Historia pewnej porażki

Ponieważ od czasu do czasu piszecie do mnie maile lub zostawiacie komentarze pod dawnymi tekstami, dotyczącymi bezowocnego poszukiwania pracy w Szwajcarii, jestem Wam winna aktualizację. 

W październiku miną cztery lata od mojej przeprowadzki. Początkowe nieudolne poszukiwania stałego zatrudnienia przyniosły, jak się możecie domyślić, rozczarowanie i obniżenie samooceny do poziomów, o których mają pojęcie jedynie emigranci. Dlatego mniej więcej po dwóch latach chaotycznego wysyłania Lebenslauf i Bewerbungsschreiben powiedziałam: dość.

Ponieważ zarówno moje wykształcenie (socjologia), jak i wykonywany zawód (dziennikarstwo) wydawały się bezużyteczne w kraju, w którego języku dopiero zaczynałam raczkować, pierwsza myśl była taka, że należy porzucić złudzenia i spróbować w innej branży. Padło na wino.

Zaczęły się inwestycje w kursy, wyjazdy do winnic, bieganie po degustacjach, praca w winnicy, nawiązywanie kontaktów. Dwa miesiące zmagań jako sprzedawczyni w sklepie z winem uświadomiły mi jedno: to nie dla mnie. Okazało się, że w całym winiarskim biznesie najbardziej odpowiada mi tyranie w polu przy roślinkach, a z tego wyżyć się nie da. W dodatku jeszcze wysiadł mi kręgosłup, więc żegnaj kariero rolniczki. Wino pozostało tylko (albo aż) moim hobby. Wciąż mnie fascynuje, jest ważnym celem moich podroży, lubię opowiadać o nim znajomym, chodzę na winobranie. Pogodziłam się z myślą, że kasy z tego nie będzie. 

Później pomysły były różne. A może się zatrudnić w barze, sklepie z ciuchami, pójść układać produkty na półkach w Coopie.. Przecież żadna praca nie hańbi, a najważniejsze, że daje franki i święty spokój. Takie myślenie trwało chwilę. Oczy otworzył mi jeden z bardzo mądrych doradców zawodowych (tak, oni istnieją). Widząc moją desperację, zadał mi dwa pytania. Pierwsze, czy zamierzam zostać w Szwajcarii na dłużej. Drugie, co lubię i umiem robić. Odpowiedzi były proste: tak i pisać. 

To był moment, kiedy w mojej głowie coś przeskoczyło. Hej, przecież nie przyjechałam tu z przymusu, to nie jest emigracja zarobkowa, zawsze mogę wrócić! A póki tutaj jestem, to chcę mieć pracę, która sprawia mi przyjemność i daje satysfakcję, a nie mokre od potu i łez kolorowe banknoty i depresję. Wzięłam się w garść. 

Wcześniej patrzyłam na moje początki w Szwajcarii jak na historię porażki i byłam na siebie zła. Dziecko we mgle, które naiwne i nieprzygotowane nie wiedziało, jak się zabrać za budowanie życia od nowa. Dziewczynka, która myślała, że jakoś to będzie i traciła czas. Twardzielka, która się uśmiechała i mówiła, że jest ok, po to, aby nikt – poza mężem – się nie zorientował, że jest źle. Jedyną rozsądną decyzją, jaką wtedy podjęłam, była intensywna nauka języka (w moim zawodzie to podstawa). Teraz sobie myślę, że taki kop bardzo mi się przydał.

Dzisiaj mam na koncie pierwszą publikację w szwajcarskiej gazecie. Co prawda lokalnej, ale od czegoś trzeba zacząć. Współpracuję z organizacją integracyjną w Winterthur. Tłumaczę i uczę polskiego. Piszę o Szwajcarii. Kokosów z tego nie mam, nie stać mnie na drogie ciuchy, bo wszystko, co zarobię, wydaję na podróże, książki i wino ;), ale jest ciekawie, ciągle się rozwijam i mam poczucie, że idę w dobrą stronę. W poniedziałek zdaję egzamin Goethe C1 (trzymajcie kciuki!), który razem z praktykami translatorskimi, w trakcie których jestem, otworzy (mam nadzieję) nowy rozdział w moim zawodowym życiu. Może kiedyś zwróci mi się koszt tych wszystkich kursów niemieckiego.. :) Robię to, co lubię i umiem, bez wyrzutów sumienia, bez stresu i krok po kroku. Przede mną wciąż długa droga, ale odkąd się z tym pogodziłam, jest mi łatwiej. Czy ktoś mi pomógł? Mąż, który pomimo licznych wyrzeczeń, cierpliwie mnie wspiera i zawsze we mnie wierzy. 

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Wiem, że historia wielu z Was jest podobna do mojej. Zwłaszcza Wy, kobiety, przyjeżdżacie za mężem/partnerem/facetem, wykształcone, ambitne, świetne babki, czasem tuż po studiach, często już z doświadczeniem zawodowym w Polsce. Szybko orientujecie się, że tutaj łatwo nie będzie, bo zawód nie ten, bo brak specjalizacji, bo potrzebny język, którego nie znacie, bo za stara/za młoda/z dziećmi/bez dzieci/(wpiszcie sobie, co tylko chcecie). I co dalej? Możecie siedzieć w domu z oficjalnym statusem Hausfrau w papierach, wpaść w pułapkę pracy poniżej swoich kompetencji (a z tej w Szwajcarii łatwo się nie wychodzi), albo próbować, walczyć, pokazać wszystkim, na co Was stać.

Ta ostatnia opcja będzie Was dużo kosztowała – czasu, energii, cierpliwości (Geduld – to najważniejsze słowo w Waszym nowym słowniku), czasem nawet zdrowia i przede wszystkim pieniędzy. Będziecie musiały zdobyć papier, może skończyć kolejną szkołę, zrobić praktykę, czasem pracować za darmo (warto, ale tylko wtedy, jeśli to inwestycja), wkuwać słówka, czuć się, jakbyście się cofały („Przecież tam byłabym już dawno menedżerką/lekarką/gwiazdą estrady/słynną blogerką!”). Znajomi w Polsce będą robić kariery, zarabiać pieniądze, kupować domy na kredyt, a Wy – skakać z radości, jak napiszecie „Entschuldigung” bez błędów.

Upewnijcie się odpowiednio wcześnie, że zarówno Wy, jak i Wasi najbliżsi jesteście na to gotowi. Zadajcie sobie pytania: czy warto i czy tego chcecie. Weźcie kartkę i wypiszcie wszystkie plusy i minusy. Nie twierdzę, że trzeba tkwić tu na siłę, czasami najbardziej rozsądną decyzją jest powrót.

Pamiętaj: cokolwiek postanowisz, to nie jest porażka! Więc jak będzie z Tobą? 

33 myśli w temacie “Historia pewnej porażki

  1. Kiedyś miałam jakiś tam kompleks z powodu mojego zawodu – jestem pielęgniarką, a ten zawód w Polsce nie cieszy się zadnym szacunkiem. Później wyjechałam do Szwajcarii i zdałam sobie sprawę, ile mam szczęścia, bo właściwie musiałam tylko nostryfikować dyplom i mogłam przebierać w ofertach pracy, jest tutaj też bardzo szeroka oferta dalszego kształcenia do której mam dostęp jak każda Szwajcarka w tym zawodzie. Trzymam za Ciebie kciuki i oby wszystko poszło po Twojej myśli :) miło byłoby widzieć polskie nazwisko w szwajcarskich gazetach!

    Polubienie

    • To u mnie było zupełnie odwrotnie. O ile w Polsce wszystko szło gładko i przyzwyczaiłam się już do widoku swojego nazwiska na pierwszej stronie jednego z największych dzienników w kraju, to tutaj okazało się nagle, że moje doświadczenie z Polski nic nie znaczy, a dyplomy najlepszych uczelni mogę sobie schować.. do szuflady :) Wiem, że pielęgniarkom tutaj wiedzie się dobrze i cieszę się, że pozbyłaś się „kompleksu”. Dziękuję i również życzę powodzenia!

      Polubienie

      • Mam dokładnie takie samo wrażenie, co Agnieszka i Karolina, co do zawodów w CH. O ile tutaj pielęgniarka, opiekunka – nie mówić już o lekarzu – to bardzo poważane i poszukiwane zawody (i bardzo dobrze), to humaniści i „biznesowcy”, szczególnie kobiety, mają gorzej. Ja też mam wrażenie, że z moim doświadczeniem w Polsce długo bym nie szukała pracy, a tu kulą w płot. Ps. Też mam koleżankę, która „wyfrunęła” z TVN do Paryża. Francuski od zera, teraz pracuje w Eurosport. Da się ;)

        Polubione przez 1 osoba

    • To wynika zapewne z odmiennego systemu edukacji. Szwajcarzy stawiają na szybkie określenie się zawodowe, specjalizację, praktyczną naukę zawodu. Tzw. fach jest czymś wysoce cenionym, a w Polsce wciąż jest tak, że jak nie pójdziesz na studia, to czujesz, że jesteś gorsza/y.

      Polubienie

      • Z pielęgniarstwem jest na tyle smutno, że od dobrych kilku lat można ten zawód wykonywać tylko kończąc co najmniej licencjat na uniwersytecie medycznym, a szacunek do zawodu wcale się nie zmienia… Przykra sprawa przy wyjeździe do Szwajcarii to fakt, że co prawda prawo do ywkonywania zawodu i pracę dostałąm bez problemu, ale tytuł naukowy – który znacznie ułątwiłby karierę w moim zawodzie – nie został uznany. Musiałabym więc robić swój licencjat po raz drugi, albo ewentualnie zacząć magistra, co jest możliwe tylko na jednym uniwersytecie w Szwajcarii. Tak więc druga strona medalu jest taka, że owszem, sprowadza się tu fachowców, ale dbając jednocześnie, żeby na starcie byli tanią siłą roboczą…

        Polubione przez 1 osoba

      • Pani Karolino, pielegniarstwo w CH jest takie sobie, dobrze zrobic w SG jakies MBA i pojsc do Spitalverwaltung, bo przy chorych to dostanie Pani garba

        Polubienie

  2. Chyba odpowiedni tekst dla mnie w tym momencie. Ponad 3 lata w Szwajcarii, nauka języka od zera (bo przecież, jak się zna 5 języków, to w Szwajcarii nie wystarcza!) . Mocno zrezygnowana kolejnymi odmowami, ale na razie nadal szukam w moim zawodzie. Co mi zostaje? Dalsze uczenie się niemieckiego (dopiero wskakuję w poziom C1), dalsze kursy online i szkolenie się z wiedzy, która w czasie moich urlopów macierzyńskich gdzieś się zawieruszyła między pieluchami.
    Życzę powodzenia Tobie i sobie! ;) i dużo optymizmu

    Polubienie

    • Pani Blanko. Lekarz w Szwajcarii wcale nie jest powazany. No moze z wyjatkiem Chefarztow w Inselu czy USZ majacych po 2 do kilku milionow CHF rocznie.

      Wielokrotnie spotykalem sie w szwajcarskich szpitalach z otwarta agresja typu -czy sa tu jeszcze lekarze szwajcarscy czy tylko to usländerskie g…no ( okreslenie schiis usländer bylo jednym z najlagodniejszych.)

      No ale juz moja szwajcarska zona jest traktowana lepiej.

      Polubienie

      • Trochę mi kopara opadła, bo pierwsze słyszę. W końcu kogo, jak kogo, ale lekarzy w CH brakuje, nie przyszłoby mi do głowy, że tak mogą być tu traktowani. Nikt Szwajcarom nie zabrania studiować kilka lat, tylko sami nie chcą. Myślałam, że to dla nich oczywiste, że zagraniczni lekarze nie zabierają pracy lokalnym, tylko tych lokalnych po prostu nie ma.
        ps. mam koleżankę Niemkę, ginekologa, tuż po studiach, z półrocznym dzieckiem, bez praktyki. Dostała pracę przy pierwszym ogłoszeniu, godziny pracy dostosowane do możliwości żłobka… Wydawało mi się, że tu takie benefity ma każdy lekarz

        Polubione przez 1 osoba

    • Pani Blanko, pracuje z dokladnie 18 lekarzami niemieckimi – kazdy mial dosyc. Dosyc wysluuchiwania- Sie sind fast so wie wir, sie sind so …sie sind zwar gut, aber doch …Ein Ersatzprodukt, Mangelexemplar, i tak dalej. Niemcow zatrudnia sie na zasadzie – przynajmniej umieja pisac.

      W Szwajcarii jest zbyt duzo lekarzy. Brakuje lekarzy rodzinnych na wsiach w kantonach typu GR czy UR. Jest straszny overtreatment i straszna konkurencja. Kazdy mysli ze sie doczeka i dopcha do koryta. Bo taki Ltd.OA ma okolo 450.000 do 500.000 CHF rocznie, Chefarzt w takim Tiefenau ma 700.000 CHF rocznie. Tyle ze to jest polityka i roszady.

      Polubienie

    • Nie powinnyscie sie Panie przejmowac odmowami. Absage nalezy do zycia. Jest sobie jeden szpital. Spitalzentrum w Biel/Bienne. Oglaszali miejsce dla 1 lekarza. Akurat uwazam ten szpital za slaby lazaret wiec sie nie bewerbowalem nawet. No ale na to miejsce wplynelo 980 podan. Wiekszosc emigranci z Maghrebu, Francja, Wlochy, Rosja etc.

      Bierzecie te Wasze Absage zbyt osobiscie, PR Szwajcarii robi swoje, Taki lekarz po studiach pracuje w Zurychu za 6800 CHF miesiecznie brutto. 50 godzin tygodniowo na papierze a w rzeczywistosci nawet 120 godzin a wiec mniej od Putzfrau. No ale kazdy mysli ze to tymczasowo, ze uda sie wybic…

      Mam znajomych Niemcow (zaliczanych do troche mniej badziewnego usländerstwa) – bo powiedzmy sobie – Niemcy sa brani jako prawie swoi. No i on robi specjalizacje z chirurgii. Pracuje 85-95 godzin tygodniowo za wspomniane 6800 CHF brutto. Ma zone Pania po inzynierii i ta pracuje wprawdzie 42 godziny ale… pierwsza pensja byla 14000 CHF, samochod sluzbowy no i zaplacili Miete. Bonusu za wyniki ma ona wiecej niz jej partner zarabia przez 3 lata.

      Tak ekstrapolujac to w innych branzach jest pewnie rownie ciezko i jak jest z 500 Bewerbungow to sortowanie leci – na 3 kupki – Schwiitzer, DE i Usländer i to leci tak ze usländerstwo Absage z Automatu,

      Wiecie ile razy dostalem Absage bez danych na zasadzie Sehr geehrte Frau, Sehr geehrter…. i bez danych, w HR poprostu wrzucili mail w skrypt i wyslali bez niczego ot tak.

      Sookojnie, takie jest zycie,

      Polubienie

  3. Najbardziej w całym tekście moją uwagę przykuło słowo „Geduld”. Rzeczywiście cierpliwość jest tu ogromnie potrzebna. Szukanie dobrej pracy to strategia długofalowa, trzeba rozpoznać rynek, realia. Najlepiej z góry dać sobie kilka lat na przeczekanie i w tym czasie robić swoje – realizować się hobbystycznie, podróżować, poznawać ludzi, szkolić język itp. Jeszcze zdążysz się w życiu napracować. Bądź cierpliwa / y, reszta przyjdzie sama :)

    Polubienie

    • To bardzo bliskie mi podejście, ale im dalej po 30-tce, tym większa obawa o takie prozaiczne rzeczy, jak emerytura, oszczędności itp. Najważniejsze, żeby nie mieć poczucia, że się owe lata straciło. Czasem wyobrażam sobie, że wracam do Polski z ogromną dziurą w CV i wtedy układam sobie w głowie listę, co przez ten czas robiłam ;) Trochę się uzbiera :)

      Polubienie

      • Prosze nie zapominac jak wyglada struktura skladek pracodawcy na AHV zalezna od wieku pracownika i sie nie przejmowac.

        Polubione przez 1 osoba

  4. wow …w samo sedno👍Jestem tu 13lat,jezyk opanowany.Ale niestety dalej szukam na siebie pomysłu.Najpierw jedno dziecko(8 lat),teraz drugie (2)i caly czas z dziecimi a w Weekendy praca w Service.Fajna,ludzie ok,ale niechce tego robic do 65-ki😉Szukam mozliwosci Weiterbildung ale za kazdym razem albo po tym niedostanie pracy w zawodzie (to co mogloby by mi Spass robic)albo Szkola mega droga a przy 2ce dzieci trzeba patrzyc na finanse.W Polsce studiowalam Administracje ( dyplom wazny w Swiss)zaraz po tym wyjechalam tu.Chwytalam sie roznych zajec zeby nauczyc sie jezyka.Mam swiadomosc ze szwajcarski pracodawca predzej zatrudni jakoas moloda dziewczyne po szkole w Swiss jak mnie Mame z 2-ka dzieci, ktora nie jest tak bardzo dyspozycyjna.I nie umie 5 jezykow😉No nic moze i mnie kiedys tak olsni..
    Pozdrawiam i czekam na wiecej artykułow👍

    Polubienie

  5. Dziękuje za kolejny promyk energii. Wprawdzie jestem dopiero 1,5 roku w CH, to już zdążyły mnie zmęczyć wszystkie odmowy pracy w moim fachu „finansowo-księgowym” . Skończony kurs księgowy w Zurychu też za bardzo nie pomaga, słyszę jedynie że super CV, języki, bogate doświadczenie w fachu na wysokich stanowiskach no ale niestety, w Polsce – „brak Pani doświadczenia w CH” ….Czasami chce mi się krzyczeń głośno jak to słysze!!! Więc tak samo pomyślałam ja WY że może zaczepię się gdzieś, wyjdę do ludzi żeby nie zwariować i dalej mocno potrenuje mój „Geduld”. I cóż , zaczepiłam się w Servisie w hotelu i wiem że to nie dla mnie….
    Tylko na ten czas…..musze jednak uważąć żeby mnie nie zaszufladkowano.
    Dziękuje za dobry tekst!!!! (kolejne zawsze mile czytane ;)
    Powodzenia kobitki i do przodu!

    Polubienie

    • Księgowa i nie może znaleźć pracy w kraju finansów? To nie może być.. A serio, to niesłychanie nas szkoda. Szwajcarzy wolą zatrudniać niedouczonych drobnych pijaczków, bo jak inaczej nazwać tutejszą młodzież, ale z papierkiem, niż broń boże pfujjj auslandera.. Smutne, ale oczywiście się nie poddajemy! Polskie kobitki górą :D

      Polubienie

      • Ale na granicy w BW dostaje sie juz szwajcarskie pensje i czegos sie nauczyli. Niemcy potrafia dac karte Shella na paliwo i odpowiednia kwote w Euro. A i stosunek do czlowieka maja inny.

        Polubienie

  6. Polać wina tej Pani. Dokładnie tak to wygląda. U mnie było na każdej rozmowie o pracę – „ overqualified” … :( temat rzeka, ale esencja w tym oto artykule.

    Polubienie

  7. U mnie jest jeszcze gorzej.
    jeszcze raz ukonczylam w Szwajcarii studia magisterskie – prawo.
    Od 4 lat tylko odmowy (zero praktyki, zero pracy).
    Po co pozwalaja studiowac? Licza ze sie obleje?
    Dlaczego nie powiedza otwarcie
    – kobieto w twoim wieku i z brakiem niemieckiego jako mowy ojczystej do niczego sie nie nadajesz.
    Spotkalam tylko jedna kobiete z Turcji, ktorej pomimo ze studiowala w Zurichu prawo, praktyke dostala w kancelarii w Bern i obslugiwala turecko-jezycznych klientow. Po rocznej praktyce szukala bezskutecznie praktyki w sadzie lub urzedzie (warunek odbycia obu praktyk zeby stanac do egzaminu adwokackiego) I nadrabiala prawo kantonu Bern.
    Czy jej sie udalo nie wiem.
    Ja przestalam liczyc, ze zostane tu adwokatem, przestalam miec nadzieje na prace w urzedzie. Mam watpliwosci czy dostane jakakolwiek prace.

    Polubienie

    • Obca., najwiekszym wrogiem siebie samego jestes zawsze sama. W tym kraju to normalne. Tak mozue troche na zasadzie Schadenfreude Ci napisze – jestem lekarzem. Czasami bewerbuje sie w szpitalach szwajcarskich i w takowych nawet pracowalem. Na dzis dzien usländer moze pracowac albo na psychiatrii, albo w Rehaklinik, biora wszak tez innych ale mlodszych i nie bierz tego osobiscie ale to my sie prosimy o cos a nie oni nas. Tu chodzi o wladze i pieniadze. W medycynie o wladze bo swego czasu przesluchiwali mnie dyletanci znudzeni i jak zobaczyli papiery to zwyzywali mnie od bezczelnych falszerzy bowiem coz… mialem wykonanych zabiegow o wiele wiecej niz oni a oni mieli tak z 20 lat kariery wiecej ode mnie.

      To jest normalka. Masz reaktywnego dolka ze Ciebie nie zapraszaja. A wyobraz sobie ze np – ja mam zone lekarke szwajcarke i dosyc znana w srodowisku a ze przyjalem jej nazwisko i ze ubiegajac sie bywam zapraszany po czym:

      a) ale jak to przyszedl Pan , Panie Bigler na rozmowe, to jakas pomylka. My zaprosilismy i oczekujemy Pani Bigler. Panska obecnosc tutaj jest niepozadana i bezprzedmiotowa, prosze natychmiast opuscic pomieszczenie.
      b) Absage w postaci – wir haben Sie zwar zum Vorstellungsgespräch eingeladen, jedoch haben wir jetzt ( tutaj peany pochwalne ze znalezli wlasciwego kandydata szwajcarskiego, na ktorego sie decyduja bowiem nie znajduja skali porownania ilez to on jest lepszy ode mnie i ze w zasadzie nie wiedza dlaczego w ogole mnie zaprosili – to moja Bewerbungsgespräch ist somit definitiv und unwiderruflich hinfällig. Wszystko bylo by dobrze ale takiego maila wysylaja 18 minut przed moja rozmowa a ja np. juz zaparkowalem na drogim szpitalnym parkingu.
      c) zapraszanie dla darcia lacha i robienia sobie jaj. Zapraszaja i czlowiek mysli ze to powazni ludzie sa a oni na rozmowie mowia prosto po chlopsku i wojskowemu ze nie zaprosili mnie na rozmowe o prace bowiem takiemu dzaidostwu jak ja to oni nie moga zaoferowac pracy, od takiego schiis usländerstwa jest Hauswirtschaft i mycie kibli ale stwierdzili ze sobie chca zobaczyc Usländera. Chca sobie zobaczyc jaka jest roznica poziomow pomiedzy echte vertwolle Lüüt i Ostblockbanditen.
      d) zapraszanie dla statystyki. Kandydat na miejsce jest dawno wybrany, wchodzisz 30 minut przed terminem a sekretarka rzuca Anwesenheitsliste do podpisania i widzisz ze jestes 90tym kandydatem. Niektore firmy czy kliniki maja dodatkowe punkty za popularnosc i choc na 15 lat do przodu maja kadry zaklepane to zapraszaja na rozmowy tylko po to by sobie podbijac popularnosc. Ostatnio zjawisko sie zmniejsza, bo zakazano rozmow 1 na 1 – tam kolesie z HRow sobie wybierali towar do swojego prywatnego testu i okresu probnego.

      Wiem, ze Absage a zwlaszcza w tonie typu dla naszego odciazenia stanowia problem – ale pomysl sobie ze gdybys przeszla cos takiego ze Cie zapraszaja a Ty nie spisz kilka nocy przed, stresujesz sie, dobierasz sie na te rozmowe z nadzieja przymierzajac garsonki bluzki etcc, ciezko harujesz nad makijazem, dykcja, analizujesz to co moga od Ciebie chciec – a zostajesz zmyta np. – i obrazana od kur…ew z europy wschodniej przez niedomkniete celowo drzwi – albo komentarze typu – czego Tu to dziadostweo szukja, nie wie ze sprzataczek szukamy tylko i wylacznie outsourceing ? i tak dalej…

      Dla ekspatow niektore stanowiska sa z definicji nieosiagalne. Ma to sprzyjac egalitarnosci i elitarnosci tychze. W Szwajcarii mamy najlepszy na swiecie PR i niewiele wiecej, ja spotykajac sie z tutejsza niekompetencja pytam swoich znajomych i rodzine zony – jakim cudem jestescie tak atrakcyjnym i rizwinietym krajem, patrzac na to to powqinniscie byc na poziomie Ukrainy… to milcza..

      Wiem ze boli, czasami dostaje sie lomot. Ale droga Pani – bo ja jestem zdania ze cel osiagna wtedy, kiedy sama zaczniesz wierzyc ze jestes gorsza. A po pierwsze – znasz jakiegos Helweta, co w niesprzyjajacym mu srodowisku zrobilby studia od poczatku? Moja zona i jej kolezanki to drza na widok lekarzy niemieckich, bo niemcy sa po prostu lepsi – maja program specjalizacji np. 10x bardziej obfity a program szwajcarski to szkolka niedzielan i smiech na sali…

      Jezeli kiedykolwiek po tych falach Absage i szykanach zaczniesz wierzyc, ze czegos Ci brakuje bo oni tak mowia – to wtedy wygrali. A tak nie jest. Nie dla wszystkich te frukta, moj prawnik pracuje tylko za honoraria i bierze 900 (dziewiecset CHF za godzine). Myslisz, ze oni chca otwartosci, przejrzystosci, transparentnosci w tej dziedzinie ?

      Oni nie maja nic przeciwko,m byc byla tramwajarka czy Pania na kasie w Coop, btw. ostatnio poznalem Rosjanke kasjerke specjalistke od reaktorow typu RBMK, pracujaca przed laty w Sosnowym Borze, aplikujaca po ukonczeniu studiow w CH na stanowisko technika i tez jej nie chcieli…

      Spokojnie, takie jest zycie, nie dla usländera kielbasa, nie dla usländerki spyrka.

      Polubienie

      • Medicus Hell-veticus@ dziekuje za szczery komentarz.
        Nie spodziewalam sie, ze mezczyzni maja podobnie ciezko jak my kobiety.
        Komentarz dal mi do myslenia. Moze w tym wszystkim nie chodzi o plec ale o CV/doswiadczenie?
        Specjalisci czytajac moje CV otwierali szeroko oczy i pytali sie ze zdziwieniem i Pani nie moze znalezc pracy?

        Moze to rzeczywiscie zazdrosc, niedowierzanie, ze ktos ze !!wschodu!! mogl tyle osiagnac.
        – eee pewnie klamie (powiedzmy szczerze: nasze swiadectwa pracy roznia sie diametralnie od tutejszych)
        – oj oj oj z takim doswiadczeniem i wiedza oj oj niebezpiecznie (wiem ze firma ma z pewnym „projektem”problemy) dzwonie bezposrednio do osoby odpowiedzialnej przedstawiam sie oferujem mnie i moje doswiadczenie na srebnej tacy, przesylam CV zero reakcj. Po roku slysze o jeszcze wiekszych problemach tym razem dzwonie do kadr, nawiazuje do pierwszego nawiazania kontaktu (nic nie wiedza) przedstawiam sie. Jestem traktowana jak karaluch, ostatni smiec. Z tego co wiem nie jest lepiej.

        Studia tez nie byly bajka. Jak to pieknie nazwales „niesprzyjajace srodowisko”
        Studenci z wymiany to co innego ale taki ze „wschodu” „pelnowymiarowy student” co chce sie wybic i cos osiagnac to juz inna bajka.

        Pierszy semestr
        2 rozne egzaminy u tego samego profesora
        – pisemny (dostalam 5.5) (na formularzu egzaminacyjnym nie ma nazwiska, pamietam napisalam 9 stron A4)
        – ustny … (podkreslam ten sam profesor)
        Po odpowiedzi na wszystkie pytania
        ekstremalnie obnizona ocena (nie o pol punktu ale profesor poszedl naprawde „po bandzie”)
        Moja opadnieta szczeka i pytanie ale dlaczego taka ocena?
        Profesor z wsciekloscia: „NIe moge pozwolic aby ktos z nimieckojezycznymi problemami (w moim przypadku hmm akcent??? ) w przyszlosci udzielal porad prawnych”.
        Pozniej dowiedzialam sie od innych nie niemieckojezycznych studentow ze profesor … taki jest.
        Dowiedzialam sie tego od chlopaka, ktory tez wczesniej nie wiedzial i wdepnal u niego w pisanie pracy magisterskiej… dorosly mezczyzna i mial lzy w oczach.
        Po tej nauce pisalam prace u profesora, ktory byl niezwykle surowy ale sprawiedliwy.
        Na pytania studentow U kogo piszesz? kiedy padalo nazwisko slyszalam tylko „O Boze”. Nie mialam zadnego problemu.
        Nienawidzilam ustnych egzaminow
        Jeden z profesorow w moim przeknaniu mogl mi dac (5 lub 5.5) dal 4.5 ale chyba mial ostatecznie wyrzuty sumienia. Bo jak to inaczej ocenic?
        Zawsze mi sie klanial na korytarzu czesto przystawal i sam nawiazywal rozmowe. W czasie kiedy pisalam prace magisterska przyjaznie ostrzegal :) ze wlasnie sie troche pozmienialo w prawie abym byla czujna :):):).

        Dlugo by opowiadac.

        Medicus Hell-veticus@ w normalnym srodowisku jets duuuzo lepiej. Zagniezdzilam sie tutaj czuje sie „u siebie” chociaz wiem ze zawsze bede obca.
        Jest podobnie jak w Polsce
        – sa osoby ktore mnie szanuja, cenia i lubia.
        – sa tez osoby ktore mnie nienawidza.
        No coz nie jestem „Nutella” zeby mnie wszyscy kochali.

        Czego brakuje? Moze nie calkiem tego co bylo w Polsce.
        Ale chociaz takie na 50% zycie zawodowe.
        Kariere jeszcze nie odlozylam do pudla z napisem „Ale to juz bylo i nie wroci wiecej”.
        Mam dni zalamania ale „I choć tyle się zdarzyło to do przodu
        Wciąż wyrywa głupie serce”
        Otrzepuje kurz, wylizuje rany i nie poddaje sie (co tez zadziwia Szwajcarow).

        Polubienie

  8. Obdzwonilam nie tylko Kanon Bern ale i sasiedzkie. Rozne firmy, instytucje itp. Setki wyslanych podan.
    Rozmowy tel. sa mile, podnoszace na duchu, dajace nadzieje.
    W rezultacie przychodza pieknie sformulowane odmowy.

    Kiedys przed latami, na poczatku pobytu w Szwajcarii
    pewna madra kobieta mi powiedziala:
    My w Szwajcarii mamy podwojnie ciezko.
    Nie dosc, ze jestesmy obcokrajowcami to do tego jestesmy kobietami…

    Nie siedze i nie placze (no moze od czasu do czasu).
    Znalazlam sobie kilka hobby, mam czas na sport.
    W zasadzie czas mam wypelniony od wczesnego rana do wieczora.
    Mam tu tez sporo serdecznych znajomych (maz sie smieje ze wiecej jak w rodzinnym miescie w Polsce).
    Ale czegos brak…

    Polubienie

    • Obca.
      Twoje oceny nikogo nie obchodza. Tutaj jestesmy schiis usländerstwo. Ale uwaga. Jak sie poskarzysz normalnym ludziom spoza scislej budzetowki – znam absolwentow AGH co ich pierwsza praca tu w CH w ABB to kilkanascie tysiecy CHF brutto + bonusy etc. to mysla ze ten typ jest chory psychicznie….bo oni takowych szykan nie znaja. Podobnie jak moi informatycy. Byl sobie informatyk z Moskwy po Lomonosowie, szwajcar cos mu mruknal, ten informatyk poszedl do HRow z wypowiedzeniem bo on ne bedzie znosil idiotow i sobie inna robote znajdzie. Wniosek – Szwajcarskeigo przuelozonego wystawiono jak stal z Securitasem na ulice a Rosjanin zostal z podwyzka…

      Ale to sa inne realia. Realia ktore sa mi znane to szykany i rozwiazanie systemowe, Wiesz, prawnicy nie chca aby gdzies byli inni prawnicy. Miska z frykasami jest jedna a kocury chca zrec to co najlepsze. W Medycynie podobnie, owszem, niby lekarzy brakuje ale brakuje do tyrania po 120 godzin tyfgodniowo nad papierami na internach na zadupiach ale jak jest etat ordynatorski i tam podstawy 450.000CHF rocznie brutto plus premie to myslisz te tam usländer chociazby po Harvard School of Medicine ma co szukac?

      A normalne uklady Obca to sa takie ze 5% ludzi Ciebie lubi, 5% ludzi Ciebie nie lubi, dla 90% Twoja egzystencja jest obojetna.

      W normalnym srodowisku jest o tyle lepiej, ze jaki jest kon kazdy widzi. Jak w firmie gdzie pracuje inzynmier usländer z Czech czy Slowacji czy Polski jest problem do rozwiazania i klient czeka to nie ma takich jazd. Praca na styku biiurwy to szykany bo tam nikogo nic nie obchodzi. W takiej Szwajcarii np. trabia o braku lekarzy a z kazdego schiis lazaretu mozna dzis zwolnic 2/3 tychze i paradoksalnie organizacja pracy by sie poprawila. Niemcy potrafia.

      Zauwaz jeszcze ze jak szwajcarski Anwalt pokpi sprawe to znaczy ze winny jest Sad, Bog i wszystko. Gdybys jako Anwältin przegrala w sadzie to winne jest wiadomo usländerstwo. Z tym nalezy juz zyc.

      Wiesz, mam dziesiatki znajomych, w tym jednego lekarza Szweda kardiologa z pochodzenia, ktory jako jeden z pierwszych w Europie dokonal Przezcewnikowego wszczepienia zastawki aortalnej – Transcatheter Aortic Valve Implantation, TAVI.

      Jest nazywany w kuluarach schiis usländerem i Metzgerem z czystej zazdrosci. Szwajcarskie kundle ujadaja, umiejac moze z 5 do 10% tego co on. On ma ich w dudzie. Nauczyl sie z tym zyc. Ludzie wybacza Ci wszystko, ale nie to ze jestes od nich lepszym. Ja np. na 3 roku specjalizacji mialem zrealizowane procentowo 28x wiecej programu szwajcarskego lekarza rezydenta. Nikogo to nie obchodzi, wlacznie ze mna.

      Jesli pracujesz na takim styku biurwa system to musisz znac swoje miejsce. Moj szwagier szwajcar jest polityczny. Jest jednym z najmlodsyzch komendantow Policji. Usiadl kiedys ze mna na kanapie i jak siedzielismy wzialem Ipada i mu pokazalem moje odpowiedzi na Bewerbungi. Wiesz,. on podbladl i dostal zimnego potu na czole. Mamrotal – to niemozliwe, tego nie ma w Szwajcarii. Po czym czytal te maile i dygotal…

      A w tych Absage byly sformuowania, ktore oni Szwajcarzy wyparli ze swiadomosci. On sie spodziewal takiego traktowania w Afryce ale nie w jego ukochanym idyllicznym kraju. On nie mogl uwierzyc ze ktokolwiek w Szwajcarii napisze kandydatowi – dla utrzymania naszej higieny psychicznej natychmiast kasujemy Panskie Bewerbung. Jak przeczytal ze mi odpisali ze w zyciu nie widzieli gorszego Bewerbera niz ja i uprzejmie prosza o to bym sie nigdy wiecej nie Bewerbowal to malo sie nie zwymiotowal… Jak tak mozna, zapytal?

      A ja do niego – widzisz strary, dzieki mnie poznajesz swoj kraj. Wyparcie mu spadlo. Döla przecietnego Szwajcara sposob wjaki nas sire tu traktuje to abstrakcja. Malo tego – dla innych Polakow z normalnych branz to abstrakcja -bo nikt ich od kurew szczurow i wszy nie wyzywa. Tam jest prosto – potrzebuja murzyna do roboty to go biora lub nie, nikt czasu nie traci. Jak sie w polskim gronie czlowiek czasami poskarzy to mysla – kurna, stres adaptacyjny zagranica mu psychoze odhamowal, on ma objawy osiowe i wytworcze schizofrenii paranoidalnej…

      Glowa do gory, Pani Obca. Wez te ichnie szykany za to, ze ratlerki ujadaja i frajerami sie nie przejmuj. Wazne jest Twoje i na tym sie skup. Szwajcarskiej Choloty nie da sie edukowac.

      Popatrz na tym jak te frustracje zamknac w sobie, zniszczyc kompleks usländerki i do przodu, jak to studenci w moich czasach mowili – coco jumbo i do przodu. Rozkminianie tego nie ma sensu. Ja na swoim blogu mam czesto wynurzenia podobnego typu, ale raczej w celu pokazania jak ten idealny kraj wyglada. A bedac ze Szwajcarka to i kontrole skarbowki mam regularnie a i KESB przychodzic regularnie chcial…

      Samo zycie, Pozdrawiam, coco jumbo i do przodu.

      Polubienie

      • @obca,

        pozwolilem sobie przetlumaczyc Twoj wpis i pokazalem mej szwajcarskiej zonie. Wiec to co teraz pisze po polsku jest od niej.
        Moja Zona mowi:

        Szwajcaria to bbardzo maly kraj i nie potrzebujacy konkurencji. Ja tez nie moglam zrobic specjalizacji z dermatologii. A co do prawa to prawnikow jest za duzo.Tu nie chodzi o zadne CV/doswiadczenie. To jak ze zwiazkiem. Jesli kobiecie sie nie podoba mezczyzna to chocby na rzesach stanal nie bedzie niczego. To nic osdobistego – tak jak pisze moj maz – potrzebuja murzyna to go biora, nie potrzebuja to odmowa. Smiech.Nie imputuj sobie wad i nie porownuj sie do innych. Ja sama dorastalam w otoczeniu, ktore latami mowilo mi ze wszystko inne od szwajcarskiego jest gorsze. Tym my zyjemy. Stereotypami.

        Nigdy nie idz do firmy z problemami. Firma z problemami ma owe poroblemy dzieki komus lub czemus, najczesciej jest zle zarzadzana. Pojscie tam to skomplikowanie sobie zycia. Tak jak ja nie pracowalabym dobrowolnie w szpitalu o ktorym mowi sie rzeznia.

        —–
        Tyle od mojej malzonki.

        P.S. Obca – ja mam tylko branzowych znajomych – tylko ze strzelnicy i biznesowe kontakty i tylko small talk. Tak wiec glowa do gory,

        Polubienie

  9. Medicus Hell-veticus
    Zona ma racje. I wiem ze to nic osobistego.
    Szwajcarzy uwazaja, ze wszystko inne jak szwajcarskie jest gorsze… Takie podejscie do tematu pozwolilo im (w takcie zawirowan historycznych) utrzymac w calosc zlepek jezykowy i kulturowy jakim jest ten kraj. Dla nich jest to cos pozytywne. Zawsze podziwiam ich trzymanie sie razem.
    Zauwazyliscie ze nawet jak cos sie wali to do obcych tego nie mowia (trzymaja strone szwajcarska) nie obrzucaja sie blotem tylko zaczynaja wymieniac pozytywne strony zdarzenia (typowo szwajcarskie).
    Z kolei my Polacy i nasze umilowanie do improwizacji (totalna abstrakcja dla Szwajcarow) pozwolilo przetrwac lata zaborow i inne zawirowania jako narod zachowujacy swoja tozsamosc. (Anglia w to niewierzyla i po I Wojnie Swiatowej byla przeciwna powstaniu Polski.) Obserwujac niektore kraje bylego ZSRR wcale im sie nie dziwie.
    Kazdy narod jest inny ,ma inna mentalnosc ale nie znaczy ze jakis jest gorszy.

    Z „rzeznia” zona ma racje!
    Ale tu z kolei widac moja desperacje. Moge byc „chlopcem do bicia” byle byla praca.
    Tego bledu juz nie zrobie. Dziekuje.

    Wyslalam kolejne podania o prace.
    Niezlomnosc – typowo polskie. :)
    Z zycia w Szwajcarii, tej mentalnosci wyluskuje co najlepsze i staram sie wprowadzac w moje zycie.

    Medicus Hell-veticus i Twojej rodzine wszystkiego najlepszego.

    Polubienie

  10. Nie jestem sama! Pierwsza myśl po przeczytaniu Twojego wpisu.
    Jestem dopiero w Szwajcarii od miesiąca a już moja psychika daje się we znaki. Przyjechałam tu za narzeczonym, który dostał dobrą pracę i możliwość rozwoju. A co ze mną? Jestem licencjonowaną pielęgniarką oraz magistrem w innej dziedzinie, mam ukończonych sporo kursów medycznych. W Polsce w końcu znalazłam pracę, którą bardzo lubiłam i za którą dostawałam naprawdę dobre pieniądze (a wiadomo, w moim zawodzie to niestety rzadkość). I co? nagle padł temat emigracji..zgodziłam się. Zostawiłam wszystko i wyjechałam. Mówiłam sobie: „przecież jakoś to będzie”. I jest.. ciężko. Moje obecne życie kręci się wokół nauki francuskiego, gotowaniu obiadów i sprzątaniu (zawsze sobie powtarzałam, że nie będę kurą domową.. i po raz kolejny życie nauczyło mnie : „nigdy nie mów nigdy”). Może i fajnie brzmią słowa „nie musisz pracować”, ale dla mnie jest to niezwykle ciężkie psychicznie. Ja – kobieta niezależna, pracująca od kilu lat na wszystkie swoje zachcianki, nagle nie mam co robić.
    Wiem, że to dopiero początek mojej przygody w Szwajcarii i po przeczytaniu Twoich słów zrobiło mi się lepiej. Spróbuję spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy. Podziwiam Cię za wytrwałość i trzymam kciuki za dalsze sukcesy!

    Czy są wśród czytelników osoby, które mieszkają we francuskiej części Szwajcarii?

    P.S. Pewnie sobie pomyślicie: „pracy dla pielęgniarek jest dużo”. Może i jest, jak się zna język (inny niż angielski)!

    Polubione przez 2 ludzi

    • Praca w Pflege to jest bardzo ciezka i niewdzieczna praca, moze za wyjatkiem Pflegedirektion/ Verwaltung.
      Annerkenung nalezy zrobic i jakos to bedzie. Nigdy nie bedzie tak jak w bizensie czy IT i nie zarobi Pani nawet 50% tego co nauczyciel, mimo iz jedno i drugie to socjalne zawody-.

      Polubienie

    • Pewnie ze jest duzo Polakow! Ja mieszkam w czesci niemieckiej, ale sprobuj na FB sa grupy Polonia w Szwajcarii, Polacyvw Szwajcarii, Szwajcaria oczami Polakow i pewnie tez mniejsze, regionalne. Jak tam sie spytasz, kto jest z Twojego regionu to na pewno ktos sie odezwie!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s