedziałam: dość.

Ponieważ zarówno moje wykształcenie (socjologia), jak i wykonywany zawód (dziennikarstwo) wydawały się bezużyteczne w kraju, w którego języku dopiero zaczynałam raczkować, pierwsza myśl była taka, że należy porzucić złudzenia i spróbować w innej branży. Padło na wino.

Zaczęły się inwestycje w kursy, wyjazdy do winnic, bieganie po degustacjach, praca w winnicy, nawiązywanie kontaktów. Dwa miesiące zmagań jako sprzedawczyni w sklepie z winem uświadomiły mi jedno: to nie dla mnie. Okazało się, że w całym winiarskim biznesie najbardziej odpowiada mi tyranie w polu przy roślinkach, a z tego wyżyć się nie da. W dodatku jeszcze wysiadł mi kręgosłup, więc żegnaj kariero rolniczki. Wino pozostało tylko (albo aż) moim hobby. Wciąż mnie fascynuje, jest ważnym celem moich podroży, lubię opowiadać o nim znajomym, chodzę na winobranie. Pogodziłam się z myślą, że kasy z tego nie będzie. 

Później pomysły były różne. A może się zatrudnić w barze, sklepie z ciuchami, pójść układać produkty na półkach w Coopie.. Przecież żadna praca nie hańbi, a najważniejsze, że daje franki i święty spokój. Takie myślenie trwało chwilę. Oczy otworzył mi jeden z bardzo mądrych doradców zawodowych (tak, oni istnieją). Widząc moją desperację, zadał mi dwa pytania. Pierwsze, czy zamierzam zostać w Szwajcarii na dłużej. Drugie, co lubię i umiem robić. Odpowiedzi były proste: tak i pisać. 

To był moment, kiedy w mojej głowie coś przeskoczyło. Hej, przecież nie przyjechałam tu z przymusu, to nie jest emigracja zarobkowa, zawsze mogę wrócić! A póki tutaj jestem, to chcę mieć pracę, która sprawia mi przyjemność i daje satysfakcję, a nie mokre od potu i łez kolorowe banknoty i depresję. Wzięłam się w garść. 

Wcześniej patrzyłam na moje początki w Szwajcarii jak na historię porażki i byłam na siebie zła. Dziecko we mgle, które naiwne i nieprzygotowane nie wiedziało, jak się zabrać za budowanie życia od nowa. Dziewczynka, która myślała, że jakoś to będzie i traciła czas. Twardzielka, która się uśmiechała i mówiła, że jest ok, po to, aby nikt – poza mężem – się nie zorientował, że jest źle. Jedyną rozsądną decyzją, jaką wtedy podjęłam, była intensywna nauka języka (w moim zawodzie to podstawa). Teraz sobie myślę, że taki kop bardzo mi się przydał.

Dzisiaj mam na koncie pierwszą publikację w szwajcarskiej gazecie. Co prawda lokalnej, ale od czegoś trzeba zacząć. Współpracuję z organizacją integracyjną w Winterthur. Tłumaczę i uczę polskiego. Piszę o Szwajcarii. Kokosów z tego nie mam, nie stać mnie na drogie ciuchy, bo wszystko, co zarobię, wydaję na podróże, książki i wino ;), ale jest ciekawie, ciągle się rozwijam i mam poczucie, że idę w dobrą stronę. W poniedziałek zdaję egzamin Goethe C1 (trzymajcie kciuki!), który razem z praktykami translatorskimi, w trakcie których jestem, otworzy (mam nadzieję) nowy rozdział w moim zawodowym życiu. Może kiedyś zwróci mi się koszt tych wszystkich kursów niemieckiego.. :) Robię to, co lubię i umiem, bez wyrzutów sumienia, bez stresu i krok po kroku. Przede mną wciąż długa droga, ale odkąd się z tym pogodziłam, jest mi łatwiej. Czy ktoś mi pomógł? Mąż, który pomimo licznych wyrzeczeń, cierpliwie mnie wspiera i zawsze we mnie wierzy. 

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Wiem, że historia wielu z Was jest podobna do mojej. Zwłaszcza Wy, kobiety, przyjeżdżacie za mężem/partnerem/facetem, wykształcone, ambitne, świetne babki, czasem tuż po studiach, często już z doświadczeniem zawodowym w Polsce. Szybko orientujecie się, że tutaj łatwo nie będzie, bo zawód nie ten, bo brak specjalizacji, bo potrzebny język, którego nie znacie, bo za stara/za młoda/z dziećmi/bez dzieci/(wpiszcie sobie, co tylko chcecie). I co dalej? Możecie siedzieć w domu z oficjalnym statusem Hausfrau w papierach, wpaść w pułapkę pracy poniżej swoich kompetencji (a z tej w Szwajcarii łatwo się nie wychodzi), albo próbować, walczyć, pokazać wszystkim, na co Was stać.

Ta ostatnia opcja będzie Was dużo kosztowała – czasu, energii, cierpliwości (Geduld – to najważniejsze słowo w Waszym nowym słowniku), czasem nawet zdrowia i przede wszystkim pieniędzy. Będziecie musiały zdobyć papier, może skończyć kolejną szkołę, zrobić praktykę, czasem pracować za darmo (warto, ale tylko wtedy, jeśli to inwestycja), wkuwać słówka, czuć się, jakbyście się cofały („Przecież tam byłabym już dawno menedżerką/lekarką/gwiazdą estrady/słynną blogerką!”). Znajomi w Polsce będą robić kariery, zarabiać pieniądze, kupować domy na kredyt, a Wy – skakać z radości, jak napiszecie „Entschuldigung” bez błędów.

Upewnijcie się odpowiednio wcześnie, że zarówno Wy, jak i Wasi najbliżsi jesteście na to gotowi. Zadajcie sobie pytania: czy warto i czy tego chcecie. Weźcie kartkę i wypiszcie wszystkie plusy i minusy. Nie twierdzę, że trzeba tkwić tu na siłę, czasami najbardziej rozsądną decyzją jest powrót.

Pamiętaj: cokolwiek postanowisz, to nie jest porażka! Więc jak będzie z Tobą? 

20 myśli w temacie “Historia pewnej porażki

  1. Kiedyś miałam jakiś tam kompleks z powodu mojego zawodu – jestem pielęgniarką, a ten zawód w Polsce nie cieszy się zadnym szacunkiem. Później wyjechałam do Szwajcarii i zdałam sobie sprawę, ile mam szczęścia, bo właściwie musiałam tylko nostryfikować dyplom i mogłam przebierać w ofertach pracy, jest tutaj też bardzo szeroka oferta dalszego kształcenia do której mam dostęp jak każda Szwajcarka w tym zawodzie. Trzymam za Ciebie kciuki i oby wszystko poszło po Twojej myśli :) miło byłoby widzieć polskie nazwisko w szwajcarskich gazetach!

    Polubienie

    • To u mnie było zupełnie odwrotnie. O ile w Polsce wszystko szło gładko i przyzwyczaiłam się już do widoku swojego nazwiska na pierwszej stronie jednego z największych dzienników w kraju, to tutaj okazało się nagle, że moje doświadczenie z Polski nic nie znaczy, a dyplomy najlepszych uczelni mogę sobie schować.. do szuflady :) Wiem, że pielęgniarkom tutaj wiedzie się dobrze i cieszę się, że pozbyłaś się „kompleksu”. Dziękuję i również życzę powodzenia!

      Polubienie

      • Mam dokładnie takie samo wrażenie, co Agnieszka i Karolina, co do zawodów w CH. O ile tutaj pielęgniarka, opiekunka – nie mówić już o lekarzu – to bardzo poważane i poszukiwane zawody (i bardzo dobrze), to humaniści i „biznesowcy”, szczególnie kobiety, mają gorzej. Ja też mam wrażenie, że z moim doświadczeniem w Polsce długo bym nie szukała pracy, a tu kulą w płot. Ps. Też mam koleżankę, która „wyfrunęła” z TVN do Paryża. Francuski od zera, teraz pracuje w Eurosport. Da się ;)

        Polubione przez 1 osoba

    • To wynika zapewne z odmiennego systemu edukacji. Szwajcarzy stawiają na szybkie określenie się zawodowe, specjalizację, praktyczną naukę zawodu. Tzw. fach jest czymś wysoce cenionym, a w Polsce wciąż jest tak, że jak nie pójdziesz na studia, to czujesz, że jesteś gorsza/y.

      Polubienie

      • Z pielęgniarstwem jest na tyle smutno, że od dobrych kilku lat można ten zawód wykonywać tylko kończąc co najmniej licencjat na uniwersytecie medycznym, a szacunek do zawodu wcale się nie zmienia… Przykra sprawa przy wyjeździe do Szwajcarii to fakt, że co prawda prawo do ywkonywania zawodu i pracę dostałąm bez problemu, ale tytuł naukowy – który znacznie ułątwiłby karierę w moim zawodzie – nie został uznany. Musiałabym więc robić swój licencjat po raz drugi, albo ewentualnie zacząć magistra, co jest możliwe tylko na jednym uniwersytecie w Szwajcarii. Tak więc druga strona medalu jest taka, że owszem, sprowadza się tu fachowców, ale dbając jednocześnie, żeby na starcie byli tanią siłą roboczą…

        Polubione przez 1 osoba

      • Pani Karolino, pielegniarstwo w CH jest takie sobie, dobrze zrobic w SG jakies MBA i pojsc do Spitalverwaltung, bo przy chorych to dostanie Pani garba

        Polubienie

  2. Chyba odpowiedni tekst dla mnie w tym momencie. Ponad 3 lata w Szwajcarii, nauka języka od zera (bo przecież, jak się zna 5 języków, to w Szwajcarii nie wystarcza!) . Mocno zrezygnowana kolejnymi odmowami, ale na razie nadal szukam w moim zawodzie. Co mi zostaje? Dalsze uczenie się niemieckiego (dopiero wskakuję w poziom C1), dalsze kursy online i szkolenie się z wiedzy, która w czasie moich urlopów macierzyńskich gdzieś się zawieruszyła między pieluchami.
    Życzę powodzenia Tobie i sobie! ;) i dużo optymizmu

    Polubienie

    • Pani Blanko. Lekarz w Szwajcarii wcale nie jest powazany. No moze z wyjatkiem Chefarztow w Inselu czy USZ majacych po 2 do kilku milionow CHF rocznie.

      Wielokrotnie spotykalem sie w szwajcarskich szpitalach z otwarta agresja typu -czy sa tu jeszcze lekarze szwajcarscy czy tylko to usländerskie g…no ( okreslenie schiis usländer bylo jednym z najlagodniejszych.)

      No ale juz moja szwajcarska zona jest traktowana lepiej.

      Polubienie

      • Trochę mi kopara opadła, bo pierwsze słyszę. W końcu kogo, jak kogo, ale lekarzy w CH brakuje, nie przyszłoby mi do głowy, że tak mogą być tu traktowani. Nikt Szwajcarom nie zabrania studiować kilka lat, tylko sami nie chcą. Myślałam, że to dla nich oczywiste, że zagraniczni lekarze nie zabierają pracy lokalnym, tylko tych lokalnych po prostu nie ma.
        ps. mam koleżankę Niemkę, ginekologa, tuż po studiach, z półrocznym dzieckiem, bez praktyki. Dostała pracę przy pierwszym ogłoszeniu, godziny pracy dostosowane do możliwości żłobka… Wydawało mi się, że tu takie benefity ma każdy lekarz

        Polubione przez 1 osoba

    • Pani Blanko, pracuje z dokladnie 18 lekarzami niemieckimi – kazdy mial dosyc. Dosyc wysluuchiwania- Sie sind fast so wie wir, sie sind so …sie sind zwar gut, aber doch …Ein Ersatzprodukt, Mangelexemplar, i tak dalej. Niemcow zatrudnia sie na zasadzie – przynajmniej umieja pisac.

      W Szwajcarii jest zbyt duzo lekarzy. Brakuje lekarzy rodzinnych na wsiach w kantonach typu GR czy UR. Jest straszny overtreatment i straszna konkurencja. Kazdy mysli ze sie doczeka i dopcha do koryta. Bo taki Ltd.OA ma okolo 450.000 do 500.000 CHF rocznie, Chefarzt w takim Tiefenau ma 700.000 CHF rocznie. Tyle ze to jest polityka i roszady.

      Polubienie

    • Nie powinnyscie sie Panie przejmowac odmowami. Absage nalezy do zycia. Jest sobie jeden szpital. Spitalzentrum w Biel/Bienne. Oglaszali miejsce dla 1 lekarza. Akurat uwazam ten szpital za slaby lazaret wiec sie nie bewerbowalem nawet. No ale na to miejsce wplynelo 980 podan. Wiekszosc emigranci z Maghrebu, Francja, Wlochy, Rosja etc.

      Bierzecie te Wasze Absage zbyt osobiscie, PR Szwajcarii robi swoje, Taki lekarz po studiach pracuje w Zurychu za 6800 CHF miesiecznie brutto. 50 godzin tygodniowo na papierze a w rzeczywistosci nawet 120 godzin a wiec mniej od Putzfrau. No ale kazdy mysli ze to tymczasowo, ze uda sie wybic…

      Mam znajomych Niemcow (zaliczanych do troche mniej badziewnego usländerstwa) – bo powiedzmy sobie – Niemcy sa brani jako prawie swoi. No i on robi specjalizacje z chirurgii. Pracuje 85-95 godzin tygodniowo za wspomniane 6800 CHF brutto. Ma zone Pania po inzynierii i ta pracuje wprawdzie 42 godziny ale… pierwsza pensja byla 14000 CHF, samochod sluzbowy no i zaplacili Miete. Bonusu za wyniki ma ona wiecej niz jej partner zarabia przez 3 lata.

      Tak ekstrapolujac to w innych branzach jest pewnie rownie ciezko i jak jest z 500 Bewerbungow to sortowanie leci – na 3 kupki – Schwiitzer, DE i Usländer i to leci tak ze usländerstwo Absage z Automatu,

      Wiecie ile razy dostalem Absage bez danych na zasadzie Sehr geehrte Frau, Sehr geehrter…. i bez danych, w HR poprostu wrzucili mail w skrypt i wyslali bez niczego ot tak.

      Sookojnie, takie jest zycie,

      Polubienie

  3. Najbardziej w całym tekście moją uwagę przykuło słowo „Geduld”. Rzeczywiście cierpliwość jest tu ogromnie potrzebna. Szukanie dobrej pracy to strategia długofalowa, trzeba rozpoznać rynek, realia. Najlepiej z góry dać sobie kilka lat na przeczekanie i w tym czasie robić swoje – realizować się hobbystycznie, podróżować, poznawać ludzi, szkolić język itp. Jeszcze zdążysz się w życiu napracować. Bądź cierpliwa / y, reszta przyjdzie sama :)

    Polubienie

    • To bardzo bliskie mi podejście, ale im dalej po 30-tce, tym większa obawa o takie prozaiczne rzeczy, jak emerytura, oszczędności itp. Najważniejsze, żeby nie mieć poczucia, że się owe lata straciło. Czasem wyobrażam sobie, że wracam do Polski z ogromną dziurą w CV i wtedy układam sobie w głowie listę, co przez ten czas robiłam ;) Trochę się uzbiera :)

      Polubienie

  4. wow …w samo sedno👍Jestem tu 13lat,jezyk opanowany.Ale niestety dalej szukam na siebie pomysłu.Najpierw jedno dziecko(8 lat),teraz drugie (2)i caly czas z dziecimi a w Weekendy praca w Service.Fajna,ludzie ok,ale niechce tego robic do 65-ki😉Szukam mozliwosci Weiterbildung ale za kazdym razem albo po tym niedostanie pracy w zawodzie (to co mogloby by mi Spass robic)albo Szkola mega droga a przy 2ce dzieci trzeba patrzyc na finanse.W Polsce studiowalam Administracje ( dyplom wazny w Swiss)zaraz po tym wyjechalam tu.Chwytalam sie roznych zajec zeby nauczyc sie jezyka.Mam swiadomosc ze szwajcarski pracodawca predzej zatrudni jakoas moloda dziewczyne po szkole w Swiss jak mnie Mame z 2-ka dzieci, ktora nie jest tak bardzo dyspozycyjna.I nie umie 5 jezykow😉No nic moze i mnie kiedys tak olsni..
    Pozdrawiam i czekam na wiecej artykułow👍

    Polubienie

  5. Dziękuje za kolejny promyk energii. Wprawdzie jestem dopiero 1,5 roku w CH, to już zdążyły mnie zmęczyć wszystkie odmowy pracy w moim fachu „finansowo-księgowym” . Skończony kurs księgowy w Zurychu też za bardzo nie pomaga, słyszę jedynie że super CV, języki, bogate doświadczenie w fachu na wysokich stanowiskach no ale niestety, w Polsce – „brak Pani doświadczenia w CH” ….Czasami chce mi się krzyczeń głośno jak to słysze!!! Więc tak samo pomyślałam ja WY że może zaczepię się gdzieś, wyjdę do ludzi żeby nie zwariować i dalej mocno potrenuje mój „Geduld”. I cóż , zaczepiłam się w Servisie w hotelu i wiem że to nie dla mnie….
    Tylko na ten czas…..musze jednak uważąć żeby mnie nie zaszufladkowano.
    Dziękuje za dobry tekst!!!! (kolejne zawsze mile czytane ;)
    Powodzenia kobitki i do przodu!

    Polubienie

    • Księgowa i nie może znaleźć pracy w kraju finansów? To nie może być.. A serio, to niesłychanie nas szkoda. Szwajcarzy wolą zatrudniać niedouczonych drobnych pijaczków, bo jak inaczej nazwać tutejszą młodzież, ale z papierkiem, niż broń boże pfujjj auslandera.. Smutne, ale oczywiście się nie poddajemy! Polskie kobitki górą :D

      Polubienie

      • Ale na granicy w BW dostaje sie juz szwajcarskie pensje i czegos sie nauczyli. Niemcy potrafia dac karte Shella na paliwo i odpowiednia kwote w Euro. A i stosunek do czlowieka maja inny.

        Polubienie

  6. Polać wina tej Pani. Dokładnie tak to wygląda. U mnie było na każdej rozmowie o pracę – „ overqualified” … :( temat rzeka, ale esencja w tym oto artykule.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s