Czy się stoi, czy się leży..

2,5 tys. franków miesięcznie od rządu dla każdego dorosłego obywatela – to pomysł, o którym obecnie głośno w Szwajcarii. Ponieważ sprawa wzbudza zainteresowanie w Europie, a przekazy medialne pełne są nieścisłości i błędów, publikuję rozszerzony i uzupełniony o aktualne informacje przedruk z magazynu „Praca za granicą”, gdzie w styczniu ukazał się mój artykuł na ten temat.

Koncepcja tzw. bezwarunkowego dochodu gwarantowanego (basic income guarantee, Grundeinkommen) mocno przypomina socjalistyczną utopię i choć wiele krajów testowało już tego typu rozwiązania, jeszcze żaden nie odważył się w pełni i na stałe wcielić ich w życie. W Szwajcarii z kontrowersyjną inicjatywą wyszła grupa niezależnych działaczy społecznych, którym udało się zebrać ponad 100 tys. podpisów pod projektem ustawy i tym samym doprowadzić do ogólnokrajowego głosowania w tej sprawie. Według najnowszych informacji, referendum ma odbyć się 5 czerwca 2016 roku.

O co chodzi?

Autorzy inicjatywy chcą, aby każda osoba mieszkająca w Szwajcarii, bez względu na to czy pracuje, czy nie, miała zapewniony comiesięczny stały dochód. Proponowane kwota to 2,5 tys. franków szwajcarskich (ok. 10 tys. zł), tyle bowiem, zdaniem pomysłodawców rozwiązania, zapewni przeciętnemu Szwajcarowi zaspokojenie minimum życiowych potrzeb. Dochód gwarantowany mieliby otrzymywać nie tylko obywatele Szwajcarii, ale również legalnie przebywający w kraju obcokrajowcy, choć tu autorzy inicjatywy zastrzegają sobie możliwość pewnych ograniczeń. Stały dochód powinien dotyczyć też dzieci i w tym przypadku proponowana kwota to 625 franków miesięcznie.

Po co bogatym Szwajcarom pieniądze od państwa?

Zwolennikom idei zależy przede wszystkim na zmniejszeniu ubóstwa (tak, takie zjawisko w Szwajcarii występuje) i zapewnieniu godnego życia osobom nieaktywnym na rynku pracy (np. kobietom wychowującym dzieci albo opiekującym się starszymi członkami rodziny). Chodzi także o ujednolicenie systemu świadczeń społecznych. Jeśli dochód gwarantowany wejdzie w życie, zastąpi dotychczasowe wypłaty m.in. dla bezrobotnych czy dodatki na dzieci.

Wbrew temu, co piszą niektóre media, osoba pracująca w Szwajcarii nie otrzyma dodatkowego miesięcznego prezentu w postaci 2,5 tys. CHF. Chodzi raczej o inne rozłożenie akcentów w wypłacie wynagrodzenia. Przykładowo, osoba pracująca w sektorze prywatnym, która obecnie zarabia 3 tys. franków, po wejściu w życie dochodu gwarantowanego, otrzymywałaby 2,5 tys. franków od państwa, a resztę, czyli tylko 500 franków stanowiłoby jej wynagrodzenie od pracodawcy. Jak tłumaczą autorzy inicjatywy, odciążony w ten sposób przez państwo pracodawca byłby gotowy podwyższyć płace swoim pracownikom, z korzyścią dla obu stron. Dlatego dochód gwarantowany ma w założeniu poprawić również sytuację osób pracujących, zwłaszcza dla tych, którzy obecnie zarabiają najmniej.

Skąd wziąć na to pieniądze?

Problem pojawia się gdy zaczniemy liczyć koszty takiego rozwiązania. Szacuje się, że zagwarantowanie stałego dochodu każdemu obywatelowi kosztowałoby Szwajcarię ok. 200 mld franków rocznie. To równowartość niemal jednej trzeciej szwajcarskiego PKB. Inicjatorzy referendum chcą, aby pieniądze na ten cel pochodzić głównie z nałożonego na pracodawców nowego podatku. Do państwowej kasy miałaby trafiać równowartość 50 proc. kwoty wynagrodzenia pracownika (zgodnie z naszym przykładem byłoby to 250 franków). Na wypłatę dochodu gwarantowanego przeznaczonoby również fundusze ze składek na ubezpieczenia społeczne (m.in. AHV – odpowiednik polskiego ZUS).

Co na to gospodarka?

Koncepcja dochodu gwarantowanego budzi w Szwajcarii kontrowersje. Jej przeciwnicy uważają, że jest zabójcza dla gospodarki, ponieważ zachęci niektórych obecnie pracujących do pozostania w domu. Z kolei z przeprowadzonego przez zwolenników koncepcji sondażu wynika, że tylko 2 proc. ankietowanych rzuciłoby pracę w zamian za gwarantowane 2,5 tys. CHF miesięcznie. Helweci boją się też, że bezwarunkowe świadczenie będzie dodatkowym magnesem dla imigrantów, którzy już teraz w Szwajcarii stanowią jedną czwartą populacji. Póki co nie wiadomo jednak, czy i na jakich zasadach świadczenie przysługiwałoby przyjezdnym.

Czy Szwajcarzy powiedzą „tak”?

Trudno powiedzieć czy obywatelska inicjatywa spotka się z poparciem większości Helwetów. Szwajcarski parlament zaapelował niedawno do obywateli, aby odrzucili projekt, jednak według sondaży niemal połowie społeczeństwa wydaje się on kuszący. Historia pokazuje jednak, że Szwajcarzy nie są zwolennikami ustawowych ograniczeń rynku pracy. Niedawno mieli okazję zagwarantować każdemu pracującemu minimalne wynagrodzenie w wysokości 22 franków za godzinę, co oznaczałoby, że miesięcznie każdy zarabiałby nie mniej niż 4 tys. franków (ok. 16 tys. zł). W referendum, które odbyło się w maju 2014 r., aż 77 proc. obywateli opowiedziało się jednak przeciwko takiemu rozwiązaniu, uznając, że byłony ono szkodliwe dla gospodarki. Wcześniej, w 2012 r. w podobny sposób przepadł też obywatelski projekt wydłużenia płatnego urlopu pracowniczego z czterech do sześciu tygodni. Z szacunków ekspertów wynikało wówczas, że wprowadzenie w życie nowych regulacji podniosłoby koszty pracy o ok. 6 mld franków w skali roku.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s