100 dni

I tak niepostrzeżenie minęły trzy miesiące, odkąd wyładowanym pod dach całym moim dobytkiem autem przekroczyłam szwajcarską granicę, z zamiarem zostania tu „na dłużej”. Oto, czego w ciągu 100 dni dowiedziałam się o tej małej, bogatej wyspie na mapie Europy:

– Określenie „chodzić jak szwajcarski zegarek” nie mogłoby być bardziej trafne. Komunikacja miejska i pozamiejska jest tu naprawdę do bólu punktualna. Co więcej, w każdym autobusie jest zegarek z sekundnikiem i sama byłam nie raz świadkiem, jak kierowca odjechał z przystanku, dopiero, kiedy wskazówka była dokładnie w punkcie :)

– Kierowcy zatrzymują się na pasach! Nawet autobusy, ciężarówki i taksówki. Jest to szok zwłaszcza dla osoby, która wcześniej kilka lat mieszkała w Warszawie ;) Jest to miłe, ale rodzi też poważne problemy społeczne. Niedawno przez szwajcarskie media przetoczyła się dyskusja na temat tego, czy karać osoby, które zamiast uważnie rozejrzeć się, jak uczono w szkole – w lewo, prawo i jeszcze raz lewo – przechodzą na pasach ze wzrokiem wlepionym w smartfony.

– Szwajcarzy mają fioła na punkcie lokalnych produktów. Nawet Coca-Cola jest tu made in Switzerland (!). Kiedy niedawno okazało się, że niektórzy sprzedawcy metkowali sprowadzone z Węgier mięso jako pochodzące od szwajcarskich świń i krów, był to skandal na miarę afery taśmowej w PL. PS. Jeśli chodzi o mięso, to najdroższe są tu.. kurczaki..

– W Szwajcarii jest drogo. Bardzo drogo. Za średnią polską pensję nie da się tu nawet wynająć mieszkania, a obowiązkowe podstawowe ubezpieczenie zdrowotne kosztuje minimum 200 CHF, czyli ok. 700 PLN. W przytłaczającej biednego emigranta drożyźnie są jednak wyjątki. Jednym z nich jest elektronika, która jest tu znacznie tańsza niż w Polsce. Przykładowo, Play Station 4 widziałam tu w jednym ze sklepów za 380 CHF (ok. 1300 PLN) :)

– Banknotem o najwyższym nominale jest 1000 franków, co w przeliczeniu na złote daje.. 3,5 tys. złotych! Niejeden Polak miesięczną wypłatę dostawałby w jedym papierku ;) Produkcja wysokich nominałów jest pochodną zamożności społeczeństwa. Średnia pensja Szwajcara to ponad 6 tys. CHF (ponad 21 tys. zł)..

– Nie wszyscy wiedzą, że w Szwajcarii mówi się czterema językami: niemieckim, francuskim, włoskim i retoromańskim. Największa jest część niemieckojęzyczna, z kolei językiem romansz posługuje się jedynie ok. 60 tys. osób, choć jego popularność ostatnio rośnie, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Mimo, że ok. dwie trzecie Szwajcarów deklaruje znajomość j. angielskiego, w praktyce język Byrona sprawia trudności nawet urzędnikom i pracownikom banków. Mniej więcej w połowie listopada w pewnej firmie zajmującej się dekoracją wnętrz zamówiłam anglojęzyczną panią od firanek. Do tej pory takiej nie znaleźli ;)

– Język szwajcarski, czyli Schwyzerdütsch, którym posługują się mieszkańcu niemieckojęzycznej części kraju, w wymowie i zapisie nie ma wiele wspólnego z tzw. wysokim niemieckim, którego uczymy się w szkołach. Ze Szwajcarami dogadasz się po niemiecku, ale ich nie zrozumiesz..

– Pora lunchu to dla Szwajcara czas święty. Tzw. Mittagessen potrafi trwać nawet 2 godziny, w tym czasie zamykane są urzędy, punktu usług oraz niektóre sklepy. W wielu miejscach pracy o godz. 12.00 gasną światła i komputery, a pracownicy karnie udają się wspólnie do restauracji lub w zakładowej kantynie podgrzewają sobie przyniesione z domu jedzenie. Jeśli będąc w domu w porze lunchu przyjdzie ci ochota na wiercenie dziur w ścianie, pamiętaj o sąsiadach :)

– Szwajcarzy lubią zakupy, ale cenią sobie też spokojne wieczory spędzone w domu. Dlatego sklepy w centrum miasta są czynne w tygodniu tylko do 18.30, a centra handlowe do 20. Nie muszę oczywiście pisać, że mieszkając w Szwajcarii o niedzielnym shoppingu można zapomnieć..

– Proszona wizyta w szwajcarskim domu ma przebieg rytualny. Zaczyna się od aperitif, goście są witani przekąskami i lekkim alkoholem (piwo, muscat..). Później jest obiad i ulubiony trunek Szwajcarów, czyli wino (średnio w roku pije się tu prawie 40 litrów na głowę). Pod koniec wizyty podaje się kawę i obowiązkowy deser (Szwajcarzy uwielbiają słodycze, zwłaszcza te najbardziej słodkie), a także szklaneczkę mocniejszego alkoholu (grappa, whisky..). W dobrym tonie jest wyjść przed 23 ;)

To tylko pierwsza porcja moich spostrzeżeń. Jestem pewna, że z kolejnymi miesiącami pojawią się kolejne. Chętnie poczytam też o Waszych :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s